9 czerwca 2015
Najkrótsza z nocy
Pozostawię to co w umyśle - emocje, wspomnienie dotyku, chłód rosy, zapach ognia.
Tego nikt nigdy nie dotknie, nie zbeszcześci. Aż po kres pamięci.
n.
10 grudnia 2012
Carlos Ruíz Zafón
Są jeszcze takie, które będąc cielesnymi potrafią żyć w Nieświecie. Jak to możliwe, że można tak tęsknić, tak bardzo pragnąć, żeby zabijać słowa?
One nie zostały uśmiercone ale zepchnięte na antypody świadomości. Przysypane warstwą codzienności, zwyczajnej krzątaniny, celami, sukcesami i porażkami. Ściśnięte ramami metryki i oglądane przez pryzmat pozycji w świecie realnym wydają się być odległe. To tylko złudzenie.
Jest coś czego nie sposób nazwać jeśli się nie doświadczyło magii idealnego porozumienia mentalnego. Jest coś co tylko dwóm duszom i umysłom pozwala istnieć w pełni. Właśnie ta więź rodzi słowa. Słowa, które cisną się na świat po wpływem obrazu, zapachu, widoku, pory dnia lub nocy, rośliny, materii, dźwięku, zapachu i... dotyku. Każdy ze zmysłów natychmiast sygnalizuje gotowość żeby odebrać mentalną wiadomość.
Niespełnienie jest kluczem, odpowiedzią i pytaniem.W głębi umysłu one nadal istnieją - Słowa. Tylko dziś brakuje Samotności, takiej prawdziwej - nieprzeniknionej i cichej samotności, w której nic realnego nie spłoszy Słów. Niebawem dane mi będzie zanurzyć się w niej, na innej ziemi, pod innymi gwiazdami w jednym ze Światów. Będę napełniać umysł doznaniami i może będą wystarczająco silne, żeby urodzić Słowa.
30 września 2011
Aborcja słowa
22 czerwca 2010
Błysk wspomnienia
Mogą minąć dni, miesiące i lata ale przychodzi noc krótsza od innych kiedy wyrywa mnie ze snu wspomnienie. Błysk i trzask wewnątrz głowy i dusza ulatuje w bezkres trawy. I umysł wie, że to jutro ale dusza podpowiada, że zaledwie wczoraj
http://czwarta-nad-ranem.blogspot.com/2005/06/i-sowo-stao-si-ciaem.html
10 września 2008
Wiadomość z Nieświatu
Słowa to za mało, żeby odpowiedzieć.
24 czerwca 2007
730 dni
============
płomień wspomnienia 2007-06-24 19:09:12 158.75.238.71
Niektóre rzeczy zdarzają się tylko raz w życiu. Dobranoc nardi.
17 listopada 2006
Z mroku patrzy na mnie
Są rzeczy, są sprawy, są słowa, które mogły zmienić historię. I zmieniły - choć inaczej niż było przewidziane. Tych słów pragnę. Kiedy otwarty ogień wije się na moich oczach, kiedy płomienie pełgając palącym oddechem liżą skórę. Znów ogień w samym środku domostwa. Jak przeznaczenie albo jak piętno. Nakarmić go kroplą mnie samej. Pozwolić żyć marzeniu jedną chwilę, zanim z cichym sykiem zmieni się z ulotności w rzeczywistość. Na wyciągnięcie dłoni, w mroku jest Płomień. Szkarłatny Płomień.
7 czerwca 2006
Przez chwilę było pieknie...
6 czerwca 2006
Niepamięci cud…
Ale takie są nici przeznaczenia, raz splecione nierozłącznymi pozostaną. Gdzieś tam, w odległej rzeczywistości, pod poduszką spoczywa skraj mojej szaty z mglisty utkanej nici. Gdzieś tu w sekretnych szpargałach kosmyk włosów i słowa ogniem skreślone i czytane w ogniu. A pomiędzy żądza krwi i krwi ofiara. Krople szkarłatu pożerane przez zachłanne płomienie. Dłonie, które w szaleństwie przemierzyły kilkaset kilometrów żeby – dotknąć. Otuleni księżycową mgłą i kołysani trawami w świecie, którego skraj wyznaczyły płomienie. Noce coraz krótsze, coraz dłuższe dni. Co będzie kiedy staną twarzą w twarz? Świat się nie skończy, ale gdzieś rozpłynie się karmelowy zapach w gorącym oddechu. Zamiast demonicznego smaku ust kryształki brązowego cukru.
