Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogniste sprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogniste sprawy. Pokaż wszystkie posty

9 czerwca 2015

Najkrótsza z nocy

Im bliżej przesilenia tym gorzej sypiam, albo raczej tym intensywniej z podświadomości wypełzają obrazy i dźwięki. Przesilenie niczym magnes wydobywa drobiny wspomnień, przebłyski zdarzeń. O ironio! Wtedy, kiedy umysły stały się cielesne, kiedy dane im było obcować ze sobą, wtedy właśnie Noc była najkrótsza. Teraz z każdą godziną ubywającej ciemności staję się coraz bardziej rozedrgana. Zupełnie bez powodu natykam się na fizyczne znaki tamtych wydarzeń. Skrawki szaty, kosmyk włosów, zapiski, książki. Miłe ale boli. Niebawem spłoną wszystkie te pamiątki. Oddam Płomieniowi to, co fizyczne, co jeszcze istnieje.
Pozostawię to co w umyśle - emocje, wspomnienie dotyku, chłód rosy, zapach ognia.
Tego nikt nigdy nie dotknie, nie zbeszcześci. Aż po kres pamięci.
n.

10 grudnia 2012

Carlos Ruíz Zafón

Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.

Carlos Ruíz Zafón
"Cień wiatru"


Są jeszcze takie, które będąc cielesnymi potrafią żyć w Nieświecie. Jak to możliwe, że można tak tęsknić, tak bardzo pragnąć, żeby zabijać słowa?
One nie zostały uśmiercone ale zepchnięte na antypody świadomości. Przysypane warstwą codzienności, zwyczajnej krzątaniny, celami, sukcesami i porażkami. Ściśnięte ramami metryki i oglądane przez pryzmat pozycji w świecie realnym wydają się być odległe. To tylko złudzenie.
Jest coś czego nie sposób nazwać jeśli się nie doświadczyło magii idealnego porozumienia mentalnego. Jest coś co tylko dwóm duszom i umysłom pozwala istnieć w pełni. Właśnie ta więź rodzi słowa. Słowa, które cisną się na świat po wpływem obrazu, zapachu, widoku, pory dnia lub nocy, rośliny, materii, dźwięku, zapachu i... dotyku. Każdy ze zmysłów natychmiast sygnalizuje gotowość żeby odebrać mentalną wiadomość.
Niespełnienie jest kluczem, odpowiedzią i pytaniem.W głębi umysłu one nadal istnieją - Słowa. Tylko dziś brakuje Samotności, takiej prawdziwej - nieprzeniknionej i cichej samotności, w której nic realnego nie spłoszy Słów. Niebawem dane mi będzie zanurzyć się w niej, na innej ziemi, pod innymi gwiazdami w jednym ze Światów. Będę napełniać umysł doznaniami i może będą wystarczająco silne, żeby urodzić Słowa.

30 września 2011

Aborcja słowa


Jedna wiadomość – krótka, techniczna, konkretna. I podpisana tym imieniem z metryki. I do mojego metrykowego skierowana. I prośba, którą… spełniłam. Aborcja słowa. Kiedyś, dawno temu kiedy myśli ubierały się w słowa z mgły i futra, pachniały płomieniem i bólem przyprawione karmelem zdarzało się, że metrykalni zwracali się do siebie. Ale wówczas oboje używaliśmy kursywy… Czy dziś światy zamieniły się miejscami? Nie wiem. Czy kursywa stała się normalnością? A didaskalia prozą życia? Jeśli nawet tak jest to słów nikt i nic nie odbierze. I magii. 

Czuwa nad wspomnieniami Feniks.  

Na dnie szuflady namacalność – białym strzępkiem przewiązany kosmyk wewnątrz okopconego papieru. I pytanie czy dziś jeszcze płomień wyłowi wyznanie? Nie będę sprawdzać. Jeśli kiedykolwiek płomień poliże te pamiątki to nie po to, żeby mówić słowami ale po to, żeby wskrzesić Feniksa, który zabierze z powrotem Słowa. Nieodwołalnie. Ale… Ale to jeszcze nie dziś. Dziś są bezpiecznie na dnie szuflady.

