Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erotyka organiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erotyka organiczna. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia 2007

Erotyka organiczna by Herman Forsterling

Wiosna zakwita i przekwita wszędzie dookoła, jak okiem sięgnąć. Forsycja, magnolia, tulipany, szafirki, krokusy... Prawie wszystkie potrafimy nazwać. Czy na pewno? A co jeżeli pod pierwszymi płatkami kryje się tajemnica? Jeżeli kwiat oglądany co roku tym razem inne nieco ma oblicze? A może tegoroczna wiosna przyniosła nam całkiem inne kwiaty? Wystarczy im się przyjrzeć z bliska, zatrzymać się w pędzie ku codzienności i dostrzec magię, choćby tę, którą prezentuje FloraMagica








16 maja 2006

Namiętność natury

Słyszałam ich wczorajszej nocy. Jego wołanie, zawodzenie ciągnące się nad łąką i szmer jej odpowiedzi. Jego drapieżne palce wplecione w uliścione gałęzie włosów, szarpiące bezlitosnymi ruchami, zdzierające suknie kwiatów. Jej łzy spływające z chmurnych oczu, łzy nieprzebrane, prędkie. Płakała deszczem, z rozkoszy czy z bólu nie wiem tego. Płakała długo w noc podczas gdy jego palce zaciskały się na bezbronności. Rzęsy traw falowały miarowo, coraz szybciej jak ekstatycznie unoszone piersi w łapczywym oddechu. Powoli ulegała jego sile, skłaniała przed nim głowę, dłonie składała w modlitwie, kolanami sięgnęła piekieł. On nieprzejednany w swoim gniewie, szaleńczym opętaniu… Kiedy jej ciało znaczone płonącym śladem błyskawicy wyginało się w nieludzkim wysiłku. Kiedy jego głos rozbrzmiewał pod postacią gromu. Ziemia drżała, powietrze było ciężkie od dusznej żądzy, kiedy posiadł ją, ujarzmił.

Rankiem o ich nocnej ekstazie świadczyły jedynie rozrzucone w nieładzie liście zerwane z drzew, pokładające się łany traw i smugi mgły. To jej oddech. Dysząc pożądaniem zostawiała mu ślady swojego oddechu – jak podziękowanie, jak zaproszenie, jak pamiątkę. Takie są wiosenne burze. Taka jest namiętność natury. Gwałtownie piękna.

12 czerwca 2005

W malinowym chruśniaku

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakis żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
Bolesław Leśmian

18 maja 2005

Lilia

Rozchyliłem stulone płatki i pokazałem jej wstydliwe wnętrze kwiatu.
- Niech pan przestanie.Jeszcze nie wiedząc, lecz już przeczuwając widocznie, zaśmiałem się nagle i nagle urwałem...
- Bo?...Podniecające i sekretne były jej oczy, zmrużone niezdecydowaną odpowiedzią...
Wtedy rozwarłem szeroko na cztery strony świata białe ciało lilii i wilgotnymi wargami upieściłem wnętrze...
A gdy podniosłem oczy - ona stała w pąsach, z rozfalowaną piersią i błyszczącymi źrenicami.
I uśmiechnąwszy się nikle (pewno z warg moich, ufarbowanych żółtym pyłkiem) - jakimś specyficznie wzruszonym i drżącym głosem powiedziała:
- Pan jest wy-ra-fi-no-wa-nie nieprzyzwoity!...
Julian Tuwim

Tuwim - Mistrz niedościgniony w erotycznym opisie cudowności dowolnych. Pelne namiętności słowa i obrazy, pełne pożądania opisy.

14 maja 2005

Rosa Baccara

Poczułam dotyk na policzku. To był kwiat. Aksamitne płatki dotykały moich policzków, ust, brody... Z czułością i pietyzmem gładziła pąkiem moje włosy, ucho, szyję... Poczułam dotyk na obojczyku. Gładkość płatków powoli przechodziła w chłód liści, drobne kropelki wody strząśnięte z nich rozpryskiwały się na skórze. Liść – przedziwna istota – brak mu delikatności i łagodności płatków, ale jest równie ekscytujący. Twardy, o ostrych brzegach, szeleszczący. Zieleń liści pieściła moją skórę. Lecz i to nie był koniec. Powoli liście wtulały się we mnie, coraz bardziej, coraz bliżej, już nie jeden, nie dwa... teraz wszystkie liściaste dłonie dotykały mnie. Zanim zdążyłam nacieszyć się tym dotykiem Ona podarowała mi kolejny. Dotykając mnie liśćmi przesunęła kwiat daleko do tyłu... widziałam już tylko koniec łodyżki w Jej palcach. „Zaraz zniknie” pomyślałam, byłam jednak w błędzie. Oto bowiem różany pąk powracał do mnie. Ale tym razem jedwabiste tchnienie purpury nie było mi dane, a szelest liści zaczął nabierać bardziej realnego wymiaru. Kwiat bronił się przed moim wzrokiem, bronił się kolcami. Najpierw jeden, a za nim kolejne ciernie składały swoje kłujące pocałunki na mojej skórze. Czułam jak zagłębiają swoje pożądliwe zakrzywione czubki w ciało. Jak stymulowane ruchem, trzymającej różę, dłoni przesuwają się, znacząc swoją ścieżkę drobnymi zadrapaniami. Było ich więcej i więcej. A kroczyły bardzo powoli, jakby delektując się swoim działaniem. Wzdrygnęłam się. Różą była okazała, długa, kolczasta. Spojrzałam w oczy mojej Dręczycielki - uśmiechały się do mnie zawstydzając mnie na nowo. Przymknęłam powieki, żeby kontemplować ten dotyk, którym Pani mnie obdarzyła - pieszczotę kolców. Z czasem kolce stawały się bardziej delikatne, jakby mniejsze i bardziej łagodne. Poczułam brzoskwiniowy dotyk płatków na ustach, a zaraz po nim kolec zagłębiający się moją wargę. Odruchowo otworzyłam usta, momentalnie też Pani wsunęła w nie łodyżkę róży, z krótkim poleceniem „Trzymaj”. Zacisnęłam zęby i od razu kolce wbiły się w dziąsła i wargi. Oto moja kwiatowa pieszczota osiągnęła swój szczyt. Klęczałam z wysoko uniesioną głową tak, żeby Pani schylając się do moich piersi nie była narażona na ciernie ostrokołu, który mi podarowała. Kiedy zacisnęła swoje smukłe palce na sutkach, wykręcając je boleśnie z za zaciśniętych, jeszcze bardziej, ust wydobył się cichy jęk. I nie wiem czy jego źródłem były sutki czy może wnętrze ust, które zaczynało krwawić z powodu zagłębiających się w ciało kolców. Językiem dotykałam miejsc, w których ciernie i ciało stanowiły jedność, to stamtąd pochodził upojny słodkawy smak, smak krwi...

Napisałam te słowa dla Wyjątkowej Kobiety, która pojawiła się i zniknęła jak błyskawica. Do dziś mam tę różę... Choć powoli znika pod codziennym kurzem...

23 kwietnia 2005

Magnolia soulangeana

Każdy, kto choć raz w życiu widział kwitnącą magnolię, nigdy nie zapomni tego zjawiska. Tak zjawiska właśnie, a nie obrazu. Bo spektakl, który prezentuje magnolia to połączone wrażenia wzrokowe, zapachowe i dotykowe.Magnolia najpierw skupia na sobie wzrok odwiedzającego ją widza. Staje przed nim jak naga kochanka, z ramionami wzniesionymi do nieba. Delikatny wiatr porusza gałązkami, ale wygląda to jak pozdrowienie uniesioną dłonią. Pozdrowienie, a może raczej przywołanie. I niemy ten widz, wpatrzony w smukłe linie ciała podąża ku tej najpiękniejszej. Pozostawiając za sobą, mijane z obojętnością wielożółte pocałunki żonkili - wiosennych skowronków. Jedyne co widzi, to nagie, ponętne ciało obsypane dorodnymi pąkami. Widzi jak na jego oczach magnolia rozchyla suknie swoich zewnętrznych płatków, jak odrzuca cudowne fiolety ukazując koronkową bieliznę - śnieżnobiałe wnętrze kwiatu. Żadnych zbędnych ozdób, żadnych liści i listków... tylko magnolia i poruszane wiatrem zwiewne suknie kwiatów. Jest subtelnie roznegliżowana, ale nie jest bezwstydnie naga. Ubrana w kwiaty i pąki, które obsiadły jej wiotkie ciało niczym rój kolorowych motyli, czeka zawstydzona na swojego adoratora. A on podchodzi coraz bliżej, już może rozróżnić pojedyncze białe strzępki jej zwiewnej garderoby. Podchodzi żeby oczy nacieszyć i wtedy właśnie wciąga w głąb siebie jej upojny, miłosny aromat. Teraz już jest w mocy magnolii, odurzony zapachem podąża przed siebie, byle bliżej i bliżej. Wyciąga dłoń, żeby dotknąć tego cudu, który objawił się oczom śmiertelnika. Ona nie ucieka przed dotykiem kochanka, o nie. Sama porusza z wdziękiem ramionami gałęzi w jego kierunku... Czekała tu na niego odkąd pierwszy pąk ukazał światu swoją fioletową suknię. Czekała na niego materializując swoje piękno i pożądanie w każdym kolejnym kwiecie, w każdej kropli słodkiego, dusznego, obezwładniającego zapachu - zapachu magnolii...

