11 marca 2004

Między ustami a ...

Techniki nie ma sensu opisywać, nic to nowego , nic już nawet bulwersującego. Ale może wymienimy się kilkoma sztuczkami zwiększającymi skalę doznań? Ćwiczyłam wersję z oranżadą w proszku. Generalnie mojego Mężczyznę nie powaliła na kolana taka odmiana, ale testowaliśmy oranżadę w obie strony. W wersji aplikowanej mnie została nazwana 'wściekły pies' albowiem tak właśnie wygląda cipka z pieniącą się oranżadą, hihi. Doznania niezwykłe, powiedziałabym trzaskające. Uwaga nie stosować w przypadku jakichkolwiek uszkodzeń nabłonka (szczypie jak diabli i wcale nie jest przyjemne). Druga wersja to zastąpienie oranżady winem musującym (proponowana temperatura pokojowa). Jak powiem, że nosi tytuł 'lampka szampana' to raczej nikt nie będzie miał wątpliwości gdzie się wlewa winko i jak się je konsumuje. Bezpieczna, doznania wewnętrzne baaaardzo przyjemne. Słyszałam o wersji mocniejszej pt. 'fontanna' polegającej na potraktowaniu intymności rzeczonym winkiem musującym bezpośrednio ze świeżo odkorkowanej butelki a następnie spożywać pieszcząc podobnie jak przy 'lampce szampana'. Nie próbowałam więc się nie wypowiem.

4 marca 2004

Zgrzytanie zębami

Polecam 'zgrzytanie zębami' (to pieszczota adresowana do pań). W dużym skrócie chodzi o umieszczenie łechtaczki między zębami (uważając żeby nie odsłonić chroniących ją fałdek skóry!) i wykonywać delikatne ruchy charakterystyczne dla zgrzytania zębami. Pozycja mało wygodna, ale naprawdę warto. Najwygodniejsza kombinacja: kobieta w pozycji typu świeca (można sobie podłożyć coś pod plecy dla zachowania równowagi) z szeroko rozłożonymi udami (jak któraś potrafi to szpagat, ale i bez tego da się zrobić), mężczyzna (lub druga kobieta, jak w moim przypadku) w takiej pozycji, żeby wargi i wargi były równolegle. I do zgrzytania! Proponuję poćwiczyć na własnym małym palcu (serio!) potem można dołożyć jeszcze ruch prostopadły do zgrzytania. Tak, żeby zaczynając mieć łechtaczkę we wnętrzu ust za zębami a w końcowym etapie ją 'wypluć'. Nie wiem czy wystarczająco jasno to napisałam... ale wiem jedno warto poćwiczyć bo odczucia są ekstra.

1 lutego 2004

Przereklamowane 69

Czy nie uważacie, ze pozycja 69 jest przereklamowana? Osoba pod spodem ma dość ograniczoną swobodę ruchu głowa, co w przypadku seksu oralnego ma jednak znaczenie. Konieczność podzielności uwagi (albo skupiam się na tym, żeby dać jak najwięcej frajdy partnerowi i na jego reakcjach, albo układam się leniwie, zamykam oczy i odpływam… ). Zagrożenie orgazmowi (niekontrolowany zacisk szczek w pozycji 69 byłby zdecydowanie niewskazany)Czasami zdarza mi się 'zaliczyć' 69 ale, ze względów komfortu właśnie, jest to zazwyczaj wersja boczna. Nie mniej jednak pozycja jako taka traktowana raczej jako wstęp (ewentualnie etap przejściowy) nigdy jako finał. Głównie ze wskazanych względów nazwijmy je bhp (odruchy są tylko odruchami...). Jak dla mnie 69 jest wytworem kinematografi - zwłaszcza w przypadku pieszczot dwóch kobiet. Bo faktycznie na ekranie wygląda atrakcyjnie, ponętnie i nietypowo... Nie znam nikogo, kto wskazałby 69 jako swoja ulubioną pozycję. Osobiście jestem za wersją 'na każdego przyjdzie jego kolej' Swoboda ruchów w tym przypadku to zasada, że 'punkt widzenia zależy od punktu siedzenia'. Swoboda ruchu jest pojęciem względnym i wygląda zupełnie inaczej kiedy wyciągasz język, żeby polizać kobiece intymności a zupełnie inaczej kiedy męskie intymności panoszą się ustach albo w gardle. Może więc i stąd wynika nieco odmienne postrzeganie 69 przez mężczyzn i kobiety.A tak na serio to bez względu na to czy jest to 69 w wersji k+k czy k+m jestem za zastosowaniem reguły matematycznej 'to co się da podziel na dwa, bez namysłu dziel' i rozdzielić przyjemność w czasie. No cóż pogodziłam się już z tym, że nie mam zadatków na Napoleona (w każdym razie nie w oralu). Ale nikt nie jest doskonały... hihi.

