Wiadomo było, że ten moment nastąpi, wszyscy mieliśmy tego świadomość, choć każde z nas inaczej. Ja czekałam na ten moment jak na dopełnienie pewnego etapu. Ona starała się nie przyjmować go do wiadomości. A On? On tego potrzebował.
Smutny wieczór. Wczoraj znowu pokazała mi moje miejsce w Jej życiu. Hierarchię ważności. Jej biseksualność jest dużo bardziej z tyłu, za Jej sukowatością, dużo bardziej niż się spodziewałam. W zasadzie to żadna nowość dla mnie, ale łudziłam się, sama nie wiem dlaczego, łudziłam się, że jest trochę inaczej. To nic poradzę sobie, radzę sobie z tym od początku, poradzę sobie i teraz. Zastanawiam się na ile Jej związek ze mną jest różny od tego, co połączyło margotkę i katii. Może i Ona robi to tylko dla Pana, a te kilka momentów, kiedy była tylko ze mną to jedynie chwile zapomnienia? Może... No bo jak inaczej odczytać Jej słowa, wczoraj, wśród łez wypowiedziane „jeżeli On weźmie sobie kolejną sukę odejdę”. Są jednoznaczne, bolesne ale jednoznaczne.
I znowu pytanie o Jej uległość. Czy takie postępowanie, takie słowa przystoją uległej? Rozmawiałyśmy już o tym nie raz, ale wszystkie rozmowy wczoraj poszły w kąt. Ona cała była wczoraj zazdrością i żalem. Tak różne jesteśmy od siebie, tak różne... Dla mnie to powód do dumy, kiedy kobieta prosi mojego Pana, żeby pozwolił jej być swoją suką. Duma to jedno, ale przede wszystkim jest to coś, co sprawi przyjemność mojemu Panu, przyjmuję to z radością. Dla niej – powód do zazdrości i rozpaczy.
Nawet słońce dziś nie świeci nad tym kawałkiem ziemi, na którym jesteśmy, też się smuci??
=================
zooza 2005-04-09 20:50:48 83.24.33.112
To, co On robi nie ma nic wspólnego z odmianą. To naturalna kolej rzeczy. Wystarczy znać nieco psychikę człowieka, żeby to przewidzieć. Ja obdarzyłam Go swoją uległością. Ja przywiodłam do domu moją kochankę, którą uczynił swoją suką. Mężczyzna z natury rzeczy jest myśliwym i zdobywcą. Teraz, kiedy okrzepł już w swojej dominacji, kiedy potrafi z niej korzystać, kiedy czyje się z tym swobodnie i dobrze – poluje. Czym innym jest podarunek czym innym własna zdobycz. Od dawna już nie wskazuję Mu drogi. Teraz On jest Panem sytuacji i Mistrzem ceremonii. Dlatego właśnie to, co robi jest całkowicie naturalne. A o bezpańskości w stadzie nie ma mowy, w każdym razie nie w naszym stadzie. Ale żeby się o tym przekonać trzeba być z nami przez kilka dnie. To nie jest spotkanie na kilkugodzinną sesję, to nie jest weekend, to jest 7/24 w pełnym tego słowa znaczeniu.zooza
2005-04-09 19:08:52 62.254.32.19
nie sądzisz że może być tak iż suki w stadzie staną się bezpańskie?jeśli już Jemu potrzebna taka dziwna odmiana, może wystarczy druga "druga" suka?
9 kwietnia 2005
8 kwietnia 2005
Historie przydrożne czyli Alicja w krainie...
Na reszcie koniec dnia, tygodnia koniec. Wychodzę z biura. Przede mną perspektywa dwóch wolnych dni, snuję plany. Zrzucić biurowy mundurek, gorąca kąpiel, wieczorny seans w kinie, lampka wina, świece, czuły sex na dobranoc i... sen, długi, mocny sen...Z rozmarzenia wyrywa mnie telefon wibrujący cicho w mojej kieszeni. To wiadomość. Otwieram... „Wsiądź do taksówki, czeka na rogu”. Nie ma podpisu, sms wysłany z bramki. Kasuję go i idę w stroną własnego samochodu. Bzz. Kolejny sms. „Powiedziałem do taksówki!”. Rozglądam się po parkingu. Musi mnie widzieć. Zerkam odruchowo na szklaną taflę biurowca. Gdzieś tam, ukryty za zasłoną ze szkła, bezpieczny w swoim fotelu, z palcami na klawiaturze siedzi On. Mój Pan. Śledzi każdy mój krok, wyznacza mi życie według własnego upodobania. Ale nie tym razem, nie dziś. Wyjmuję kluczyki z torebki, telefon po raz kolejny oznajmia mi, że On nie jest zadowolony z mojej decyzji. Sms, i jeszcze jeden... „Czy to bunt? Zastanów się zanim włożysz kluczyk w zamek. Taksówka czeka. Czy mam ci przypomnieć kontrakt?” .Nie musi mi przypominać. Znam go na pamięć. Znam kary. Znam każde słowo. Chowam kluczyki do torebki i wolnym krokiem idę na spotkanie swojego przeznaczenia... W głowie mam kłębowisko myśli. Nie wiem już gdzie jestem ani kim jestem. Otwieram drzwi, nawet nie pytam czy na mnie czeka ta taksówka, poznaję kierowcę – ten sam, zawsze ten sam. Zatrzaskujące się drzwi zamykają mój świat. Chciałabym powiedzieć, mój realny świat i wkraczam w świat fantazji. Tylko który z nich jest bardziej realny. Moje fantazje są realne, tak, jak realny jest ból, którego mi dostarczają. Ja żyję moimi fantazjami na jawie. Samochód rusza, zagłębiam się w fotelu i zamykam oczy, powoli odpływam, przestaję być oficjalną kobietą z biurowca... dotykam swoich ust... policzków... szyi... piersi... Tak, znowu to robię. Zawsze się buntuję na początku. Zawsze. To trochę tak, jak z wizytą u dentysty, jeżeli chodzę regularnie nie stwarza problemu, jeżeli przerwa jest długa... boję się usiąść na fotelu. Wystarczy polecenie, wystarczy przypomnienie kontraktu, wystarczy, że zamknę za sobą drzwi taksówki... To jest jak przejście na drugą stronę lustra... trochę boli, ale kusi... Kierowca podaje mi kopertę. Bez słowa. Nigdy jeszcze nie odezwał się do mnie, zawsze zachowuje się jakby go nie było, jest bardziej częścią samochodu niż człowiekiem. Drżącymi palcami rozrywam kopertę, która jak pancerz skrywa moje dzisiejsze przeznaczenie. Kartka złożona na pół. Boję się ją otworzyć, za chwilę zniknie magia nieznanego, pojawi się strach przed nieznanym. Strach, który podnieca mnie i popycha do działania, strach, który ściska gardło zabierając oddech...„ W sakwojażu znajdziesz ubranie. Taksówka zawiedzie się do miejsca, gdzie czeka na ciebie dzisiejsze zadanie. Zostaw swoje rzeczy, dostaniesz wszystko, co będzie ci potrzebne. Będę cię obserwował”.
Ogromny, stary sakwojaż, z błyszczącej brązowej skóry pyszni się na miejscu obok. Niemal widzę, jak kpiąco uśmiecha się do mnie, jak zazdrośnie strzeże tajemnicy swojego wnętrza. Wyciągam dłoń, samochód płynie przez miasto, a wraz z nim płynie moja dłoń... w kierunku skórzanej wyspy... Dotykam chłodnej, tłoczonej skóry, wzór jest wyczuwalny opuszkami palców. Gładzę ją jakbym chciała oswoić, obłaskawić przed prośbą o ujawnienie tego co kryje w sobie...
Z zaskoczeniem i pewnym niesmakiem patrzę na części garderoby we wnętrzu sakwojażu: biała obcisła trykotowa koszulka z suwakiem, minimalistyczna mini w lamparcie cętki, długie buty na wysokiej szpilce i płaszcz ze sztucznego futerka (także w lamparcie cętki). Brr wzdrygnęłam się na sam widok tych rzeczy. Zaglądam dalej w poszukiwaniu bielizny, ale nie znajduję jej. Na dnie czeka na mnie kolejna koperta, z kolejną wskazówką „Włóż to. Zostań w swojej bieliźnie.” Tylko tyle, a może aż tyle. Zaczynam się czuć jak Alicja w krainie czarów. Tyle tylko, że na moich karteczkach nie jest napisane zjedz mnie czy wypij mnie, ale zdejmij mnie, załóż mnie, zostaw mnie, usiądź, idź... Uśmiechnęłam się na to skojarzenie, ale coś w tym jest. Ja nawet, podobnie jak Alicja, podążam za białym królikiem, czyż nie jest nim biała taksówka, która pokazuje mi drogę do mojego przeznaczenia? A kierowca? Milczący facet o szczurowatej twarzy, z wydatnymi jak u królika siekaczami? Także i mnie pcha w tę przygodę ciekawość. Słyszę własny śmiech, analogia do bohaterki literackiej jest jednak zbyt dużą abstrakcją. Widzę we wstecznym lusterku zdziwioną króliczą twarz kierowcy. Jego oblicze automatycznie przywołuje wizję białego królika.
Samochód jedzie, a ja zaczynam zdejmować ubranie. Zdjęcie płaszcza i żakietu nie nastręcza trudności. Bluzkę zdejmuję z niejakim niepokojem, starając się nie zauważać pociągłych spojrzeń kierowcy. Przez moment podróżuję w samym biustonoszu. Nie żebym się wstydziła, piękna biała bardotka – mój ulubiony fason. Szybko wciskam się w bluzkę, odruchowo próbuję zapiąć suwak, ale uzmysławiam sobie, że raczej nie będzie to potrzebne i zostawiam go w pozycji maksymalnego rozpięcia. W taki sposób, że koronka stanika także wygląda na świat. Czas na dół. Kierowca też to wie, ustawia małe lusterko obok wstecznego, żeby lepiej widzieć. Chciałabym zaprotestować, ale wiem, że to nie przyniosłoby żadnego rezultatu. Zdejmuję pantofle i spódnicę. Na nagich pośladkach czuję szorstkość futrzaka na siedzeniu, odruchowo sięgam dłonią, żeby podrapać te miejsca. Wsuwam to łaciate paskudztwo, które nosi miano spódniczki i tandetne lakierowane długie buty. Jestem zniesmaczona strojem, który mam na sobie. Tym bardziej, że widzę, jak kontrastuje on z moja markową bielizną. No cóż na zewnątrz wyglądam teraz jak tania dziwka, bielizna i Channel Chance zupełnie nie pasują do tego wizerunku. Wkładam zdjętą garderobę do sakwojażu, podobnie jak torebkę a wraz z nią dokumenty, klucze, telefon... Teraz jestem nikim. Zaczynam się zastanawiać dokąd jedziemy. Obraz za szybą uzmysławia mi, że wyjechaliśmy z miasta. Z kierunku, w którym zaczęliśmy jazdę, wnioskuję, że to Anin albo Międzylesie, ale nie mam pewności. Chwilę kluczymy wśród pięknych, starych domów, żeby wkrótce, zatrzymać się przed bramą jednego z nich.
Kierowca wręcza mi kolejną kopertę. Tym razem jest w niej pewne wyjaśnienie. „Często pytałaś mnie co robię z twoją bielizną, która znika podczas naszych spotkań. Teraz masz szansę się dowiedzieć. Mam kilku klientów, którzy płaca całkiem miłe pieniążki za te nie całkiem świeże majteczki. Ale tym razem jeden z nich zażyczył sobie zobaczyć także dupcię, która je nosi. Podejdziesz do bramy i upewniwszy się, że masz odpowiednią widownię, zdejmiesz bieliznę i wrzucisz ją do skrzynki pocztowej”. To, co przeczytałam zmroziło mnie nie mniej niż dzisiejsza pogoda. Co prawda na dworze były już pierwsze oznaki ocieplenia, ale wszędzie leżał jeszcze śnieg. A ja mam zdjąć majtki i to na ulicy, przed bramą. Siedząc w aucie zarejestrowałam myśl o ucieczce. Ale Pan musiał to przewidzieć. Na kolejnej kartce, którą wzięłam z ręki kierowcy było tylko jedno słowo „Natychmiast”. Postawiłam ostrożnie stopy na śliskim podjeździe. Chwiejnym krokiem podeszłam do furtki i nacisnęłam dzwonek. Za szklaną taflą ogrodu zimowego pojawiły się dwie męskie postacie pokazujące sobie na wzajem moją osobę palcami. Przepychali się przez chwilę, aż w końcu dostrzegłam gesty ponaglające mnie. Rozsunęłam na boki moje lamparcie futerko i zrolowałam mini w talii. Teraz mogli do woli przyglądać się moim stringom. Jeden z mężczyzn zaczął wykonywać obrotowe ruchy dłonią, znowu zaczęli się przepychać. Chodziło im o moje pośladki. Zsunęłam futerko z ramion i rzuciłam na maskę. Dygocząc ze zdenerwowania i z zimna kilkakrotnie obróciłam się wokół własnej osi, starając się za wszelką cenę utrzymać równowagę w tych niebotycznych szpilkach tańczących na lodzie. Wsunęłam kciuki za gumkę i zaczęłam zsuwać bieliznę, jeszcze tylko dwa karkołomne kroki i stałam pół naga przed bramą. Najgorsze było to, że wbrew mojemu wstydowi moje ciało zupełnie nie protestowało, a wręcz przeciwnie, zauważyłam, że majteczki są niezwykle wilgotne i wonne. Postanowiłam zająć myśli czymś innym. Zauważyłam, że ci dwaj za szybą przypominają postacie Półbubków z historii Alicji, podobnie do swoich pierwowzorów literackich zachowywali się niespełna rozumu. Przepychali się przy szybie, gestykulowali, wytykali mnie palcami i jestem przekonana, że musieli głośno werbalizować swój stan. Podejrzewam, że i z jednymi i z drugimi równie trudno byłoby się dogadać. Zimno zaczynało mi doskwierać, postanowiłam przystąpić do ostatniego aktu i zwróciłam się w kierunku skrzynki pocztowej. „Kończ waść, wstydu oszczędź” powtórzyłam w myślach za wieszczem.
Zatrzymał mnie klakson. Przez otwarte okno kierowca podawał mi następny list. Tym razem jest to duża koperta „Co jeszcze” zapytałam w duchu „Czego jeszcze zażądasz ode mnie mój Panie?” Koperta choć duża, skrywała jedynie niewielką karteczkę z poleceniem „Koperta jest wiesz na co, ale najpierw - zrób siusiu”. Zamarłam. Po raz kolejny tego popołudnia zamarłam. „Dlaczego mnie tak upokarzasz Panie, dlaczego. Stoję tu pół naga, a teraz jeszcze to”. Poczułam łzy spływające po twarzy, chciałam odjechać z tego miejsca jak najszybciej. Obawiałam się, że karą za niewykonanie polecenia może być konieczność powrotu autobusem, nie miałam dokumentów ani portfela, ani telefonu. W wyobraźni widziałam już odjeżdżającą taksówkę, a wraz z nią leżące na masce futerko. Nie otarłam łez, spływały po twarzy zostawiając zimny ślad, kapały na lód po stopami. Dygotałam z zimna i bezsilności. Po raz kolejny zawróciłam w stronę bramy. Wbiłam szpilkę w lód co, jak sądziłam, powinno dać mi wystarczające oparcie podczas kucania. Brama zaczęła się odsuwać. A Półbubki gestem dłoni zapraszały mnie na teren posesji. Nie przekroczyłam progu. Zamiast tego mocniej jeszcze wbiłam obcas w lód i ukucnęłam. Widziałam kłąb pary, który wydobył się z pomiędzy moich, zaciśniętych dotychczas ud. Kucnęłam i skupiłam się na tym, żeby zmusić pęcherz do wyciśnięcia tego, na co czekali mężczyźni w ogrodzie zimowym. A to wcale nie było łatwe. Słyszałam samochody przejeżdżające ulicą, niemal tuż za plecami, wiedziałam o kierowcy, który przyglądał mi się z tyłu i w końcu ci dwaj... Czas płynął, w przeciwieństwie do moczu. Zimno coraz bardziej mi doskwierało. Ostatnim wysiłkiem udało mi się zapanować nad pęcherzem, ciepła stróżka popłynęła na oblodzony podjazd. Odetchnęłam z ulgą. Ale w tym samym czasie ciepło moczu roztopiło lód, w który wbity był obcas. Nawet nie spróbowałam się podeprzeć, nie zdążyłam. Nogi rozjechały mi się jak na kreskówce i momentalnie wylądowałam gołym tyłkiem ciepło-zimnej kałuży. Już nawet nie starałam się powstrzymywać łez, szlochałam na całe gardło. Z trudem podniosłam się. Trzymanymi w dłoni majteczkami wytarłam się z grubsza i wpakowałam je do koperty, którą ściskałam w drugiej ręce. Z ostrożnością linoskoczka przemierzałam dystans dzielący mnie od skrzynki pocztowej. Wrzuciłam zaklejoną uprzednio kopertę i odwróciłam się na pięcie. Kątem oka zarejestrowałam jeszcze wybuchy radości u Półbubków i wróciłam do samochodu. Otuliłam się koszmarnym futerkiem, które teraz postrzegałam jak coś najpiękniejszego na świecie. Ciepłe, suche, zakrywające... Wsiadłam do taksówki głośno zanosząc się od płaczu. Odjechaliśmy z miejsca mojego upokorzenia. „Mam nadzieję Panie, że jesteś zadowolony, jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył”. Z rozpaczliwych myśli wyrwał mnie dzwonek telefonu, kierowca odebrał. I znowu bez słowa, żadnego halo, żadnego słucham, jedynie przyłożył aparat do ucha, po czym przełączył na głośnik.
- No, w końcu się z tym uporałaś suko – usłyszałam głos Pana.Jak zawsze peszyła mnie rozmowa w obecności kierowcy. Pan wiedział o tym i jak sądzę robił to celowo, żeby pokazać jak daleko sięga Jego władza.
- Dlaczego zajęło ci to tak dużo czasu? Jesteś spóźniona – grzmiał.
- Masz szczęście, że klienci byli zadowoleni. Następnym razem chyba pozwolę im osobiście zdjąć majtki z twojego tyłka. Muszę powiedzieć, że jesteś całkiem dochodową suką. Całkiem dochodową...
- Ale mam dla ciebie jeszcze jedną atrakcję na dziś... załóż swoją biżuterię i czekaj na mnie – to były ostatnie słowa. Przerwane połączenie. Byłam przerażona.
Kierowca wyciągnął w moją stronę dłoń, w której trzymał obrożę i smycz. Zapięłam ją z wyraźną rezygnacją w oczach. Siedziałam skulona i nawet nie próbowałam domyślać się co jeszcze czeka mnie dziś, nie patrzyłam dokąd jedziemy. Samochód zatrzymał się na niewielkim parkingu, obok jakiegoś przydrożnego baru. Jak okiem sięgnąć tylko las. Kierowca otworzył drzwi i sięgnął po smycz. Delikatne pociągnięcie i poszłam za nim. Marzyłam o gorącej herbacie. Nie w takich co prawda warunkach, ale byłam tak zrezygnowana, że było mi obojętne to, że wejdę tam prowadzona na smyczy. A jednak to nie był koniec. Zamiast do wnętrza baru kierowca podprowadził mnie do okna i ... przywiązał smycz do krat. A sam, bez słowa wszedł do środka. Usiadł przy stoliku przy oknie i zamówił herbatę. Nie zwracałam uwagi na spojrzenia innych gości ani na komentarze pod moim adresem. Jedyne co widziałam to szklanka wypełniona po brzegi parującym, bursztynowym płynem i plasterek cytryny.
Do stolika podeszła elegancka kobieta, o przesadnie wyzywającym makijażu. Była w towarzystwie dwóch osiłków w czarnych skórach. Moje pierwsze skojarzenie to zła Królowa Kier i dwóch Waletów Trefl. Znowu się uśmiechnęłam do siebie, coś za dużo rzeczy przywodziło mi dziś na myśl poczciwą Alicję w krainie czarów. Za nic nie mogłam sobie przypomnieć jak kończą się jej przygody, jedyne co pamiętałam to fakt, że obudziła się i wszystko okazało się snem... chyba... Może i ja śnię? Może to wszystko to tylko sen... Kobieta z gniewnym wyrazem twarzy gestykulowała rzucając mi, co jakiś czas, wściekłe spojrzenie. Kierowca pił spokojnie herbatę przecząco kręcąc głową. Atmosfera w barze zaczynała się robić napięta. Już wszystkie oczy zwrócone były na stolik przy oknie. Było mi wstyd z powodu całej tej sytuacji. Zimno znowu dawało się we znaki. Tak bardzo byłam skupiona na herbacie, że nie zauważyłam Pana, który podjechał pod bar, przeszedł obok mnie i wszedł do środka. Zobaczyłam Go dopiero, kiedy przywitał się z kierowcą. Musieli rozmawiać dość głośno, bo wszyscy goście zamarli w bezruchu, śledząc z uwagą rozgrywającą się scenę. Pan wyciągnął portfel i kładąc na stole dwa banknoty stuzłotowe popatrzył na mnie z ironicznym uśmiechem. Prawdopodobnie właśnie odegrał przed gośćmi scenę kupowania mnie. Za dwie stówy... tak nisko mnie ceni... Zrobiło mi się przykro... i chociaż miałam świadomość, że to tylko teatr, który Pan tak lubi, poczułam jakąś szpilkę, gdzieś w duszy... Królowa ofuknąwszy Pana, zakręciła się na pięcie i opuściła bar przywołując gestem Waletów. Przechodząc obok rzuciła mi pogardliwe spojrzenie, wsiadła do samochodu i odjechała.
W końcu i Pan wyszedł na zewnątrz. Odwiązał smycz i szarpnięciem wskazał kierunek.
- Do wozu – wycedził przez zęby.
Zamiast drzwi otworzył tylną klapę. Weszłam bez słowa. Skuliłam się, wtuliłam w futro i płakałam. Trzask zamykanej klapy, odgłos uruchamianego silnika, odgłosy jazdy. Po przejechaniu kilometra, może dwóch samochód zatrzymał się. Pan otworzył klapę i podał mi rękę. Odpiął smycz i przytulił mnie mocno do siebie. To najprzyjemniejszy moment dzisiejszego popołudnia. Popołudnia? Wszędzie ciemno, ciekawe, która to godzina. Straciłam poczucie czasu. A teraz w Jego ramionach tracę je po raz kolejny.
- Jestem z ciebie zadowolony, dobrze się spisałaś suko – wyszeptał wprost do mojego ucha.
I ten Jego zniewalający uśmiech, który potrafi dać i zabrać w tej samej niemal chwili. Znikający uśmiech? Taaak, w mojej opowieści Pan jest Kotem z Cheshire... znikającym kotem, z którego zostaje jedynie uśmiech... Pan, który chodzi sobie tylko znanymi ścieżkami... jak kot, zupełnie jak kot. Dziki i drapieżny, czuły, ciepły i bajkowy. Mój tajemniczy Pan. Już nie pamiętam zimna i upokorzenia, widzę tylko zadowoloną twarz Pana. Teraz nie chcę już się obudzić... chcę śnić swój sen na jawie, w ramionach ukochanego Pana.
