14 stycznia 2007
Wyznanie - przyznanie
12 stycznia 2007
Znowu Rock Club
=============
Bornagainst bornagainst@go2.pl2007-01-15 09:44:38 195.33.129.150
To byliśmy na tej samej imprezie. Dla ułatwienia identyfikacji podam,że byłem jednym mundurowym, który ciut zakpił z konwencji czarnego.Wrażenia mam mieszane co do tej imprezy, ale o tym później
Urodzinowe Suunto z bitą śmietaną i bąbelkami
W sumie całkiem udane te urodzinki, bo i bliskie spotkanie z bronią, i przepyszny sex, i torcik, i szampanowate bąbelki, i kompik. Najwidoczniej do wyrafinowanych prezentów trzeba dorosnąć, a na mnie już czas. Poza tym podjęłam decyzję o wizytowaniu strzelnicy. Nie ma zmiłuj -muszę się ostrzelać - bo nie sposób słaniać się na nogach, w przemoczonych majtkach i z błędnym wzrokiem na widok każdej spluwy. Swoją drogą interesujące może być szczytowanie podczas strzelania i ciekawe jak wówczas z celnością.
Tak czy owak atak na strzelnicę Legii już niebawem. Z klauzulą wykonalności a.s.a.p.
11 stycznia 2007
Z pistoletem w tle
10 stycznia 2007
Najdziwniejsza z urodzinowych niespodzianek
Ale najpierw była rozmowa, dodać należy, że w biurze i całkowicie służbowa. I kiedy już się rozchodziliśmy stało się. Otworzył szufladę, sięgnął ręką i pewnym, spokojnym ruchem wyjął glocka. Widok tego zgrabnego, czarnego kształtu postawił mnie na baczność. To, co działo się dalej jest mgliste, choć doskonale pamiętam jak zareagowało moje ciało. Obraz gabinetu stał się nagle rozwodniony, jakby widziany przez kroplę wody. Poza miejscem, w którym stał facet z pistoletem. Co tam facet, pistolet mnie hipnotyzował. Czułam jak nieznacznie uginają mi się kolana, pojawiły się natychmiast pierwsze objawy ślinotoku.
- Nosisz broń? – pytanie wyrwało się ze mnie w nadziei, na potwierdzenie, że to, co widzę jest prawdą.
- Tak. Nie wiedziałaś?
- Nie – skłamałam bez zastanowienia. Nie chciałam, żeby wyszedł, chociaż wiedziałam, że kolejne spotkanie nie może czekać. Stałam między nim a drzwiami i zachłannie pożerałam wzrokiem Mroczny Przedmiot Pożądania wzrokiem.
- Co się dzieje? - zapytał robiąc krok w stronę drzwi.
Ale ja widziałam jedynie krok w moją stronę i ruch ręki, która sprawnie przypięła kaburę do paska. Usta miałam pełne śliny, bałam się je otworzyć.
- Co jest? - zabrzmiało jeszcze bliżej mnie.
- Ja… Ja… Broń… Fetysz…. Artykułowałam bez ładu i składu.
- Tak?! – stwierdził z wyraźnym zadowoleniem w głosie – to masz.
Sprawny ruch i charakterystyczny szczęk uświadomił mi, że to się dzieje naprawdę. W tej samej chwili wyjęty magazynek ucałował hałaśliwie biurko, a ręka trzymająca pistolet zwróciła się ku mnie. . Lufa skrywana we wnętrzu dłoni i zachęcająco uśmiechająca się do mnie rękojeść. Widziałam tylko czerń, namacalną, fizyczną czerń. I wyciągnęłam z nabożeństwem palce w jej stronę. Szybko jednak cofnęłam dłoń widząc drżenie palców.
- Lepiej nie… - tyle tylko zdołałam wydukać.
- Jak chcesz – zabrzmiało z rozczarowaniem.