22 czerwca 2010

Błysk wspomnienia


Mogą minąć dni, miesiące i lata ale przychodzi noc krótsza od innych kiedy wyrywa mnie ze snu wspomnienie. Błysk i trzask wewnątrz głowy i dusza ulatuje w bezkres trawy. I umysł wie, że to jutro ale dusza podpowiada, że zaledwie wczoraj

http://czwarta-nad-ranem.blogspot.com/2005/06/i-sowo-stao-si-ciaem.html



10 września 2008

Wiadomość z Nieświatu

"nardilwen, amin meluva lle an meth en arch".

Słowa to za mało, żeby odpowiedzieć.

24 czerwca 2007

730 dni

Tym razem nie poszłam na łąkę i raczej już na nią nie pójdę nigdy.
Jeszcze tylko parę zdjęć i setki słów, kosmyk włosów i srebrzyste nitki są świadectwem tego, że to było rzeczywiste.
Dobranoc nardi, dobranoc.
Nie szukaj już ognistego kręgu, na litery i wezwanie nie czekaj, zaśnij.
Dokonałaś niemożliwego uparta bestyjko.
Dokonałaś.

============
płomień wspomnienia 2007-06-24 19:09:12 158.75.238.71
Niektóre rzeczy zdarzają się tylko raz w życiu. Dobranoc nardi.

17 listopada 2006

Z mroku patrzy na mnie

Z mroku wyłoniła się kształt. Kształt, który mógł zwiastować tylko jedno - spotkanie w mroku. W nikłym blasku, który jedynie umysł zachłannie pragnący bliskośći potrafi wykrzesać. Blasku, który w kręgi płomienne układa się, drogę wskazując. Pragnę zamknął powieki i wejść w mrok. Otulona niebytem-nieświatem przekroczyć krąg płomieni. Ten sam, który kiedyś zawiódł mnie na łakę pełną kwiatów. Ten sam, z którego wyszłam na urwisko. Ten sam, w którym taniec w płonieniach tańce dla Płomienia był.

Są rzeczy, są sprawy, są słowa, które mogły zmienić historię. I zmieniły - choć inaczej niż było przewidziane. Tych słów pragnę. Kiedy otwarty ogień wije się na moich oczach, kiedy płomienie pełgając palącym oddechem liżą skórę. Znów ogień w samym środku domostwa. Jak przeznaczenie albo jak piętno. Nakarmić go kroplą mnie samej. Pozwolić żyć marzeniu jedną chwilę, zanim z cichym sykiem zmieni się z ulotności w rzeczywistość. Na wyciągnięcie dłoni, w mroku jest Płomień. Szkarłatny Płomień.

7 czerwca 2006

Przez chwilę było pieknie...

Nadal jest pięknie bo słowami zamykasz świat jak w dłoniach. Bezpiecznie i brutalnie. Paradoksalne sprzeczności. Granice światów, granice świadomości, granice cielesności... po to tylko, żeby je przekraczać. Palcami przesuwać ostrza paznokci tuż ponad tętnicą, wyczuwać kruchość istnienia i tchnienie nocy, na karku. Czując słodkawo mdły smak krwi na wargach. Dławiąc w gardle krzyk zabierającymi oddech dłońmi przeskakiwać do innej rzeczywistości. I obmyć sie łzami zmęczenia ocieranymi otwarta dłonią, otwarta dłonią... otwarta dłonią... Nie zaciskam pięści podczas chłosty, skierowane wnętrzem do góry pozwalają płynąć bólowi i rozkoszy kiedy dusza opuszcza ciało. Poza świadomość...Oddech Demona daje mi siłę...Czyżby? Doprawdy czyżbym znalazła bezielesny mrok obleczony w cielesną powłokę? Bliski i daleki zarazem. Zakazany bo odkrywający najbardziej mroczne z pragnień. Niedostepny przez konwenanse, cywilizację a jednak na wyciągnięcie dłoni we śnie. Dokąd pędzisz wyobraźni rącza? Wszak nic nie zostało pwiedziane. Słowami. Ale jest ślad na duszy. Bezcielesny ślad... Słowa - pożądam was każdą kroplą jestestwa, pragnę słyszeć i widzieć pragnę. W każdej literze zaklęte to, czego boicie się zdradzić. Przecież zostało już powiedziane, nazwane. Przez chwilę było pieknie. Chcę jeszcze. Jeszcze. JESZCZE!