Tak bardzo mi brak tej dalekiej bliskości słów – jedynych odpowiednich. Tych, które potrafią w najdelikatniejszy i najbardziej wyrafinowany ze sposobów rozerwać dusę na strzępy. Tylko po to, żeby polizać jej wnętrze. Feniksy umierają bez ognia… wyciągnij dłonie nad kupką popiołu – inaczej umrę ja – dziewczynka z zapałkami. Andersenowskiej nie lubię, co innego TA, którą stworzyłeś dla dnie… we mnie… ze mnie… Dziękuję, tego ognia żadne nie ugasza krople ni łez, ni krwi ni rozkoszy. A może nie jestem już feniksem? Może została tylko dziewczynka z zapałkami?
=============
2006-06-17 19:30:19 84.10.168.106
Bo kiedy czytam bloga, wprost nie mogę uwierzyć, że uczucia tak świeże i porywające są skierowane wciaż do tego samego mężczyzny. Chylę głowę i proszę o wybaczenie, jeśli zostałem źle zrozumiany.
2006-06-17 19:10:59 84.10.168.106
zapytam wprost - zdradziłaś męża?
Azael azael69@vp.pl2006-06-07 17:41:40 83.5.141.104
"...W tym ogniu jest tyle radości! On tak zachłannie pożera drewienko, które z drugiej strony tak bardzo pragnie być pożarte. Jednak gdy skończy się to krótkie misterium następuje smutna cisza... czarna rozpacz zwęglonych resztek..."oto jam i życie moje...
21 marca 2006
Ścieżka do…

17 marca 2006
Losy powiązane przeznaczeniem
16 marca 2006
7 marca 2006
Beren i Luthien
Jak niewiele rozumiałam, jak niewiele wiedziałam. Gdybym wtedy słów tych znaczenie poznała o ileż łatwiej byłoby mi być. Bo oto historia, nad którą nie ma piękniejszych. Historia miłości niezwyciężonej. Miłości przepowiedzianej. Miłości skazanej na spełnienie i niespełnienie zarazem. Nie pamiętam kiedy płakałam nad książką, po prostu tego nie pamiętam. A wczoraj morze łez wylałam przy wersetach o śpiewie słowiczym. Dlaczego historią Tristana i Izoldy raczą nas zawsze, Romea i Julię na piedestał stawiają?
Dlaczego skoro tu właśnie najpiękniejsza z miłosnych historii opowiedziana została?
Nie masz kochanków ponad Berena i Luthien.
============
Finrod Felagund 2006-03-08 17:38:25 158.75.236.151
Prawda? I znów postrzegasz świat moimi oczyma... A przy okazji... wiesz dlaczego Finrod, książe Nargothrondu nie miał żony w śródziemiu? Kiedyś Loreena, teraz Silmarillion - dwie moje miłości.
15 stycznia 2006
Kiedy kobieta pyta kobietę
Jego dłonie mają w sobie magię. Tę magię, którą potrafi tak pięknie ubrać w słowa, potrafi także przekazać dotykiem. Kiedy zbliżam swoją dłoń do ciała, do dowolnej jego części czuję ciepło. Tuż przed momentem kiedy skóra zetknie się ze skórą. Jego dłonie więcej tego ciepła mają niż jakiekolwiek inne. To dotyk bez fizyczności dotyku. Chciała wiedzieć jakie są Jego dłonie. Są ciepłe, są bezpieczne. Potrafią być delikatne i czułe tak bardzo, że pod ich dotykiem ciało pręży się, żeby nie uronić choćby najmniejszej kropli tego dotyku. W jeden chwili potrafią zacisnąć palce w żelaznym uścisku odbierając wszelką delikatność. Z równą łatwością podarowują delikatność i ból. Gładko opiłowane paznokcie wbijają się w skórę rysując na niej sobie tylko znane wzory.
Jego dłonie potrafią przenosić w inny wymiar… inny wymiar czasu, przestrzeni, świata. I nigdy nie wiadomo dokąd skierują się właśnie teraz. Dłonie o delikatnej skórze i szczupłych palcach, których nie podejrzewa się drzemiącą w nich siłę. Dłonie, w których fizyczności można się zatracić. Dłonie, których dotyk można kontemplować tak, jakby nie było nic innego poza dłońmi. Palce, których dotyk na wargach niezapomnianym jest. Dłonie, które same są światem ogromnym i w dłoniach zamkniętym. Te dłonie, choć niewidoczne stały się widzialne. Dla duszy i dla ciała.
Takie są Jego dłonie dla mnie… Jakie będą dla niej? Nie wiem. Może kiedyś napisze, żeby opowiedzieć mi swoją historię Jego dłoni…
23 listopada 2005
Sen?
24 października 2005
Wczorajszej nocy odzyskałam Połowę Mojej Duszy.
25 września 2005
Epitafium
18 września 2005
Na południu bez zmian
13 września 2005
Monolog trawy
Trawą chciałabym być. Trawą, która potrafi docenić wolę wiatru i powolna jest jego pieszczocie.