Jestem suką i jestem z tego dumna!
Ogromny, stary sakwojaż, z błyszczącej brązowej skóry pyszni się na miejscu obok. Niemal widzę, jak kpiąco uśmiecha się do mnie, jak zazdrośnie strzeże tajemnicy swojego wnętrza. Wyciągam dłoń, samochód płynie przez miasto, a wraz z nim płynie moja dłoń... w kierunku skórzanej wyspy... Dotykam chłodnej, tłoczonej skóry, wzór jest wyczuwalny opuszkami palców. Gładzę ją jakbym chciała oswoić, obłaskawić przed prośbą o ujawnienie tego co kryje w sobie...
Z zaskoczeniem i pewnym niesmakiem patrzę na części garderoby we wnętrzu sakwojażu: biała obcisła trykotowa koszulka z suwakiem, minimalistyczna mini w lamparcie cętki, długie buty na wysokiej szpilce i płaszcz ze sztucznego futerka (także w lamparcie cętki). Brr wzdrygnęłam się na sam widok tych rzeczy. Zaglądam dalej w poszukiwaniu bielizny, ale nie znajduję jej. Na dnie czeka na mnie kolejna koperta, z kolejną wskazówką „Włóż to. Zostań w swojej bieliźnie.” Tylko tyle, a może aż tyle. Zaczynam się czuć jak Alicja w krainie czarów. Tyle tylko, że na moich karteczkach nie jest napisane zjedz mnie czy wypij mnie, ale zdejmij mnie, załóż mnie, zostaw mnie, usiądź, idź... Uśmiechnęłam się na to skojarzenie, ale coś w tym jest. Ja nawet, podobnie jak Alicja, podążam za białym królikiem, czyż nie jest nim biała taksówka, która pokazuje mi drogę do mojego przeznaczenia? A kierowca? Milczący facet o szczurowatej twarzy, z wydatnymi jak u królika siekaczami? Także i mnie pcha w tę przygodę ciekawość. Słyszę własny śmiech, analogia do bohaterki literackiej jest jednak zbyt dużą abstrakcją. Widzę we wstecznym lusterku zdziwioną króliczą twarz kierowcy. Jego oblicze automatycznie przywołuje wizję białego królika.
Samochód jedzie, a ja zaczynam zdejmować ubranie. Zdjęcie płaszcza i żakietu nie nastręcza trudności. Bluzkę zdejmuję z niejakim niepokojem, starając się nie zauważać pociągłych spojrzeń kierowcy. Przez moment podróżuję w samym biustonoszu. Nie żebym się wstydziła, piękna biała bardotka – mój ulubiony fason. Szybko wciskam się w bluzkę, odruchowo próbuję zapiąć suwak, ale uzmysławiam sobie, że raczej nie będzie to potrzebne i zostawiam go w pozycji maksymalnego rozpięcia. W taki sposób, że koronka stanika także wygląda na świat. Czas na dół. Kierowca też to wie, ustawia małe lusterko obok wstecznego, żeby lepiej widzieć. Chciałabym zaprotestować, ale wiem, że to nie przyniosłoby żadnego rezultatu. Zdejmuję pantofle i spódnicę. Na nagich pośladkach czuję szorstkość futrzaka na siedzeniu, odruchowo sięgam dłonią, żeby podrapać te miejsca. Wsuwam to łaciate paskudztwo, które nosi miano spódniczki i tandetne lakierowane długie buty. Jestem zniesmaczona strojem, który mam na sobie. Tym bardziej, że widzę, jak kontrastuje on z moja markową bielizną. No cóż na zewnątrz wyglądam teraz jak tania dziwka, bielizna i Channel Chance zupełnie nie pasują do tego wizerunku. Wkładam zdjętą garderobę do sakwojażu, podobnie jak torebkę a wraz z nią dokumenty, klucze, telefon... Teraz jestem nikim. Zaczynam się zastanawiać dokąd jedziemy. Obraz za szybą uzmysławia mi, że wyjechaliśmy z miasta. Z kierunku, w którym zaczęliśmy jazdę, wnioskuję, że to Anin albo Międzylesie, ale nie mam pewności. Chwilę kluczymy wśród pięknych, starych domów, żeby wkrótce, zatrzymać się przed bramą jednego z nich.
Kierowca wręcza mi kolejną kopertę. Tym razem jest w niej pewne wyjaśnienie. „Często pytałaś mnie co robię z twoją bielizną, która znika podczas naszych spotkań. Teraz masz szansę się dowiedzieć. Mam kilku klientów, którzy płaca całkiem miłe pieniążki za te nie całkiem świeże majteczki. Ale tym razem jeden z nich zażyczył sobie zobaczyć także dupcię, która je nosi. Podejdziesz do bramy i upewniwszy się, że masz odpowiednią widownię, zdejmiesz bieliznę i wrzucisz ją do skrzynki pocztowej”. To, co przeczytałam zmroziło mnie nie mniej niż dzisiejsza pogoda. Co prawda na dworze były już pierwsze oznaki ocieplenia, ale wszędzie leżał jeszcze śnieg. A ja mam zdjąć majtki i to na ulicy, przed bramą. Siedząc w aucie zarejestrowałam myśl o ucieczce. Ale Pan musiał to przewidzieć. Na kolejnej kartce, którą wzięłam z ręki kierowcy było tylko jedno słowo „Natychmiast”. Postawiłam ostrożnie stopy na śliskim podjeździe. Chwiejnym krokiem podeszłam do furtki i nacisnęłam dzwonek. Za szklaną taflą ogrodu zimowego pojawiły się dwie męskie postacie pokazujące sobie na wzajem moją osobę palcami. Przepychali się przez chwilę, aż w końcu dostrzegłam gesty ponaglające mnie. Rozsunęłam na boki moje lamparcie futerko i zrolowałam mini w talii. Teraz mogli do woli przyglądać się moim stringom. Jeden z mężczyzn zaczął wykonywać obrotowe ruchy dłonią, znowu zaczęli się przepychać. Chodziło im o moje pośladki. Zsunęłam futerko z ramion i rzuciłam na maskę. Dygocząc ze zdenerwowania i z zimna kilkakrotnie obróciłam się wokół własnej osi, starając się za wszelką cenę utrzymać równowagę w tych niebotycznych szpilkach tańczących na lodzie. Wsunęłam kciuki za gumkę i zaczęłam zsuwać bieliznę, jeszcze tylko dwa karkołomne kroki i stałam pół naga przed bramą. Najgorsze było to, że wbrew mojemu wstydowi moje ciało zupełnie nie protestowało, a wręcz przeciwnie, zauważyłam, że majteczki są niezwykle wilgotne i wonne. Postanowiłam zająć myśli czymś innym. Zauważyłam, że ci dwaj za szybą przypominają postacie Półbubków z historii Alicji, podobnie do swoich pierwowzorów literackich zachowywali się niespełna rozumu. Przepychali się przy szybie, gestykulowali, wytykali mnie palcami i jestem przekonana, że musieli głośno werbalizować swój stan. Podejrzewam, że i z jednymi i z drugimi równie trudno byłoby się dogadać. Zimno zaczynało mi doskwierać, postanowiłam przystąpić do ostatniego aktu i zwróciłam się w kierunku skrzynki pocztowej. „Kończ waść, wstydu oszczędź” powtórzyłam w myślach za wieszczem.
Zatrzymał mnie klakson. Przez otwarte okno kierowca podawał mi następny list. Tym razem jest to duża koperta „Co jeszcze” zapytałam w duchu „Czego jeszcze zażądasz ode mnie mój Panie?” Koperta choć duża, skrywała jedynie niewielką karteczkę z poleceniem „Koperta jest wiesz na co, ale najpierw - zrób siusiu”. Zamarłam. Po raz kolejny tego popołudnia zamarłam. „Dlaczego mnie tak upokarzasz Panie, dlaczego. Stoję tu pół naga, a teraz jeszcze to”. Poczułam łzy spływające po twarzy, chciałam odjechać z tego miejsca jak najszybciej. Obawiałam się, że karą za niewykonanie polecenia może być konieczność powrotu autobusem, nie miałam dokumentów ani portfela, ani telefonu. W wyobraźni widziałam już odjeżdżającą taksówkę, a wraz z nią leżące na masce futerko. Nie otarłam łez, spływały po twarzy zostawiając zimny ślad, kapały na lód po stopami. Dygotałam z zimna i bezsilności. Po raz kolejny zawróciłam w stronę bramy. Wbiłam szpilkę w lód co, jak sądziłam, powinno dać mi wystarczające oparcie podczas kucania. Brama zaczęła się odsuwać. A Półbubki gestem dłoni zapraszały mnie na teren posesji. Nie przekroczyłam progu. Zamiast tego mocniej jeszcze wbiłam obcas w lód i ukucnęłam. Widziałam kłąb pary, który wydobył się z pomiędzy moich, zaciśniętych dotychczas ud. Kucnęłam i skupiłam się na tym, żeby zmusić pęcherz do wyciśnięcia tego, na co czekali mężczyźni w ogrodzie zimowym. A to wcale nie było łatwe. Słyszałam samochody przejeżdżające ulicą, niemal tuż za plecami, wiedziałam o kierowcy, który przyglądał mi się z tyłu i w końcu ci dwaj... Czas płynął, w przeciwieństwie do moczu. Zimno coraz bardziej mi doskwierało. Ostatnim wysiłkiem udało mi się zapanować nad pęcherzem, ciepła stróżka popłynęła na oblodzony podjazd. Odetchnęłam z ulgą. Ale w tym samym czasie ciepło moczu roztopiło lód, w który wbity był obcas. Nawet nie spróbowałam się podeprzeć, nie zdążyłam. Nogi rozjechały mi się jak na kreskówce i momentalnie wylądowałam gołym tyłkiem ciepło-zimnej kałuży. Już nawet nie starałam się powstrzymywać łez, szlochałam na całe gardło. Z trudem podniosłam się. Trzymanymi w dłoni majteczkami wytarłam się z grubsza i wpakowałam je do koperty, którą ściskałam w drugiej ręce. Z ostrożnością linoskoczka przemierzałam dystans dzielący mnie od skrzynki pocztowej. Wrzuciłam zaklejoną uprzednio kopertę i odwróciłam się na pięcie. Kątem oka zarejestrowałam jeszcze wybuchy radości u Półbubków i wróciłam do samochodu. Otuliłam się koszmarnym futerkiem, które teraz postrzegałam jak coś najpiękniejszego na świecie. Ciepłe, suche, zakrywające... Wsiadłam do taksówki głośno zanosząc się od płaczu. Odjechaliśmy z miejsca mojego upokorzenia. „Mam nadzieję Panie, że jesteś zadowolony, jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył”. Z rozpaczliwych myśli wyrwał mnie dzwonek telefonu, kierowca odebrał. I znowu bez słowa, żadnego halo, żadnego słucham, jedynie przyłożył aparat do ucha, po czym przełączył na głośnik.
- No, w końcu się z tym uporałaś suko – usłyszałam głos Pana.Jak zawsze peszyła mnie rozmowa w obecności kierowcy. Pan wiedział o tym i jak sądzę robił to celowo, żeby pokazać jak daleko sięga Jego władza.
- Dlaczego zajęło ci to tak dużo czasu? Jesteś spóźniona – grzmiał.
- Masz szczęście, że klienci byli zadowoleni. Następnym razem chyba pozwolę im osobiście zdjąć majtki z twojego tyłka. Muszę powiedzieć, że jesteś całkiem dochodową suką. Całkiem dochodową...
- Ale mam dla ciebie jeszcze jedną atrakcję na dziś... załóż swoją biżuterię i czekaj na mnie – to były ostatnie słowa. Przerwane połączenie. Byłam przerażona.
Kierowca wyciągnął w moją stronę dłoń, w której trzymał obrożę i smycz. Zapięłam ją z wyraźną rezygnacją w oczach. Siedziałam skulona i nawet nie próbowałam domyślać się co jeszcze czeka mnie dziś, nie patrzyłam dokąd jedziemy. Samochód zatrzymał się na niewielkim parkingu, obok jakiegoś przydrożnego baru. Jak okiem sięgnąć tylko las. Kierowca otworzył drzwi i sięgnął po smycz. Delikatne pociągnięcie i poszłam za nim. Marzyłam o gorącej herbacie. Nie w takich co prawda warunkach, ale byłam tak zrezygnowana, że było mi obojętne to, że wejdę tam prowadzona na smyczy. A jednak to nie był koniec. Zamiast do wnętrza baru kierowca podprowadził mnie do okna i ... przywiązał smycz do krat. A sam, bez słowa wszedł do środka. Usiadł przy stoliku przy oknie i zamówił herbatę. Nie zwracałam uwagi na spojrzenia innych gości ani na komentarze pod moim adresem. Jedyne co widziałam to szklanka wypełniona po brzegi parującym, bursztynowym płynem i plasterek cytryny.
Do stolika podeszła elegancka kobieta, o przesadnie wyzywającym makijażu. Była w towarzystwie dwóch osiłków w czarnych skórach. Moje pierwsze skojarzenie to zła Królowa Kier i dwóch Waletów Trefl. Znowu się uśmiechnęłam do siebie, coś za dużo rzeczy przywodziło mi dziś na myśl poczciwą Alicję w krainie czarów. Za nic nie mogłam sobie przypomnieć jak kończą się jej przygody, jedyne co pamiętałam to fakt, że obudziła się i wszystko okazało się snem... chyba... Może i ja śnię? Może to wszystko to tylko sen... Kobieta z gniewnym wyrazem twarzy gestykulowała rzucając mi, co jakiś czas, wściekłe spojrzenie. Kierowca pił spokojnie herbatę przecząco kręcąc głową. Atmosfera w barze zaczynała się robić napięta. Już wszystkie oczy zwrócone były na stolik przy oknie. Było mi wstyd z powodu całej tej sytuacji. Zimno znowu dawało się we znaki. Tak bardzo byłam skupiona na herbacie, że nie zauważyłam Pana, który podjechał pod bar, przeszedł obok mnie i wszedł do środka. Zobaczyłam Go dopiero, kiedy przywitał się z kierowcą. Musieli rozmawiać dość głośno, bo wszyscy goście zamarli w bezruchu, śledząc z uwagą rozgrywającą się scenę. Pan wyciągnął portfel i kładąc na stole dwa banknoty stuzłotowe popatrzył na mnie z ironicznym uśmiechem. Prawdopodobnie właśnie odegrał przed gośćmi scenę kupowania mnie. Za dwie stówy... tak nisko mnie ceni... Zrobiło mi się przykro... i chociaż miałam świadomość, że to tylko teatr, który Pan tak lubi, poczułam jakąś szpilkę, gdzieś w duszy... Królowa ofuknąwszy Pana, zakręciła się na pięcie i opuściła bar przywołując gestem Waletów. Przechodząc obok rzuciła mi pogardliwe spojrzenie, wsiadła do samochodu i odjechała.
W końcu i Pan wyszedł na zewnątrz. Odwiązał smycz i szarpnięciem wskazał kierunek.
- Do wozu – wycedził przez zęby.
Zamiast drzwi otworzył tylną klapę. Weszłam bez słowa. Skuliłam się, wtuliłam w futro i płakałam. Trzask zamykanej klapy, odgłos uruchamianego silnika, odgłosy jazdy. Po przejechaniu kilometra, może dwóch samochód zatrzymał się. Pan otworzył klapę i podał mi rękę. Odpiął smycz i przytulił mnie mocno do siebie. To najprzyjemniejszy moment dzisiejszego popołudnia. Popołudnia? Wszędzie ciemno, ciekawe, która to godzina. Straciłam poczucie czasu. A teraz w Jego ramionach tracę je po raz kolejny.
- Jestem z ciebie zadowolony, dobrze się spisałaś suko – wyszeptał wprost do mojego ucha.
I ten Jego zniewalający uśmiech, który potrafi dać i zabrać w tej samej niemal chwili. Znikający uśmiech? Taaak, w mojej opowieści Pan jest Kotem z Cheshire... znikającym kotem, z którego zostaje jedynie uśmiech... Pan, który chodzi sobie tylko znanymi ścieżkami... jak kot, zupełnie jak kot. Dziki i drapieżny, czuły, ciepły i bajkowy. Mój tajemniczy Pan. Już nie pamiętam zimna i upokorzenia, widzę tylko zadowoloną twarz Pana. Teraz nie chcę już się obudzić... chcę śnić swój sen na jawie, w ramionach ukochanego Pana.
Jestem suką i jestem z tego dumna!
Prapremiera
Wygląda na to, że zanim moja opowieść ukarze się w Szkole upłynie jeszcze sporo czasu. W związku z tym prapremiera 'Historii przydrożnych' będzie miała miejsce tu i teraz.
Poranek
Chciałam dziś spać, usnąć i przespać wszelkie niepokoje. Nic z tego. Córka rozśpiewana i rozbrykana od bladego świtu. Mimo to postanowiłam zostać w łóżku. Świat mnie jakoś nie wołał, jakby trochę zapomniał o mnie. I dobrze, czasami potrzeba samotności. Moją odnalazłam w pościeli, w promieniach słońca, które nie pozwalało spać. Leżałam delektując się chwilami ciszy i błogiego nieróbstwa. Myślałam trochę o przyszłości, tej najbliższej, zawodowe. Myślałam o fizyczności, od której stroniłam przez ostatnich kilka dni. O spotkaniu, które może kiedyś nastąpi. Myślałam o ogrodzie, o trawie, o urlopie w jakimś ciepłym miejscu, o parzącym stopy piasku, o smaku morskiej wody. O tym kim jestem i dokąd zmierzam.
Z zaspanej pościeli przeniosłam się do wanny, strugi ciepłej wody opływały moje ciało dając wrażenie otwartej przestrzeni. Dodatkowo z za otwartego okna dobiegały dźwięki życia, kołyszące się drzewa szumiały, ptaki niezmordowanie obwieszczały swoje dobre nastroje. Unosiła mnie ta sceneria, wody w wannie przybywało, a mnie robiło się coraz bardziej miło.
I nagle ten dotyk na szyi, na policzkach, na powiekach. Palce zaciskające się na sutkach. Dłonie polewające mnie wodą. I pocałunek. Długi, namiętny pocałunek. Cipka ujęta mocno ‘w garść’ męską dłonią. Ból, który niczym woda wyszukał sobie najkrótszą drogę wśród neuronów, aby dotrzeć do miejsca, gdzie rodzi się rozkosz. Chwilę później ta sama dłoń we włosach, wiodąca moja głowę i otwarte usta na spotkanie pańskiego kutasa. Smak, który wstrząsnął mną, dotyk który obezwładnił. Kilka ruchów zaledwie, szybkich, mocnych po samo gardło. I koniec. Teraz kiedy moje ciało tak bardzo pragnęło więcej i więcej Pan odebrał mi to wszystko. Bałam się otworzyć oczy, bałam się, że zobaczę ten wyraz twarzy. I jeszcze pytanie, które zadał
- Czy czujesz się sucza teraz?
- Tak, Panie, czuję się suką, Twoją suką.
A wszystko trwało może dwie, może trzy minuty. To wystarczy, żeby wiedzieć kim się jest i dla kogo się żyje. Dziękuję mój Panie, dziękuję...
Z zaspanej pościeli przeniosłam się do wanny, strugi ciepłej wody opływały moje ciało dając wrażenie otwartej przestrzeni. Dodatkowo z za otwartego okna dobiegały dźwięki życia, kołyszące się drzewa szumiały, ptaki niezmordowanie obwieszczały swoje dobre nastroje. Unosiła mnie ta sceneria, wody w wannie przybywało, a mnie robiło się coraz bardziej miło.
I nagle ten dotyk na szyi, na policzkach, na powiekach. Palce zaciskające się na sutkach. Dłonie polewające mnie wodą. I pocałunek. Długi, namiętny pocałunek. Cipka ujęta mocno ‘w garść’ męską dłonią. Ból, który niczym woda wyszukał sobie najkrótszą drogę wśród neuronów, aby dotrzeć do miejsca, gdzie rodzi się rozkosz. Chwilę później ta sama dłoń we włosach, wiodąca moja głowę i otwarte usta na spotkanie pańskiego kutasa. Smak, który wstrząsnął mną, dotyk który obezwładnił. Kilka ruchów zaledwie, szybkich, mocnych po samo gardło. I koniec. Teraz kiedy moje ciało tak bardzo pragnęło więcej i więcej Pan odebrał mi to wszystko. Bałam się otworzyć oczy, bałam się, że zobaczę ten wyraz twarzy. I jeszcze pytanie, które zadał
- Czy czujesz się sucza teraz?
- Tak, Panie, czuję się suką, Twoją suką.
A wszystko trwało może dwie, może trzy minuty. To wystarczy, żeby wiedzieć kim się jest i dla kogo się żyje. Dziękuję mój Panie, dziękuję...
7 kwietnia 2005
Dotyk - mój fetysz
Druga połowa mojej duszy przemówiła do mnie. Moje dopełnienie w świecie, który jest jedynie w naszych umysłach. Czytałam słowa i łzy spływały mi po twarzy. Wzruszenie, tak nieziemskie jak to tylko możliwe. Wystarczy słowo, dwa… wystarczy, że jest gdzieś tam. Nie ważne jak długo nie obdarzamy się słowami, jak długo rozłączeni pozostajemy. Jedno słowo wystarczy, żeby znaleźć się tam, gdzie stanowimy jedność.
Są stany, których nie sposób opisać i takich właśnie doświadczam, kiedy dłoń myśli Demona dotyka mojej skóry. Kiedy materializacja myśli wywołuje fizyczne reakcje ciała. Kiedy łza, która spływa w myśli staje się rzeczywista. Łzami uwalniam swoją duszę, łzami ją obmywam i łzami wyzwalam. Taka skoncentrowana, skroplona duchowość, którą można trzymać na otwartej dłoni. Taka, którą można w dłoni zamknąć. Taka, którą można skosztować poznając jej smak. Smak duszy. Lecz jak położyć na dłoni zapach? Jak wcisnąć tę kwintesencję jestestwa w jakąkolwiek formę. Jedynie dotyk zostawi ślad na dłoni, ślad zapachu, ślad ciała, ślad życia.