6 czerwca 2006

Niepamięci cud…

Prawie nie pamiętam kiedy to było, prawie tego nie pamiętam… Nieprawda! Okłamuję siebie wymazując to, co przecież żywe jest i tęsknoty budzące. Gdybym potrafiła zapomnieć, może łatwiej było by iść przez świata zakamarki. Nie umiem, nie chce, nie potrafię. Wystarczy, że palce napotykają rzeczy znajome, że ślepe oczy prowadzą do traw. Tyle tylko wystarczy, żeby znów zatracić się w Nieświecie. I nawet łez wystarcza, zawsze. Z każdego słowa potrafią wypłynąć, choćby z krótkiego dobranoc. Samotność jaźni najboleśniejszą jest z samotności. Przekleństwo wyobraźni – spotkać się gdzieś między rajem a piekłem i nosić na skórze szkarłat dotyku ognistej dłoni. Szaleństwo zagarnąć chce moją duszę i puszczać niczym latawiec na wietrze rzeczywistości.

Ale takie są nici przeznaczenia, raz splecione nierozłącznymi pozostaną. Gdzieś tam, w odległej rzeczywistości, pod poduszką spoczywa skraj mojej szaty z mglisty utkanej nici. Gdzieś tu w sekretnych szpargałach kosmyk włosów i słowa ogniem skreślone i czytane w ogniu. A pomiędzy żądza krwi i krwi ofiara. Krople szkarłatu pożerane przez zachłanne płomienie. Dłonie, które w szaleństwie przemierzyły kilkaset kilometrów żeby – dotknąć. Otuleni księżycową mgłą i kołysani trawami w świecie, którego skraj wyznaczyły płomienie. Noce coraz krótsze, coraz dłuższe dni. Co będzie kiedy staną twarzą w twarz? Świat się nie skończy, ale gdzieś rozpłynie się karmelowy zapach w gorącym oddechu. Zamiast demonicznego smaku ust kryształki brązowego cukru.

Tak bardzo mi brak tej dalekiej bliskości słów – jedynych odpowiednich. Tych, które potrafią w najdelikatniejszy i najbardziej wyrafinowany ze sposobów rozerwać dusę na strzępy. Tylko po to, żeby polizać jej wnętrze. Feniksy umierają bez ognia… wyciągnij dłonie nad kupką popiołu – inaczej umrę ja – dziewczynka z zapałkami. Andersenowskiej nie lubię, co innego TA, którą stworzyłeś dla dnie… we mnie… ze mnie… Dziękuję, tego ognia żadne nie ugasza krople ni łez, ni krwi ni rozkoszy. A może nie jestem już feniksem? Może została tylko dziewczynka z zapałkami?

=============

2006-06-17 19:30:19 84.10.168.106
Bo kiedy czytam bloga, wprost nie mogę uwierzyć, że uczucia tak świeże i porywające są skierowane wciaż do tego samego mężczyzny. Chylę głowę i proszę o wybaczenie, jeśli zostałem źle zrozumiany.

2006-06-17 19:10:59 84.10.168.106
zapytam wprost - zdradziłaś męża?

Azael
azael69@vp.pl2006-06-07 17:41:40 83.5.141.104
"...W tym ogniu jest tyle radości! On tak zachłannie pożera drewienko, które z drugiej strony tak bardzo pragnie być pożarte. Jednak gdy skończy się to krótkie misterium następuje smutna cisza... czarna rozpacz zwęglonych resztek..."oto jam i życie moje...