Co było dalej? Dalej był już tylko dotyk, jego palców i jej płatków, a czasami gładkiej, chłodnej skóry gałązek. I trwali tak, niby pod pręgierzem ludzkich spojrzeń. Ona odwieczna dama i on - kolejny młody zakochany. Wróci do nie jeszcze. Wróci za rok, za dwa. Zapewne przyprowadzi tu swoją kochankę, żeby pokazać jej kwintesencję kobiecości - nagiej, niemej, pięknej i wonnej... Ale teraz są tylko we dwoje magnolia i jej adorator.

Nie ma bardziej kobiecej i bardziej ujmującej rośliny ponad magnolię. W moim ogrodzie żyje sobie taki właśnie cud natury, zachwycając pięknem niemal bibułowych kwiatów. Co roku budzi mnie do życia po długiej zimie... Jej nadejście zwiastują służki u jej stóp spoczywające - krokusy. Ale tym razem zazdrosny kochanek z przeszłości zniszczył jej piękno. Nie pozwolił cieszyć się widokiem i zapachem. Zazdrosny o nią, o tę najpiękniejszą. Dziś w nocy wzgardzony kochanek - mróz odwiedził moją piękną. Swoimi pożądliwymi palcami dosięgnął pąków kobiecości. Odebrał jej blask, barwę i zapach. Dziś rano ujrzałam moją piękną w herbacianej żałobie, w jakiej pozostawił ją mróz. A ja nie mogę jej pomóc, nie tym razem...





13 kwietnia 2005

Drosera anglica


A wiec chcesz być rosiczką. Lecz którą czy ma to być Drosera rotundifolia czy może Drosera anglica, albo Drosera obovata? Wszystkie one są drapieżne jak na rośliny. Czają się na nieostrożnych wędrowców, zamyślonych, zagubionych, zapatrzonych, nieuważnych... Są piękną pułapką. Różowo purpurowa pożądliwość liści drapieżnie i lubieżnie spoglądających na wszystko jako źródło białka. A może na coś jeszcze... Determinacja w dążeniu do mety w wyścigu ewolucji.

Sądzę, że mógłbyś być rosiczką długolistną... Tak, wzniesione i wyniosłe liście w odcieniu zieleni prężą się niczym wzwiedziony członek. Lśniące, tym błyskiem i blaskiem jaki bić może jedynie od naprężonej do granic, gładkiej i twardej męskości. Lecz jest coś co różni te dwa organy... liść rosiczki i członek... To krople. Choć jedne i drugie są gęste i lepkie, jakże są inne. Jedne krystalicznie przejrzyste, drugie mgliste i tajemnicze, nieprzeniknione. Krople skoncentrowanej męskości spływają, łzy rosiczki stoją dumnie na każdym z włochatych wierzchołków. To, co je łączy to purpurowa barwa, którą wabią... Tak, niewiele jest widoków bardziej podniecających od przekrwionej sterczącej i drgającej męskości. Drganie... to kolejne podobieństwo. Wszystko co purpurowe w nich jakże czułe jest na dotyk, jakże tkliwe, jakże zaborcze...

Chcesz więc być rosiczka... Chcesz pławić się w mojej kobiecości... No cóż, schlebiać mi tylko może takie marzenie. Schlebiać i zraszać, zwilżać i wilgotnieć ... wszak to właśnie biotop odpowiedni dla rosiczki... wilgoć, ciepło, półmrok... Tak, będąc rosiczką miałbyś duże szanse aklimatyzacji...