Trawą chciałabym być od tamtej nocy, kiedy trawy stały się świadkami magii. Kiedy były mi siostrami zapatrzonymi w płomienie. Kiedy były mi posłaniem pod stopy pościelonym. Kiedy ich pióropusze powiewały majestatycznie kierowane wiatru kaprysem. Od tamtej jednej nocy, każda trawa, na której spoczywa mój wzrok jest jedną z TYCH traw, a w zasadzie jedną z TAMTYCH traw. Każdy ukłon oddechem wiatru wywołany przypomina mi własną głowę skłonioną przed przeznaczeniem. Każdy taniec w rytm wietrznej melodii mojego ciała ruchem się staje. Ruchem dotykiem dłoni powołanym do życia. I nie jest ważne czy to maleńka kępka kupkówki drżączki, niebiesko-sina kostrzewa czy też rosły miskant. Każdy z blisko jedenastu tysięcy gatunków występujących na ziemi jest tym, którym chciałabym być, a już z całą pewnością każdy z tych stu pięćdziesięciu, które zadomowiły się w kraju ojczystym.O drżenie przyprawiają mnie łany zbóż… dlatego tak trudne były poranne podróże przez pola pełne złotych kłosów. Ale jeszcze trudniejsze okazały się te wśród porzuconych rżysk. Pozbawione sensu swojego istnienia, wykorzystane, wzgardzone. Ale nawet wówczas moja jedność z tymi trawami pozostała silna, także i ja przeżywałam to, co je spotyka. Zadziwiające – współodczuwanie roślinne? Nieprawdopodobne. A jednak.
Zasiadam wśród traw a ich taniec przenosi mnie do chwil jakże miłych sercu. Dotykam ich delikatnych kłosów a czuję pod palcami inny zupełnie dotyk. Powraca dotyk ciepłej skóry, miękkiej i jedwabistej. Dotykam szorstkich, ostrych liści a opuszki wyczuwają twarde, napięte płótno, paznokcie chcą przywołać dźwięk, który wówczas na tamtej materii zagrały. Ale to tylko szczegóły, które pieczołowicie skrywam na sekretnej półce ze wspomnieniami. Ciągle ciepłe, ciągle od łez rosy wilgotne i ciągle przywoływane widokiem każdego, najmniejszego choćby źdźbła pomiatanego przez porywiste podmuchy wiatru, żeby za moment zapaść się w bezmiar jego przepastnych ramion dających rozkosz dotyku. Dla tego dotyku, dla tej pieszczoty nieopisanej i niewysłowionej chciałbym być trawą. Może właśnie dlatego tak bardzo zasmuciła mnie opowieść o pszenicznej pani, wszak to ja byłam Trawą dla tego Wiatru… Tak, w tym właśnie jest moja siła, ja byłam Trawą dla tego Wiatru, poznałam dotyk, który pieścił i ten, który bliski był przełamania źdźbła. Byłam trawą, która rozkoszą zrosiła dłoń Wiatru - dłoń, która przyniosła niespełnienie. Ale jest coś jeszcze – zawsze mogę być znowu tą trawą, wystarczy, że stanę pośród sióstr moich trawiastych i jak one pozwolę na pieszczotę wiatrem niesioną. I jak one przyjmę ten dar z wdzięcznością.
Trawą byłam, trawą jestem, trawą będę… Zawsze kiedy tego zapragnę…
7 września 2005
Loreena McKennitt
Poznałam ją rok temu, przez Przyjaciela, który jest jej wielbicielem. Pokochałam ją od pierwszego utworu. Czaruje swoim głosem wszystko wokół, tworząc w umyśle wizję świata pełnego czarów i tajemnic, gdzie z każdego zaułka wychyla głowę elf. Rudowłosa bogini opowieści o zielonej wyspie, o pani zamku, o łabędziu… Magia zaklęta w dźwiękach…Jej słodki kojący głos stał się częścią mojego życia, a burza płomiennych włosów synonimem spokoju. To ona kołysze moje biodra w miłosnych uniesieniach, to dotyk jej jedwabistych słów koi skórę podczas chłosty, ona wsłuchuje się moje łzy w kąpieli i jest towarzyszką moich rozkoszy. Wróciła z blisko dwumiesięcznej banicji, ale wróciła jak do siebie. Nie, ona wróciła do siebie. Rozgościła się na powrót w sypialni i w salonie, zabieram ją na przejażdżki samochodem, a dziś pokazałam jej moje biuro. Tak, teraz mogę powiedzieć, że jest ze mną wszędzie. Nie znam żadnej innej muzyki i głosu, które tak dobrze komponowałby się z diametralnie różnymi aspektami mojego życia.
Dziękuję za Loreenę McKennitt, Przyjacielu.