I o to cały bój się toczy - o dotyk. Pozwolić sobie na to zetknięcie skóry. Na czucie opuszkami palców gładkości czy szorstkości. Na ciepło emanujące z wyciągniętej dłoni nim jeszcze dojdzie do zetknięcia. To ciepło już znam. Ciepło niesione dłonią myśli. Dotyk - czym potrafi być? Ciepłem, delikatnością, brutalnością, miłością, oddaniem, posiadaniem, zabawą, rozkoszą, bólem, zawiścią, tuleniem, odtrąceniem, bezpieczeństwem, czułością, spokojem. Tym wszystkim jest dotyk. Mój fetysz. Bez dotyku nie byłoby świata takiego, jaki znamy. Ani tego, który żyje w naszych myślach.Dotykiem są narodziny, Dotykiem jest pierwszy krzyk. Dotykiem jest rozłąka, choćby ta pierwsza – przecięcie pępowiny. Wszystko później także jest dotykiem. Poznawanie świata. Pełzanie i nauka upadania. Dotyk języka, którym poznajemy smaki. Dotyk miłości. Dotyk bliskości. Dotyk choroby. Świat istnieje dzięki dotykowi. Świat jest dotykiem. Jednym, wielkim dotykiem.I znowu na myśl przychodzi mi Maciej Zembaty i jego ‘Wspomnienia’
I dla takiego dotyku, dotyku pogrążonego w mroku, dla dotyku, któremu nie przeszkodzą inne zmysły warto czekać. Niezwykle trudno jest dotknąć siebie nie widząc, nie znając i będąc daleko. I zrządzenie losu i pomoc anioła może temu podołać. Szukamy anioła, który zetknie dłonie dwojga ślepców, aby mogli żyć dotykiem nie znając swojego oblicza. Mistrzyni Ceremonii, która zrozumie mistyczność tej chwili, której jako jedynej z obecnych przysługiwać będzie prawo korzystania z innych zmysłów. A wszystko to dla jednego dotyku.
Są stany, których nie sposób opisać i takich właśnie doświadczam, kiedy dłoń myśli Demona dotyka mojej skóry. Kiedy materializacja myśli wywołuje fizyczne reakcje ciała. Kiedy łza, która spływa w myśli staje się rzeczywista. Łzami uwalniam swoją duszę, łzami ją obmywam i łzami wyzwalam. Taka skoncentrowana, skroplona duchowość, którą można trzymać na otwartej dłoni. Taka, którą można w dłoni zamknąć. Taka, którą można skosztować poznając jej smak. Smak duszy. Lecz jak położyć na dłoni zapach? Jak wcisnąć tę kwintesencję jestestwa w jakąkolwiek formę. Jedynie dotyk zostawi ślad na dłoni, ślad zapachu, ślad ciała, ślad życia.
I o to cały bój się toczy - o dotyk. Pozwolić sobie na to zetknięcie skóry. Na czucie opuszkami palców gładkości czy szorstkości. Na ciepło emanujące z wyciągniętej dłoni nim jeszcze dojdzie do zetknięcia. To ciepło już znam. Ciepło niesione dłonią myśli. Dotyk - czym potrafi być? Ciepłem, delikatnością, brutalnością, miłością, oddaniem, posiadaniem, zabawą, rozkoszą, bólem, zawiścią, tuleniem, odtrąceniem, bezpieczeństwem, czułością, spokojem. Tym wszystkim jest dotyk. Mój fetysz. Bez dotyku nie byłoby świata takiego, jaki znamy. Ani tego, który żyje w naszych myślach.Dotykiem są narodziny, Dotykiem jest pierwszy krzyk. Dotykiem jest rozłąka, choćby ta pierwsza – przecięcie pępowiny. Wszystko później także jest dotykiem. Poznawanie świata. Pełzanie i nauka upadania. Dotyk języka, którym poznajemy smaki. Dotyk miłości. Dotyk bliskości. Dotyk choroby. Świat istnieje dzięki dotykowi. Świat jest dotykiem. Jednym, wielkim dotykiem.I znowu na myśl przychodzi mi Maciej Zembaty i jego ‘Wspomnienia’
Chodź, odtańczymy
W najciemniejszy kąt
Tam może nie odepchnę
Twoich rąk
Wyraźnie słyszę w twoim głosie
Wielki głód
Wszystkiego dotknąć, czego zechcesz
Będziesz mógł
Lecz nie pokażę ci
Nigdy nie pokażę ci
Nagiego ciała!
I dla takiego dotyku, dotyku pogrążonego w mroku, dla dotyku, któremu nie przeszkodzą inne zmysły warto czekać. Niezwykle trudno jest dotknąć siebie nie widząc, nie znając i będąc daleko. I zrządzenie losu i pomoc anioła może temu podołać. Szukamy anioła, który zetknie dłonie dwojga ślepców, aby mogli żyć dotykiem nie znając swojego oblicza. Mistrzyni Ceremonii, która zrozumie mistyczność tej chwili, której jako jedynej z obecnych przysługiwać będzie prawo korzystania z innych zmysłów. A wszystko to dla jednego dotyku.
Mówi się, że
Na początku był chaos...
lub
Słowo, które było na początku...
ale
Na początku był D O T Y K...
6 kwietnia 2005
Bambusowe naleśniki
Tak się jakoś składa, że spotykamy się wieczorem w sypialni, żeby być ze sobą. Kiedy już odłożymy sprawy zawodowe i sprawy dnia, kiedy dziecko śpi spokojnie w swoim pokoju, prowadzimy nocne rozmowy. W wannie, w łóżku, tuląc się do siebie lub tylko będąc blisko. Tak było i wczoraj. Rozpuściłam w gorącej kąpieli nieco stresów, poczytałam trochę sprośnych tekstów z epoki, wyciszałam się. Chciałam jeszcze zrobić kilka notatek na następny dzień. Kiedy Pan wszedł do sypialni Kochanka siedziała przy komputerze. Zobaczyłam jak z za pleców wyciągnął bambusowy kijek i dotknął nim jej policzka, szyi… Stałam przy desce do prasowania i obserwowałam jej twarz. Chłonęła ten dotyk całą sobą, ocierała się, a kto wie – może nawet mruczała - z zadowolenia.
Jedno słowo Pana i już leżała wyciągnięta na łóżku, a bambusowy kijek w Jego dłoni pieścił dotykiem pośladki i uda. Początkowo przez ubranie, później ślizgał się po nagiej skórze. Znienacka dotyk zmienił się w uderzenie. Najpierw jedno. I znowu dotyk. Potem drugie i kolejne. Widziałam jak momentami jej ciało podrywał do góry spazm bólu. Ale wracała do wyznaczonej pozycji. Widziałam Pana, który delektował się tym nowym narzędziem. Rysował na jej pośladkach przedziwne wzory, celowo zmieniając układ bambusika i siłę uderzeń. Siedział obok niej i niespiesznie bawił się. Widać było, że ma ochotę na mocniejszą zabawę. Zresztą sam nam to powiedział. Nie uczestniczyłam w tych zabawach, tego wieczora czułam się wyjątkowo słabo. Ale to co się działo na moich oczach nie mogło pozostawić mnie obojętną. Siedziałam wiec przy komputerze chłonąc dźwięki i podniecając się nimi.
Ale bambusik nie był jedyną atrakcją wieczoru. W czasie naszego wypadu na zakupy nabyłyśmy łopatkę do naleśników. Do dziś nie była używana. Ani do naleśników, ani do niczego innego. Na polecenie Pana ona przyniosła ten kuchenny sprzęt do sypialni. Najzabawniejsze jest to, że Pan używał go do… łaskotania. Tak, do łaskotania. Dotykał krawędzią jej ud, pośladków, łydek, zgięcia pod kolanami. A każdy dotyk wywoływał salwy śmiechu i miotanie się na łóżku. Kilkakrotne (bez efektu, ale nie ma się co dziwić) przywoływanie przez Pana do porządku nie dało rezultatu. A to wystarczyło, żeby ukarać nieposłuszną sukę. Przyciskając własnym ciężarem ciała jej korpus do materaca, Pan zaczął wymierzać wypiętym pośladkom sążniste uderzenia łopatką. Okrzyki bólu, jakie do mnie docierały, świadczyły o tym, jak masakrycznym narzędziem jest ta niewinnie wyglądająca łopatka. Nie było już serdecznego śmiechu, podejrzewam, że mogły być łzy, ale nie wiem tego. Z rzadka tylko udawało nam się nawiązać kontakt wzrokowy. Widziałam jednak Jego zadowolenie, kiedy czułymi dłońmi dotykał rozognionych pośladków. Widziałam jej podniecenie.
Potem kąpiel i wspólne polegiwanie w pościeli, dołączyłam do nich kiedy się kochali. Ruch ciał działał na mnie odprężająco i usypiająco, palce Pana bawiły się moimi sutkami. Zasypiałam czując ten kochany dotyk.
================
zooza 2005-04-07 09:51:57 83.17.85.195
Hmm... gładkim, długim, zimnym, bambusowym tyranom mówimy zdecydowane NIE. Przecież wiesz, że mówiłam im nie zanim jeszcze zamieszkały pod naszym dachem. Przecież wiesz...
kochanka 2005-04-06 14:15:03 83.24.3.89
A w ogóle to drżyj ;)4 (słownie: cztery) bambusiki długości i grubości różnej nabyłam i właśnie doprowadzam je do stanu używalności..Wiesz, Kochanie.. Już marzę o kolejnym z nimi spotkaniu.. O ręce czułej prowadzącej koniec kijka po moim ciele..Ech.. na sama myśl masło&kisiel ;)
kochanka 2005-04-06 14:12:12 83.24.3.89
Kochanie..ja nie płaczę..Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby cokolwiek, ktokolwiek, w jakikolwiek sposób łzy z oczu moich wycisnął..Mogę krzyczeć (jak wczoraj - przyznaję, że łopatka narzędziem jest straszliwym), mogę nawet znaleźć się na granicy utraty przytomności.. Lecz - nie łzy..Chciałabym - chwilami - Jemu je ofiarować.. leczo oczy pozostają suche..
Jedno słowo Pana i już leżała wyciągnięta na łóżku, a bambusowy kijek w Jego dłoni pieścił dotykiem pośladki i uda. Początkowo przez ubranie, później ślizgał się po nagiej skórze. Znienacka dotyk zmienił się w uderzenie. Najpierw jedno. I znowu dotyk. Potem drugie i kolejne. Widziałam jak momentami jej ciało podrywał do góry spazm bólu. Ale wracała do wyznaczonej pozycji. Widziałam Pana, który delektował się tym nowym narzędziem. Rysował na jej pośladkach przedziwne wzory, celowo zmieniając układ bambusika i siłę uderzeń. Siedział obok niej i niespiesznie bawił się. Widać było, że ma ochotę na mocniejszą zabawę. Zresztą sam nam to powiedział. Nie uczestniczyłam w tych zabawach, tego wieczora czułam się wyjątkowo słabo. Ale to co się działo na moich oczach nie mogło pozostawić mnie obojętną. Siedziałam wiec przy komputerze chłonąc dźwięki i podniecając się nimi.
Ale bambusik nie był jedyną atrakcją wieczoru. W czasie naszego wypadu na zakupy nabyłyśmy łopatkę do naleśników. Do dziś nie była używana. Ani do naleśników, ani do niczego innego. Na polecenie Pana ona przyniosła ten kuchenny sprzęt do sypialni. Najzabawniejsze jest to, że Pan używał go do… łaskotania. Tak, do łaskotania. Dotykał krawędzią jej ud, pośladków, łydek, zgięcia pod kolanami. A każdy dotyk wywoływał salwy śmiechu i miotanie się na łóżku. Kilkakrotne (bez efektu, ale nie ma się co dziwić) przywoływanie przez Pana do porządku nie dało rezultatu. A to wystarczyło, żeby ukarać nieposłuszną sukę. Przyciskając własnym ciężarem ciała jej korpus do materaca, Pan zaczął wymierzać wypiętym pośladkom sążniste uderzenia łopatką. Okrzyki bólu, jakie do mnie docierały, świadczyły o tym, jak masakrycznym narzędziem jest ta niewinnie wyglądająca łopatka. Nie było już serdecznego śmiechu, podejrzewam, że mogły być łzy, ale nie wiem tego. Z rzadka tylko udawało nam się nawiązać kontakt wzrokowy. Widziałam jednak Jego zadowolenie, kiedy czułymi dłońmi dotykał rozognionych pośladków. Widziałam jej podniecenie.
Potem kąpiel i wspólne polegiwanie w pościeli, dołączyłam do nich kiedy się kochali. Ruch ciał działał na mnie odprężająco i usypiająco, palce Pana bawiły się moimi sutkami. Zasypiałam czując ten kochany dotyk.
================
zooza 2005-04-07 09:51:57 83.17.85.195
Hmm... gładkim, długim, zimnym, bambusowym tyranom mówimy zdecydowane NIE. Przecież wiesz, że mówiłam im nie zanim jeszcze zamieszkały pod naszym dachem. Przecież wiesz...
kochanka 2005-04-06 14:15:03 83.24.3.89
A w ogóle to drżyj ;)4 (słownie: cztery) bambusiki długości i grubości różnej nabyłam i właśnie doprowadzam je do stanu używalności..Wiesz, Kochanie.. Już marzę o kolejnym z nimi spotkaniu.. O ręce czułej prowadzącej koniec kijka po moim ciele..Ech.. na sama myśl masło&kisiel ;)
kochanka 2005-04-06 14:12:12 83.24.3.89
Kochanie..ja nie płaczę..Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby cokolwiek, ktokolwiek, w jakikolwiek sposób łzy z oczu moich wycisnął..Mogę krzyczeć (jak wczoraj - przyznaję, że łopatka narzędziem jest straszliwym), mogę nawet znaleźć się na granicy utraty przytomności.. Lecz - nie łzy..Chciałabym - chwilami - Jemu je ofiarować.. leczo oczy pozostają suche..
5 kwietnia 2005
Pan, Mąż, Kochanek...
Poszukiwanie TEGO Dominującego/Dominującej może być drogą ciężką i wyboistą... no cóż - samo życie. Uległość jest wielkim darem, a nie każdy jest wart, żeby zostać nim obdarowanym. Ale ta świadomość nie przychodzi od razu. Czasami trzeba się sparzyć, żeby potem móc dmuchać na zimne. BDSM nie żądzą żadne inne reguły dotyczące poszukiwań czy uczenia się na błędach niż w innych aspektach życia. I tak jak w życiu można znaleźć swojego Mistrza albo spotykać tylko nauczycieli. Można samemu stać się nauczycielem. Ale trzeba wiedzieć czego się chce a do czasu osiągnięcia tej świadomości czas upływa na zgłębianiu tajemnicy, odkrywaniu. A czasami człowiek dochodzi do wniosku, że nie znajdzie tego, czego szuka i ... postanawia kreować rzeczywistość wg własnych wyobrażeń i potrzeb.
Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moja droga do uległości była słuszna. Mam cudownego Pana, którego kocham całym swoim jestestwem. Bo tylko Jemu mogłam ofiarować siebie bezgranicznie i bezwarunkowo. Dziękuję Mu za to, że jest moim Panem.Kiedy patrzę na Niego przepełnia mnie duma. Taka zmiana w tak krótkim czasie. Tak naprawdę to ja jedynie pokazałam Mu kierunek. Dominacja jest Jego żywiołem, jest w Nim, jest Nim. Kieruje się intuicją i miłością. I to jest chyba najlepsza recepta.
Czasami zastanawiam się, czy to ten sam człowiek, z którym przeżyłam 13 lat? Czy to ten sam czuły, kochany facet? I odpowiadam sobie bez najmniejszego wahania – TEN SAM. Tyle tylko, że teraz potrafi mnie kochać także w ten cudownie wyrafinowany sposób. Uwolniony od konwenansów i stereotypów – rozkwita. A to czego wspólnie doświadczamy jest źródłem dumy i radości dla nas obojga.
Kocham Cię Panie Mężu.
Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moja droga do uległości była słuszna. Mam cudownego Pana, którego kocham całym swoim jestestwem. Bo tylko Jemu mogłam ofiarować siebie bezgranicznie i bezwarunkowo. Dziękuję Mu za to, że jest moim Panem.Kiedy patrzę na Niego przepełnia mnie duma. Taka zmiana w tak krótkim czasie. Tak naprawdę to ja jedynie pokazałam Mu kierunek. Dominacja jest Jego żywiołem, jest w Nim, jest Nim. Kieruje się intuicją i miłością. I to jest chyba najlepsza recepta.
Czasami zastanawiam się, czy to ten sam człowiek, z którym przeżyłam 13 lat? Czy to ten sam czuły, kochany facet? I odpowiadam sobie bez najmniejszego wahania – TEN SAM. Tyle tylko, że teraz potrafi mnie kochać także w ten cudownie wyrafinowany sposób. Uwolniony od konwenansów i stereotypów – rozkwita. A to czego wspólnie doświadczamy jest źródłem dumy i radości dla nas obojga.
Kocham Cię Panie Mężu.
4 kwietnia 2005
Mit czy fakt?
Odnoszę wrażenie, że relacje bdsm nie sprzyjają tworzeniu długotrwałych związków. Mit czy fakt?I jedno i drugie po trosze. Sądzę, że statystyka rozpadu związków nie odbiega znacząco od analogicznych statystyk dla związków klasycznych. Jedynie próbka i skala zjawiska jest znacznie mniejsza. Zwłaszcza w przypadku osób młodych w okresie przedmałżeńskim wielkości te są porównywalne. A jeśli chodzi o związki stałe to ciężko jest porównywać; kontrakty małżeńskie są odnotowane w USC, kontrakty niewolnicze nigdzie. Zresztą większość związków nie dochodzi do fazy spisywanych kontraktów, które z natury rzeczy są czasowe. Poza tym należy wziąć poprawkę na fakt, że dużą część związków opartych na relacjach bdsm stanowią związki w tzw. drugim życiu. Czyli gdzieś obok stałych związków małżeńskich (relacja typu kochanek/kochanka tylko trochę inaczej) a takie w większości także nie charakteryzują się długim i stabilnym żywotem.
Emocje w relacjach bdsm są silniejsze od jakichkolwiek innych, może właśnie dlatego płoną tak gwałtownym ogniem i równie gwałtownie potrafią się wypalić. Jak wszędzie tak i tu są wyjątki. Ale generalnie, ze smutkiem, oddaję swój głos na fakt.
Emocje w relacjach bdsm są silniejsze od jakichkolwiek innych, może właśnie dlatego płoną tak gwałtownym ogniem i równie gwałtownie potrafią się wypalić. Jak wszędzie tak i tu są wyjątki. Ale generalnie, ze smutkiem, oddaję swój głos na fakt.
Ambiwalentne uczucia
Ambiwalentne uczucia to właśnie to, co mam w głębi siebie patrząc na Katii. Pociąga mnie jako kobieta. Dziwnie się czuję z powodu jej młodego wieku. Podziwiam ją za oddanie i pasję. Potępiam za zapatrzenie. Zastanawiam się czy wiem czego on pragnie? I jedyne czego jestem pewne to to, że jest kobietą po przejściach. Zakochana, uzależniona została porzucona. Oddane w obce ręce. W inny, zupełnie inny układ, który w żadnej mierze nie spełnił jej oczekiwań. Z ufnością przyjęła wyciągniętą w jej kierunku dłoń pierwszego pana. Pomimo świadomości tymczasowości układu. Jest szczęśliwa chwilą. Jak ona pięknie rozkwitłaby ze swoją uległością w ciepłych, pełnych miłości dłoniach. Obecny układ jest dla niej toksyczny, a najgorsze jest to, że ona sama tego nie czuje. Jej potrzeba przynależności jest tak silna, że przesłania wszystko inne. Cudowna istota, kwintesencja uległości, która zostanie porzucona jak szmaciana laleczka… za miesiąc… może za dwa… Przecież teraz pan przyjął ją pod swoje skrzydła ‘na próbę, na miesiąc’.
Dlaczego? Otóż dlatego, że pan ten planuje wycofanie się z bdms’owego życia. Przygotowuje się do zejścia ze sceny dominacji i zamierza wieść przyzwoity żywot męża. Co za bzdura. Przecież dominacji, tak jak i uległości, nie da się zdjąć z siebie jak za małego ubrania i odłożyć do szafy. To coś jest w nas, zawsze tam będzie. Można spróbować zepchnąć to na margines świadomości, wmawiać sobie, że już się tego nie chce, nie potrzebuje. Można, ale jak długo? Rok? Dwa? Może dziesięć, ale tego nie da się eksterminować, to będzie żyło, choćby w hibernacji.A co uległymi? Jak one sobie poradzą? Czy znowu spróbuje poszukać im pana? Hmm Smutne, po prostu smutne… Margotka sobie poradzi, jest przebojową osóbką, jak nie z tej to znajdzie swoje miejsce z drugiej strony bata. A Katii? Życzę jej, żeby znalazła Pana przez duże P. Kogoś pełnego ciepła i uczucia, kogoś dojrzałego nie tylko wiekiem ale przede wszystkim emocjonalnie. Odpowiedzialnego.
Dlaczego? Otóż dlatego, że pan ten planuje wycofanie się z bdms’owego życia. Przygotowuje się do zejścia ze sceny dominacji i zamierza wieść przyzwoity żywot męża. Co za bzdura. Przecież dominacji, tak jak i uległości, nie da się zdjąć z siebie jak za małego ubrania i odłożyć do szafy. To coś jest w nas, zawsze tam będzie. Można spróbować zepchnąć to na margines świadomości, wmawiać sobie, że już się tego nie chce, nie potrzebuje. Można, ale jak długo? Rok? Dwa? Może dziesięć, ale tego nie da się eksterminować, to będzie żyło, choćby w hibernacji.A co uległymi? Jak one sobie poradzą? Czy znowu spróbuje poszukać im pana? Hmm Smutne, po prostu smutne… Margotka sobie poradzi, jest przebojową osóbką, jak nie z tej to znajdzie swoje miejsce z drugiej strony bata. A Katii? Życzę jej, żeby znalazła Pana przez duże P. Kogoś pełnego ciepła i uczucia, kogoś dojrzałego nie tylko wiekiem ale przede wszystkim emocjonalnie. Odpowiedzialnego.
3 kwietnia 2005
Jak to z Manekinem było...
Wygląda na to, że udało mi się wprowadzić w życie przysłowiową nową świecką tradycję, po raz czwarty odbyło się spotkanie bdsmowych maniaków ze stolicy i okolicy oraz innych sympatyków szkoły. Skład podstawowy jest niemal stały, plus kilku gości, dla odświeżenia krwi. Wnętrze Manekina szybciej niż ludźmi napełniło się dymem papierosowym, w ilościach co najmniej hurtowych.
Małgosia nie przyszła... mówi się trudno i żyje się dalej.
Widocznie nie starczyło jej odwagi.Kiedy tylko weszliśmy od razu zobaczyłam osobę, z którą najbardziej chciałam porozmawiać. Oczywiście był także ten, z którym miałam się zmierzyć ponownie. Nie powiem, nieco stresowała mnie ta perspektywa, ale przecież byłam silna i przygotowana, no i Pan był ze mną, wszystko musiało pójść dobrze. Strząsnęłam z siebie niepokoje i zasiadłam na miękkim krześle tuż obok Katii. Przywitałam się z nią i z Margotką tak raczej z dystansem, nie wiem jak zareagowałby jej Pan na wylewne powitanie, a nie chciałam robić jej kłopotów. No i nie będę ukrywać - unikałam wzroku mojego pogromcy z poprzedniego spotkania. Na szczęście rozmowy z dziewczynami były bardzo miłe i zabawne, w efekcie wybuchałyśmy salwami serdecznego śmiechu. Dotyk tych jasnych sterczących włosów doprowadzał mnie do tego dziwnego stanu, kiedy chucie dają znać o sobie. Wiosna, jak nic wiosna. A przecież przy każdym wybuchu śmiechu jej głowa stykała się z moją. Przecież dotykałam jej dłoni. A po głowie chodziło mi tylko jedno móc ją dotknąć – nagą. A gdzie rozum? Gdzie odpowiedzialność? Gdzie moralność? Chyba zapomniałam zabrać z domu. Bo przecież teraz siedziała tak blisko, nie stał między nami stolik, mogłam jej dotknąć, gdybym tylko chciała. A czy nie chciałam? Ależ owszem, chciałam i to bardzo. Co więc mnie powstrzymywało? Pan. Siedział na mną, rozmawiał z innymi, ale czułam, że jest ze mną. Kati była zagubiona, z plątaniną myśli... o dawnym panu, o nauczycielu, który nim nie był, o istotach z innej planety. Była taka ufna, wystarczyło wyciągnąć dłoń a przyszłaby do niej. Tak bardzo chciała czuć się kochana, pożądana a nie bezpańska. Bezpańska – jakie to smutne słowo, nawet nie zdawałam sobie sprawy, nawet wówczas, kiedy używałam tego nick’a. Katii była teraz uosobieniem bezpańskości, taka mała kupka smutku.Ale przecież ona jest taka młodziutka, na zaledwie 22 lata, Nawet nie wie o sobie jeszcze wielu rzeczy. Przecież jej kontakty z kobietą ograniczyły się do tego jednego razu z margotką, na polecenie pana. Ona przecież nie wie nawet czym jest, czym może być miłość dwóch kobiet, namiętność która wynika li tylko i wyłącznie z fascynacji sobą, ciałem, duszą... A mimo to czułam, że lgnie do mnie. Jestem przerażona sobą, a dokładnie tym jak bardzo chciałam ją wziąć, zagarnąć tylko dla siebie. Ten jej zapał, chęć poznania, ciekawość życia. Zawsze stroniłam od kobiet, które nie miały świadomości skłonności do własnej płci. Nigdy nie chciałam stawać się nauczycielką, nie chciałam przed nikim odkrywać świata miłości kobiecej. A teraz? Teraz chciałam dobrać się do tego kruchego, młodego ciała. Nie do duszy, nie do uczucia, ale właśnie do ciała. Wpić się namiętnie w usta, zatopić twarz w wilgotnej kobiecości a zęby w karku. Tak, pożądałam tej młodej kobiety.
Katii została zawołana prze swojego byłego pana. Kątem oka widziałam jak zapina jej na szyi obrożę, jej własną, tę granatową. Kiedy znowu usiadła koło mnie aż promieniała, tym cudownym blaskiem spełnienia, zadowoleniem i radością. Właśnie wtedy straciłam ją. Wiedziałam, że nie mogę rywalizować z panem. To samo było z moja Kochanką. Pan przede wszystkim, a czasami w chwilach uniesienia i zapomnienia jest tylko ze mną. Suki - moje życie i moje przekleństwo. Nie będą nigdy tylko moje. Łzy zakręciły mi się w oku, ale może to tylko dym drażniący spojówki. Starałam się zająć myśli czymś innym.Przyszedł czas na moją konfrontację. Bez strachu spojrzałam w oczy, te oczy, które wówczas napełniały mnie strachem i pokorą. Teraz nie było w nich siły, która działałaby na mnie. Teraz siła była we mnie. Podałam mu ręce – jak prosił. Nie wyczuł w nich drżenia, albowiem nie było w nich drżenia. Jaką radość sprawiło mi to, że potrafiłam panować nad swoim ciałem. W każdym razie potrafiłam w stosunku do niego.
Kolejne zmiany konfiguracji przy stolikach, kiedy wróciłam od baru ze szklanką coli usłyszałam coś co spowodowało mocniejsze bicie serca. Katii prosiła Pana, mojego Pana, o pozwolenie na pocałunek. Na pocałunek ze mną. Ona. I odpowiedź Pana, która jeszcze bardziej podniosła moje tętno. A już całkiem zaskoczyło mnie to, co stało się za chwilę. Podeszła i bez słowa dotknęła moich ust swoimi. Namiętność z jaką całowała, mogła pochodzić jedynie od bardzo młodej osóbki. Oddałam ten pocałunek, przedłużając go jak tylko mogłam. Świadomość tego zetknięcia z jej ciepłem i wilgocią podnieciła mnie niesamowicie. I tylko po głowie kołatało się pytanie czy zrobiła to bo tego chciała czy zrobiła to bo tego chciał jej pan. Nie ważne. Zrobiła to. Dała mi tę odrobinę przyjemności, która chodziła mi po głowie od naszego pierwszego spotkania. Chłonęłam jej zapach pragnąc zapamiętać go, ale ona nie miała zapachu. Tylko perfumy. Nie roztaczała woni kobiety, tego najpiękniejszego z zapachów, nie pachniała, w każdym razie – nie dla mnie.
Potem już wszystko potoczyło się w przyspieszonym tempie. Pytania o godzinę w Tokio. Zbyt inwazyjne wiązanie mojej Kochanki, która krzyczała z bólu. Ona, która potrafi i cierpieć i szczytować w milczeniu. Uniesiona przez Pana moja spódniczka i prezentacja gołej cipki innemu mężczyźnie. Mimochodem, podczas rozmowy... tak od niechcenia. Wyjście z Manekina. Krótki przystanek w tym samym co poprzednio mieszkaniu i wreszcie powrót do domu. Prysznic. I sen. Długi, spokojny sen...
Małgosia nie przyszła... mówi się trudno i żyje się dalej.
Widocznie nie starczyło jej odwagi.Kiedy tylko weszliśmy od razu zobaczyłam osobę, z którą najbardziej chciałam porozmawiać. Oczywiście był także ten, z którym miałam się zmierzyć ponownie. Nie powiem, nieco stresowała mnie ta perspektywa, ale przecież byłam silna i przygotowana, no i Pan był ze mną, wszystko musiało pójść dobrze. Strząsnęłam z siebie niepokoje i zasiadłam na miękkim krześle tuż obok Katii. Przywitałam się z nią i z Margotką tak raczej z dystansem, nie wiem jak zareagowałby jej Pan na wylewne powitanie, a nie chciałam robić jej kłopotów. No i nie będę ukrywać - unikałam wzroku mojego pogromcy z poprzedniego spotkania. Na szczęście rozmowy z dziewczynami były bardzo miłe i zabawne, w efekcie wybuchałyśmy salwami serdecznego śmiechu. Dotyk tych jasnych sterczących włosów doprowadzał mnie do tego dziwnego stanu, kiedy chucie dają znać o sobie. Wiosna, jak nic wiosna. A przecież przy każdym wybuchu śmiechu jej głowa stykała się z moją. Przecież dotykałam jej dłoni. A po głowie chodziło mi tylko jedno móc ją dotknąć – nagą. A gdzie rozum? Gdzie odpowiedzialność? Gdzie moralność? Chyba zapomniałam zabrać z domu. Bo przecież teraz siedziała tak blisko, nie stał między nami stolik, mogłam jej dotknąć, gdybym tylko chciała. A czy nie chciałam? Ależ owszem, chciałam i to bardzo. Co więc mnie powstrzymywało? Pan. Siedział na mną, rozmawiał z innymi, ale czułam, że jest ze mną. Kati była zagubiona, z plątaniną myśli... o dawnym panu, o nauczycielu, który nim nie był, o istotach z innej planety. Była taka ufna, wystarczyło wyciągnąć dłoń a przyszłaby do niej. Tak bardzo chciała czuć się kochana, pożądana a nie bezpańska. Bezpańska – jakie to smutne słowo, nawet nie zdawałam sobie sprawy, nawet wówczas, kiedy używałam tego nick’a. Katii była teraz uosobieniem bezpańskości, taka mała kupka smutku.Ale przecież ona jest taka młodziutka, na zaledwie 22 lata, Nawet nie wie o sobie jeszcze wielu rzeczy. Przecież jej kontakty z kobietą ograniczyły się do tego jednego razu z margotką, na polecenie pana. Ona przecież nie wie nawet czym jest, czym może być miłość dwóch kobiet, namiętność która wynika li tylko i wyłącznie z fascynacji sobą, ciałem, duszą... A mimo to czułam, że lgnie do mnie. Jestem przerażona sobą, a dokładnie tym jak bardzo chciałam ją wziąć, zagarnąć tylko dla siebie. Ten jej zapał, chęć poznania, ciekawość życia. Zawsze stroniłam od kobiet, które nie miały świadomości skłonności do własnej płci. Nigdy nie chciałam stawać się nauczycielką, nie chciałam przed nikim odkrywać świata miłości kobiecej. A teraz? Teraz chciałam dobrać się do tego kruchego, młodego ciała. Nie do duszy, nie do uczucia, ale właśnie do ciała. Wpić się namiętnie w usta, zatopić twarz w wilgotnej kobiecości a zęby w karku. Tak, pożądałam tej młodej kobiety.
Katii została zawołana prze swojego byłego pana. Kątem oka widziałam jak zapina jej na szyi obrożę, jej własną, tę granatową. Kiedy znowu usiadła koło mnie aż promieniała, tym cudownym blaskiem spełnienia, zadowoleniem i radością. Właśnie wtedy straciłam ją. Wiedziałam, że nie mogę rywalizować z panem. To samo było z moja Kochanką. Pan przede wszystkim, a czasami w chwilach uniesienia i zapomnienia jest tylko ze mną. Suki - moje życie i moje przekleństwo. Nie będą nigdy tylko moje. Łzy zakręciły mi się w oku, ale może to tylko dym drażniący spojówki. Starałam się zająć myśli czymś innym.Przyszedł czas na moją konfrontację. Bez strachu spojrzałam w oczy, te oczy, które wówczas napełniały mnie strachem i pokorą. Teraz nie było w nich siły, która działałaby na mnie. Teraz siła była we mnie. Podałam mu ręce – jak prosił. Nie wyczuł w nich drżenia, albowiem nie było w nich drżenia. Jaką radość sprawiło mi to, że potrafiłam panować nad swoim ciałem. W każdym razie potrafiłam w stosunku do niego.
Kolejne zmiany konfiguracji przy stolikach, kiedy wróciłam od baru ze szklanką coli usłyszałam coś co spowodowało mocniejsze bicie serca. Katii prosiła Pana, mojego Pana, o pozwolenie na pocałunek. Na pocałunek ze mną. Ona. I odpowiedź Pana, która jeszcze bardziej podniosła moje tętno. A już całkiem zaskoczyło mnie to, co stało się za chwilę. Podeszła i bez słowa dotknęła moich ust swoimi. Namiętność z jaką całowała, mogła pochodzić jedynie od bardzo młodej osóbki. Oddałam ten pocałunek, przedłużając go jak tylko mogłam. Świadomość tego zetknięcia z jej ciepłem i wilgocią podnieciła mnie niesamowicie. I tylko po głowie kołatało się pytanie czy zrobiła to bo tego chciała czy zrobiła to bo tego chciał jej pan. Nie ważne. Zrobiła to. Dała mi tę odrobinę przyjemności, która chodziła mi po głowie od naszego pierwszego spotkania. Chłonęłam jej zapach pragnąc zapamiętać go, ale ona nie miała zapachu. Tylko perfumy. Nie roztaczała woni kobiety, tego najpiękniejszego z zapachów, nie pachniała, w każdym razie – nie dla mnie.
Potem już wszystko potoczyło się w przyspieszonym tempie. Pytania o godzinę w Tokio. Zbyt inwazyjne wiązanie mojej Kochanki, która krzyczała z bólu. Ona, która potrafi i cierpieć i szczytować w milczeniu. Uniesiona przez Pana moja spódniczka i prezentacja gołej cipki innemu mężczyźnie. Mimochodem, podczas rozmowy... tak od niechcenia. Wyjście z Manekina. Krótki przystanek w tym samym co poprzednio mieszkaniu i wreszcie powrót do domu. Prysznic. I sen. Długi, spokojny sen...
2 kwietnia 2005
Winyl, żelek i strap-on udowyMiędzy
załatwieniem jednej sprawy w mieście a powrotem do domu, do Pana i wyjazdem na spotkanie nie mamy wiele czasu. Nie mniej jednak postanawiamy podjechać na ulicę sexshop’ow. Teoretycznie nie mamy nic konkretnego na myśli, to znaczy my nie mamy, bo ja a i owszem. Chodzi o parę niedużych ‘wyjściowych’ plug’ów. Ale skoro już jesteśmy, to przecież możemy trochę poszaleć, popatrzeć i popuścić wodze fantazji.I wtedy przypomina nam się, że czasem kiedy jesteśmy razem brakuje nam atrybutu męskości, tak mniej więcej na wysokości... uda. Tak, tak, na wysokości uda. Wiem, że w normalnych damsko-męskich układach penis występuje w zupełnie innym miejscu, ale... cóż... my mamy zapotrzebowanie na niego właśnie na udzie. Zatem postanowiłyśmy zapoznać się z ofertą strap-on’ów. I tu nasze wielkie rozczarowanie – brak takowych. Strap-on’ów w klasycznym wydaniu do wyboru do koloru, ale takiego, o jakim myślałyśmy – ani na lekarstwo. W jednym ze sklepów była kobieta, która bardzo chciała nam pomóc, ale cóż, dobre chęci to za mało w takim wypadku. Bardzo miła kobitka, próbowała nawet z nami pokombinować i wspólnie sprawdzałyśmy czy uda się wykorzystać w charakterze strap-on’a udowego pustą w środku protezę członka. Hmm, niestety, mimo prób adaptacja nie była możliwa. Chyba przyjdzie nam odwołać się do własnej inwencji i sprawdzającej się w naszym domu wersji – hand make. Konstrukcja została od razu na miejscu obgadana teoretycznie, jednakże w ofercie nie znalazłyśmy żadnego fantoma, który pasowałby do niej. Ale jak znajdziemy takiego o płaskiej szerokiej podstawie to wrócimy do tematu. Wygląda na to, że odkryłyśmy niszę rynkową, hihi.
Tak czy inaczej nabyłyśmy dwa nieduże plugi, zgodnie z założeniami. A na dodatek jeszcze niewielkiego żelka o cytrynowym zapachu do użytku z dżinsami. Zresztą, na wszelki wypadek, został od razu w sklepie umyty i przygotowany do użytku po drodze. Czas nas już trochę poganiał, więc porzuciłyśmy regału z bardzo miłymi ciuszkami i innymi wyrobami ze skóry i udałyśmy się w kierunku samochodu. Prowadzenie auta z siedzącą obok Kochanką, która wymachuje cytrynowym żelkiem albo wsuwa go lubieżnie do ust nie jest proste. Zresztą nie tylko dla mnie. W samochodzie obok cztery kobiety obdarzyły nas ciekawskim spojrzeniem a potem szczerym, serdecznym śmiechem. Ośliniony żelek w krótkim czasie znalazł się mojej cipce, co znacznie zmniejszyło moją zdolność do kierowania pojazdem mechanicznym. Na szczęście jednak nie doszło do żadnej kolizji i udało się szczęśliwie dojechać do domu. Uwaga na przyszłość: w przypadku zmiany samochodu kupić taki z automatyczną skrzynia biegów. To wiele ułatwia.
Wyszłam z samochodu trzymając żelka w cipce, trochę się obawiałam, że brak majtek będzie mi przeszkadzał, ale... nie taki diabeł straszny jak go malują. Wystarczy mocno zacisnąć mięśnie pochwy i (na wszelki wypadek) ud. Obudziłyśmy Pana. Ja na ‘dzień dobry’ niczym wielkanocna kokoszka ‘zniosłam’ na Jego wyciągniętą dłoń żelka, jak jajko. Przed wyjściem zdążyliśmy jeszcze przetestować wszystkie nowe zabawki, a Pan znalazł czas i na rżnięcie i na chłostę... moją ukochaną po(d)ręczną dyscypliną. Wyruszyliśmy na spotkanie bdsm’owych maniaków w bardzo dobrych humorach... Ciekawe co dziś się tam wydarzy...
Tak czy inaczej nabyłyśmy dwa nieduże plugi, zgodnie z założeniami. A na dodatek jeszcze niewielkiego żelka o cytrynowym zapachu do użytku z dżinsami. Zresztą, na wszelki wypadek, został od razu w sklepie umyty i przygotowany do użytku po drodze. Czas nas już trochę poganiał, więc porzuciłyśmy regału z bardzo miłymi ciuszkami i innymi wyrobami ze skóry i udałyśmy się w kierunku samochodu. Prowadzenie auta z siedzącą obok Kochanką, która wymachuje cytrynowym żelkiem albo wsuwa go lubieżnie do ust nie jest proste. Zresztą nie tylko dla mnie. W samochodzie obok cztery kobiety obdarzyły nas ciekawskim spojrzeniem a potem szczerym, serdecznym śmiechem. Ośliniony żelek w krótkim czasie znalazł się mojej cipce, co znacznie zmniejszyło moją zdolność do kierowania pojazdem mechanicznym. Na szczęście jednak nie doszło do żadnej kolizji i udało się szczęśliwie dojechać do domu. Uwaga na przyszłość: w przypadku zmiany samochodu kupić taki z automatyczną skrzynia biegów. To wiele ułatwia.
Wyszłam z samochodu trzymając żelka w cipce, trochę się obawiałam, że brak majtek będzie mi przeszkadzał, ale... nie taki diabeł straszny jak go malują. Wystarczy mocno zacisnąć mięśnie pochwy i (na wszelki wypadek) ud. Obudziłyśmy Pana. Ja na ‘dzień dobry’ niczym wielkanocna kokoszka ‘zniosłam’ na Jego wyciągniętą dłoń żelka, jak jajko. Przed wyjściem zdążyliśmy jeszcze przetestować wszystkie nowe zabawki, a Pan znalazł czas i na rżnięcie i na chłostę... moją ukochaną po(d)ręczną dyscypliną. Wyruszyliśmy na spotkanie bdsm’owych maniaków w bardzo dobrych humorach... Ciekawe co dziś się tam wydarzy...
1 kwietnia 2005
Anglistka
Oj wiosna dobiera się i do mnie. Wczoraj objawy depresji a dziś humorek dopisuje, aż miło. Do biura wpadła dziś koleżanka, która zmieniła pracę. Nie widziałam jej kilka tygodni. Wyglądała olśniewająco. Taka wypoczęta, wyspana, świeżutka i radosna. Aż mi się oczy uśmiechnęły na jej widok. Zawsze mi się podobała, ale dziś była zniewalająca. Wiosna. Miałam nieodpartą ochotę wpić się w jej usta... Spokój. Tylko spokój, powtarzałam sobie. Od jakiegoś czasu delikatnie pokazywałam jej co nieco z klimatów czuję, że dojrzewa. To dopiero etap i chciałbym i boję cię, ale zawsze coś. Nie zdążyłyśmy pogadać o zmianach w jej życiu osobistym, ale mam nadzieję, że to nadrobimy. Powiedziałam jej o spotkaniu w Manekinie, w sobotę. Aż cofnęła się do pokoju i zamknęła drzwi. Uśmiechnęłam się w duszy. Dopytała o szczegóły i... powiedziała, że przyjdzie. Zobaczymy, zobaczymy... to już jutro. Byłoby miło pomyślałam oblizując się w duszy... byłoby milusio...
30 marca 2005
Sucze kwestie: No i doigrałyśmy się…
Nasze wczorajsze zachowanie w domu było zdecydowanie poniżej krytyki. Ciągłe prowokowanie słowem i zachowaniem, niedopowiedzenia, chichoty ukradkiem, głośne komentarze pod adresem Pana. Słowem - jawna prowokacja. No bo jak inaczej to nazwać. Wiosna za oknem, hormony szaleją suczyć się chce niemożliwie. A Pan spokojnie siedział przed komputerem, zupełnie jakby to nie On był obiektem naszych zaczepek. Herbatka, film, pogawędka… i żadnych widoków na… Wstałam i bez słowa poszłam na do sypialni. Wkrótce dołączyła do mnie Ona. A na koniec Pan. Siedziałam przy komputerze udając brak zainteresowania tym, co się dzieje. Pan podszedł i z za komody wyjął świstaka. To długi bat do powożenia, już sam jego dźwięk wywołuje gęsią skórkę, a nieumiejętnie użyty rozcina skórę jak nóż. Nie lubię go…
W każdym razie siedziałam stukając w klawisze i słyszałam jak Pan wywija świstakiem. Nie miałam odwagi się odwrócić. Ale musiałam wstać, żeby zakręcić wodę nalewającą się do wanny, inaczej mielibyśmy w sypialni powódź. I wtedy ją zobaczyłam. Leżała w poprzek łóżka, dżinsy opinały jej pośladki, które rytmicznie kąsał świstak. Drgała. Przy każdym uderzeniu. Kiedy nie powstrzymywała wydechu z jej ust wyrywał się jęk. Stałam z boku i patrzyłam jak zdziera z niej dżinsy, jak smaga świstakiem pośladki i uda. Widziałam Jego twarz. Widziałam przyjemność jaką miał na niej odmalowaną. Widziałam irytację, kiedy podnosiła głowę lub wykonywała unik. Sugestywnymi trąceniami bata zmusił ją do otwarcia zaciśniętych w pieść dłoni, do trzymania ich otwartych, wewnętrzną stroną do góry. Wiem, jak trudne to dla niej, odruchowo zaciska pięści albo zamyka je na krawędzi łóżka. A Panu taka przyjemność sprawia, kiedy nawet dłońmi nie bronimy się przed Nim. Moje dłonie są otwarte zawsze… u niej także wyegzekwuje taki gest poddania, to tylko kwestia czasu.
Potem rozchylając jej pośladki bezceremonialnie wszedł w jej kobiecość. Stałam i patrzyłam zafascynowana jak przytrzymywał jej ręce przygniatając własnym ciężarem. Jak zakrywał dłonią usta i nos odbierając jej oddech. Jak gryzł jej kark. A ona wiła się pod dotykiem Pana. Wspaniały widok. Nie przerywając tego, co robił beznamiętnym głosem rzucił, nawet nie patrząc w moją stronę, „Na co czekasz suko? Rozbieraj się i kładź.” Pozbycie się ubrania zajęło mi chwilkę. Trochę więcej oswojenie się z myślą o świstaku. Ale Pan chyba także nie przepada za świstakiem, za bardzo trzeba nań uważać. Zanim znalazłam się obok tej, którą dopiero co posiadł, On już trzymał w ręku dyscyplinę. Nie widziałam tego, ale poczułam. Byłam Mu wdzięczna za zmianę narzędzia. Ja kocham tę dyscyplinę, jest rewelacyjna. Już po kilku razach czułam, że dzisiejsza chłosta będzie inna niż poprzednie. To nie było już pieszczotliwe smaganie bacikiem. Od perwszego były precyzyjne, silne uderzenia, z których każde dosięgało celu. Chciałam krzyczeć, dziękować, prosić o jeszcze. Ale powstrzymałam to w sobie. Bardziej jednak chciałam ofiarować Mu siebie spokojną i ufną, gotową przyjąć z Jego ręki wszystko bez słowa skargi. I tak też się działo. On chłostał mnie, coraz mocniej i mocniej, a ja trwałam w ciszy. Z rzadka jedynie, kiedy rzemienie sięgnęły tych miejsc najczulszych pozwalałam sobie na jęk. Ale trwałam w bezruchu, na kolanach, podparta na łokciach z głową wciśniętą w materac. Przedramiona wyciągnięte za głowę, dłonie otwarte… tak, jak lubi.
Dyscyplina spadała czasami na moje ciało a czasami na jej, nie można było tego przewidzieć. I to dodawało smaczku tej chłoście. Nie patrzył już gdzie celuje. Plecy, boki, piersi, pośladki. Z coraz większą siłą znaczył nasze ciała purpurowymi autografami dyscypliny. A potem dotyk Jego dłoni na rozpalonych, tętniących bólem pręgach. Jakże trudno było znieść ten dotyk. I znowu kolejne razy. Coraz bliżej szczytu, coraz bliżej spełnienia… Rozsunął moje uda i teraz chłostał już tylko cipkę i wewnętrzna stronę ud. To było jak tysiące drobnych igiełek wbijających się w ciało. Raz za razem ciężko spadał na odkrytą kobiecość. Mierzył precyzyjnie i tak też trafiał. Nie było mnie tam, odleciałam jak tylko zaczął chłostać cipkę. Nagle przerwa. Skończył. Wracałam do ciała tak szybko jak tylko można. Znowu dotyk Jego dłoni na zbitych pośladkach, dotyk kutasa wdzierającego się w pulsujące wnętrze był tym momentem, w który z moich oczu popłynęły łzy. Tak powracałam do ciała i oto właśnie była moja nagroda, za dzielność dla mojego Pana. Moje łzy, które wcześniej byłyby oznaką słabości teraz zaś, po chłoście były podziękowaniem. Cudowne przeżycie, doskonałe pod każdym względem. Porzucił moja cipkę równie nagle jak ją posiadł. Nie mnie, obdarzył swoją skondensowaną, ciepłą męskością. Ja ciągle drgałam w pobliżu, kiedy brał w posiadanie swoim kutasem moja Kochankę.
Jeszcze chwila odpoczynku w wannie pełnej cieplutkiej wody, pidżama i … zasnął. Dotykany przez nas obie, zasnął spokojnie. Z uśmiechem na twarzy, odprężony, zadowolony, radosny. Udało się nam, po raz kolejny dałyśmy Panu rozkosz sobą i swoja uległością. Śpij smacznie mój Panie… Dobranoc… Dziękuję za ten wyraz miłości, która nas obdarzasz. Dziękuję…
W każdym razie siedziałam stukając w klawisze i słyszałam jak Pan wywija świstakiem. Nie miałam odwagi się odwrócić. Ale musiałam wstać, żeby zakręcić wodę nalewającą się do wanny, inaczej mielibyśmy w sypialni powódź. I wtedy ją zobaczyłam. Leżała w poprzek łóżka, dżinsy opinały jej pośladki, które rytmicznie kąsał świstak. Drgała. Przy każdym uderzeniu. Kiedy nie powstrzymywała wydechu z jej ust wyrywał się jęk. Stałam z boku i patrzyłam jak zdziera z niej dżinsy, jak smaga świstakiem pośladki i uda. Widziałam Jego twarz. Widziałam przyjemność jaką miał na niej odmalowaną. Widziałam irytację, kiedy podnosiła głowę lub wykonywała unik. Sugestywnymi trąceniami bata zmusił ją do otwarcia zaciśniętych w pieść dłoni, do trzymania ich otwartych, wewnętrzną stroną do góry. Wiem, jak trudne to dla niej, odruchowo zaciska pięści albo zamyka je na krawędzi łóżka. A Panu taka przyjemność sprawia, kiedy nawet dłońmi nie bronimy się przed Nim. Moje dłonie są otwarte zawsze… u niej także wyegzekwuje taki gest poddania, to tylko kwestia czasu.
Potem rozchylając jej pośladki bezceremonialnie wszedł w jej kobiecość. Stałam i patrzyłam zafascynowana jak przytrzymywał jej ręce przygniatając własnym ciężarem. Jak zakrywał dłonią usta i nos odbierając jej oddech. Jak gryzł jej kark. A ona wiła się pod dotykiem Pana. Wspaniały widok. Nie przerywając tego, co robił beznamiętnym głosem rzucił, nawet nie patrząc w moją stronę, „Na co czekasz suko? Rozbieraj się i kładź.” Pozbycie się ubrania zajęło mi chwilkę. Trochę więcej oswojenie się z myślą o świstaku. Ale Pan chyba także nie przepada za świstakiem, za bardzo trzeba nań uważać. Zanim znalazłam się obok tej, którą dopiero co posiadł, On już trzymał w ręku dyscyplinę. Nie widziałam tego, ale poczułam. Byłam Mu wdzięczna za zmianę narzędzia. Ja kocham tę dyscyplinę, jest rewelacyjna. Już po kilku razach czułam, że dzisiejsza chłosta będzie inna niż poprzednie. To nie było już pieszczotliwe smaganie bacikiem. Od perwszego były precyzyjne, silne uderzenia, z których każde dosięgało celu. Chciałam krzyczeć, dziękować, prosić o jeszcze. Ale powstrzymałam to w sobie. Bardziej jednak chciałam ofiarować Mu siebie spokojną i ufną, gotową przyjąć z Jego ręki wszystko bez słowa skargi. I tak też się działo. On chłostał mnie, coraz mocniej i mocniej, a ja trwałam w ciszy. Z rzadka jedynie, kiedy rzemienie sięgnęły tych miejsc najczulszych pozwalałam sobie na jęk. Ale trwałam w bezruchu, na kolanach, podparta na łokciach z głową wciśniętą w materac. Przedramiona wyciągnięte za głowę, dłonie otwarte… tak, jak lubi.
Dyscyplina spadała czasami na moje ciało a czasami na jej, nie można było tego przewidzieć. I to dodawało smaczku tej chłoście. Nie patrzył już gdzie celuje. Plecy, boki, piersi, pośladki. Z coraz większą siłą znaczył nasze ciała purpurowymi autografami dyscypliny. A potem dotyk Jego dłoni na rozpalonych, tętniących bólem pręgach. Jakże trudno było znieść ten dotyk. I znowu kolejne razy. Coraz bliżej szczytu, coraz bliżej spełnienia… Rozsunął moje uda i teraz chłostał już tylko cipkę i wewnętrzna stronę ud. To było jak tysiące drobnych igiełek wbijających się w ciało. Raz za razem ciężko spadał na odkrytą kobiecość. Mierzył precyzyjnie i tak też trafiał. Nie było mnie tam, odleciałam jak tylko zaczął chłostać cipkę. Nagle przerwa. Skończył. Wracałam do ciała tak szybko jak tylko można. Znowu dotyk Jego dłoni na zbitych pośladkach, dotyk kutasa wdzierającego się w pulsujące wnętrze był tym momentem, w który z moich oczu popłynęły łzy. Tak powracałam do ciała i oto właśnie była moja nagroda, za dzielność dla mojego Pana. Moje łzy, które wcześniej byłyby oznaką słabości teraz zaś, po chłoście były podziękowaniem. Cudowne przeżycie, doskonałe pod każdym względem. Porzucił moja cipkę równie nagle jak ją posiadł. Nie mnie, obdarzył swoją skondensowaną, ciepłą męskością. Ja ciągle drgałam w pobliżu, kiedy brał w posiadanie swoim kutasem moja Kochankę.
Jeszcze chwila odpoczynku w wannie pełnej cieplutkiej wody, pidżama i … zasnął. Dotykany przez nas obie, zasnął spokojnie. Z uśmiechem na twarzy, odprężony, zadowolony, radosny. Udało się nam, po raz kolejny dałyśmy Panu rozkosz sobą i swoja uległością. Śpij smacznie mój Panie… Dobranoc… Dziękuję za ten wyraz miłości, która nas obdarzasz. Dziękuję…
29 marca 2005
Widmo w białym odzieniu
Stało się to, na co czekała od dawna. Pytanie tylko czy nie stało się za późno. Zadzwonił do Niej ktoś, o kim mi opowiadała, ktoś kto i do mojej głowy zawędrował wprost z tych opowieści. Jej pierwszy Pan. Dawne dzieje, ale wciąż jeszcze bardzo drgające w środku. Ja wiem, nie zapomina się pierwszych razów. Nawet jeżeli się tego chce. Każdy pierwszy raz warunkuje człowieka. Pierwsza przeczytana książka. Pierwszy film, taki który przyniósł duże emocje – strach, łzy, uniesienie… Pierwszy pocałunek. Pierwsze kochanie. Pierwsze suczenie. I cała masa innych pierwszych razów w życiu. Niektóre odkładają się na półki pamięci inne są zawsze na pod orędziu. A jeżeli nie, to są łatwo przywoływane.
Rozmawiałam z Nią przez telefon. Głos Jej drżał, i drżała ona sama. Mało tego, ja także dygotałam z emocji. A przecież nawet go nie znam. Widziałam go raz na jakimś słabiutkim zdjęciu. Ale to wszystko, co Ona mówiła doprowadza mnie do szaleństwa czasami. Dawno nie rozmawiałyśmy o nim i tak jakość przestałam o nim myśleć. Ale teraz, kiedy usłyszałam, że dzwonił zrobiło mi się miękko. I te teksty o prawie autorskim (‘ja zrobiłem z ciebie sukę i należysz do mnie”). Rozstrajają moje nerwy. Albo to, że chce nas obie. Żebyśmy obie były jego. Wrr jest mi to niemiłe, co nie znaczy, że mnie nie pociąga. Wtedy Ona powiedziała mi, że jest tylko jeden powód, dla którego gotowa byłaby porzucić nasz obecny układ – jej pierwszy Pan. Kiedy to mówiła wiedziałam, że mówi szczerze. Była w pełni zdecydowana. Dziś zadałam Jej to samo pytanie. Odpowiedź nie była już ani tak oczywista, ani tak prosta, ani nawet tak zdecydowana. Jaka to odpowiedź? Może… Gdyby… Ale… Raczej nie…. Niby niewiele czasu minęło, a jednak zmiana jest ogromna. Wiem, że chciałaby się z nim spotkać. I tylko nie jestem przekonana po co. Czy bardziej po to, żeby w kulminacyjnym momencie powiedzieć nie i wyjść nie oglądając się za siebie. Zademonstrować jak bardzo panuje nad swoimi instynktami i pożądaniem. A może po to żeby poczuć na sobie jego dłonie, żeby wsłuchać się ten obezwładniający głos, żeby być znowu jego… Hmmm ciekawe jak silna będzie walka, którą stoczy. Bo o tym, że ją toczy jestem przekonana. Chciałabym poznać tego człowieka. Chociażby po to, żeby wiedzieć jaki jest, żeby zobaczyć jego dłonie, żeby usłyszeć jego głos, żeby zmierzyć się z jego wzrokiem.
Snujemy dziwne wizję, nakręcamy się wzajemnie. A wszystko z powodu wizji faceta w tym… białym… ubraniu… Jestem niespełna rozumu, ale nic na to nie poradzę. Jeszcze chwila a sam widok facetów w takich odzieniach będzie doprowadzał mnie do szczytu… Oj dostanie nam się za to gdybanie, dostanie nam się jak się Pan dowie, że coś kombinujemy. Mam pewną ideę, którą można byłoby w tej konfiguracji zrealizować. Jest tak szalona, że nawet jeszcze jej nie wyartykułuję. Czasami boję się sama siebie…
Na razie myślę o sobocie. O spotkaniu z mężczyzną, który mnie sobie podporządkował wówczas. Hmm. Chcę się z nim spotkać. Chcę móc spojrzeć mu w twarz i pokazać (i sobie i jemu), że nie ma już nade mną władzy. Że jak wilk z bajki o trzech świnkach może sobie dmuchać i chuchać i patrzeć do woli ale nic z tego nie działa już na mnie. Tak, chcę konfrontacji. Jak przy jeździe konnej, przy skokach przez przeszkody, nie zejdę z parkuru póki nie skoczę przeszkody, która mnie pokonała. A potem zastanowię się jak zrealizować ten ostatni pomysł… Bez pospiechu… teraz kiedy czekanie nie jest już tym, co mnie zabija… poczekam, dopracuję i … zrealizuję. Może na tych kilka chwil stworzę kolejny Świat? A może uda się stworzyć coś bardziej stabilnego… trwalszego… Zobaczymy…
Rozmawiałam z Nią przez telefon. Głos Jej drżał, i drżała ona sama. Mało tego, ja także dygotałam z emocji. A przecież nawet go nie znam. Widziałam go raz na jakimś słabiutkim zdjęciu. Ale to wszystko, co Ona mówiła doprowadza mnie do szaleństwa czasami. Dawno nie rozmawiałyśmy o nim i tak jakość przestałam o nim myśleć. Ale teraz, kiedy usłyszałam, że dzwonił zrobiło mi się miękko. I te teksty o prawie autorskim (‘ja zrobiłem z ciebie sukę i należysz do mnie”). Rozstrajają moje nerwy. Albo to, że chce nas obie. Żebyśmy obie były jego. Wrr jest mi to niemiłe, co nie znaczy, że mnie nie pociąga. Wtedy Ona powiedziała mi, że jest tylko jeden powód, dla którego gotowa byłaby porzucić nasz obecny układ – jej pierwszy Pan. Kiedy to mówiła wiedziałam, że mówi szczerze. Była w pełni zdecydowana. Dziś zadałam Jej to samo pytanie. Odpowiedź nie była już ani tak oczywista, ani tak prosta, ani nawet tak zdecydowana. Jaka to odpowiedź? Może… Gdyby… Ale… Raczej nie…. Niby niewiele czasu minęło, a jednak zmiana jest ogromna. Wiem, że chciałaby się z nim spotkać. I tylko nie jestem przekonana po co. Czy bardziej po to, żeby w kulminacyjnym momencie powiedzieć nie i wyjść nie oglądając się za siebie. Zademonstrować jak bardzo panuje nad swoimi instynktami i pożądaniem. A może po to żeby poczuć na sobie jego dłonie, żeby wsłuchać się ten obezwładniający głos, żeby być znowu jego… Hmmm ciekawe jak silna będzie walka, którą stoczy. Bo o tym, że ją toczy jestem przekonana. Chciałabym poznać tego człowieka. Chociażby po to, żeby wiedzieć jaki jest, żeby zobaczyć jego dłonie, żeby usłyszeć jego głos, żeby zmierzyć się z jego wzrokiem.
Snujemy dziwne wizję, nakręcamy się wzajemnie. A wszystko z powodu wizji faceta w tym… białym… ubraniu… Jestem niespełna rozumu, ale nic na to nie poradzę. Jeszcze chwila a sam widok facetów w takich odzieniach będzie doprowadzał mnie do szczytu… Oj dostanie nam się za to gdybanie, dostanie nam się jak się Pan dowie, że coś kombinujemy. Mam pewną ideę, którą można byłoby w tej konfiguracji zrealizować. Jest tak szalona, że nawet jeszcze jej nie wyartykułuję. Czasami boję się sama siebie…
Na razie myślę o sobocie. O spotkaniu z mężczyzną, który mnie sobie podporządkował wówczas. Hmm. Chcę się z nim spotkać. Chcę móc spojrzeć mu w twarz i pokazać (i sobie i jemu), że nie ma już nade mną władzy. Że jak wilk z bajki o trzech świnkach może sobie dmuchać i chuchać i patrzeć do woli ale nic z tego nie działa już na mnie. Tak, chcę konfrontacji. Jak przy jeździe konnej, przy skokach przez przeszkody, nie zejdę z parkuru póki nie skoczę przeszkody, która mnie pokonała. A potem zastanowię się jak zrealizować ten ostatni pomysł… Bez pospiechu… teraz kiedy czekanie nie jest już tym, co mnie zabija… poczekam, dopracuję i … zrealizuję. Może na tych kilka chwil stworzę kolejny Świat? A może uda się stworzyć coś bardziej stabilnego… trwalszego… Zobaczymy…
Szansa?
Dziś moja szefowa złożyła wypowiedzenie. Cała jestem oczekiwaniem, bo nie wiem jeszcze co to dla mnie oznacza. Oczywiście oprócz zwiększonej ilości pracy. Wyczekiwanie. To jedyne, co teraz się dzieje. Czujność napięta jak struna. W zasadzie to są tylko dwa wyjścia. Albo zostanę p/o do czasu znalezienia nowego finansowego albo zaproponują mi awans. Jak ja nie lubię czekać. Czy jedno czy drugie chcę już wiedzieć. Czy ten rok będzie dla kamieniem milowym czy tylko zesłaniem na roboty. Decyzja! Podejmijcie decyzję! Czasu jest już bardzo mało! Dlaczego podejmowanie decyzji i branie za nie odpowiedzialności nastręcza ludziom tyle trudności. Nie rozumiem… Wrr znowu wrócę do domu w minorowym nastroju…
28 marca 2005
Świąteczny poranek
A rano? Hmm obudziłam się z cipką tak samo mokrą z jaką zasypiałam. Kiedy dotknęłam nią do ręki Pana powiedział tylko sennie – dobra suka z ciebie. Kochał się ze mną i było mi cudownie. Ale wiedziałam, że jest jeszcze jedna cipka spragniona Pańskiego kutasa. Poprosiłam Pana, żeby i jej dał odrobinę przyjemności w ten świąteczny poranek. Przyślij ją na górę. Zawinięta w szlafrok zeszłam przekazać jej tę wiadomość. Ona była już ubrana, ale zrzucenie odzienia zajęło jej tylko chwilę... widziałam jeszcze jak wchodzi na schody z uśmiechem na twarzy, z wyraźnym oczekiwaniem... Szła żeby dać rozkosz naszemu Panu, żeby dać ją sobą... Ja miałam swoje chwile przyjemności w nocy...
Coś na dobranoc
Kończyłam pisać opowiadanie, kiedy przyszedł Pan. Zanim wyłączyłam komputer On już zapadł się w bezmiar pościeli. Kiedy wsunęłam się do łóżka On już zasypiał. Zapytałam o pozwolenie na dotyk. Kiedy pozwolił mi na to zanurzyłam dłonie w pidżamę i dotknęłam szykującego się do snu kutasa. Jak bardzo chciałam się wtulić w niego pośladkami... Zsunęłam spodnie Jego pidżamy i wypięłam tyłeczek ocierając się o przyrodzenie Pana. Czułam jak zadziornie podnosi główkę, jak sprzeciwia się ruchom, które wykonywałam. Poczułam palce we włosach i szept ‘Postawiłaś kutasa suko to go teraz uśpij’. Tych kilka chwil wystarczyło, żeby moja kobiecość ociekała już ślinką, nie trzeba było mi tego powtarzać dwa razy. Usiadłam okrakiem nad Panem, który nie zamierzał czynić jakichkolwiek wysiłków w celu zaspokojenia siebie. Nadziałam się na sterczącego kutasa miękko i z chlupotem. Palce pana zaciśnięte na sutkach nadawały odpowiadający Jemu rytm ruchów.
Wsparłam dłonie na wezgłowiu łóżka, zbliżyłam usta do Jego twarzy liżąc pokornie Jego wargi. Tak bardzo pragnęłam czuć, że jest tu ze mną, był... obok. Przesuwając język po policzku dotknęłam ucha i zlęknionym głosem zapytałam czy chce wiedzieć co robiłam w piątek, kiedy zostałam sama w domu. Już samo pytanie wzbudziło w Nim ciekawość. Przyciągnął mnie mocno do siebie i zamknął w ramionach, a Jego kutas drgał niecierpliwie. Zapytał czy byłam niegrzeczna. Nie, chyba nie. Zafundowałam sobie lewatywę, a nawet dwie. Taką nieśpieszną... I okazało się, że wszelkie manipulacje w okolicy odbytu moje ciało odebrało niezwykle erotycznie. Tak. Cipka płynęła tak bardzo, że moja własna wilgoć spływała mi po udach. Ta wiadomość wyraźnie zainteresowała Pana. Chciał wiedzieć czego użyłam i jak duża była ta lewatywa, a przede wszystkim jak długo udało mi się utrzymać wszystko wewnątrz. Odpowiadałam szczegółowo czując jak bardzo podnieca Go to opowiadanie. Trzeba będzie zainwestować w jakiś porządny sprzęt, bo zabawa gruszką dobra jest dla początkujących suczek, a nie dla takiej suki jak ty... te słowa pulsowały w mojej głowie. Nagle nakazał mi całkowity bezruch, czułam, że był na granicy spełnienia. Ja mogłam się zatrzymać, ale moja pulsująca kobiecość? – z nią było dużo trudniej. Nie mniej jednak musiałam zapanować nad Jego rosnącym podnieceniem. Kazał mi wstać i podać coś z komody, wtedy zobaczyłam leżącą tam dyscyplinę. Zapytałam czy nie zechciałby mnie wychłostać. Podaj – jedno słowo, a tyle rozkoszy.
Klęczałam na łóżku a Pan chłostał moje pośladki i plecy wsuwając jednocześnie kutasa w usta. Uwielbiam połączenie chłosty i używania mojego ciała. Uwielbiam to. Kiedy wszedł we mnie od tyłu nadal nie przestawał chłostać. Byłam w ekstazie. Razy dyscypliny były coraz mocniejsze. Teraz starał się trafiać w piersi. Kocham Go, tak bardzo Go kocham, a z każdym takim rozkosznym aktem bardziej... Nie sposób było już zapanować nad wytryskiem. Następujące po sobie kolejne skurcze mojej cipki i trzask dyscypliny musiały zrobić swoje. Mocny uścisk na biodrze i ostatnie mocne razy. A potem już tylko napięcie mięśni do granic i bezgłośna rozkosz rozlewająca się wewnątrz mnie.
Kiedy Pan wysunął się ze mnie Jego kutas ciągle był wzwiedziony. Przewrócił mnie na plecy i rozszerzył uda. W dłoni ciągle trzymał dyscyplinę. Zobaczyłam zamach i uderzenie wymierzone między moje ugięte i rozwiedzione uda. Zamarłam. Cipka pulsująca i pożądliwa dostała to, czego tak bardzo pragnęłam. Kilkanaście mocnych razów wymierzonych bezpośrednio w rozchylona kobiecość. Jęknęłam z bólu, ale za nic bym się go nie wyrzekła. Za nic. Chłosta ustała tak nagle jak nagle się rozpoczęła. A teraz spać powiedział Pan. I nim zdążyłam dojść do siebie On pogrążył się już w objęciach Morfeusza. Tak... bardzo potrzebował snu, cieszę się, że dzięki mnie zasnął tak słodko. Minęła trzecia... tak blisko już do rana... Dobranoc mój Panie. Dziękuję.
Wsparłam dłonie na wezgłowiu łóżka, zbliżyłam usta do Jego twarzy liżąc pokornie Jego wargi. Tak bardzo pragnęłam czuć, że jest tu ze mną, był... obok. Przesuwając język po policzku dotknęłam ucha i zlęknionym głosem zapytałam czy chce wiedzieć co robiłam w piątek, kiedy zostałam sama w domu. Już samo pytanie wzbudziło w Nim ciekawość. Przyciągnął mnie mocno do siebie i zamknął w ramionach, a Jego kutas drgał niecierpliwie. Zapytał czy byłam niegrzeczna. Nie, chyba nie. Zafundowałam sobie lewatywę, a nawet dwie. Taką nieśpieszną... I okazało się, że wszelkie manipulacje w okolicy odbytu moje ciało odebrało niezwykle erotycznie. Tak. Cipka płynęła tak bardzo, że moja własna wilgoć spływała mi po udach. Ta wiadomość wyraźnie zainteresowała Pana. Chciał wiedzieć czego użyłam i jak duża była ta lewatywa, a przede wszystkim jak długo udało mi się utrzymać wszystko wewnątrz. Odpowiadałam szczegółowo czując jak bardzo podnieca Go to opowiadanie. Trzeba będzie zainwestować w jakiś porządny sprzęt, bo zabawa gruszką dobra jest dla początkujących suczek, a nie dla takiej suki jak ty... te słowa pulsowały w mojej głowie. Nagle nakazał mi całkowity bezruch, czułam, że był na granicy spełnienia. Ja mogłam się zatrzymać, ale moja pulsująca kobiecość? – z nią było dużo trudniej. Nie mniej jednak musiałam zapanować nad Jego rosnącym podnieceniem. Kazał mi wstać i podać coś z komody, wtedy zobaczyłam leżącą tam dyscyplinę. Zapytałam czy nie zechciałby mnie wychłostać. Podaj – jedno słowo, a tyle rozkoszy.
Klęczałam na łóżku a Pan chłostał moje pośladki i plecy wsuwając jednocześnie kutasa w usta. Uwielbiam połączenie chłosty i używania mojego ciała. Uwielbiam to. Kiedy wszedł we mnie od tyłu nadal nie przestawał chłostać. Byłam w ekstazie. Razy dyscypliny były coraz mocniejsze. Teraz starał się trafiać w piersi. Kocham Go, tak bardzo Go kocham, a z każdym takim rozkosznym aktem bardziej... Nie sposób było już zapanować nad wytryskiem. Następujące po sobie kolejne skurcze mojej cipki i trzask dyscypliny musiały zrobić swoje. Mocny uścisk na biodrze i ostatnie mocne razy. A potem już tylko napięcie mięśni do granic i bezgłośna rozkosz rozlewająca się wewnątrz mnie.
Kiedy Pan wysunął się ze mnie Jego kutas ciągle był wzwiedziony. Przewrócił mnie na plecy i rozszerzył uda. W dłoni ciągle trzymał dyscyplinę. Zobaczyłam zamach i uderzenie wymierzone między moje ugięte i rozwiedzione uda. Zamarłam. Cipka pulsująca i pożądliwa dostała to, czego tak bardzo pragnęłam. Kilkanaście mocnych razów wymierzonych bezpośrednio w rozchylona kobiecość. Jęknęłam z bólu, ale za nic bym się go nie wyrzekła. Za nic. Chłosta ustała tak nagle jak nagle się rozpoczęła. A teraz spać powiedział Pan. I nim zdążyłam dojść do siebie On pogrążył się już w objęciach Morfeusza. Tak... bardzo potrzebował snu, cieszę się, że dzięki mnie zasnął tak słodko. Minęła trzecia... tak blisko już do rana... Dobranoc mój Panie. Dziękuję.
O suczce w księgową zaklętej
Nie dawno, dawno temu, ale właśnie teraz. Nie za górami i nie za lasami ale w dużym mieście. Żyła sobie pewna księgowa. Kobieta wiodła spokojne, zwyczajne życie matki i żony do czasu, aż zaprzyjaźniła się z... internetem. Tak właśnie może zacząć się opowieść o tej kobiecie, czyli o mnie. Co ciekawego może opowiedzieć ktoś, kto od piętnastu lat przygląda się rzędom cyferek piętnując je symbolami debetu i kredytu? Zobaczymy...
Mija kolejny miesiąc, wszystko w pogoni za terminem. Żeby zdążyć, sprawdzić, policzyć i zaraportować. Czasami myślę, że żyję tylko po to, żeby dotrzymywać terminów. Żeby na zawołanie i w wyznaczonym terminie odpowiadać na pytanie jaki jest wynik. Uff. Skończyłam. Należy mi się chwila odpoczynku. Zaparzam kubek gorącej kawy, napawam się jej aromatem... Stawiam go na biurku pośród piętrzących się papierów - wydruków i notatek. Stoi tam jak symbol zwycięstwa. Znowu się udało. Nie piję kawy, ale uwielbiam jej zapach. Przydałaby się jeszcze szczypta cynamonu, ale cóż 'nie zawsze może być kawior'...
W ramach odpoczynku i odreagowania pogadam chwilę - tłumaczę się sama przed sobą wywołując polchat na ekran. To moja obsesja od niedawna. Każdą wolną chwilę spędzam na chacie. I wcale się nie dziwię, że dzieciaki siedzą przed komputerem długie godziny. Sama nie mogę się temu oprzeć. Nie czuję się tu jeszcze zbyt pewnie, ciągle się uczę. Czuję się trochę jak pod pręgierzem, ale to miłe uczucie. Nigdy nie zaczepiam, czekam, aż ktoś zacznie rozmowę.Tak było także w to pamiętne wtorkowe popołudnie. Zaciągnęłam się potężną porcją kawowego aromatu i odpisałam 'cześć' w oknie, które się otworzyło. Rozmowa jak większość - kto, skąd, w jakim wieku... Jest miło. Podoba mi się sposób wypowiedzi mojego rozmówcy.
- Czym się zajmujesz na co dzień? - pyta.
- Księgowością - odpowiadam zgodnie z prawdą i sama zaczynam pisać pytanie jego o zainteresowania.
- To potwornie podniecające!
Własnym oczom nie wierzę! Księgowość podniecająca? Wariat. Nic tylko wariat. Kasuję napisane zdanie.
- Słucham??? - umieszczam kilka znaków zapytania, żeby odzwierciedlały moje zdziwienie.
- Podniecające. Wiesz, to co robisz jest tak odległe od sexu, że w połączeniu z nim dawałoby mieszankę piorunującą - odpowiedź jest natychmiastowa.
- Ale konkretnie co jest takie podniecające? - zaczynam z niedowierzaniem dopytywać się.
- To wszystko co robisz. Kiedy liczysz na przykład - ciekawi mnie, czy masz taką śmieszną maszynkę z korbką?
- Hahahaha. Nie mam. Nawet w księgowości mamy już XXI wiek - ubawiłam się tym pytaniem.
Od lat zajmuję się księgowością. Praca jak praca. Trochę nudna i monotonna. Zawsze na akord. Ale jeszcze nigdy nie słyszałam, od nikogo, że może być i podniecająca. Zaintrygował mnie ten gość.
- Wiem, ale podnieca mnie taki właśnie widok biura z myszką. A i pani księgowa wyglądałaby wtedy bardzo ponętnie. Długa, sięgająca niemal kostek spódnica... biała bluzka zapięta po szyję... kok... okulary...
- Hej, a co taki ubiór ma wspólnego z sexem? - jak nic fetyszysta, myślę, ale zaczyna mnie intrygować coraz bardziej.
- Jak to co? Pończochy... podwiązki... ukryta pod nim bielizna... lub jej brak... mniam.
Muszę przyznać, że zestawienie faktycznie interesujące. Odruchowo spoglądam na swój ubiór. Hmmm. No cóż, nie jestem księgową, o której myśli.
Dalej rozmowa potoczyła się bardzo szybko. Wkrótce opowiadaliśmy fantazję biurową na cztery ręce. Ma niesamowite skojarzenia. Potrafi każde słowo przełożyć na język erotyki. Polecenia, które mi wydawał zmieniły moje spojrzenie na moją pracę, na moje biuro, a kto wie - może i na mnie samą. Od tego popołudnia wchodziłam na chat dla rozmów z Nim, wprost kipiał pomysłami. Rozmowy z Nim były zawsze baaaardzo mokre. Powoli stawałam się inną osobą. Dla postronnego obserwatora nic się nie zmieniło. Czy na pewno? Dla kogo bowiem miałby znaczenie fakt, że moje spódnice stawały się coraz dłuższe i bardziej dopasowane. Że miejsce trykotowych koszulek zajęły białe bluzki, dokładnie zapięte pod samą szyję. Że ulubione buty zamieniłam na pantofelki na obcasie. Nie od razu, ale systematycznie zmieniałam swój wizerunek starając się upodobnić do bohaterki naszych fantazji. Wkładane co rano pończoszki wprowadzały mnie w dobry humor. Wisienką na tym świeżo upieczonym torcie stały się zamówione u optyka okulary w cienkiej drucianej oprawce. Nie było w nich szkieł korekcyjnych, nie są mi potrzebne...Teraz byłam gotowa na spotkanie z Nim. Taka, jaką sobie wymyślił.
Mieliśmy się spotkać dziś po południu...Wychodząc z biura wzięłam ze sobą kilka wydruków, chciałam sprawdzić coś później, poszukać błędu w księgowaniach. Włożyłam je do czarnej skórzanej teczki razem z zakładowym planem kont i ruszyłam na spotkanie mojego przeznaczenia. Trafiłam bez problemu. Kiedy otworzył mi drzwi zlustrował mnie od stóp do głów i gestem zaprosił do środka. Bez słowa. Stałam na środku pokoju. A on patrzył na mnie jakbym była naga...
- Pozwól, że ci pomogę - powiedział odbierając ode mnie teczkę.
- A więc przychodzisz tutaj, żeby szczuć mnie swoim księgowatym wyglądem, tak?
- Przyszłam, żeby opowiedzieć Ci o mojej pracy - zaczynam niepewnie.
- Ach tak, o pracy. W takim razie zaczynaj. Będę cię słuchał, ale nie będę siedział w ławce - uśmiechnął się.
Poczułam się nieswojo. Czy dobrze zrobiłam godząc się na to spotkanie?
- Opowiedz mi o kontach - poprosił.
- Konto jest urządzeniem księgowym, na którym... - przerwał mi zasłaniając usta dłonią.
- Jest urządzeniem - powtórzył namiętnym głosem - ja też mam dla ciebie kilka urządzeń.
Stanął za mną, dotknął moich piersi i zaczął powoli guzik po guziku rozpinać bluzkę. Zdjął ją. Wtedy zobaczyłam swoje nagie piersi ze sterczącymi sutkami w Jego dłoniach.
- Nie przeszkadzaj sobie, to co z tym kontem?
- Tak. Konto. Właśnie - pytanie przywołało mnie do świadomości - konto ma dwie strony: debetową i kredytową.
- Dwie strony jak dwie piersi... jedna debetowa... druga kredytowa...
Odsunął się i otworzył szufladę, z której wyjął garść kolorowych flamastrów. Podszedł do mnie z przodu i napisał dużą literę D na prawej piersi a C na lewej. Drgnęłam kiedy dotknął mnie flamastrem, nie spodziewałam się tego. On jednak jest wariatem - pomyślałam.
- Widzę, że nie jesteś w stanie ustać w miejscu, musimy temu zaradzić - powiedział oddalając się ode mnie. Z innej niż poprzednio szuflady wyjął czarne skórzane paski, które zapiął na moich nadgarstkach. Popchnął mnie lekko do przodu, w kierunku drzwi. Zawahałam się, ale poddałam się temu dotykowi. Zatrzymał mnie nagle, po kilku krokach. Staliśmy w przejściu między dwoma pomieszczeniami. Nie było między nimi drzwi, jedynie szeroka framuga.
- Dalej nie musisz iść. Ręka! Druga!
Podałam dłoń, którą podniósł do góry i przypiął do czekającego tam łańcuszka. Kiedy przypiął drugą musiałam złączyć stopy, w przeciwnym razie musiałabym stanąć na palcach. Nie była to wygodna pozycja. Stał teraz za mną i nie czułam się komfortowo nie widząc go. Dotknął mojej pachy, potem drugiej, przesuwał swoje palce w kierunku dłoni. Ten dotyk wywołał u mnie dreszcz.
- Lepiej, dużo lepiej. Widzę, że już dostajesz gęsiej skórki. A nie mówiłem, że księgowość jest podniecająca? - zaśmiał się serdecznie - kontynuuj proszę.
- Symbolicznie konto rysuje się jak dużą literę T - opowiadam starając się opanować drżenie głosu.
- Literę T powiadasz... Znowu czuję dotyk flamastra, tym razem na plecach - rysuje poziomą kreskę tuż pod łopatkami. A chwilę później pionową na kręgosłupie.
- Za mało miejsca tu jest na duże konto, a potrzebuję naprawdę dużego konta - odkłada flamaster i obejmuje moje biodra.
- W tej sytuacji muszę pozbawić cię tego seksownego ubioru już teraz - rozpina spódnicę, która zsuwa się po moich nogach na podłogę.
- A więc miałem rację - wykrzykuje triumfująco - księgowe to suczki, popatrz na siebie, nawet nie nosisz majtek - jego dłonie dotykają moich ud i pośladków.
Znowu dotyk flamastra, rysuje pionową kreskę aż do pośladków, a nawet dalej, przez cały rowek. Zawahał się przez moment jakby zastanawiając się czy nie wsunąć tego mazaka w moją dupkę, ale zrezygnował.
- Mamy już konto, co dalej? - zapytał przekornie.
- Na koncie zapisuje się operacje, które miały miejsce... - zaczynam cicho.
- Operacje - znowu mi przerywa - a co z księgowaniem?- Księgowanie to właśnie zapisy na kontach, każdy zapis ma swoje konto korespondujące, to jest zasada podwójnego zapisu.
- Podwójnego?! hmmm... W takim razie coś sobie zaksięgujemy - odchodzi w stronę szuflady i coś z niej wyjmuje.
- Auuu - szarpnęłam się z bólu pod razem zadanym pejczem o wielu rzemieniach - auuuu.
Spadł na mnie zupełnie nieoczekiwanie, na plecy, pośladki. Szarpnęłam się tak mocno, że przypięte w górze ręce zabolały w nadgarstkach, a ja zakołysałam się na obcasach.
- Widzę, że twoje śliczne pantofelki trochę ci przeszkadzają. Zdejmę je. Noga! Druga! Od razu lepiej!
Wcale nie było lepiej. Te kilka centymetrów obcasów dawało wytchnienie moim dłoniom, teraz musiałam stać na palcach. Było mi niewygodnie.
- A teraz księgowanie drugostronne - powiedział przechodząc obok mnie.
Najpierw zapisał coś na moim brzuchu. Potem widziałam już tylko zamach i frunące w moją stronę rzemienie. Starałam się uciekać ciałem, żeby uniknąć razu, nie całkiem się to udało. To było bardzo dobrze wymierzone uderzenie. Prawie wszystkie rzemienie dosięgły swojego miejsca przeznaczenia.
- Widzę, że masz za dużą swobodę ruchu, zaraz temu zaradzimy - to mówiąc przyniósł kolejne paski.
- Nie chcemy przecież zniszczyć twojego seksownego stroju - ukląkł przede mną i zaczął zsuwać pończochę.I znowu dokonał zapisków na mojej skórze, tym razem na nogach. Przez moment zastanawiałam się czym ja to zmyję, ale nie zostawił mi dużo czasu na myślenie. Obniżył punkt zaczepienie moich rąk. Przez chwilę stałam na całych stopach. Potrzebowałam tej chwili wytchnienia. To była jednak tylko chwila, przerwa techniczna. Pociągnął moją stopę w kierunku framugi i przymocował do kolejnego łańcuszka. To samo zrobił z drugą wymuszając duży rozkrok.
- A co się dzieje kiedy jest pomyłka w księgowaniu?
- Wtedy należy zrobić storno zapisu, po drugiej stronie... - i znowu nie dał mi dokończyć.
- Storno! - powtórzył jak zwykle napawając się brzmieniem tego słowa - do dzieła!
Pierwsze uderzenie zadał z przodu, w piersi i brzuch. Bolało, zwłaszcza w tych miejscach, gdzie rzemienie trafiły powtórnie. Zagryzłam wargi, żeby nie krzyknąć, jęknęłam tylko. Miał mocną rękę...
- Storno! - i kolejne razy zostawiały na moim ciele ślady operacji.
- A teraz druga strona! Storno! - poczułam ból na pośladkach i plecach.
- Strono! - tym razem mierzył niżej, dostało się także mojej cipce.
Krzyknęłam, a z oczu pociekły mi łzy. Podszedł do mnie i chwytając za włosy spojrzał w oczy. Poczułam słodkawy smak w ustach. To krew, musiałam przygryźć wargę przy uderzeniu.
- Chcesz, żebym przestał? - Zapytał wpatrując się w moją twarz.
- Nie - odpowiedziałam przez łzy, przykrywając oczy powiekami.
- Pierwsza krew - wyszeptał i polizał moje usta, zlizując sączące się krople.
- Jaki jest podatek dochodowy dla ludności? - zapytał od niechcenia.
- Podatek dochodowy od osób fizycznych jest progresywny: 19%, 30%, 40%.
- Dzielna jesteś. Właśnie poprosiłaś o 89 batów - powiedziała zadowolony.
- Nie, proszę, nie tyle - byłam załamana tą perspektywą.
Skrupulatnie zapisał na mojej skórze ilość batów. Tym razem narysował 'szubiennicę' na moim brzuchu.
- A podatek od firm?- 19% - wykrzyczałam pośpiesznie w nadziei, że to będzie ilość batów.
- A więc prosisz mnie o kolejne 19 batów? Twarda jesteś - mówił śmiejąc się.
Kolejne liczby zostają zapisane. Są jak wyrok. Postanawiam nie odpowiadać na pytania dotyczące podatków, wszystkie są wysokie. Na przykład taki VAT to kolejne 22 baty. Wyglądało, jakby usłyszał moje myśli, bo zapytał o termin składania deklaracji.
- Do 25 dnia następnego miesiąca - mówiąc to uświadomiłam sobie, co powiedziałam.
Nawet nie próbowałam tego sprostować. Wiedziałam, co powie. Ze spuszczoną głową oczekiwałam na wyrok.
- Następnego miesiąca? Hmmm, w takim razie muszę zmniejszyć twoje o konto o 25 batów, dostaniesz je w następnym miesiącu.
Dotknął mojej twarzy. To był ciepły, czuły dotyk. Jak promyk słońca w pochmurny dzień. Stał tak dłuższą chwilę, miałam ochotę przytulić się do Niego, gdy nagle zabrał swoją dłoń mówiąc:
- Czas zaksięgować te 19 procent. Wybieraj gdzie.
- Piersi - odpowiedziałam.
- Wszystkie? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie, nie zrobię ci tego. Cycuszki dostaną po trzy baty, ale resztę zaksięguję na tyłeczku.
Odetchnęłam z ulgą. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zamiast pejcza użyje palcata. Miał wprawną rękę. Każde uderzenie trafiało w sutek. Mała przerwa na zamach i kolejne. Zamarłam z przerażenia widząc czerwoną pręgę na piersi. Po pierwszych razach już nawet nie krzyczałam. To było nieuniknione i nie mogłam się temu przeciwstawić. I tylko zaciśnięte pięści i zagryzione wargi zdradzały to, co czułam. Nie uciekałam już ciałem. Nie mogłam i nie chciałam. To niczego by nie zmieniło. Widziałam własne łzy, które kapały na piersi. Obok trzasku palcata słyszałam dźwięk rozpryskującej się słonej kropli. Tak głośnej jak głośny może być krzyk, niemy krzyk. Po szóstym uderzeniu wydałam głośny jęk, skomlenie i skargę. Nie pozwolił mi oswoić się ze stanem, w który mnie wprawił. Dotknął jeszcze skórzaną końcówką sutka i ledwo muskając dłonią moje biodra stanął za mną. Wiedziałam. Zostało jeszcze 13. Pierwszy był jak zawsze najlżejszy. Na zachętę, ale i tak spięłam się od tego piekącego dotyku. Spięta czekałam na kolejne uderzenie. To był błąd. Bolało bardzo, dużo bardziej. Starałam się oddzielić od tych razów, ale nie potrafiłam.
- Rozluźnij się, będzie mniej bolało - szepnął mi do ucha.
Chciałabym, ale nie potrafiłam. I znowu zobaczyłam swoje łzy. Spadały na piersi i znaczyły ścieżkę w dół mojego ciała. Kiedy na nie patrzyłam przestawałam myśleć o palcacie, który pieścił moje pośladki i uda. Byłam tam, ale jakbym była poza własnym ciałem. Czułam ból, ale nie chciałam mu zapobiegać. Pieczenie rozchodziło się po skórze i zdążało w głąb, do mojego wnętrza. Poczułam narastające podniecenie. Czekałam na kolejny dotyk palcata niemal z utęsknieniem. Ale On kazał mi czekać. Robił długie przerwy pomiędzy kolejnymi uderzeniami. Dotykał moich zbitych pośladków. Drażnił się ze mną. Spełnienie było coraz bliżej. Niby we mnie, ale i obok mnie jednocześnie. Takie dziwne. Zaczynałam tracić kontakt z rzeczywistością.
- Zostały jeszcze dwa - usłyszałam.
Jeszcze dwa? Jeszcze tylko dwa? Czy to wystarczy, żeby dać mi spełnienie? Myśli kłębiły się w mojej głowie. Poczułam palcat na cipce. Dotykał mnie, pieścił dotykiem. Zaczynałam odpływać, kiedy zamiast dotyku poczułam ostatnie uderzenia. Były bardzo mocne. Krzyczałam z bólu i rozkoszy, bowiem równie silny był orgazm, który te razy przyniosły ze sobą. Szybki... mocny... gwałtowny... Zostałam sama z moim spełnieniem. On znowu odszedł zostawiając mnie półprzytomną, rozpiętą niczym na pajęczynie... Jak swoją zdobycz, wstępnie przygotowaną, którą zostawił na później. Schylił się po coś na podłogę, ale nie widziałam co z niej podniósł. To była teczka, moja teczka. Wyjął z niej wydruk i przeczytał na głos:
- Zestawienie obrotów i sald. Co to? - zapytał.
- To obrotówka, suma obrotów dla każdej ze stron - odpowiedziałam rwącym się głosem.
- Obrotówka? Nic nie mów, sam ci pokażę co to jest obrotówka.
Odsunął się krok do tyłu, wyciągnął dłonie przed siebie, łapiąc w nie obie piersi.
- Obroty kredytowe - wycedził wykręcając boleśnie lewą pierś.
- I obroty debetowe - powtórzył ruch na prawej piersi.
Jego dłonie były bardzo brutalne, ściskał moje piersi i kręcił nimi w obie strony. Moje dopiero co zbite piersi. Ciągle obolałe. Tak, potrzebowały dotyku, ale czy takiego? Sutki zostały mianowane saldami i też podlegały procesowi obrotowania. Piszczałam z bólu kiedy zapytał śmiejąc się z zadowolenia.
- W pracy też tak krzyczysz przy obrotówce?
- Przerwałem ci, przepraszam, wracajmy do tematu naszej rozmowy. Opowiedz mi o sprawozdaniach.
- Dwa podstawowe to bilans i rachunek zysków i strat. W bilansie, po stronie aktywów wyróżniamy majątek trwały i obrotowy.
- Oto moje aktywa - powiedział rozmarzonym głosem.
Położył swoje dłonie na moich i przesuwał je w dół, przez zgięcie łokcia i pachy do piersi. Gładził je delikatnie przez chwilę, potem niżej przez biodra, przez łono do ud. Schylając się przesuwał dłonie po nogach, aż do stóp.
- Aktywa, moje aktywa - powtórzył i zaraz zapytał - czy jest coś jeszcze oprócz aktywów?
- Tak, pasywa. Pasywa to... - zawahałam się jak zrozumie pasywa??
- Pasywa. Pasywa? Pasywa! - powtarzał przyglądając mi się.
Stanął za mną i ciągle mnie dotykał. Jego dłonie były na moich biodrach, dotykały wnętrza ud. Nagle zrobił gwałtowny ruch ręką w stronę mojej dłoni. Poczułam lekkie szarpnięcie i dłoń nie była już przywiązana. Następnie zrobił to samo z drugą. Byłam mu wdzięczna, pozycja nie była zbyt wygodna.
Jednakże nie doceniłam jego pomysłowości. Szybkim i zdecydowanym ruchem spiął mi dłonie za plecami. W tym samym momencie poczułam, że coś podciąga mi spięte w nadgarstkach dłonie do góry. Ten ruch zmusił mnie do pochylenia się do przodu. Stałam teraz z wypiętą w Jego stronę pupą, a ręce miałam boleśnie wykręcone w barkach. Ta pozycja była dużo bardziej niewygodna od poprzedniej. Nie odzywał się, czułam Jego wzrok na sobie, ale nie dotykał mnie ani nie mówił do mnie. Obawiałam się najgorszego, że znowu mnie uderzy, w takiej pozycji miał doskonały dostęp do moich intymności. Spięłam się w oczekiwaniu na uderzenie. Ale nie nadchodziło. I ta przerażająca cisza. Nie wiedziałam gdzie On jest i co zamierza, a bałam się zapytać. Miałam świadomość nieuniknionego, ale nie miałam pojęcia czego.
- Aktywa czy pasywa? - usłyszałam pytanie zadane Jego namiętnym głosem.
Podszedł do mnie, dotknął bioder. Ale dotyk był jakiś inny. Zerknęłam i zobaczyłam rękawiczki na Jego dłoniach. Wszystko stało się jasne...
- Aktywa - powiedział władczo - sprawdzę najpierw stan aktywów.
Jego palce dotknęły mojej kobiecości. Jakże miły był ten dotyk, delikatny, czuły...
- Widzę, że moje aktywa mają się bardzo dobrze. To bardzo płynne aktywa, bardzo płynne - powtarzał pieszcząc mnie palcami.
- Tak płynne, że aż przeciekają mi przez palce - w Jego głosie czuć było zadowolenie.
Było mi niewygodnie, ale za nic nie chciałabym przerwać tej pieszczoty. Po raz pierwszy w czasie tego spotkania poczułam się sobą. Poczułam się kobietą. Kobietą pieszczoną i adorowaną, chociaż sposób tej adoracji był bardzo specyficzny.
- Wróćmy do sprawozdań, czy ktoś je sprawdza? - Zapytał jakby nigdy nic.
Znowu odebrałam to jak zimny prysznic, jak On może pytać o coś takiego w takiej chwili. Przecież ja za moment odlecę. Na miłość boską tylko nie przerywaj - pomyślałam w duchu, ale już było za późno. Odebrał mi ten cudowny dotyk i odszedł w kierunku szuflad.
- Czekam - ponaglał mnie.
- Tak, sprawozdania są badane przez audytorów. W pierwszej kolejności audyt wewnętrzny, potem...
- Wystarczy. Poprzestańmy na audycie wewnętrznym. A raczej przystąpmy do niego - zawołał z ochotą.
- Mam tu doskonały punkt obserwacyjny, widzę moje kluczowe aktywa i pasywa - powiedział siadając na obrotowym taborecie - a teraz je zbadam.
Poczułam jak wsuwa we mnie palce. Jak nimi porusza. Znowu to cudowne uczucie. Ta przerwana pieszczota. Jego Palce dotykały mnie od wewnątrz, poruszał nimi szybko, trącił macicę - to zabolało. Ale nie będę się skarżyć na taka drobnostkę, jest mi przyjemnie. Drugą dłonią, chłodną i śliską zaczął pieścić moją drugą dziurkę. Czule i delikatnie, ale stanowczo. Próbowałam uciec przed tym, ale przytrzymywane nogi nie pozwalały, a wykręcone ręce zabolały tylko bardziej.
- Nie szarp się i rozluźnij się. Jestem biegłym audytorem i nie zrobię ci krzywdy.
Biegły audytor. Uśmiechnęłam się w duszy, jego fascynacja księgowością rozbrajała mnie. Starałam sobie wyobrazić, że faktyczny audyt w firmie mógłby tak wyglądać i sama się zaśmiałam.
- Podoba ci się audyt wewnętrzny? - zapytał.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, kiedy poczułam wsuwany palec. Delikatnie, powoli, wykonywał nim koliste ruchy. Muszę przyznać, że było to całkiem przyjemne. Po raz pierwszy odczułam przyjemność z takiego wypełnienia. Przyjemność znowu zaczęła brać górę nad niewygodą. I znowu musiał to wyczuć, bo przerwał pieszczotę. Zabrał palce z moje wnętrza, zostawiając mnie niezaspokojoną. Poczułam chłodny dotyk na pośladku.
- Oto opinia biegłego - pasywa w porządku, ale aktywa są za małe - mówił powoli zapisując zdanie na moich pośladkach.
Po chwili stał przede mną. Widziałam tylko jego kowbojskie buty.
- Jak wspomniałem audyt wykazał, że aktywa są za małe, trzeba temu zaradzić. Powiększymy je o jakieś pół kilo.
To powiedziawszy zapiął mi na sutkach klamerki. Pisnęłam, bo zabolały mocno. Miały ząbkowane krawędzie. Z przerażeniem zobaczyłam dłonie, w których znajdowały się spore metalowe kulki z haczykami. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć obie kulki zawisły na moich sutkach. To dziwne. Nie były tak ciężkie, jak się wydawało, chociaż ciągnęły mi piersi w dół bardzo mocno. Patrzyłam jak kołyszą się pode mną. Wyglądały jak duże klipsy. Ich ruch sprawiał mi nawet przyjemność, tylko te klamerki zaczynały wcinać się niemiłosiernie w ciało. Na jednym z sutków zobaczyłam kropelkę krwi...
- Tak, teraz moje aktywa są prawie takie, jakie powinny być - powiedział cicho.
- Prawie? - krzyknęłam z wyrzutem - nie wytrzymam już żadnego ciężarka więcej.
- Cicho, bądź cicho!
- Nie będę cicho, mam tego dość. Rozwiąż mnie natychmiast - krzyczałam.
Zaczęłam panikować i szarpać się, ale to tylko pogarszało sytuację. Ciężarki na moich sutkach zaczęły się kołysać szybko i w różne strony, obijać się o siebie. To już nie było przyjemne, to było już tylko bólem. Ścierpnięte ręce też dawały o sobie znać.
- Rozwiąż mnie, proszę, już nie mogę tak dłużej - prosiłam przez łzy, ale on był niewzruszony.
- Jeszcze tylko mały zastrzyk gotówki i uwolnię cię.
- Zastrzyk? Żadnych zastrzyków. Żadnych igieł. Nie chcę.Podszedł do mnie od przodu, chwycił za włosy i wymierzył policzek, potem drugi.
- Będziesz cicho czy mam cię zakneblować - zapytał spokojnie.
To mówiąc pokazał mi niedużą czerwoną kulkę na pasku.
- I jak będzie? - zapytał ciągle bardzo spokojny.
- Nie będę krzyczeć.
- Dobra suka z ciebie, dobra księgowa, zrobisz to, co do ciebie należy...
To mówiąc wsunął mi kutasa do ust, głęboko, brutalnie, trzymając mnie ciągle za włosy. Płakałam, nie mogąc nic poradzić na tę sytuację. Czułam się zobojętniała. Po kilku ledwie ruchach poczułam w ustach smak spermy. Ciepła, lepka, słonawa. Po raz drugi tego popołudnia odczułam coś, co było mi znane. Znałam ten smak i nie stroniłam od niego. Ten smak przywołał mnie z letargu, w jaki popadłam, do świadomości. Wtedy też przypomniałam sobie jego słowa o zastrzyku gotówki. Uśmiechnęłam się przełykając tę gotówkę i wyssałam ją do cna. Jego dłonie głaskały moje włosy i twarz. Znowu zrobiło mi się miło.
- Na tym chyba dziś skończymy. W każdym razie skończymy na dziś.
Odpiął klamerkę z sutka. Krzyknęłam z bólu. Chciałam się zasłonić, ale dłonie miałam ciągle spięte z tyłu i unieruchomione. Zdobiłam unik przed odpięciem drugiej, wiedziałam już jak zaboli. I nie myliłam się, ból był niemiłosierny. Jego palce masowały moje umęczone piersi. Sutki były tak tkliwe, że nie mogłam znieść tego dotyku, ale jednocześnie tak bardzo go pragnęłam. Przynosił ulgę, koił... Odpiął moje ręce i nogi. Byłam całkiem zdrętwiała. Objął mnie mocno i poprowadził do łóżka. Z ogromną przyjemnością zanurzyłam się miękkiej pościeli. Zwinęłam się w kłębek i wsunęłam pod puszysty koc. Dłońmi masując obolałe sutki. Płakałam. Poduszka robiła się coraz bardziej mokra. Poczułam zapach cytryny i uświadomiłam sobie jak bardzo jestem spragniona. Łapczywie wypiłam podaną mi szklankę wody.
- Dziękuję - powiedziałam podając mu pustą szklankę.
- Za co mi dziękujesz?
- Sama nie wiem... - odpowiedziałam cicho i chciałam się znowu wtulić w poduszkę.
Objął mnie i przytulił. A ja płakałam. Bowiem doznania, które stały się moim udziałem były bardzo sprzeczne. Sama nie wiedziałam już kim jestem. I kim jest On.
- Następnym razem dobrze się zastanów, zanim wyjawisz komuś, że jesteś... księgową. Mówiłem ci - księgowość to bardzo podniecająca dziedzina... A ty jesteś świetną księgową...
Kiedy w łazience spojrzałam na swoje ciało odbite w lustrze, doznałam niesamowitego wrażenia. Przypomniała mi się Nagiko, bohaterka filmu 'The pillow book' Petera Greenaway'a, której kochankowie nanosili na skórę swoje wyznania. I ona i ja opętane słowami, obie pozwalające się słowom uwodzić i przenosić w nieskończone przestrzenie. Obie będące i piórem, i papierem... Ale na moim ciele oprócz liter i cyfr On zostawił jeszcze inne znaki. Kierunkowskazy do innego świata... Znaki flamastra zmyła woda... Inne zostały na dłużej... Na zawsze?... Może...
****** Jestem suką i jestem z tego dumna!
Mija kolejny miesiąc, wszystko w pogoni za terminem. Żeby zdążyć, sprawdzić, policzyć i zaraportować. Czasami myślę, że żyję tylko po to, żeby dotrzymywać terminów. Żeby na zawołanie i w wyznaczonym terminie odpowiadać na pytanie jaki jest wynik. Uff. Skończyłam. Należy mi się chwila odpoczynku. Zaparzam kubek gorącej kawy, napawam się jej aromatem... Stawiam go na biurku pośród piętrzących się papierów - wydruków i notatek. Stoi tam jak symbol zwycięstwa. Znowu się udało. Nie piję kawy, ale uwielbiam jej zapach. Przydałaby się jeszcze szczypta cynamonu, ale cóż 'nie zawsze może być kawior'...
W ramach odpoczynku i odreagowania pogadam chwilę - tłumaczę się sama przed sobą wywołując polchat na ekran. To moja obsesja od niedawna. Każdą wolną chwilę spędzam na chacie. I wcale się nie dziwię, że dzieciaki siedzą przed komputerem długie godziny. Sama nie mogę się temu oprzeć. Nie czuję się tu jeszcze zbyt pewnie, ciągle się uczę. Czuję się trochę jak pod pręgierzem, ale to miłe uczucie. Nigdy nie zaczepiam, czekam, aż ktoś zacznie rozmowę.Tak było także w to pamiętne wtorkowe popołudnie. Zaciągnęłam się potężną porcją kawowego aromatu i odpisałam 'cześć' w oknie, które się otworzyło. Rozmowa jak większość - kto, skąd, w jakim wieku... Jest miło. Podoba mi się sposób wypowiedzi mojego rozmówcy.
- Czym się zajmujesz na co dzień? - pyta.
- Księgowością - odpowiadam zgodnie z prawdą i sama zaczynam pisać pytanie jego o zainteresowania.
- To potwornie podniecające!
Własnym oczom nie wierzę! Księgowość podniecająca? Wariat. Nic tylko wariat. Kasuję napisane zdanie.
- Słucham??? - umieszczam kilka znaków zapytania, żeby odzwierciedlały moje zdziwienie.
- Podniecające. Wiesz, to co robisz jest tak odległe od sexu, że w połączeniu z nim dawałoby mieszankę piorunującą - odpowiedź jest natychmiastowa.
- Ale konkretnie co jest takie podniecające? - zaczynam z niedowierzaniem dopytywać się.
- To wszystko co robisz. Kiedy liczysz na przykład - ciekawi mnie, czy masz taką śmieszną maszynkę z korbką?
- Hahahaha. Nie mam. Nawet w księgowości mamy już XXI wiek - ubawiłam się tym pytaniem.
Od lat zajmuję się księgowością. Praca jak praca. Trochę nudna i monotonna. Zawsze na akord. Ale jeszcze nigdy nie słyszałam, od nikogo, że może być i podniecająca. Zaintrygował mnie ten gość.
- Wiem, ale podnieca mnie taki właśnie widok biura z myszką. A i pani księgowa wyglądałaby wtedy bardzo ponętnie. Długa, sięgająca niemal kostek spódnica... biała bluzka zapięta po szyję... kok... okulary...
- Hej, a co taki ubiór ma wspólnego z sexem? - jak nic fetyszysta, myślę, ale zaczyna mnie intrygować coraz bardziej.
- Jak to co? Pończochy... podwiązki... ukryta pod nim bielizna... lub jej brak... mniam.
Muszę przyznać, że zestawienie faktycznie interesujące. Odruchowo spoglądam na swój ubiór. Hmmm. No cóż, nie jestem księgową, o której myśli.
Dalej rozmowa potoczyła się bardzo szybko. Wkrótce opowiadaliśmy fantazję biurową na cztery ręce. Ma niesamowite skojarzenia. Potrafi każde słowo przełożyć na język erotyki. Polecenia, które mi wydawał zmieniły moje spojrzenie na moją pracę, na moje biuro, a kto wie - może i na mnie samą. Od tego popołudnia wchodziłam na chat dla rozmów z Nim, wprost kipiał pomysłami. Rozmowy z Nim były zawsze baaaardzo mokre. Powoli stawałam się inną osobą. Dla postronnego obserwatora nic się nie zmieniło. Czy na pewno? Dla kogo bowiem miałby znaczenie fakt, że moje spódnice stawały się coraz dłuższe i bardziej dopasowane. Że miejsce trykotowych koszulek zajęły białe bluzki, dokładnie zapięte pod samą szyję. Że ulubione buty zamieniłam na pantofelki na obcasie. Nie od razu, ale systematycznie zmieniałam swój wizerunek starając się upodobnić do bohaterki naszych fantazji. Wkładane co rano pończoszki wprowadzały mnie w dobry humor. Wisienką na tym świeżo upieczonym torcie stały się zamówione u optyka okulary w cienkiej drucianej oprawce. Nie było w nich szkieł korekcyjnych, nie są mi potrzebne...Teraz byłam gotowa na spotkanie z Nim. Taka, jaką sobie wymyślił.
Mieliśmy się spotkać dziś po południu...Wychodząc z biura wzięłam ze sobą kilka wydruków, chciałam sprawdzić coś później, poszukać błędu w księgowaniach. Włożyłam je do czarnej skórzanej teczki razem z zakładowym planem kont i ruszyłam na spotkanie mojego przeznaczenia. Trafiłam bez problemu. Kiedy otworzył mi drzwi zlustrował mnie od stóp do głów i gestem zaprosił do środka. Bez słowa. Stałam na środku pokoju. A on patrzył na mnie jakbym była naga...
- Pozwól, że ci pomogę - powiedział odbierając ode mnie teczkę.
- A więc przychodzisz tutaj, żeby szczuć mnie swoim księgowatym wyglądem, tak?
- Przyszłam, żeby opowiedzieć Ci o mojej pracy - zaczynam niepewnie.
- Ach tak, o pracy. W takim razie zaczynaj. Będę cię słuchał, ale nie będę siedział w ławce - uśmiechnął się.
Poczułam się nieswojo. Czy dobrze zrobiłam godząc się na to spotkanie?
- Opowiedz mi o kontach - poprosił.
- Konto jest urządzeniem księgowym, na którym... - przerwał mi zasłaniając usta dłonią.
- Jest urządzeniem - powtórzył namiętnym głosem - ja też mam dla ciebie kilka urządzeń.
Stanął za mną, dotknął moich piersi i zaczął powoli guzik po guziku rozpinać bluzkę. Zdjął ją. Wtedy zobaczyłam swoje nagie piersi ze sterczącymi sutkami w Jego dłoniach.
- Nie przeszkadzaj sobie, to co z tym kontem?
- Tak. Konto. Właśnie - pytanie przywołało mnie do świadomości - konto ma dwie strony: debetową i kredytową.
- Dwie strony jak dwie piersi... jedna debetowa... druga kredytowa...
Odsunął się i otworzył szufladę, z której wyjął garść kolorowych flamastrów. Podszedł do mnie z przodu i napisał dużą literę D na prawej piersi a C na lewej. Drgnęłam kiedy dotknął mnie flamastrem, nie spodziewałam się tego. On jednak jest wariatem - pomyślałam.
- Widzę, że nie jesteś w stanie ustać w miejscu, musimy temu zaradzić - powiedział oddalając się ode mnie. Z innej niż poprzednio szuflady wyjął czarne skórzane paski, które zapiął na moich nadgarstkach. Popchnął mnie lekko do przodu, w kierunku drzwi. Zawahałam się, ale poddałam się temu dotykowi. Zatrzymał mnie nagle, po kilku krokach. Staliśmy w przejściu między dwoma pomieszczeniami. Nie było między nimi drzwi, jedynie szeroka framuga.
- Dalej nie musisz iść. Ręka! Druga!
Podałam dłoń, którą podniósł do góry i przypiął do czekającego tam łańcuszka. Kiedy przypiął drugą musiałam złączyć stopy, w przeciwnym razie musiałabym stanąć na palcach. Nie była to wygodna pozycja. Stał teraz za mną i nie czułam się komfortowo nie widząc go. Dotknął mojej pachy, potem drugiej, przesuwał swoje palce w kierunku dłoni. Ten dotyk wywołał u mnie dreszcz.
- Lepiej, dużo lepiej. Widzę, że już dostajesz gęsiej skórki. A nie mówiłem, że księgowość jest podniecająca? - zaśmiał się serdecznie - kontynuuj proszę.
- Symbolicznie konto rysuje się jak dużą literę T - opowiadam starając się opanować drżenie głosu.
- Literę T powiadasz... Znowu czuję dotyk flamastra, tym razem na plecach - rysuje poziomą kreskę tuż pod łopatkami. A chwilę później pionową na kręgosłupie.
- Za mało miejsca tu jest na duże konto, a potrzebuję naprawdę dużego konta - odkłada flamaster i obejmuje moje biodra.
- W tej sytuacji muszę pozbawić cię tego seksownego ubioru już teraz - rozpina spódnicę, która zsuwa się po moich nogach na podłogę.
- A więc miałem rację - wykrzykuje triumfująco - księgowe to suczki, popatrz na siebie, nawet nie nosisz majtek - jego dłonie dotykają moich ud i pośladków.
Znowu dotyk flamastra, rysuje pionową kreskę aż do pośladków, a nawet dalej, przez cały rowek. Zawahał się przez moment jakby zastanawiając się czy nie wsunąć tego mazaka w moją dupkę, ale zrezygnował.
- Mamy już konto, co dalej? - zapytał przekornie.
- Na koncie zapisuje się operacje, które miały miejsce... - zaczynam cicho.
- Operacje - znowu mi przerywa - a co z księgowaniem?- Księgowanie to właśnie zapisy na kontach, każdy zapis ma swoje konto korespondujące, to jest zasada podwójnego zapisu.
- Podwójnego?! hmmm... W takim razie coś sobie zaksięgujemy - odchodzi w stronę szuflady i coś z niej wyjmuje.
- Auuu - szarpnęłam się z bólu pod razem zadanym pejczem o wielu rzemieniach - auuuu.
Spadł na mnie zupełnie nieoczekiwanie, na plecy, pośladki. Szarpnęłam się tak mocno, że przypięte w górze ręce zabolały w nadgarstkach, a ja zakołysałam się na obcasach.
- Widzę, że twoje śliczne pantofelki trochę ci przeszkadzają. Zdejmę je. Noga! Druga! Od razu lepiej!
Wcale nie było lepiej. Te kilka centymetrów obcasów dawało wytchnienie moim dłoniom, teraz musiałam stać na palcach. Było mi niewygodnie.
- A teraz księgowanie drugostronne - powiedział przechodząc obok mnie.
Najpierw zapisał coś na moim brzuchu. Potem widziałam już tylko zamach i frunące w moją stronę rzemienie. Starałam się uciekać ciałem, żeby uniknąć razu, nie całkiem się to udało. To było bardzo dobrze wymierzone uderzenie. Prawie wszystkie rzemienie dosięgły swojego miejsca przeznaczenia.
- Widzę, że masz za dużą swobodę ruchu, zaraz temu zaradzimy - to mówiąc przyniósł kolejne paski.
- Nie chcemy przecież zniszczyć twojego seksownego stroju - ukląkł przede mną i zaczął zsuwać pończochę.I znowu dokonał zapisków na mojej skórze, tym razem na nogach. Przez moment zastanawiałam się czym ja to zmyję, ale nie zostawił mi dużo czasu na myślenie. Obniżył punkt zaczepienie moich rąk. Przez chwilę stałam na całych stopach. Potrzebowałam tej chwili wytchnienia. To była jednak tylko chwila, przerwa techniczna. Pociągnął moją stopę w kierunku framugi i przymocował do kolejnego łańcuszka. To samo zrobił z drugą wymuszając duży rozkrok.
- A co się dzieje kiedy jest pomyłka w księgowaniu?
- Wtedy należy zrobić storno zapisu, po drugiej stronie... - i znowu nie dał mi dokończyć.
- Storno! - powtórzył jak zwykle napawając się brzmieniem tego słowa - do dzieła!
Pierwsze uderzenie zadał z przodu, w piersi i brzuch. Bolało, zwłaszcza w tych miejscach, gdzie rzemienie trafiły powtórnie. Zagryzłam wargi, żeby nie krzyknąć, jęknęłam tylko. Miał mocną rękę...
- Storno! - i kolejne razy zostawiały na moim ciele ślady operacji.
- A teraz druga strona! Storno! - poczułam ból na pośladkach i plecach.
- Strono! - tym razem mierzył niżej, dostało się także mojej cipce.
Krzyknęłam, a z oczu pociekły mi łzy. Podszedł do mnie i chwytając za włosy spojrzał w oczy. Poczułam słodkawy smak w ustach. To krew, musiałam przygryźć wargę przy uderzeniu.
- Chcesz, żebym przestał? - Zapytał wpatrując się w moją twarz.
- Nie - odpowiedziałam przez łzy, przykrywając oczy powiekami.
- Pierwsza krew - wyszeptał i polizał moje usta, zlizując sączące się krople.
- Jaki jest podatek dochodowy dla ludności? - zapytał od niechcenia.
- Podatek dochodowy od osób fizycznych jest progresywny: 19%, 30%, 40%.
- Dzielna jesteś. Właśnie poprosiłaś o 89 batów - powiedziała zadowolony.
- Nie, proszę, nie tyle - byłam załamana tą perspektywą.
Skrupulatnie zapisał na mojej skórze ilość batów. Tym razem narysował 'szubiennicę' na moim brzuchu.
- A podatek od firm?- 19% - wykrzyczałam pośpiesznie w nadziei, że to będzie ilość batów.
- A więc prosisz mnie o kolejne 19 batów? Twarda jesteś - mówił śmiejąc się.
Kolejne liczby zostają zapisane. Są jak wyrok. Postanawiam nie odpowiadać na pytania dotyczące podatków, wszystkie są wysokie. Na przykład taki VAT to kolejne 22 baty. Wyglądało, jakby usłyszał moje myśli, bo zapytał o termin składania deklaracji.
- Do 25 dnia następnego miesiąca - mówiąc to uświadomiłam sobie, co powiedziałam.
Nawet nie próbowałam tego sprostować. Wiedziałam, co powie. Ze spuszczoną głową oczekiwałam na wyrok.
- Następnego miesiąca? Hmmm, w takim razie muszę zmniejszyć twoje o konto o 25 batów, dostaniesz je w następnym miesiącu.
Dotknął mojej twarzy. To był ciepły, czuły dotyk. Jak promyk słońca w pochmurny dzień. Stał tak dłuższą chwilę, miałam ochotę przytulić się do Niego, gdy nagle zabrał swoją dłoń mówiąc:
- Czas zaksięgować te 19 procent. Wybieraj gdzie.
- Piersi - odpowiedziałam.
- Wszystkie? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie, nie zrobię ci tego. Cycuszki dostaną po trzy baty, ale resztę zaksięguję na tyłeczku.
Odetchnęłam z ulgą. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zamiast pejcza użyje palcata. Miał wprawną rękę. Każde uderzenie trafiało w sutek. Mała przerwa na zamach i kolejne. Zamarłam z przerażenia widząc czerwoną pręgę na piersi. Po pierwszych razach już nawet nie krzyczałam. To było nieuniknione i nie mogłam się temu przeciwstawić. I tylko zaciśnięte pięści i zagryzione wargi zdradzały to, co czułam. Nie uciekałam już ciałem. Nie mogłam i nie chciałam. To niczego by nie zmieniło. Widziałam własne łzy, które kapały na piersi. Obok trzasku palcata słyszałam dźwięk rozpryskującej się słonej kropli. Tak głośnej jak głośny może być krzyk, niemy krzyk. Po szóstym uderzeniu wydałam głośny jęk, skomlenie i skargę. Nie pozwolił mi oswoić się ze stanem, w który mnie wprawił. Dotknął jeszcze skórzaną końcówką sutka i ledwo muskając dłonią moje biodra stanął za mną. Wiedziałam. Zostało jeszcze 13. Pierwszy był jak zawsze najlżejszy. Na zachętę, ale i tak spięłam się od tego piekącego dotyku. Spięta czekałam na kolejne uderzenie. To był błąd. Bolało bardzo, dużo bardziej. Starałam się oddzielić od tych razów, ale nie potrafiłam.
- Rozluźnij się, będzie mniej bolało - szepnął mi do ucha.
Chciałabym, ale nie potrafiłam. I znowu zobaczyłam swoje łzy. Spadały na piersi i znaczyły ścieżkę w dół mojego ciała. Kiedy na nie patrzyłam przestawałam myśleć o palcacie, który pieścił moje pośladki i uda. Byłam tam, ale jakbym była poza własnym ciałem. Czułam ból, ale nie chciałam mu zapobiegać. Pieczenie rozchodziło się po skórze i zdążało w głąb, do mojego wnętrza. Poczułam narastające podniecenie. Czekałam na kolejny dotyk palcata niemal z utęsknieniem. Ale On kazał mi czekać. Robił długie przerwy pomiędzy kolejnymi uderzeniami. Dotykał moich zbitych pośladków. Drażnił się ze mną. Spełnienie było coraz bliżej. Niby we mnie, ale i obok mnie jednocześnie. Takie dziwne. Zaczynałam tracić kontakt z rzeczywistością.
- Zostały jeszcze dwa - usłyszałam.
Jeszcze dwa? Jeszcze tylko dwa? Czy to wystarczy, żeby dać mi spełnienie? Myśli kłębiły się w mojej głowie. Poczułam palcat na cipce. Dotykał mnie, pieścił dotykiem. Zaczynałam odpływać, kiedy zamiast dotyku poczułam ostatnie uderzenia. Były bardzo mocne. Krzyczałam z bólu i rozkoszy, bowiem równie silny był orgazm, który te razy przyniosły ze sobą. Szybki... mocny... gwałtowny... Zostałam sama z moim spełnieniem. On znowu odszedł zostawiając mnie półprzytomną, rozpiętą niczym na pajęczynie... Jak swoją zdobycz, wstępnie przygotowaną, którą zostawił na później. Schylił się po coś na podłogę, ale nie widziałam co z niej podniósł. To była teczka, moja teczka. Wyjął z niej wydruk i przeczytał na głos:
- Zestawienie obrotów i sald. Co to? - zapytał.
- To obrotówka, suma obrotów dla każdej ze stron - odpowiedziałam rwącym się głosem.
- Obrotówka? Nic nie mów, sam ci pokażę co to jest obrotówka.
Odsunął się krok do tyłu, wyciągnął dłonie przed siebie, łapiąc w nie obie piersi.
- Obroty kredytowe - wycedził wykręcając boleśnie lewą pierś.
- I obroty debetowe - powtórzył ruch na prawej piersi.
Jego dłonie były bardzo brutalne, ściskał moje piersi i kręcił nimi w obie strony. Moje dopiero co zbite piersi. Ciągle obolałe. Tak, potrzebowały dotyku, ale czy takiego? Sutki zostały mianowane saldami i też podlegały procesowi obrotowania. Piszczałam z bólu kiedy zapytał śmiejąc się z zadowolenia.
- W pracy też tak krzyczysz przy obrotówce?
- Przerwałem ci, przepraszam, wracajmy do tematu naszej rozmowy. Opowiedz mi o sprawozdaniach.
- Dwa podstawowe to bilans i rachunek zysków i strat. W bilansie, po stronie aktywów wyróżniamy majątek trwały i obrotowy.
- Oto moje aktywa - powiedział rozmarzonym głosem.
Położył swoje dłonie na moich i przesuwał je w dół, przez zgięcie łokcia i pachy do piersi. Gładził je delikatnie przez chwilę, potem niżej przez biodra, przez łono do ud. Schylając się przesuwał dłonie po nogach, aż do stóp.
- Aktywa, moje aktywa - powtórzył i zaraz zapytał - czy jest coś jeszcze oprócz aktywów?
- Tak, pasywa. Pasywa to... - zawahałam się jak zrozumie pasywa??
- Pasywa. Pasywa? Pasywa! - powtarzał przyglądając mi się.
Stanął za mną i ciągle mnie dotykał. Jego dłonie były na moich biodrach, dotykały wnętrza ud. Nagle zrobił gwałtowny ruch ręką w stronę mojej dłoni. Poczułam lekkie szarpnięcie i dłoń nie była już przywiązana. Następnie zrobił to samo z drugą. Byłam mu wdzięczna, pozycja nie była zbyt wygodna.
Jednakże nie doceniłam jego pomysłowości. Szybkim i zdecydowanym ruchem spiął mi dłonie za plecami. W tym samym momencie poczułam, że coś podciąga mi spięte w nadgarstkach dłonie do góry. Ten ruch zmusił mnie do pochylenia się do przodu. Stałam teraz z wypiętą w Jego stronę pupą, a ręce miałam boleśnie wykręcone w barkach. Ta pozycja była dużo bardziej niewygodna od poprzedniej. Nie odzywał się, czułam Jego wzrok na sobie, ale nie dotykał mnie ani nie mówił do mnie. Obawiałam się najgorszego, że znowu mnie uderzy, w takiej pozycji miał doskonały dostęp do moich intymności. Spięłam się w oczekiwaniu na uderzenie. Ale nie nadchodziło. I ta przerażająca cisza. Nie wiedziałam gdzie On jest i co zamierza, a bałam się zapytać. Miałam świadomość nieuniknionego, ale nie miałam pojęcia czego.
- Aktywa czy pasywa? - usłyszałam pytanie zadane Jego namiętnym głosem.
Podszedł do mnie, dotknął bioder. Ale dotyk był jakiś inny. Zerknęłam i zobaczyłam rękawiczki na Jego dłoniach. Wszystko stało się jasne...
- Aktywa - powiedział władczo - sprawdzę najpierw stan aktywów.
Jego palce dotknęły mojej kobiecości. Jakże miły był ten dotyk, delikatny, czuły...
- Widzę, że moje aktywa mają się bardzo dobrze. To bardzo płynne aktywa, bardzo płynne - powtarzał pieszcząc mnie palcami.
- Tak płynne, że aż przeciekają mi przez palce - w Jego głosie czuć było zadowolenie.
Było mi niewygodnie, ale za nic nie chciałabym przerwać tej pieszczoty. Po raz pierwszy w czasie tego spotkania poczułam się sobą. Poczułam się kobietą. Kobietą pieszczoną i adorowaną, chociaż sposób tej adoracji był bardzo specyficzny.
- Wróćmy do sprawozdań, czy ktoś je sprawdza? - Zapytał jakby nigdy nic.
Znowu odebrałam to jak zimny prysznic, jak On może pytać o coś takiego w takiej chwili. Przecież ja za moment odlecę. Na miłość boską tylko nie przerywaj - pomyślałam w duchu, ale już było za późno. Odebrał mi ten cudowny dotyk i odszedł w kierunku szuflad.
- Czekam - ponaglał mnie.
- Tak, sprawozdania są badane przez audytorów. W pierwszej kolejności audyt wewnętrzny, potem...
- Wystarczy. Poprzestańmy na audycie wewnętrznym. A raczej przystąpmy do niego - zawołał z ochotą.
- Mam tu doskonały punkt obserwacyjny, widzę moje kluczowe aktywa i pasywa - powiedział siadając na obrotowym taborecie - a teraz je zbadam.
Poczułam jak wsuwa we mnie palce. Jak nimi porusza. Znowu to cudowne uczucie. Ta przerwana pieszczota. Jego Palce dotykały mnie od wewnątrz, poruszał nimi szybko, trącił macicę - to zabolało. Ale nie będę się skarżyć na taka drobnostkę, jest mi przyjemnie. Drugą dłonią, chłodną i śliską zaczął pieścić moją drugą dziurkę. Czule i delikatnie, ale stanowczo. Próbowałam uciec przed tym, ale przytrzymywane nogi nie pozwalały, a wykręcone ręce zabolały tylko bardziej.
- Nie szarp się i rozluźnij się. Jestem biegłym audytorem i nie zrobię ci krzywdy.
Biegły audytor. Uśmiechnęłam się w duszy, jego fascynacja księgowością rozbrajała mnie. Starałam sobie wyobrazić, że faktyczny audyt w firmie mógłby tak wyglądać i sama się zaśmiałam.
- Podoba ci się audyt wewnętrzny? - zapytał.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, kiedy poczułam wsuwany palec. Delikatnie, powoli, wykonywał nim koliste ruchy. Muszę przyznać, że było to całkiem przyjemne. Po raz pierwszy odczułam przyjemność z takiego wypełnienia. Przyjemność znowu zaczęła brać górę nad niewygodą. I znowu musiał to wyczuć, bo przerwał pieszczotę. Zabrał palce z moje wnętrza, zostawiając mnie niezaspokojoną. Poczułam chłodny dotyk na pośladku.
- Oto opinia biegłego - pasywa w porządku, ale aktywa są za małe - mówił powoli zapisując zdanie na moich pośladkach.
Po chwili stał przede mną. Widziałam tylko jego kowbojskie buty.
- Jak wspomniałem audyt wykazał, że aktywa są za małe, trzeba temu zaradzić. Powiększymy je o jakieś pół kilo.
To powiedziawszy zapiął mi na sutkach klamerki. Pisnęłam, bo zabolały mocno. Miały ząbkowane krawędzie. Z przerażeniem zobaczyłam dłonie, w których znajdowały się spore metalowe kulki z haczykami. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć obie kulki zawisły na moich sutkach. To dziwne. Nie były tak ciężkie, jak się wydawało, chociaż ciągnęły mi piersi w dół bardzo mocno. Patrzyłam jak kołyszą się pode mną. Wyglądały jak duże klipsy. Ich ruch sprawiał mi nawet przyjemność, tylko te klamerki zaczynały wcinać się niemiłosiernie w ciało. Na jednym z sutków zobaczyłam kropelkę krwi...
- Tak, teraz moje aktywa są prawie takie, jakie powinny być - powiedział cicho.
- Prawie? - krzyknęłam z wyrzutem - nie wytrzymam już żadnego ciężarka więcej.
- Cicho, bądź cicho!
- Nie będę cicho, mam tego dość. Rozwiąż mnie natychmiast - krzyczałam.
Zaczęłam panikować i szarpać się, ale to tylko pogarszało sytuację. Ciężarki na moich sutkach zaczęły się kołysać szybko i w różne strony, obijać się o siebie. To już nie było przyjemne, to było już tylko bólem. Ścierpnięte ręce też dawały o sobie znać.
- Rozwiąż mnie, proszę, już nie mogę tak dłużej - prosiłam przez łzy, ale on był niewzruszony.
- Jeszcze tylko mały zastrzyk gotówki i uwolnię cię.
- Zastrzyk? Żadnych zastrzyków. Żadnych igieł. Nie chcę.Podszedł do mnie od przodu, chwycił za włosy i wymierzył policzek, potem drugi.
- Będziesz cicho czy mam cię zakneblować - zapytał spokojnie.
To mówiąc pokazał mi niedużą czerwoną kulkę na pasku.
- I jak będzie? - zapytał ciągle bardzo spokojny.
- Nie będę krzyczeć.
- Dobra suka z ciebie, dobra księgowa, zrobisz to, co do ciebie należy...
To mówiąc wsunął mi kutasa do ust, głęboko, brutalnie, trzymając mnie ciągle za włosy. Płakałam, nie mogąc nic poradzić na tę sytuację. Czułam się zobojętniała. Po kilku ledwie ruchach poczułam w ustach smak spermy. Ciepła, lepka, słonawa. Po raz drugi tego popołudnia odczułam coś, co było mi znane. Znałam ten smak i nie stroniłam od niego. Ten smak przywołał mnie z letargu, w jaki popadłam, do świadomości. Wtedy też przypomniałam sobie jego słowa o zastrzyku gotówki. Uśmiechnęłam się przełykając tę gotówkę i wyssałam ją do cna. Jego dłonie głaskały moje włosy i twarz. Znowu zrobiło mi się miło.
- Na tym chyba dziś skończymy. W każdym razie skończymy na dziś.
Odpiął klamerkę z sutka. Krzyknęłam z bólu. Chciałam się zasłonić, ale dłonie miałam ciągle spięte z tyłu i unieruchomione. Zdobiłam unik przed odpięciem drugiej, wiedziałam już jak zaboli. I nie myliłam się, ból był niemiłosierny. Jego palce masowały moje umęczone piersi. Sutki były tak tkliwe, że nie mogłam znieść tego dotyku, ale jednocześnie tak bardzo go pragnęłam. Przynosił ulgę, koił... Odpiął moje ręce i nogi. Byłam całkiem zdrętwiała. Objął mnie mocno i poprowadził do łóżka. Z ogromną przyjemnością zanurzyłam się miękkiej pościeli. Zwinęłam się w kłębek i wsunęłam pod puszysty koc. Dłońmi masując obolałe sutki. Płakałam. Poduszka robiła się coraz bardziej mokra. Poczułam zapach cytryny i uświadomiłam sobie jak bardzo jestem spragniona. Łapczywie wypiłam podaną mi szklankę wody.
- Dziękuję - powiedziałam podając mu pustą szklankę.
- Za co mi dziękujesz?
- Sama nie wiem... - odpowiedziałam cicho i chciałam się znowu wtulić w poduszkę.
Objął mnie i przytulił. A ja płakałam. Bowiem doznania, które stały się moim udziałem były bardzo sprzeczne. Sama nie wiedziałam już kim jestem. I kim jest On.
- Następnym razem dobrze się zastanów, zanim wyjawisz komuś, że jesteś... księgową. Mówiłem ci - księgowość to bardzo podniecająca dziedzina... A ty jesteś świetną księgową...
Kiedy w łazience spojrzałam na swoje ciało odbite w lustrze, doznałam niesamowitego wrażenia. Przypomniała mi się Nagiko, bohaterka filmu 'The pillow book' Petera Greenaway'a, której kochankowie nanosili na skórę swoje wyznania. I ona i ja opętane słowami, obie pozwalające się słowom uwodzić i przenosić w nieskończone przestrzenie. Obie będące i piórem, i papierem... Ale na moim ciele oprócz liter i cyfr On zostawił jeszcze inne znaki. Kierunkowskazy do innego świata... Znaki flamastra zmyła woda... Inne zostały na dłużej... Na zawsze?... Może...
****** Jestem suką i jestem z tego dumna!
26 marca 2005
Z czym się kojarzy lany poniedziałek?
Najbliższe dwa dni powinny być wykreślone z kalendarza. To już nawet nie jest tradycja jak gwiazdka i choinka to hipokryzja. I niestety uwikłani w konwenanse dostosowujemy się do ogólnie panujących zwyczajów. I dzień, który mógłby być pięknym i spokojnym odpoczynkiem, dniem spędzonym wśród najbliższych staje się szarpaniną w biegu. A gdzie czas na zadumę? Nie ma. Jest tylko harmonogram, śniadanie, obiad, rodzice, teściowie, zjedz coś. Konwenanse. Zamiast uczcić to wspaniałym sexem na dzień dobry, wylegiwaniem w łóżku do południa rozpisujemy dzień na godziny. Zupełnie jak każdy inny dzień pracy wypełniony spotkaniami. Dokąd to wszystko zmierza?
Nurać mi się chce. Straszliwie. Wcisnąć się w ciasny neoren, oddać uściskom jacketu napompowanego na maxa, i zaciągnąwszy się pierwszym haustem powietrza z ustnika, zanurzyć się w cieplej kryształowej wodzie. Pod wodę! Tak strasznie chce mi się nurać. Zawisnąć w toni i słyszeć jedynie własny oddech, widzieć bąbelki lecące w górę. Cisza. Nic więcej. Tylko dźwięk bąbelków. Smak słonej wody i to narastające ciśnienie w uszach. Ciśnienie ściskające pęcherzyki powierza w neoprenie. Konieczność dociągnięcia jacketu. I woda. Czysta, przejrzysta woda, tabuny kolorowych rybek przemykających na wyciągnięcie ręki, palce wyciągające się w kierunku wszystkiego co żyje... garść piachu w dłoniach. Pod wodę!! I to cudowne zmęczenie, kiedy trudno ustać na nogach. Kiedy trzeba się zmobilizować, żeby rozłożyć sprzęt, wywiesić piankę, żeby trochę przeschła. Kilka łyków gorącej herbaty... jedyny przypadek, kiedy piję słodzoną herbatę – jak ona wtedy smakuje. Nazajutrz będzie już lepiej, ale ten pierwszy dzień, pierwsze dwa nurki są takie... ekscytująco-wyczrpujące. Pod wodę!! I sen – kamienny niemal – zapominam o wszystkim. Pod wodę!! Nurać! Nurać! Nurać!
Idę spać, może przyśni mi się Morze Czerwone... tylko niech się rozstępuje... chcę wody....
Nurać mi się chce. Straszliwie. Wcisnąć się w ciasny neoren, oddać uściskom jacketu napompowanego na maxa, i zaciągnąwszy się pierwszym haustem powietrza z ustnika, zanurzyć się w cieplej kryształowej wodzie. Pod wodę! Tak strasznie chce mi się nurać. Zawisnąć w toni i słyszeć jedynie własny oddech, widzieć bąbelki lecące w górę. Cisza. Nic więcej. Tylko dźwięk bąbelków. Smak słonej wody i to narastające ciśnienie w uszach. Ciśnienie ściskające pęcherzyki powierza w neoprenie. Konieczność dociągnięcia jacketu. I woda. Czysta, przejrzysta woda, tabuny kolorowych rybek przemykających na wyciągnięcie ręki, palce wyciągające się w kierunku wszystkiego co żyje... garść piachu w dłoniach. Pod wodę!! I to cudowne zmęczenie, kiedy trudno ustać na nogach. Kiedy trzeba się zmobilizować, żeby rozłożyć sprzęt, wywiesić piankę, żeby trochę przeschła. Kilka łyków gorącej herbaty... jedyny przypadek, kiedy piję słodzoną herbatę – jak ona wtedy smakuje. Nazajutrz będzie już lepiej, ale ten pierwszy dzień, pierwsze dwa nurki są takie... ekscytująco-wyczrpujące. Pod wodę!! I sen – kamienny niemal – zapominam o wszystkim. Pod wodę!! Nurać! Nurać! Nurać!
Idę spać, może przyśni mi się Morze Czerwone... tylko niech się rozstępuje... chcę wody....
25 marca 2005
Wspaniałe motto, wspaniałe życzenia
Wraz z życzeniami świątecznymi dostałam piękny cytat, tak piękny, że wart zapamietania. Życzenia, słowami Marka Aureliusz wyrażone zabrzmiały tak:
"Siły by zmienić to, co możesz zmienić,
pokory i cierpliwości by godzić się z tym, czego zmienić nie możesz
i mądrości by odróżnić jedno od drugiego".
Wspaniałe. Tak wspaniałe, że nie zatrzymuję ich dla siebie. Składam je wszystkim tym, którzy zajrzą tu do mnie.
"Siły by zmienić to, co możesz zmienić,
pokory i cierpliwości by godzić się z tym, czego zmienić nie możesz
i mądrości by odróżnić jedno od drugiego".
Wspaniałe. Tak wspaniałe, że nie zatrzymuję ich dla siebie. Składam je wszystkim tym, którzy zajrzą tu do mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)