Obraz oddalającej się czerni składanej w całość przy szczęku metalu wystarczył, żeby całe podbrzusze zamieniło się w kamień. Skurcz był niesamowicie silny. Wydawało się, że wszystko zatrzymało się, że czas przestał płynąć. Wiedziałam, że muszę stamtąd wyjść. Nadludzkim wręcz wysiłkiem oderwałam wzrok od wypełnionej już kabury. Odwróciłam się i z uczuciem całkowitego braku kontaktu z rzeczywistością wyszłam z gabinetu. Dobrą godzinę zajęło mi dojście do siebie, uspokojenie oddechu, zapanowanie nad drżeniem. Tylko wzrok miałam podobno nieobecny jeszcze długo po tym zdarzeniu.
No, co ja poradzę, że „mi staje” na pistolety. A przy okazji rozmowy na temat tego zdarzenia z Panem Mężem powstało zupełnie nowe znaczenie stwierdzenia „nie miałam wyjścia - groził mi bronią” oraz dowcip sytuacyjny
- Ile czasu potrzeba żeby zwilżyć kobietę?
- Tyle ile trwa przeładowanie pistoletu.
Tiaaaa. Jest nieźle.
9 stycznia 2007
Ubiegłoroczne to do
Już prawie-prawie
Wygląda na to, że będzie to praca na ugorze bo takie wolne i artystyczne dusze z jakimi pracuję nie bardzo chcą się dostosować do sztywnych terminów na wykonanie czegoś. Trzeba będzie zrobić wersję dla ludzi z głową w chmurach. Wygląda na to, że mam wybrany system i do tego klepniety. Taadaaam. Po dwóch miesiąca jestem zmęczona używaniem tego czegoś, co nie odbiega od zapisków w zeszycie. Już się ciesze na ten krótki plan kont z analityką na wyróżnikach, które zastapią dziesiątki tabelek w excelu. A swoją drogą jeśli zsumowac czas poświęcany przez ludzi na wpisywanie tych samych liczb do różnych tabelek to spokojnie wyjdzie z tego pełen etat. A tak wszystko w jednym miejscu, wpisane jeden raz i przede wszystkim dynamicznie się uaktualniające.
26 grudnia 2006
Kto zabrał mój ser?
Kwintesencja teorii zmian zapisana przez Spencera Johnsona w perfekcyjny sposób. Co prawda opatrzona przedmową Kennetha Blancharda, za którym nie przepadam. Umieszczona, niestety, między trącącymi edukacyjnym smrodkiem relacjami ze spotkania po latach szkolnych znajomych. Ale sama Opowieść o Serze jest perfekcyjna. Czytając od razu widziałam co było moim Magazynem S, widziałam kiedy Mój Ser zaczynał się psuć, widziałam siebie wyruszającą na poszukiwanie Nowego Sera. Ale to nie wszystko. Zobaczyłam także sery innych ludzi. Zdecydowanie warto przeczytać tę historię, pomimo, że ma tylko 48 stron. Nazywa po imieniu to, czego czasami sami boimy się nazwać.astronomistka panpanikika.blox.pl2007-01-08 15:40:25 195.42.249.134
Czytalam - takze polecam. O tym, ze mamy wybor, o tym, ze ignorujemy czesto oczywiste rzeczy, o podejmowaniu decyzji.Niby naturalne elementy zycia a czesto tak niedopracowane.
25 grudnia 2006
Kobieta by Heavenly Hussys




24 grudnia 2006
Druga czyli niech żyją trójkąty
===========
snack www.mnietoniepodnieca.blog.onet.pl2007-01-10 00:19:38 212.76.37.160
no i całe szczęście, że są również takie kobiety :)
23 grudnia 2006
Pakietowo-końcowo-księgowo
22 grudnia 2006
Marquis de Panasewicz i jego ponyplay
Marquis de Panasewicz lubuje się w sceneriach fantastyki a po wnikliwym szperaniu stwierdzam, że miewa klimatyczne inklinacje bo i łańcuchów u niego pełno, i zniewolenia, i... ponyplay. Zbiory jego prac prezentowane są na stronie i chociaż w przeważającej większości to silikonowe lalki to jednak warto zerknąć. Zgadzam się, że kontrowersyjny trochę ten artysta, ale ma ładną tę... no... kreskę. Nie jestem fanką ponyplay, ale na grafikę o tej tematyce chętnie popatrzę choćby dlatego, że nie ma jej za dużo.