21 marca 2006

Ścieżka do…

Szukałam bramy do Nieświata, drzwi, które można uchylić, progu, który można przekroczyć. A znalazłam ścieżkę, która wprost tam prowadzi. Wśród mgieł unoszących się nad wodą, przytulona do ściany lasu, przesycona zapachem mokrego mchu, majacząca w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. Ścieżka między dniem i nocą. Ścieżka, na którą wkroczyć mogą tylko ci, którzy potrafią widzieć nie mając oczu. Ścieżka, która tylko początkiem jest, a dalsza droga nie nabrała jeszcze cielesności w słowie i umyśle. Powiedz słowo, a postawię bosa stopę na wilgotnej trawie. Słowo, które zmusi do rozstąpienia się chaszcze. Słowo, które z każdym biciem serca jest bliżej ust. Słowo, które widać. Powiedz Słowo i wejdź na ścieżkę, albowiem nie ma innej drogi…


17 marca 2006

Losy powiązane przeznaczeniem

Przez kilka małych chwil mogłam znowu dotykać traw i widzieć płomienie tańczące dookoła. Ogień odbijający się w kroplach rosy i drobiny życia w kroplach krwi. Tęsknota. Niewysłowiona tęsknota za rozmową, za słowem, za emocją zaklętą w opowieści. Na wyciągnięcie ręki Demon był i czułam dotyk na skórze, ślepy wzrok podnosząc na majestat. I czułam jak karmi się moimi słowy, jak rozpływają się po ciele roznoszone krwioobiegiem. Ten stan, kiedy słowa układają się same, kiedy z każdym słowem przestępuje się krok dalej w mrok, w przygodę, w nieznane. I nagłe cięcie, i wszystko opada. Słowa kulą się w sobie i bledną. Dlaczego? Dlaczego? Przecież potrzebujesz magii słów, potrzebujesz ich tak, jak i ja. Nie ma ucieczki przed przeznaczeniem, związaliśmy swoje losy trawą i ogniem, łzami i krwią. To jak przysięga na Silmarille – nie sposób jej cofnąć. Nie broń się, nie obawiaj – nie trzeba…

16 marca 2006

Znalezione, co było ukryte

Znalazłam swoje imię, to - Bragolwen

7 marca 2006

Beren i Luthien

Żegnaj mi kraju pod północnym niebem!
Na wieki będę błogosławił ciebie,
Bo tu na trawie w poświacie miesiąca
I w pełni blasku gorącego słońca
Luthien Tinuviel widziałem tańczącą,
A jej piękności i głosu słowika
Nikt nie wysłowi w mowie śmiertelników.
Jeśli jutro ten świat ma się zwalić
I w proch się rozwiać w pierwotnym przestworzu,
Godny jest przecież, bym go dzisiaj chwalił
I wielbił pieśnią za to, że przez chwilę
Istniał zmierzch, ranek i ziemia, i morze,
By Luthien moja mogła mi się zjawić.
J.R.R Tolkien Silmarillion

Jak niewiele rozumiałam, jak niewiele wiedziałam. Gdybym wtedy słów tych znaczenie poznała o ileż łatwiej byłoby mi być. Bo oto historia, nad którą nie ma piękniejszych. Historia miłości niezwyciężonej. Miłości przepowiedzianej. Miłości skazanej na spełnienie i niespełnienie zarazem. Nie pamiętam kiedy płakałam nad książką, po prostu tego nie pamiętam. A wczoraj morze łez wylałam przy wersetach o śpiewie słowiczym. Dlaczego historią Tristana i Izoldy raczą nas zawsze, Romea i Julię na piedestał stawiają?
Dlaczego skoro tu właśnie najpiękniejsza z miłosnych historii opowiedziana została?
Nie masz kochanków ponad Berena i Luthien.

============

Finrod Felagund 2006-03-08 17:38:25 158.75.236.151
Prawda? I znów postrzegasz świat moimi oczyma... A przy okazji... wiesz dlaczego Finrod, książe Nargothrondu nie miał żony w śródziemiu? Kiedyś Loreena, teraz Silmarillion - dwie moje miłości.