10 stycznia 2004

Francois Boucher - mój ulubiony malarz


Pozwólcie, że pokaże mój ulubiony akt... to Odpoczywająca dziewczyna Francois'a Bouchera. Ten obraz zagościł w mojej głowie gdy miałam lat 18 i do dzis nie widziałam żadnego innego, któremu dałabym nad nim pierwszeństwo. Ta kompozycja jest dla mnie absolutnie doskonała... Kim jest dziewczyna na obrazie? Oczekującą kochanką... A może kochanką odpoczywającą po miłosnych uniesieniach? Może wreszcie nieletnią córką bezwstydnie obnażającą swoje wdzięki w zaciszy buduaru... ale przed kim? Leży na sukni porzuconej w nieładzie... może nie było czasu, żeby ją ułożyć skrzetnie i starannie... może namiętność była szybsza... Kto wie? O czym mysli ta dziewczyna? Dziewczyna? A może raczej kobieta? Wspomina chwile, które przeżyła dopiero co? Albo marzy o tym co sie dopiero ma wydarzyć... Znacie ten obraz?

Czasami wydaje mi się, że to własnie jest oczekiwanie i natychmiast przychodzi mi na myśl wiersz Leopolda Staffa "W przededniu"

Usta twoje, dziewczyno, całowań łakome,
Śnią dziwy, co się własną trwożliwością płoszą...
Obietnicy ust męskich jeszcze nieświadome -
Czują, że jest im tajne coś, co jest rozkoszą...

Drżą tesknotą za czarą słodyczy nieznanych,
Roztapiając swą bladość w krwi wrącej rumieńcu;
Żary pragnienia gaszą na ustach siostrzanych,
Bo im zakwitł jeszcze sen o oblubieńcu.

Lecz nim twe usta, ogniem pożądań bezradne,
Zwyciężone pragnieniem rozkoszy potężnym,
W nieprzytomnym szukaniu mdlejące, bezwładne,
Tkną ust mych całowaniem pierwszym, niedołężnym:

Chce jak najdłużej patrzeć, jak się nasze obie
Dusze zmagają, liliom twym kradnąc biel skrycie...
Bowiem to najpiękniejsze, co znikome w tobie,
A wiekszą mi rozkoszą podróż niż przybycie!

Oba razem słowo i obraz stanowią kwintesencję erotyki dla mnie. Był czas, że wiersz ten traktowałam jak modlitwę powtarzając go w myślach przed zaśnięciem... przywołując obraz z zakamarków pamięci. Niedawno posunęłam się dalej jeszcze. Dzięki życzliwości zaprzyjaźnionej osoby stałam się dumną posiadaczką Odpoczywającej dziewczyny, która ma... moja twarz. Tak, poprosiłam o taki właśnie fotomontaż... Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę jak niewygodna jest pozycja, w której widzimy modelkę na obrazie. Profil mojej twarzy był fotografowany specjalnie do tego fotomontażu i po trzech godzinach zdjęć miałam dosyć a mój kręgosłup wołał o przerwę... a przecież ona pozowała dłużej... bo nie do fotografii ale do obrazu. Chylę czoła przed nią. Jest moim marzeniem posiadać obraz, prawdziwy obraz z płótna i farby, okupiony stosownym pozowaniem... Właśnie taki... chciałabym być jak ona... jak Odpoczywająca dziewczyna uwieczniona przez Bouchera... Kiedyś to zrealizuję, wiem o tym...

zooza rozmarzona...