19 grudnia 2006
Nazajutrz
17 grudnia 2006
Językowo inaczej
Niemal zapomniałam jak smakuje kobieta. Rozpalona, namiętna, otwarta. Niemal zapomniałam. Rzadko się zdarza, że w biały dzień mamy dom tylko dla siebie, a tym razem właśnie tak było. Kiedy weszłam do sypialni powitały mnie jej rozchylone uda. Chwila zawahania i przysiadłam na krawędzi łóżka. Zdążyłam tylko zarejestrować palce Męża Pana, które wbite we włosy szarpnięciem skierowały moją głową wprost do jaj kobiecości. Bez słowa, bez namysłu zachłannie sięgnęłam jej językiem. Przez jedną krótką chwilę obawiałam się, że znajdę ją sterylnie bezsmakową i bezwonną, bezpłciową po kąpielową. Ale nie – owionął mnie subtelny zapach, ten sam, który pamiętałam z pierwszego razu. Ledwo wyczuwalny, ledwo namacalny. Przez chwilę jeszcze czułam palce zaciskające się w moich włosach, żeby już za moment zapaść się w świat ograniczony linią ud.
Uwielbiam pieścić kobietę, po prostu uwielbiam przebiegać językiem przez cała gamę doznań. Od delikatnych muśnięć czubkiem języka po bezlitośnie zaciskające się zęby. Czułam jak wzbiera we mnie pożądanie, jak rośnie potęgowane biciem serca i urywanym oddechem. Świat nagle skurczył się do czterech metrów kwadratowych łóżka. Tylko tu i teraz, czyli to, co kocham najbardziej. Byłam w siódmym niebie, kiedy unosząc nieznacznie biodra drżała. To było jak najpiękniejszy afrodyzjak. Zachłannie pochłaniałam ją kawałek po kawałku, podczas gdy jej usta wypełniał raz język, raz członek Męża Pana.
Drobniutka łechtaczka tańczyła pod moim językiem gotowa na każdą z moich figur. Ostrożnie nacisnęłam zębami tuż nad okrywającą ją fałdką skóry, sięgając jednocześnie do kielicha kobiecości językiem. Tu wreszcie moje kubki smakowe miały swoją upragnioną ucztę. Upojny, kwaskowy smak rozlał się od czubka języka aż po jego nasadę. Poczułam dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, aż do kości ogonowej. Dreszcz, który przyniósł pierwsze tego dnia skurcze. Przez chwilę eksplozja orgazmu zatrzymała mnie w miejscu, tak przynajmniej mi się wydawało. Zanim jeszcze przebrzmiała uświadomiłam sobie, że porzuciłam pogryzanie łechtaczki i całym językiem wbiłam się do wnętrza. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że ona wciąż tam jest. Zdawała się trwać w oczekiwaniu…
Najdelikatniej jak potrafiłam przesunęłam palce po różowościach, pozwalając im zbłądzić do wnętrza. Przez krótką chwilę zabawiły w wiadomym miejscu na przedniej ściance, a potem przesunęły się trącając szyjkę. Pocierana opuszkami nieznacznie drgnęła. Wsunęłam trzeci palec, żeby móc schwycić szyjkę w opuszkowe kleszczyki. Pociągnęłam do siebie i poczułam jakbym uruchomiła serię drżących zdarzeń w jej wnętrzu. Podniecenie narastało, ale wciąż nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to ciągle nie to, czego oczekuje. Drżała, ale jednocześnie trzymała swoje spełnienie na smyczy, przy nodze, na krótkiej smyczy.