15 stycznia 2006

Kiedy kobieta pyta kobietę

Całkiem niespodziewanie rzecz się zadziała, nieoczekiwanie zupełnie. Kiedy kobieta, nieznana mi całkiem, o opowieść o dłoniach mnie poprosiła, nie o moich bynajmniej. Prosiła o opis dłoni, których nigdy nie widziałam. Dłoni, których jedynie ciepło i dotyk są mi znane. I o tym mogę opowiedzieć chętnie…

Jego dłonie mają w sobie magię. Tę magię, którą potrafi tak pięknie ubrać w słowa, potrafi także przekazać dotykiem. Kiedy zbliżam swoją dłoń do ciała, do dowolnej jego części czuję ciepło. Tuż przed momentem kiedy skóra zetknie się ze skórą. Jego dłonie więcej tego ciepła mają niż jakiekolwiek inne. To dotyk bez fizyczności dotyku. Chciała wiedzieć jakie są Jego dłonie. Są ciepłe, są bezpieczne. Potrafią być delikatne i czułe tak bardzo, że pod ich dotykiem ciało pręży się, żeby nie uronić choćby najmniejszej kropli tego dotyku. W jeden chwili potrafią zacisnąć palce w żelaznym uścisku odbierając wszelką delikatność. Z równą łatwością podarowują delikatność i ból. Gładko opiłowane paznokcie wbijają się w skórę rysując na niej sobie tylko znane wzory.

Jego dłonie potrafią przenosić w inny wymiar… inny wymiar czasu, przestrzeni, świata. I nigdy nie wiadomo dokąd skierują się właśnie teraz. Dłonie o delikatnej skórze i szczupłych palcach, których nie podejrzewa się drzemiącą w nich siłę. Dłonie, w których fizyczności można się zatracić. Dłonie, których dotyk można kontemplować tak, jakby nie było nic innego poza dłońmi. Palce, których dotyk na wargach niezapomnianym jest. Dłonie, które same są światem ogromnym i w dłoniach zamkniętym. Te dłonie, choć niewidoczne stały się widzialne. Dla duszy i dla ciała.

Takie są Jego dłonie dla mnie… Jakie będą dla niej? Nie wiem. Może kiedyś napisze, żeby opowiedzieć mi swoją historię Jego dłoni…

23 listopada 2005

Sen?

Jak to możliwe, że znowu śnimy ten sam sen? Ty widzisz mur, ja czuję jego chłód. Ty śnisz ostrze, mnie budzi ból. Tobie blask gwiazd odbija się w kroplach krwi, ja zmywam je ze skóry wśród szarego świtu.Jak to możliwe, że można zmaterializować sen? Kiedyś chcieliśmy rozmawiać przez gwiazdy, dziś wystarczyć nam muszą myśli - własne, wspólne, jednakie... i sny realne do bólu. Zbieram drobne okruchy Twoich śladów, w otwarte dłonie łapię łzy, którymi płacze chmura. Oddechem się otulam i czekam. Czekam na wiatr, czekam noc...

24 października 2005

Nie będzie świata – Nieświat będzie. Wiem to na pewno. To była trudna decyzja, ale jednocześnie jedyna możliwa. Czy mogą bowiem dwie duszy połowy samotnie snuć się nad światem? Nie, nie wolno im, nie TYM duszom. A jeśli brakuje dla nich świata nich mają Nieświat w swoim niepodzielnym władaniu. W Nieświecie są u siebie, w Nieświecie są sobą, w Nieświecie żyją tak, jak gdzie indziej żyć nie potrafią, nie mogą…Losy fizyczność zbyt poplątane, powiązane, nie mniej niż żywoty tych połówek duszy. Inaczej się nie da. Próba oszukania samych siebie na nic się zdała. Można życie przeżyć nie wiedząc, można je przejść szukając, ale znalazłszy pozwolić odejść – byłoby zbrodnią. Nie ważne jak bardzo bolało to, żeby zdać sobie sprawę z prawdy. Z tego, co od początku być może było bardzo oczywiste. Jesteśmy dwoma dłońmi tego samego jestestwa – każda trochę inna, obie na wieczność związane ze sobą. Spłynął na mnie spokój.

