26 sierpnia 2015

Czar




W miękkich fałdach twej sukni zgubiony ustami
Piję złotej godziny czar... Niech nas omami...

Krótko trwa rozkosz... Szczęście, co żyło dzień, kona...
Od warg mych pokraśniały ci nagle ramiona...

Włosy cię jeszcze kryją... Jutro przemoc losów
Rozdzieli nas na zawsze... Wyjdź z lasu twych włosów...

Wśród dwojga kwiatów, piersi twych, śnieżnych swą bielą,
Pocałunki mym ustom ciepłe gniazdo ścielą...

Leopold Staff

Kobiety. Wszystkie te kobiety, które są gdzieś dookoła, wszystkie wcześniej czy później wchodzą w związki z mężczyznami. I zawsze wtedy, z dokładnością do jednego ziarenka piasku w klepsydrze znikająco zapominają. Wsiąkają w nową historię, zapamiętale i bez reszty. Świat przestaje istnieć. I ja. 

Przywykłam, że klepsydra na głowie postawiona, kiedy skończy się w niej pasek musi na powrót stanąć na nogach. A wówczas świat zsypuje się na głowę bez uprzedzenia. I nie ma otoczenia, które było, bowiem zostało zepchnięte na antypody pamięci. 

Jestem moje kochane. Jestem. Nie zwykłam porzucać obiektów westchnień. Są na świecie rzeczy niezmienne. Czy tak trudno zaakceptować fakt że to nie kwestia wyboru ona czy on, to nawet nie dobra substytucyjne ale zjawiska komplementarne.

Brak komentarzy: