20 kwietnia 2005

Słońce, rafa aż tu nagle Blue Hole!

Mam ochotę powygrzewać się w słońcu jak salamandra. Na skałach, albo na pokładzie łodzi… między jednym a drugim nurkowaniem. Kiedy słońce pieści skórę, kiedy suszy włosy, kiedy ciepłym dotykiem zamyka powieki i pozwala zasnąć. Zasnąć w spokoju, w rytmie kołyszącej się łodzi, bez dźwięków silnika. Mała łupinka na wielkiej wodzie. Jakże inna jest wówczas perspektywa i hierarchia ważności spraw. Świat ze swoimi problemami przestaje istnieć. Ważna jest pogoda, ryby, nabita butla i ciepła pianka. Znowu tęsknię za Morzem Czerwonym, zamykam oczy i przemykam wśród ławicy kolorowych rybek. Eh, jeszcze tyle czasu do urlopu, tyle czasu. Ciekawe czy kiedyś będąc w Egipcie znajdę czas na piramidy. Niby to podstawowa atrakcja. Ale nie dla mnie. Od piasków pustyni wolę 20 m wody nad głową, buddiego przez duże B, 200 bar wiatru i oczy szeroko otwarte dookoła głowy.

Dziś w nocy śniłam o Blue Hole, a przecież jest całkowicie nieosiągalne dla mnie. Zawsze się zastanawiałam dlaczego ludzi tam ciągnie i nie znalazłam odpowiedzi. A dziś śniłam o tym owianym legendą i złą sławą miejscu. Autodestrukcja? Mam nadzieję, że nie. Ale chyba wiem jak się rodzi obsesja… Prawdopodobieństwo nie wypłynięcia z Blue Hole jest jak 2:100. Legendarna Błękita Dziura nie ma praktycznie dna - aby przejść pod łukiem z Blue Hole na otwarte morze trzeba zanurkować do głębokości 56 m…

19 kwietnia 2005

Coś drgnęło

Powoli wszystko zaczyna wracać do jakiego takiego stanu normalności, chociaż nie jestem przekonana czy osiągnie taki poziom jak kiedyś. Nie ze względu na złą wolę, ale tak jakoś z dystansem podchodzę do naszych relacji. Staram się zapomnieć, ale jeszcze za wcześnie na to. Normalnie upatrzyłabym sobie jakąś kobietę i zapominała w jej ramionach, ale teraz nawet na to nie mam ochoty. Robię się chyba bardziej sentymentalna niż dotychczas. Mam parę książek do poczytania, więc poczytam, nie ciągnie mnie do łóżka. To straszne. Myślałam, że nigdy już tego nie powiem, ale tak właśnie jest nie ciągnie mnie do łóżka. Mam nadzieję, że to wynik infekcji, a nie jakaś trwała tendencja. Brr. A na dodatek i wena mnie opuściła, jakoś pusto w mojej głowie. Zazwyczaj roiło się tam od kobiet, mężczyzn i pomysłów, a teraz jedynie wiatr hula przetaczając wielkie kolczaste krzaki, zupełnie jak na amerykańskich filmach drogi.

Andreas H. Bitesnich

Andreas H. Bitesnich - czterdziestoletni wiedeńczyk, przez ponad połowę życia parający się artystyczną fotografią erotyczą. Duże portfolio. Ciekawe spojrzenie na ciało i to zarówno damskie jak i męskie.








18 kwietnia 2005

Heteroelastyczność jest... trendy??

Pamiętam, że kiedy dorastałam kontakty z własną płcią, jakie potrafią się wówczas zdarzyć, traktowane były jako pewien nieszkodliwy wybryk. Nikt nie starał się tego definiować, nie rozciągał takich przypadków na ogół młodzieży, po prostu przechodziło się nad tym do porządku dziennego. Ze sporym zaskoczeniem przeczytałam, że dziś zjawisko świadomych kontaktów seksualnych z osobnikami własnej płci doczekało się definicji i nazwy oraz, że urosło do rangi zjawiska socjologicznego. Zjawisko zaobserwowane zostało w środowiska studenckich. Otóż opisany został model działania osób heteroseksualnych, które powodowane jedynie ciekawością decydują się na jednorazowy kontakt homoseksualny. Doświadczenie takie nie wpływa na ich heteroseksualność i nie wynika z pociągu do własnej płci a jedynie z ciekawości. Co więcej istnieje społeczne przyzwolenie na tego typu praktyki (co uważam za dość liberalne w naszym konserwatywnym jednak społeczeństwie). Co ciekawe taki skok w bok z własną płcią, osób pozostających w stałych związkach, nie jest zaliczany do kategorii zdrady. A nawet staje się hmmm – trendy. Czyżby moda na jednorazową biseksualność? Zainteresowanych odsyłam do artykułu.Może takie zachowania polegające na sprawdzaniu na własnej skórze pozwolą ludziom wyrobić sobie własne zdanie i staną się kamieniem milowym w walce z homofobią? Mało realne, wiem, ale pomarzyć każdy może...

Robota Anioła Stróża

Podziel smutek na dwoje, będzie go mniej.
Dwa serca i dwie dusze nim obdziel, zostanie go ćwierć.
Śnij noc jedną bez pamięci.
Uwierz, że tego nigdy nie było.

Może, wszystkie 'może' są mało istotne. Może właśnie dlatego tak trudno jest je wyrzucić z pamięci. Szczęściem wielkim jest mieć Anioła Stróża, który potrafi sprowokować do zadumy, albo tylko palec zatrzyma na mniej istotnych kwestiach. Dobrze jest mieć takiego Anioła Stróża, który słyszy a nie tylko słucha...

17 kwietnia 2005

Jedenaście tysięcy pałek

Jedenaście tysięcy pałek Guillaume ApollinaireJedenaście tysięcy pałek czyli Miłostki pewnego hospodara to niepowtarzalna lektura. Rubaszny, lubieżny i specyficzny humor to tylko jeden z jej atutów, obrazu dopełniają dynamika akcji i przesadne opisy. Czytać ją należy z pewnym przymrużeniem oka choć można by się zastanawiać czy nie jest to pornografia. Opisano tu bowiem chyba wszystkie możliwe kombinacje cielesno-płciowe, a zakresu dewiacji nie powstydził by się podręcznik medyczny. Praktyki SM w pełnym wyborze. Na koniec jedna uwaga: sporo scen delikatnie mówiąc obscenicznych, żeby nie było, że nie ostrzegałam.




============


2005-04-19 12:59:34 62.254.32.19

jasnie pan tłumacz uważa że dziewięćdziesiąt dziewięć dziewic brzmi lepiej od oryginalnych 11000 pałek. dlaczego tak?

Służąca i jej pan.

Służąca i jej pan. Robert CooverW notce od wydawcy przeczytać można: To zabawna parodia dziewiętnastowiecznych tekstów pornograficznych. Hmm nie znalazłam tam zabawności, a raczej nudę. Co do parodiowego charakteru tekstu nie będę się wypowiadać jako, że nie jestem znawcą dziewiętnastowiecznych „podręczników” na temat wychowywania służby domowej. Przez większą część tekstu opisywana jest kilkanaście razy ta sama scena wejścia służącej do sypialni. Jej czynności służbowe kończące się chłostą. Połowa opisów z punktu widzenia służącej, połowa z punktu widzenia Pana, z nielicznymi zmianami drobnych elementów. Generalnie odradzam, czas lektury można spożytkować duuużo lepiej.

Ile?

Ile siły potrzeba, żeby zostać mediatorem? Większość ludzi przejdzie obojętnie obok takiej sytuacji, bo tak jest wygodniej i bezpieczniej. Chylę czoła przed tymi, którzy potrafią zatrzymać się w codziennym pośpiechu nad taką sytuacją. Bez gwarancji powodzenia swojej misji tłumaczyć i rozmawiać. To są prawdziwi optymiści, przez duże O.

16 kwietnia 2005

Niepoprawna optymistka

Do późna czytałam blogi pisane przez gejów, ciepłe dojrzałe słowa, ale tyle smutku... Kiedy wyszłam z wanny było dobrze po drugiej nad ranem. Kilkanaście minut później kolejny raz obiecałam sobie, że nie zejdę już w takim przypadku, to za bardzo boli. Siedziała półnaga u Jego stóp obejmując dłońmi łydkę, wpatrzona w Niego półprzytomnymi oczyma. Z rozmarzeniem przyłożyła moją dłoń do swoich piersi, przeciągnęła po szyi... Pod palcami wyczuwalne były suche szeleszczące strzępki - resztki zaschniętej spermy. Widziałam jej zadowolenie, było mi miło, wtedy jeszcze tak...Siedziałam nieopodal, kiedy wstała i poprosiła o dotyk. Jak w fotoplastikonie obrazy zmieniały się bardzo szybko. Jego dłonie na jej piersiach, na cipce, ściskające talię, policzkujące... i ona wijąca się pod dotykiem Jego Dłoni i prosząca o jeszcze. Jeszcze jeden dotyk, jedno tulenie, pocałunek i nakaz pójścia spać. Wyszedł. Zostałyśmy same. Ona wsparta dłońmi o biurko, ja siedząca na kanapie. Chciałam podejść, wziąć ją w ramiona, właśnie taką rozdygotaną. Ale jedyne co usłyszałam to słowa z zaciśniętych ust i zamkniętych powiek "Idź stąd". Nie wiem czy płakała, ja przepłakałam parę godzin, z powodu tych dwóch słow. To boli, tak bardzo boli. Ona potrafi ranić tak, jak nikt. Nigdy więcej nie zejdę do nich w środku nocy. Nigdy.

A jeszcze wczoraj rozmawiałyśmy o tym, żeby pokazać Panu jak się kochamy. Dziś wiem, że to nie ma sensu, że będzie sztuczne, że nie będzie wtedy ze mną... Nie chce tego. Tym razem nie ma miejsca na pozytywne myślenie - szklanka jest w połowie pusta i jeżeli myślę, że jest inaczej to jestem tylko niepoprawną optymistką.

===================


zooza 2005-04-16 16:12:23 83.24.19.148

Uśmiech dla inności :)A ja po troszeczku, po malutku wypłaczę mój smutek i bedzie dobrze. Musi być!

innosc milove@o2.pl2005-04-16 12:14:52 80.55.119.98

Wiem ze boli, wiem...wiem takze ze nikogo nie da sie namowic do zycia, zycia z lepszym, bardziej optymistcznym spojrzeniem, a tak bardzo chcialabym namowic Ciebie po tym co tam zaszlo do lepszego samopoczucia, chyba sie jednak nie da, trzeba to przezyc, ale prosze przezyj to szybko, szkoda czasu na na rozpamietywanie tego...owszem, zgadzam sie, pamiec potrafi byc bardzo dokladna i długa, i potrafi tez parzyc bardzo. Usun łzy sprzed Twoich stop, wstan i rozgladnij sie, zacznij od drobnych przyjemnosci, od spojrzen, usmiechow i od nic nieznaczacych dzisiaj, ale potrzebnych milych gestow.Jestem tu od dzis i bede nadal.Wybacz jej bo niewiedziala co mowi.macham do Ciebie lapka z pozdrowieniem :))))(prosze o usmiech)

innosc

15 kwietnia 2005

Pozytywne myślenie :)

Rzeczywistość już zdążyła (w przeciągu jednego dnia) spowadzić mnie na ziemię, ale na szczęście weekend już pcha się drzwiami i oknami. I po raz kolejny spotykam się z kimś dla kogo szklanka jest w połowie pełna, a nie do połowy pusta i na dodatek zaraził mnie swoim optymizmem:

"Cieszę się z Twojego sukcesu zawodowego i raz jeszcze gratuluję. Tak, to sukces niewątpliwy bo zdobyłaś najwyższe z możliwych istniejących stanowisk do zdobycia. Trudno wejść na szczyt którego nie ma. Zatem sukces."

Mądre słowa, takich właśnie potrzebowałam. I to się właśnie nazywa pozytywne myślenie. A brak szczytu do zdobyćia? To nie problem, zaraz sobie jakiegoś poszukam, ale tym razem musi byc naprawdę wysooooooooooooki :)
Dziękuję

„Chciałem być marynarzem, chciałem mieć tatuaże…”

Wczoraj usłyszałam Krawczyka śpiewającego te słowa w radiu. Znowu widzę jakąś analogię do ostatnich wydarzeń. Ja też chciałam czegoś… Przyziemne, zapewne przyziemne, ale dla mnie ważne. Jeśli ktoś chciałby zdeprecjonować wartość człowieka to właśnie byłam królikiem doświadczalnym kolejnej wersji takich działań. Ta dziedzina chyba nigdy nie osiągnie dna… Cóż temu, kto rozdaje karty wydaje się, że jest najbardziej przebiegły, a każdy kto śmie powiedzieć, że król jest nagi robi to tylko jeden raz.

Parafrazując cytowaną piosenkę chciałam być dyrektorem finansowym a skończyłam jako główna księgowa, bo przy okazji wypowiedzenia szefowej zarząd zlikwidował stanowisko. Śmieszne? Nie. Raczej żałosne. Całe szczęście, że nie mam już 20 lat i kariera zawodowa nie jest priorytetem mojego życia. Stało się, machina ruszyła. I tylko gdzieś w środku kołacze się pytanie czy to jest czego chciałam? Odpowiedź sama ciśnie się na usta. Nie. To nie jest ta bajka, którą tygryski lubią najbardziej. Wrr. Nic to. Jestem profesjonalistką.

14 kwietnia 2005

Obejmowali mnie mężczyźni, później robiły to kobiety

Czy są gdzieś granice pragnień? Czy są takie obszary, za którymi nie ma nic poza całkowitą, totalną satysfakcją? Dla mnie nie ma takowych. Nie ma… Bo jak inaczej odebrać ciągły pęd za poznawaniem siebie w nowym wymiarze? Rozpierającą energię i potrzebę poszukiwania, ciekawość… ciekawość życia? Niezaspokojona potrzeba i głód stymulują wyobraźnię, a przed wyobraźnią nie ma zakazów, jak daleko zapuścimy się w nieznane pozostaje jedynie naszą sprawą. Teraz kiedy znam już klucz do swojej podświadomości, kiedy mam świadomość własnych potrzeb i upodobań droga do rozkoszy stoi przede mną otworem.

Jak śpiewał Zembaty „obejmowały mnie kobiety, później robili to faceci” u mnie było na odwrót, ale w jednych i drugich objęciach czuję się cudownie. Patrzę na siebie i uśmiecham się, tak bardzo jestem inna od tej jaką byłam kiedyś. Ciekawe jak wiele jest jeszcze emocji do odkrycia w życiu, jak bardzo można odsłonić własne pragnienia, żeby je realizować? Są takie, które wyszły ze mnie i grzeją się teraz w słodkim świetle rozkoszy. Są takie, do których ciągle jeszcze się nie przyznaję. Ciekawe dlaczego? Co powoduje, że mam śmiałość wyartykułować jedno, a nadal wzbraniam się przed czymś innym, nie wspominając o realizacji.. To ludzie. Ludzie, których spotykam stają się katalizatorami moich działań. Czasami idąc spotykam kogoś kto przywołuje jakąś zapomnianą już fantazję. A fantazja, która o sobie przypomni nie daje się już zepchnąć na margines. Siedzi w głowie i nęci, i kusi. Wtedy można już jedno tylko uczynić, żeby nie stała się obsesją - zaplanować jej realizację.

Ona śmieje się ze mnie kiedy mówię, że najlepsze są spontany dobrze zaplanowane. Tak, to prawda, dla jednej ze stron nich będzie to przygoda, która unosi na swoim grzbiecie, ale jedna ze stron powinna nad nią zapanować. A w każdym razie przygotować pole do spontanicznego rozwoju wypadków. Jak przygotować? Hmm przede wszystkim emocjonalnie, bo to jest sfera, która jest najważniejsza, jeżeli emocje drugiej strony nie są znane, wszystko może zakończyć się klęską. A jak przygotować? No cóż wszystko zależy od sytuacji i osoby. Czasami wystarczy rozmowa. Innym razem sugestia albo wyrafinowana aluzja. Kiedy indziej trzeba sięgnąć po alegorię czy metaforę. Zdarza się, że z pomocą przyjdzie technika czy technologia. A w niektórych wypadkach wystarczy kontrolowane zapomnienie, aranżacja przypadku. Tak, życie to jest teatr. A co się dzieje, jeśli sprawa dotyczy większej liczby osób? To jest prawdziwe wyzwanie. Wielopiętrowa kunsztowna konstrukcja zbudowana na emocjach, planowaniu i cyklu działania zorganizowanego. Tak, tak, jeśli się chce osiągnąć cel to potrzeba umiejętności i z dziedziny zarządzania, i planowania, i psychologii i wielu innych. Ale jaką przyjemność, jaką satysfakcje uzyskuje się, kiedy wszystkie elementy zagrają melodię zgodnie zapisem nutowym… bez fałszu…chociaż z improwizacją…

Coś pięknego. Kiedy można delektować się rozkoszą jaką podarowuje się tym, których się kocha. Zwłaszcza kiedy spotyka się kogoś, kto pasuje do pieczołowicie zestawianej układanki jak brakujący puzel. Ktoś, kto samą swoją obecnością i sposobem bycia stanowi dopełnienie, brakujące ogniwo. I ten dreszcz niepewności, czy się uda… musi się udać. Po prostu musi! Ziarnka piasku już zaczęły się przesypywać, nie ma odwrotu. Teraz tylko delikatne moderowanie wydarzeń… tylko tyle… a jaki będzie końcowy efekt? I chyba właśnie dlatego jest to tak bardzo fascynujące, że nie do końca przewidywalne…

Wyobraźcie sobie kilka osób z których każda zna tylko pewną perspektywę mojej fantazji… Każda z nich zadziała zgodnie ze swoimi wyborami i instynktami. Żywe, interaktywne misterium, którego nie ja jestem autorem. Ja jedynie spróbuję zebrać w jednym miejscu i czasie odpowiednie grono…

Dotknij mnie znowu...

Czasami dotykam wnętrza swoich dłoni wargami, delikatnie muskając je niczym motylim skrzydłem. Zamykam oczy i wówczas widzę coś czego nie ma ... wtedy dotykam duszy. Czasami łasi się do mnie jak kotka, czasami jest jak kotka drapieżna i niedostępna. Moja dusza… Uwielbiam dotyk. Kocham go i za nic nie jestem w stanie się go wyrzec. Jeśli chodzi o dotyk to jestem fetyszystką w najdrobniejszym nawet detalu słownikowej definicji. Nie potrafię osiągnąć satysfakcji bez tego zmysłu, ale potrafię nim zastąpić akt seksualny. Dotyk jest tym dla czego warto żyć. Tyle jest dotyku w świecie, każdy jest inny. Czasami jak teraz przychodzą mi do głowy dotyki, których zaznałam...Ona.

Ona potrafi mnie dotykać w taki sposób, jak nikt inny, Dotykając skóry dotyka duszy… Jej dłonie są takie dziwne... chłodne i gorące zarazem. Kiedyś przez bardzo długi czas dotykała mojego ciała... paskiem. Tak, szerokim, skórzanym, męskim paskiem. Złożonym na pół, albo jego miękką końcówką... dotykała mnie centymetr po centymetrze. Niespiesznie, przeciągała pieszczotę godzinami wręcz. Kilka minut zajmowało jej przesunięcie paska po moim policzku. A ja delektowałam się dotykiem, byłam tak niesamowicie podniecona, że wprost trudno to opisać. Dotyk paska na twarzy czułam w palcach u stóp, wypełniała mnie drgającą rozkoszą bez końca. Kiedy podała mi do polizania końcówkę paska przeżyłam jeden z najsilniejszych orgazmów. A potem, kiedy tą mokrą, zimną i sztywniejącą końcówką kontynuowała pieszczotę eksplodowałam raz za razem. Przedziwne uczucie, kiedy mokry język przesuwa się po nielicowanej skórze, która staje się tępa, stawia opór. I niemy nakaz, któremu nie potrafię się przeciwstawić…

Albo dotyk Jej dłoni w takim jednym miejscu, pomiędzy piersiami, powyżej splotu słonecznego… Silny dotyk, wyciskający powietrze, odbierający oddech, mocny, bezwzględny i taki… czuły. Albo Jej palce na mojej twarzy, przesuwające się po powiekach, policzkach, po szyi. I paznokcie, którymi wypisuje wyznania swojej namiętności na moich plecach. To wszystko doprowadza mnie do szaleństwa.

Ona jedna potrafi samym tylko dotykiem i to, bynajmniej nie typowych punktów erogennych, doprowadzić mnie do spełnienia. Samym dotykiem mojej zewnętrznej powłoki. O dotyku wnętrza nawet nie będę dziś pisać, bo już i tak moja bielizna jest mokra na wylot. Samo wspomnienie przyprawia mnie o drżenie i skrapla moja kobiecość, która pod postacią ciepłej, lepkiej stróżki znaczy moje uda i pończochy. Ech… być już w domu… być z Nią… móc Ją gryźć i lizać, zatracać się w dotyku…

Dziękuję kochana.

13 kwietnia 2005

Drosera anglica


A wiec chcesz być rosiczką. Lecz którą czy ma to być Drosera rotundifolia czy może Drosera anglica, albo Drosera obovata? Wszystkie one są drapieżne jak na rośliny. Czają się na nieostrożnych wędrowców, zamyślonych, zagubionych, zapatrzonych, nieuważnych... Są piękną pułapką. Różowo purpurowa pożądliwość liści drapieżnie i lubieżnie spoglądających na wszystko jako źródło białka. A może na coś jeszcze... Determinacja w dążeniu do mety w wyścigu ewolucji.

Sądzę, że mógłbyś być rosiczką długolistną... Tak, wzniesione i wyniosłe liście w odcieniu zieleni prężą się niczym wzwiedziony członek. Lśniące, tym błyskiem i blaskiem jaki bić może jedynie od naprężonej do granic, gładkiej i twardej męskości. Lecz jest coś co różni te dwa organy... liść rosiczki i członek... To krople. Choć jedne i drugie są gęste i lepkie, jakże są inne. Jedne krystalicznie przejrzyste, drugie mgliste i tajemnicze, nieprzeniknione. Krople skoncentrowanej męskości spływają, łzy rosiczki stoją dumnie na każdym z włochatych wierzchołków. To, co je łączy to purpurowa barwa, którą wabią... Tak, niewiele jest widoków bardziej podniecających od przekrwionej sterczącej i drgającej męskości. Drganie... to kolejne podobieństwo. Wszystko co purpurowe w nich jakże czułe jest na dotyk, jakże tkliwe, jakże zaborcze...

Chcesz więc być rosiczka... Chcesz pławić się w mojej kobiecości... No cóż, schlebiać mi tylko może takie marzenie. Schlebiać i zraszać, zwilżać i wilgotnieć ... wszak to właśnie biotop odpowiedni dla rosiczki... wilgoć, ciepło, półmrok... Tak, będąc rosiczką miałbyś duże szanse aklimatyzacji...

12 kwietnia 2005

Erotyka organiczna

Zapędzając się w bezkresne przestrzenie słowotworu i pozwalając swobodnie napływać skojarzeniom można uzyskać zaskakujące efekty. Zwłaszcza kiedy dokonuje się tego nie w pojedynkę, ale w formie dialogu. Wówczas można dostrzec erotykę w najbardziej nawet dziwnych miejscach, roślinach i innych organizmach żywych. Pewnego razu wystarczyo jedno tylko słowo - rosiczka... A potem samo tak jakoś poszło, będzie więc kilka opisów erotyczno-biologicznych ;-)A za samo określenie - erotyka organiczna - które z lubością zapożyczyłam dziękuję Obserwatorowi.

11 kwietnia 2005

Ogniste Litery

Ogniste Litery…Ogniste Litery... Ogniste Litery... To tylko kołatało się w mojej głowie. A przecież dostałam tę kartkę już wczoraj. Przecież wiem jak ją odczytać, jak ujrzeć słowa płomieniami skreślone. Dlaczego więc jeszcze ich nie odczytałam. Przecież wiem prawie na pewno, wiem co tam znajdę. A może tego właśnie się obawiam i przed tym się wzbraniam. Czym innym jest wciskanie klawiszy, słowa ukazujące się za kursorem na ekranie, a czym innym słowa skreślone dłonią. To więcej niż zdjęcie, więcej niż próbka DNA. To cały charakter osoby piszącej. To emocje, które pozwalają pisać z lekkością albo wręcz przeciwnie -powodują przerywanie płynności ruchu.

A te konkretne Ogniste Litery to coś więcej. To słowa nie atramentem i nie krwią skreślone, ale pismem tajemnym. Litery, które jedynie ogień oczom ukazać może, sekretna mikstura uwalniająca słodki karmelowy zapach... Co będzie jeśli płomień zaborczy strzec będzie swojej tajemnicy? Co jeśli zamiast wydobycia Liter z czeluści papieru pochłonie je zabierając ze sobą tajemnicę słów? A może lepiej jedynie wpuścić Ogień, niech strawi kartkę wraz z literami, może lepiej nie czytać tego wyznania? Przedziwne, za prawdę powiadam przedziwne myśli błąkają się po mojej głowie dziś.

Świeca płonie, jej chybotliwy płomień kołysze się w rytmie oddechu. Wyciąga ogniste pazury w kierunku papieru. Tak blisko trzymać muszę tę kartkę, tak blisko a daleko jednak. Nie oddam jej objęcia płomieni. Niech ją omiatają swoimi językami, niech wydobędą na światło litery ale niech nie pochłoną w całości. Choć może powinny... Czyż nie byłoby cudownie trzymać na otwartej dłoni ognistego motyla, który papierowymi skrzydłami przyzywa wiatr? Czyż nie byłoby łatwiej takiemu właśnie motylowi ulecieć w bezmiar przestworzy zabierając sekret? Możliwe, ale nie tym razem, nie te litery, nie to wyznanie... tu jest fizyczność i cielesność Demona, którą mi podarował. Dotykam palcami gładkiego papieru poszukując resztek Jego dotyku... ale są tylko litery. Demoniczne litery składające się w słowa, które znam... Fizyczność Ognia, którą mam. Fizyczność, która właśnie się stwarza.

Oto ogień miast niszczyć tworzy...Dziękuję Demonie Ognisty za ten prezent, za namiastkę fizyczności i proces tworzenia...

Dotyk Tej-Która-Przenosi-Dotyk

Nie spałam, ale oczy wciąż zamknięte zatrzymywały pod powiekami świat, w którym chciałam zostać. Ni to jawie, ni we śnie, trwałam tak na pograniczu światów, na pograniczu czasu, na pograniczu świadomości…Słyszałam Ją, kiedy weszła. Czułam jak składa swoje ciało obok mojego w pościeli. Nie otwierałam oczu, ciągle nie otwierałam oczu. Może chciałam przyśnić coś, czego nie było. Może…
Szeptem sprawdzała stan mojego uśpienia, odpowiadałam, ale oczy ciągle stanowiły kurtynę między światami. Pierwsze dotknięcie. I wyczekiwanie. I myśli gonitwa. Czyj to dotyk? Jej? Czy może…? Zapominam o światach, zapominam o sobie. Teraz jestem jednym wielkim sensorem czułym na dotyk. Impulsy elektryczne przeskakują wzdłuż ścieżki, która prowadzi swoją dłoń. Nic więcej tylko Dotyk. A może raczej aż Dotyk. Opuszki palców muskające ciało, niespokojne, rozbiegane. Czasami nieznacznie tylko zbliżone do skóry, czasami zostawiające na niej swoje odciski. Między łagodnymi pociągnięciami czuję mocniejsze, trochę drapieżne, trochę zaborcze. Zatracam się w dotyku. I chociaż nie wiem, które dotknięcia należą do Kochanki, które do Dominy, a które do Demona, pożądam ich wszystkich. Leżę, bez ruchu niemal, zaciskając uda, aby nie uronić ani kropli mojego podniecenia, które wzbiera niczym powodziowa fala. Jeszcze nie, jeszcze nie, jeszcze potrafię to powstrzymać. Chcę to powstrzymać. Za żadne skarby świata nie chcę pozbawić się tych cudownych doznań, które przynoszą palce i paznokcie. Jak niepisaną umową, terytorium tego spektaklu ograniczone zostało jedynie do pleców, ramion, karku… Karku… Tu właśnie poczułam pierwsze ugryzienie. Jęknęłam cicho, albowiem fala rozkoszy zaczyna przybierać na sile. Teraz już nie tylko dłonie, teraz także język i zęby wkroczyły do akcji. Odczucia mieszają się, narastają, wręcz eksplodują we mnie. Żeby już za moment zacząć spadać w dół z niewiarygodną szybkością, zabierając ze sobą wszystko, co spotkają na swojej drodze. Jak lawina, jak śnieżna kula toczącą się ze zbocza. Nie ma przed nimi ucieczki, nie ma odwrotu.

Kiedy poczułam dłonie Pana rozsuwające moje uda, nie potrafiłam dłużej powstrzymywać rozkoszy. I słowa, które tętnią mi w głowie, słowa nie do mnie nawet wypowiedziane
- Dobrze ją przygotowałaś suko. Dla mnie ją przygotowałaś?
- Tak, Panie
Wszedł we mnie tak mocno, tak męsko, tak …
Spełniłam się po raz kolejny, Jego dotyk w moim wnętrzu wystarczył, żeby zeszła kolejna lawina… Słyszałam chlupoczącą pieśń, którą wydała z siebie moja kobiecość. Pieśń pochwalną dla dotyku. Pan odrzucił moje rozedrgane ciało i ofiarował swój dotyk Jej. Wszystko trwało chwilę zaledwie. Potem już kalejdoskop, którego nie sposób zatrzymać. Dłonie Pana w naszych włosach, nasze usta stykające się ze sobą zroszone Nim, Jego smakiem. I nagle pustka. Wyszedł równie cicho jak się pojawił. Znowu zostałyśmy same…

Musiałam chyba prosić o to całym ciałem, albowiem bez słowa podarowała mi swój dotyk na nowo. Teraz jednak miał to być dotyk wnętrza. Chwila wahania nad długimi paznokciami, ale to w tym momencie nie miało znaczenia. Pragnienie było silniejsze od wszystkiego innego. Jeszcze tylko odrobina oliwki i Jej dłonie zaczęły taniec ku rozkoszy. Ciągle zaciśnięta po przeżytych orgazmach z trudem pozwalałam Jej dłoni na wejście. Ból jaki temu towarzyszył i rozkosz jaką przy tym odczuwałam nie da się porównać z czymkolwiek innym. Nigdy jeszcze fisting nie był tak intensywnym przeżyciem. Bałam się, że wycofa się, że odbierze mi to na co tak bardzo czekałam. Czułam jak ból narasta z każdym milimetrem. Chciałam go i przerwać i trwać w nim. To takie przedziwne uczucie. W końcu jednak naparłam sobą mocniej i Jej drobna piąstka przekroczyła ten magiczny krąg. Od tego momentu napięcie i rozkosz już tylko rosły. Każdy ruch, każdy obrót, każdy najmniejszy choćby dotyk wywoływał koleje lawiny rozkoszy, która z łoskotem spadała na mnie. Ostatkiem sił i zdrowego rozsądku powstrzymywałam swój krzyk – nie byłyśmy same w domu… Jaka szkoda… Zostać tak, z tym nieziemskim dotykiem wewnątrz ciała, zostać tak na wieczność, tego pragnęłam. Ogniu krocz za mną powtórzyłam w myśli sama nawet nie wiem za kim… krocz, krocz i nieś pożogę rozkoszy, niech spłonę na jej stosie, ale nigdy, przenigdy się jej nie wyrzeknę. Jej dotyk był dziś wyjątkowy, niezapomniany, nieziemski, nie potrafię go nazwać. Czułam, że kulminacja jest już bardzo blisko… bardzo… wspięta na palcach drżałam w oczekiwaniu, drżałam, kiedy orgazm rozszarpywał moje neurony a mięśnie szalały w morderczym widzie usiłując zgnieść źródło tej rozkoszy we mnie. Nie potrafiłam już powstrzymać krzyku. Zasłonięte dłonią usta wykrzyczały swoje podziękowanie. Ale moje ciało było dziś nie moje. Zaciśnięte na dłoni nie zamierzało jej oddać. Tak, właśnie tak, zaciśnięte. Trwała więc tak ze mną, we mnie i obok mnie aż nasycę się tym dotykiem na tyle, że uwolnię Dłoń-Która-Przynisła-Rozkosz. Z niechęcią i nie bez bólu oddałam tę Dłoń.

Dłoń, która już za moment tuliła mnie i obdarzała dotykiem, pozwalając spokojnie dopełnić się temu misterium, które sprawiła. Powoli, bardzo powoli echo rozkoszy gasło we mnie… W Jej ramionach zaczynałam budzić się do życia. Po raz pierwszy tego ranka. Ranka? Wszak minęło już południe…Dopiero południe, południe tego cudownego dnia, który nas czekał… a był emocjonujący aż do końca, a nawet jeszcze dłużej, bo skończył się dobrze po północy. Ale to już w innej opowieści…

10 kwietnia 2005

Ta-Która-Przenosi-Dotyk

Jeśli nie mogę być z Ogniem będą z Wodą, także ona jest mi siostrą i żywiołem. Jakże pięknie byłoby móc zobaczyć odbicie płomieni w tafli wody, jakże cudowne połączenie. Jedyne co mogę to przywołać z zakamarków pamięci ogień, który wspólnie widzieliśmy. Ogień zatrzymany w kadrze. Ogniste litery pod powiekami. Ognisty krąg, przez który wkraczałam do świata Demona Ognia.

W półmroku, zatopiona w myślach i wodzie przypominałam sobie słowa… Wtedy bezszelestnie weszła Ona. Ta-Która-Przenosi-Dotyk. Wróciła. Cicha. Spokojna. Wróciła. Ale… No właśnie, z czym wróciła? Kim wróciła? Czy godzi się wypytywać Tę-Która-Przenosi-Dotyk o to co się stało? Nie, nie wolno mi, nie wolno. Czekam więc aż sama otworzy usta, choć już ze spojrzenia widzę, że jest tu inna niż kiedyś. Czyżby i ona odczuła tę dziwną magię, którą tworzymy? Musiała. W końcu została Tą-Która-Przenosi-Dotyk. Przecież i ona tworzy z kimś Swój Świat. Świat Ciszy, Ciemności, Wody i Lasu. Tworzy magię na swój sposób. Mówiła niewiele. Milczenie było wystarczająco wymowne. I tylko kartka, którą mi podała tak bardzo rozbudzała moją ciekawość. Szukałam niecierpliwymi oczami Liter Ognistych i nie widziałam… Jak wszystkie słowa Demona musiały zaczekać na właściwy moment, abym mogła nasycić się nimi, musiały czekać.

Chciałam pytać o wszystko o każdy najdrobniejszy szczegół. O każdy dotyk i spojrzenie. O każdą nawet chwilę. Którą spędzili blisko siebie. Pożądałam dotyku, który miała na skórze, zapachu, który może, pozostał między palcami. Czegokolwiek. Jakiejkolwiek oznaki Jego fizyczności. Mimo to, leżałam w wannie słuchając. Nie dała mi tego dotyku. Jedynie pocałunek. Dlaczego łudziłam się, że będzie inaczej? Dlaczego sądziłam, że może stać się Mistrzynią-Ceremonii? Tą-Która-Pomoże-Zetknąć-Się-Dłoniom? On wyraził taką nadzieję, ale czy wolno jest mi o to prosić? Czy wolno mieć nadzieję? Teraz chcę już tylko zasnąć, aby tam, gdzie wszystko ma swoje miejsce i swój czas, odnaleźć tego, którego dotyk płynie gdzieś do mnie…

Najdziwniejsze opowiadanie

To Jego słowa, mojego Demona. Lecz rzekł mi kiedyś, "Słowa, które Ci dałem są Twoje, możesz z nimi zrobić co zechcesz". Chcę, żeby tu były. To piękne słowa i jeszcze piękniejsze emocje. A poza tym, może właśnie te słowa staną się przyczyną tego, co nieuniknione...Może są nieco zagmatwane na pierwszy rzut oka, ale wystarczy się wczytać, żeby wiedzieć wszystko

Opowieść Demona
Rozejrzał się wokół. Obcy ludzie. Niby już mu znani, lecz zupełnie obcy. Ludzie. A On? pradawny duch zaklęty w ludzkim ciele. Demon. Wyzwolić się, uwolnić, wyrwać z tego ciała... Znów być tam...
- Czemu stoisz tu sam? - spytał ktoś.
- Hmmm... lubię tak... czasem...Idiotyczna odpowiedź. Idiotyczne pytanie. Czy stał sam, czy wśród nich, On był sam.

* * *
- Bardzo dobry ten kurczak, choć soczyście przyprawiony - powiedział ktoś do kogoś.
- On jest jeszcze mało przyprawiony - odrzekł ten drugi.
- Ale jednak dobry - zachowując pozory uczestnictwa w konwersacji przyznał On.
On lecz nie On. Jego tam przecież nie było. To tylko Jego ciało. Kuchnia... miejsce jak każde inne. Poszedł więc na balkon.
- O! T. - ucieszyła się z Jego przybycia jakaś osoba.
- Zrób nam zdjęcie! Ale takie wiesz... ma wyjść ładnie.
- Ja nie umiem robić zdjęć - odparł On.
- Oj T. nie wymiguj się - masz. Tu się patrzy, a tu naciska.
- No dobrze. Ustawienie, odsłonięte ramiona, wypięte biodra, chwila wyczekania, zdjęcie, osoba właśnie odwróciła twarz... nie udane... a może udane? Co za różnica. Znów sam w pokoju.

Świeca... ogień... tak, to jego kąt w tym miejscu. Jego palce dotknęły brzegu świecy. Zanurzyły się w płynnym wosku. Gorący dotyk... tak... Gdzie Ona jest? Co Ona teraz myśli? Ten ogień łączył Go z Nią. Ten ogień jest nie tylko fizyczny, lecz dociera wprost do Jego duszy.
- T., jak to długo już trwa? – spytał Ten-Którego-Bał-Się-Nazwać-Gdyż-Był-Jej-Właścicielem-W-Tym-Fizycznym-Świecie.
On wiedział o co Ten pyta.
- Od września - powiedział On. "Od zawsze" - pomyślał.
- Widzisz... oni tak już pół roku... - kontynuował swą rozmowę z innym Ten.
Czy oni wszyscy widzą co się z nim dzieje? O kim On myśli? Nie, nie wszyscy. Tylko Ten i Ta, z którą Ten przyszedł. Ta-Która-Przyniosła-Tu-Jej-Dotyk. O Tej myślał on także... lecz Ta była właśnie tylko Tą-Która-Przyniosła-Tu-Jej-Dotyk. I jeszcze jedna osoba wiedziała... osoba, która błyszczała dziwnym szczęściem całując się zosobą, która miała ją zostawić, a teraz klęczała w obroży przed nią. I wiedział ogień. Płomień, drżący, niespokojny, płomień świecy. Uśmiech. Och... Czy to Jej uśmiech? Nie... to uśmiech Tej. W spojrzeniu czarnych oczu coś błyszczy... jakby iskierka. Iskierka?...Podeszła do Niego. Nic nie mówi - rozumie Go.
Dotyk... jakież to magiczne... Dotykał jej policzka... nie, nie jej - Jej. Lecz nie... przecież ona to nie Ona... jakie to poplątane... Dłoń. Tak, ta dłoń jest dla Niego. To prezent. Palce, wierzch dłoni, spód dłoni... wszędzie Ona. Zebrać z tej dłoni jej zapach, jej dotyk... zabrać ze sobą. Ta dłoń dotykała Jej i przez to już jest inna. Jest magiczna. Czy Ona czuje też ten dotyk? Poczuje. Ta dłoń dotknie jej znów. a wtedy jego dotyk dotknie jej dotyku... zadotykowani... Ta chwila cudowna.Ta-Która-przyniosła-Tu-Jej-Dotyk odchodzi, lecz w Nim nadal płonie ogień.Ten ogień może przelewać się na zewnątrz Niego. Oni będą widzieć... niemożliwe. Dla tej chwili On tu jest. przebył setki kilometrów dla tej jednej chwili. W zasadzie mógłby już iść, lecz nie. Zostanie dopóki jest tu Ta.
Jakiż to wielki krok w Jej kierunku. A przecież to co Ich kiedyś czeka, to na co razem wciąż czekają to będzie sto tysięcy razy większe... Co wówczas się stanie? Gdy Jego dłoń dotknie Jej, a Jej dłoń dotknie Jego? Już nie przez Inną, ale bezpośrednio - fizycznie. Czy świat się skończy? Nie ważne. To jest ich przeznaczenie.
- Idziemy już. Do zobaczenia wszystkim - powiedział Ten.
- Już? Oboje? - spytał On z przerażeniem. Musi przecież zdążyć jej coś dać. Ogniste Litery. Ostatni uścisk tej dłoni. Karteczka... Nie ma tu już Tej i Tego. Nie ma więc i On po co tu być.
- Do zobaczenia, na razie, żegnaj Świeco i Płomieniu.

* * *

Ohydny dworzec kolejowy... ludzie... te dziwne istoty... kawiarenka internetowa... Ich okno na świat - na Ich świat. On musi Jej powiedzieć choć kilka słów. Musi, bo to się w Nim kłębi. Nie ma jej... trudno, słowa płyną... Tak by chciał by była. "Przyjdź" woła w myślach, Ale Ona przecież tam musi być - nawet jak Jej nie ma – zawsze jest.
- Jestem najmilszy - napisała.
- Wiedziałem. Ty zawsze jesteś. Zawsze przychodzisz.
- Tak...
- Dziękuję...
Czas minął. Ekran zgasł. Brutalny świat, ale On jest szczęśliwy i wdzięczny za te dwie dzisiejsze chwile. Wszystko było warto dla tych chwil....

Stuk puk... stuk puk... koła pociągu wybijają rytm. Łąka wokół, kwiaty,Ona... klęka przed Nim. Wyciąga swe dłonie do Niego. Sen? Nareszcie! Jednadłoń podana wierzchem do góry, druga spodem. Cała Jego. Cała Jego... te dłonie są już Jego-Na-Zawsze. On już dawno przekroczył Linię-Której-Nie-Wolno-Przekraczać. Już jest za późno. Pozostało iść dalej. Przed Nimi tylko Mgła. Mgła, w której czeka Dotyk. A co dalej? Mgła... Trzeba iść dalej...

9 kwietnia 2005

Samotny wieczór pełen rozmyślań

Dziwny to wieczór i noc dziwna będzie. Dziś piekłam z córeczką kruche ciasteczka. Trochę, żeby jej zrobić przyjemność, a trochę, żeby zająć palce i nie myśleć. A przecież nie potrafię nie myśleć, zwłaszcza dziś wieczorem. Oto blisko tak będzie ten, którego imię jest Demon. Będzie blisko tak, a jednak tak daleko. Nie spotkamy się, ale tak zostało zapisane na początku, nie spotkamy się jak miliony innych ludzi, spotkamy się jak kapłanka i Demon, na ołtarzu naszej pradawnej wiary odprawimy swoje gusła...

Ale Oni tam właśnie będą, niech będą jako moi powiernicy, niech ich oczyma zobaczę to, co moim jest wzbronione. Ja zostanę na straży domowego ogniska pełna emocji i nadziei, pełna wyobrażeń. Jak bowiem inaczej mogłabym zostać skoro wczorajszej nocy takie słowa wypowiedział Demon do mnie:

a wiesz... dziś mi przyszła do głowy pewna myśl, która mnie nie odstępuje na krok.
że zobaczą Ankę, że może dotknę na chwilę jej dłoni... a przecież ta dłoń...
na niej jest twój dotyk...
ona całą będzie jakby pokryta tobą...
w jej oczach będzie iskra blasku twoich oczu
w jej uśmiechu będzie płomień twych pieszczot
a w jej dotyku zapach twojej skóry
teraz moje myśli wypełnia Anka, które przyniesie mi to wszystko...
a jeszcze wczoraj w ogóle mi to do głowy nie przyszło...

Siedzę więc przed ekranem słucham Zembatego, który śpiewa „Lovere, lover, lover come back to me”, woda wpływa do wanny łagodnym strumieniem. I tylko świeca nie pali się, nie roztacza różanego zapachu, Jej zapachu.... Nie pali się albowiem wychodząc zabrała wszelkie źródła ognia z domu. Nawet ta iskra, które we mnie nie wystarczy, żeby rozniecić płomień.A Demon, władca ognia jest też tam, gdzie nie ma mnie.A jeszcze te dzisiejsze listy, a zwłaszcza ten ostatni wywołał we mnie kaskadę łez. Płacze niebo, nie nade mną, ale płacze i ja płacze wraz z nim. Czym są te łzy? Skroploną duszą, którą wzruszyły słowa. Maleńką mokrą kroplą, którą podarowałam w zamian za słowa. I chociaż nikt, poza mną jej nie widział, ten, dla którego była przeznaczona dowie się o niej. Odpowiedzią na nie zadane pytanie, gestem pojednania, ręką wyciągniętą na zgodę. Nic nie jest kwestią przypadku, zawsze ktoś jest przyczynkiem, zawsze. A jeżeli nic się nie dzieje, to jedynie dlatego, że ludziom nie starcza odwagi, żeby zacząć rozmowę, żeby zrobić krok, nad którym się wahają.Jestem w swojej bezwstydnej nagości wystawiona na widok Tych, Którzy Patrzą...