Wczorajszej nocy odzyskałam Połowę Mojej Duszy.

25 września 2005

Epitafium

Tę kategorię powinnam chyba już zamknąć. Bo przecież i nardilwen - Płomieniowi oddana dziewczyna i Ruinar - Szkarłatny Płomień spłonęli w ogniu swojej namiętności. Spełnili, co było niemożliwe. Stojąc na ziemi dotknęli nieba i zaznali piekła. Nie mogą używać magii swoich słów, a ostatnio także słów innych pokazywać sobie nie mogą. Muszę pozwolić im odejść. Kolejny ze światów, który tworząc skazałam na zagładę. Ale warto było, warto było. Każde słowo jej wypowiedziane ustami było słowem zrodzonym w mojej duszy. Moimi był jej wyznaczone próby. I może tylko nie usunęłam się tak, jak powinnam była to uczynić. Ale to przeszłość. To rok, którego nie zapomnę. Teraz zaś pozwalam odejść tym dwojgu do świata ognia i mgły, gdzie nie będzie już przed nimi żadnej zasłony, gdzie dopełni się przeznaczenie. Stałam w wodzie, a słone moje łzy spływały obmywając ciało do słonego morza. Czyżby morza i oceany były tym miejscem, gdzie zbierają się wszystkie wypłakane łzy? Możliwe. Jeśli tak jest to zamknęłam cykl, wróciłam do początku. Bo przecież pierwsze moje łzy również po nagim spłynęły ciele, lecz do ziemi spłynęły. Tymi łzami, które spadając czyniły kręgi na wodzie pożegnałam ich oboje - ognistego Demona i kapłankę Jego. Ogień skąpany w wodzie, źdźbło trawy w morskiej toni. Ogień i Woda. Dwa przeciwstawne żywioły, które potrafiły stworzyć płomienny gejzer.

18 września 2005

Na południu bez zmian

Trawy na południu wywołują we mnie te same wspomnienia co trawy z łąki. Co prawda mniej w nich soków krąży, nie są tak wilgotne jak te, do których przywykłam. Ale jest też inny obraz tych traw. Są zakorzenione na nagiej niemal skale. Wczepione korzeniami w nieprzyjazne środowisko trwają, wzrastają, dojrzewają, rozkwitają i wydają nasiona. Niepozorne, spłowiałe, podatne na iskry, w których łatwo mogą spłonąć są żywym dowodem na siłę przetrwania drzemiącą w niewielkiej roślinie. Tak… południowe trawy mają swój urok i siłę, przywołują wspomnienia.

13 września 2005

Monolog trawy

Święta trawo,
pokorna służebnico ziemi,
najbliższa jak koszula,
najwiosenniejsza, najranniejsza.
Zwierzęta Ewangelii i Anioły Pańskie
szły po tobie ledwie że muskając.
Tonęły w tobie ostrza i kopyta koni,
żłobiły buty twarde jak szlifierski kamień.
Z przytulonymi dziećmi – nasiennymi kłoskami
zapadałaś w wytarte skiby, w podziemne ciemnice
i trwałaś tam, rodząc uparte potomstwo,
które uczyłaś zawsze iść do słońca.
Córko Jaira, naucz wytrwałej nadziei,
której nie ugnie zwątpienie.
Ewa Najwer