Kiedy wysuwałam palce zdawało mi się, że zobaczyłam, że poczułam jak wysuwa biodra w moją stronę. To było jak prośba i ja byłam jej adresatem. Zaryzykowałam wsuwając zwinięte w dzióbek palce. To niesamowite uczucie, kiedy rozstępowała się przed moją dłonią pozwalając wejść do środka. Niesamowite tym bardziej, że z tej strony doświadczałam go po raz pierwszy. Miękkie, sprężyste wnętrze, które szczelnie otulało moją piąstkę i żyło. Chyba to właśnie uczucie doprowadziło mnie nad moją krawędź. Pulsująca, zaciskająca się żywa rękawiczka, idealnie dopasowana do dłoni. Jedność. Kiedy próbowałam rozprostować palce ona jakby brała oddech podążając za wyznaczonym kierunkiem, kiedy zaciskałam mocniej pięść jej kobiecość robiła wydech. Zaciskała się na moim nadgarstku. Zadziwiające. Jestem kobietą, ale dopiero teraz wiem jak jest kobieta w dotyku od wewnątrz. Pieszczenie palcami – czy to siebie, czy innej kobiety – nie daje pełnego spektrum doznań. Jakże mała ja ją znam, jak słabo znam reakcje jej ciała. Kiedy moja świadomość wróciła do mnie znowu pochłonęły mnie drgania a wraz z nimi wątpliwości – zabrać czy kontynuować. Przecież wiem doskonale, że tak trudno jest podjąć decyzję, kiedy każdy ruch dłoni we wnętrzu to kolejna fala rozkoszy. Ale… no właśnie… tym razem to ja miałam podjąć decyzję. Wysuwałam się powoli, delektując się jej skurczami i cichym mruczeniem. Moje podniecenie sięgnęło zenitu.
Znowu mnie zaskoczyła, ma niespożyte siły lub wciąż niesamowicie się kontroluje. Ja po fiście dochodzę do się przez ładnych kilkanaście minut, powracam z innego wymiary, delektuję się echami orgazmów. Ona po prostu podniosła się i klęcząc lizała moje sutki. Nie wiem czy to zasługa mojego pierwszego doświadczenia po stronie fisterki czy jej języka, a może tej odrobiny metalu w nim. W każdym razie prężyłam się pod tym językiem i zgarniałam cała sobą orgazm za orgazmem. Coś niesamowitego. Mięśnie i ścięgna napinające się do granic wytrzymałości jedynie pod najdelikatniejszym z dotyków. PO którejś z kolei próbie złamała mój opór dotykając TYM językiem mojej łechtaczki. Jeśli przed chwilą przeżyłam orgazmy to nie mam pojęcia, czego doświadczałam od tej pory. Była nieznośnie delikatna a jednocześnie popychała mnie na skraj przytomności. Pętla czasu zakreślona każdym liźnięciem. Szorstkość języka i idealna gładź kolczyka. I drżenie. Ciągłe, nieustanne drżenie. To zdecydowanie najlepsze lizanko, jakiego kiedykolwiek w życiu doświadczyłam. Trwało wieczność. I niech na wieczność zostanie w mojej głowie. Razem z widokiem kruczych loków nade mną, razem z ich muskającym dotykiem. Ta chwila, ta pieszczota to wzorzec, do którego należy dążyć. Jedyny oryginał, wszystkie inne to nieudolne podróby.
Dziękuję.
14 grudnia 2006
Wszystkiego po trochu
13 grudnia 2006
Wernisaż…
Co do mnie to miło było spotkać znów Kobietę Niedostępną. Przez chwilę choćby zetknąć wargi w pocałunku przelotnym, zanurzyć się w jej perfumach, palcom pozwolić prześlizgiwać się przez wyjątkowo ażurowe pończochy. Na moment przysiadła na wielkim starym kufrze pośrodku sali, tuż obok mnie, w zasięgu ręki. Musiałam gwałtownie odgonić myśli, w których widziałam siebie klękającą między jej nogami i wyciągającą lubieżnie język w stronę skraju spódniczki. I tylko obecność tych, którzy nie znają tego kawałka mnie powstrzymywała mnie przed wcieleniem tej myśli w czyn. Nawet Pan Mąż nie obdarował mnie zakazującym spojrzeniem. Wrr. Nie wiem czy kiedykolwiek będę bliżej niej niż wówczas. Wciąż zastanawiam się czy miała na sobie bieliznę…
Kobiety. Moja fascynacja i moja obsesja. Wszystkie razem a może każda z osobna. I chociaż inne pazurzaste dłonie wyciągały się w moją stronę, chociaż inne usta całowałam to wciąż musiałam kontrolować siebie. Dlaczego tak się dzieje, że albo nie ma przy mnie żadnej z kobiet, albo są niemal wszystkie? Dlaczego muszę wybierać i stąpać ostrożnie uważając, by każdej poświęcić tyle samo uwagi? Kobiety w mojej głowie znów się rozsiadły…
A potem przyszła Arogancka Młodzież – nieodmiennie z tym samym szelmowskim uśmiechem, którego teraz tak bardzo mi brakuje. Tych pełnych podtekstów dialogów, na które narzekałam, które dziś są towarem deficytowym. Ale to wejście miało też inny wymiar, którego nazwać nie chcę. Dość powiedzieć, że dokonałam formalnej prezentacji Męża Pana i Aroganckiego Młodziana. Przez jedną, krótką chwilę – tyle, ile trwał uścisk dłoni - mój psotny umysł podsunął mi sceny zapierające dech w piersiach. Przez jedną krótką chwilę.