Trawą chciałabym być. Trawą, która potrafi docenić wolę wiatru i powolna jest jego pieszczocie.
Trawą chciałabym być od tamtej nocy, kiedy trawy stały się świadkami magii. Kiedy były mi siostrami zapatrzonymi w płomienie. Kiedy były mi posłaniem pod stopy pościelonym. Kiedy ich pióropusze powiewały majestatycznie kierowane wiatru kaprysem. Od tamtej jednej nocy, każda trawa, na której spoczywa mój wzrok jest jedną z TYCH traw, a w zasadzie jedną z TAMTYCH traw. Każdy ukłon oddechem wiatru wywołany przypomina mi własną głowę skłonioną przed przeznaczeniem. Każdy taniec w rytm wietrznej melodii mojego ciała ruchem się staje. Ruchem dotykiem dłoni powołanym do życia. I nie jest ważne czy to maleńka kępka kupkówki drżączki, niebiesko-sina kostrzewa czy też rosły miskant. Każdy z blisko jedenastu tysięcy gatunków występujących na ziemi jest tym, którym chciałabym być, a już z całą pewnością każdy z tych stu pięćdziesięciu, które zadomowiły się w kraju ojczystym.O drżenie przyprawiają mnie łany zbóż… dlatego tak trudne były poranne podróże przez pola pełne złotych kłosów. Ale jeszcze trudniejsze okazały się te wśród porzuconych rżysk. Pozbawione sensu swojego istnienia, wykorzystane, wzgardzone. Ale nawet wówczas moja jedność z tymi trawami pozostała silna, także i ja przeżywałam to, co je spotyka. Zadziwiające – współodczuwanie roślinne? Nieprawdopodobne. A jednak.

Zasiadam wśród traw a ich taniec przenosi mnie do chwil jakże miłych sercu. Dotykam ich delikatnych kłosów a czuję pod palcami inny zupełnie dotyk. Powraca dotyk ciepłej skóry, miękkiej i jedwabistej. Dotykam szorstkich, ostrych liści a opuszki wyczuwają twarde, napięte płótno, paznokcie chcą przywołać dźwięk, który wówczas na tamtej materii zagrały. Ale to tylko szczegóły, które pieczołowicie skrywam na sekretnej półce ze wspomnieniami. Ciągle ciepłe, ciągle od łez rosy wilgotne i ciągle przywoływane widokiem każdego, najmniejszego choćby źdźbła pomiatanego przez porywiste podmuchy wiatru, żeby za moment zapaść się w bezmiar jego przepastnych ramion dających rozkosz dotyku. Dla tego dotyku, dla tej pieszczoty nieopisanej i niewysłowionej chciałbym być trawą. Może właśnie dlatego tak bardzo zasmuciła mnie opowieść o pszenicznej pani, wszak to ja byłam Trawą dla tego Wiatru… Tak, w tym właśnie jest moja siła, ja byłam Trawą dla tego Wiatru, poznałam dotyk, który pieścił i ten, który bliski był przełamania źdźbła. Byłam trawą, która rozkoszą zrosiła dłoń Wiatru - dłoń, która przyniosła niespełnienie. Ale jest coś jeszcze – zawsze mogę być znowu tą trawą, wystarczy, że stanę pośród sióstr moich trawiastych i jak one pozwolę na pieszczotę wiatrem niesioną. I jak one przyjmę ten dar z wdzięcznością.

Trawą byłam, trawą jestem, trawą będę… Zawsze kiedy tego zapragnę…

7 września 2005

Loreena McKennitt

Poznałam ją rok temu, przez Przyjaciela, który jest jej wielbicielem. Pokochałam ją od pierwszego utworu. Czaruje swoim głosem wszystko wokół, tworząc w umyśle wizję świata pełnego czarów i tajemnic, gdzie z każdego zaułka wychyla głowę elf. Rudowłosa bogini opowieści o zielonej wyspie, o pani zamku, o łabędziu… Magia zaklęta w dźwiękach…Jej słodki kojący głos stał się częścią mojego życia, a burza płomiennych włosów synonimem spokoju. To ona kołysze moje biodra w miłosnych uniesieniach, to dotyk jej jedwabistych słów koi skórę podczas chłosty, ona wsłuchuje się moje łzy w kąpieli i jest towarzyszką moich rozkoszy. Wróciła z blisko dwumiesięcznej banicji, ale wróciła jak do siebie. Nie, ona wróciła do siebie. Rozgościła się na powrót w sypialni i w salonie, zabieram ją na przejażdżki samochodem, a dziś pokazałam jej moje biuro. Tak, teraz mogę powiedzieć, że jest ze mną wszędzie. Nie znam żadnej innej muzyki i głosu, które tak dobrze komponowałby się z diametralnie różnymi aspektami mojego życia.

Dziękuję za Loreenę McKennitt, Przyjacielu.