Chciałabym zostać tam długo, sącząc wytrawną czerwień oddawać się rozmowom. Zwłaszcza tym o warsztacie literackim i zaklinaniu emocji słowami. Zwłaszcza tym. Niesamowite poznać kogoś, kogo zachwyciły i zainspirowały moje słowa. Dyskutować w oparach i scenerii dekadencji. To tak, jakby cofnąć się o parę lat, ot choćby do krakowskiej Michalikowej Jamy.
Chyba urodziłam się za późno. A może nie? Może nawet w XXI wieku można odtworzyć atmosferę tamtych wieczorów? Może warto spróbować? Wygląda na to, że nie jestem sama w takich marzeniach
============
Konsul el_consul@gazeta.pl2006-12-18 14:05:23 217.153.206.230
Pobożne życzenia, obawiam się że XXI wiek nieodmiennie będzie spłycał, i spłycał, i spłycał, i dochodzę do tego wniosku, będąc po kilku dniach spędzonych z ludźmi parającymi się głównie literaturą i innymi rodzajami dotykania słowa. Smutne? Normalne? Gorzkie? Chyba tak i chyba dlatego jednak lubię arogancką młodzież - bo są: piekielnie inteligentni, zupełnie cyniczni a momentami nieprawdobodobnie dojżali i samotni, bo kiedy osiemnastolatek, mówi do mnie takim wierszem:
Widzisz: siedzę na krześle. Jest dobra jesień,
jeszcze lepsza noc i żadnych komarów. Piękne
są noce bez papierosów, gdy pachniesz watą
cukrową, albo migdałami. Gaszę Cię, miękknę
i jestem ckliwa jak ten wierszyk. Bezwstydnie
,z urokiem kioskarki, która używa nachalnych
perfum dodawanych do gazet. Wszystko, co milknie
wśród łatwopalnych substancji, przy temperaturze
dwóch stopni, powyżej marzeń, w okolicach snu,
bezsenności. Francji piękniejszej od Grecji,
z pustymi ulicami, z parlamentami w kieszeni,
srebrną zapalniczką. Gdzie jesteśmy sami,
cisi, poświęceni absyntem. Gdzieś, za górami,
za lasami i za kimś jeszcze, kto teraz patrzy
i liczy zwrotki, bo sonet się nie udał. To
kwestia wygranej, albo remisu: od krzesła do ręki
jak dwaj piękni siatkarze broniący wyniku,
że można czytać ze mnie jak z otwartej księgi,
jednak napisanej w obcym, nieznanym Ci języku.
to jestem bezradny, bezbronny, i chyba trochę przerażony, tym że w ogóle w takim wieku można być tak świadomym i tyle widzieć. i dobrze, sa inni, już Kawafis pisał o barbarzyńcach, i to jest ich czas, trzeba ich pokochać.
pozdrawiam,
Konsul
10 grudnia 2006
Kolejna poracha
Pytanie już retoryczne
============
eizoo eizoo@gazeta.pl2007-01-16 14:16:10 194.68.126.35
Zawsze mi się wydawało że to bardziej kwestia nastawienia niż bodźców czy całego anturażu.Bo bolesną dźwignię założyć wielu potrafi ale cóż kiedy to bez podtesktu nijakiego...
9 grudnia 2006
Plagiat
Zastanawia mnie co kieruje takimi osobami. Fakt, że w sieci trudno jest panować nad rozprzestrzenianiem się udostępnionych materiałów, ale to nie jest wytłumaczenie. Zawsze zostawiam i podpis, i kontakt do siebie więc jeśli ktoś chce – może mnie znaleźć. Nie ważne...