30 stycznia 2005

zooza w obiektywie

Emocje chwili zatrzymane w kadrze zawsze powrócą. Mam zdjęcia z przed kilku miesięcy, które do dziś wywołuję we mnie drżenie i przyspieszony oddech, wyciskają łzy z oczu. Wszystkie emocje powracają i ożywają na nowo, jakby to wszystko stało się przed momentem... Dla takich chwil warto jest nacisnąć spust migawki...

Fotografowanie może być nie tylko nowym wymiarem bdsm. Może być dziurką od klucza, przez którą da się zajrzeć do tego świata... Może być przyczynkiem dla którego warto będzie nacisnąć klamkę i przez uchylone drzwi pozaglądać... Może, w końcu, stać się tym, co popchnie, żeby zrobić krok i przejść na drugą stronę lustra... albo... lustrzanki... albo... no sami wiecie... innych sprzętów... także fotograficznych..

A umiejętności fotograficzne - zalet tychże wymieniać nie trzeba... A zawsze łatwiej powiedzieć 'kochanie zrób mi zdjęcie, tylko włożę... obrożę... ' niż 'kochanie daj mi klapsa'... Taaak fotografowanie ma wiele obliczy, poszukajcie tego, które Wam najbardziej odpowiada.

26 stycznia 2005

Niespełnienie kontra milczenie

Czy kara może polegać na niespełnieniu. Odpowiem trochę przekornie... może tylko czy jest karą? Hmm jak dla mnie to raczej element składowy całej sytuacji. Owszem niespełnienie to pozostawienie mnie w stanie permanentnego podniecenia. Ale taki stan to z cała pewnością nie jest kara. Powtarzam to mój osobisty punkt widzenia. Taki stan determinuje mnie do działania, do większego jeszcze (jeżeli takowy istnieje) zaangażowania się w wykonywanie czynności. Czy nie chcę znaleść zaspokojenia? Owszem chcę Ale wcalę nie muszę. Potrafię cieszyć się takim stanem i z cała pewnością nie odbiorę go jako kary, hihi.

Ale jest coś, co jest dla mnie karą większą niż inne. To milczenie Pana. Tak, kiedy odbiera mi swój głos to jest dla mnie karą bardzo bolesną. Może dlatego, że jestem bardzo podatna na bodźce słuchowe. A może dlatego, że słowa działają bardzo stymulująco... i to zarówno czułe jak i ostre... Może w końcu dlatego, że mając doczynienia z czymś co można nazwać kamienną twarzą i nadludzkim opanowaniem wyraz twarzy Pana nie powie nic... A może dlatego, że wydawane niemal szeptem polecenia, tonem spokojnym i opanowanym a intonacją nie odbiegające od rozmowy na dowolny temat nakręcają mnie i to baaardzo... Ale zdecydowanie najgorzej czuję się kiedy "zajmuje" się mną bez słowa. Kto wie może taka jest właśnie genealogia określenia "ciche dni"...

25 stycznia 2005

Pamiątki dokumentalne

Ciekawi mnie czy ludzie lubią zatrzymane w kadrze emocje spotkań? Czy robią fotki na sesjach?. Czy lubią takie pamiątki? Był czas, że nie dopuszczałam nawet takiej możliwości, zwłaszcza na początku... Ale z czasem zmieniłam zdanie. Zwłaszcza kiedy okazało się, że emocje są tak silne, że... mam luki w pamięci... tak zdarza mi się to, że nie jestem w stanie odtworzyć wydarzeń... Wystarczy, że sięgnę po zdjęcia i wszystko powraca jak żywe. Za nic nie wyrzekłabym się tych pamiątek, mam co prawda do nich stosunek bardzo osobisty ale cieszę się, że są. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że błysk flesza zupełnie mi nie przeszkadza, kiedy to ja jestem fotografowana. Chwilę później okazało się, że z równie dużym zaangażowaniem i podnieceniem sama naciskam spust migawki. Przy obecnym poziomie techniki, kiedy nie trzeba odwiedzać zakładu fotograficznego a zdjęcia wprost z aparatu wędrują do kompa jest to naprawdę miła pamiątka. Mam takie zdjęcia, na których nie widać nic poza moim zapłakanym pysiem ale wyraz oczu mówi więcej niż obraz którejkolwiek innej części mnie... Tak. Ja uwielbiam fotki z sesji...

22 stycznia 2005

Wiązanie: Cel czy środek do celu?

Różne podejścia - różne punkty widzenia. Jeden z moich rozmówców wygłosił kiedyś następującą tezę: "Całe to chińskie wiązanie to nieekonomiczne wykorzystanie zasobów jakimi są linka i czas. Potrafię szybciej i skuteczniej związać partnerkę bez tych wszystkich wymyślnych supłów". Zapewne w tym co powiedział jest prawda, pytanie tylko czy dla każdego?

Osobiście uznaję zarówno wiązanie jako cel sam w sobie, jak i wiązanie w sensie środka do osiągnięcia innego celu. Fascynuje mnie wschodnia sztuka wiązania przede wszystkim w kontekście estetycznym, a zdjęcia kobiet w objęciach konopnego sznurka bardzo przemawiają do mojej wyobraźni. Względy estetyczne to jedna strona medalu. Pod płaszczykiem estetyki kryje się przemyślane zamierzenie, należy pamiętać, że kultury wschodnie wypracowały wyrafinowane techniki stymulowania bądź uprzykrzania życia. I tak na przykład kunsztowny oplot karady jest nie tylko ładny ale (co ważne) nie powoduje ograniczenia ruchu. Ale co się dzieje, jeżeli ten sam oplot pozostaje na ciele przez długie godziny? I nie mam tu na myśli zasznurowania ciała na bezdechu, ale wersję komfortową - swobodną. Ciągła stymulacja miejsc erogennych staje się nieznośna, rozkosz płynnie przechodzi w torturę. A przecież do jej zadania nie użyto ani siły, ani przymusu a jedynie to, co początkowo jawiło się wyrafinowaną 'bielizną'.

Szukając użytkowego zastosowania wyrafinowanej techniki wiązania proponuję spojrzeć na shirju i sakurę (sznurkowe bikini). Kilkanaście oplotów klatki piersiowej (nawet dość luźnych) po godzinie jest odbierane jako ograniczające swobodne oddychanie. Jednocześnie takie 'ubranko' pozwala na stosunkowo łatwe operowanie osobą związaną. Oplot tworzy swojego rodzaju uprząż szkieletową dającą nieograniczone niemal możliwości unieruchomienia kończyn czy bezpieczne podwieszenie. Zatem jest to sztuka użytkowa!

A przy tym sam proces przygotowywania linek i wiązania przebiega bardzo spokojnie i długo. Daje to możliwość zasmakowania oczekiwania, które znowu może być przyjemnością albo torturą. Wymaga skupienia na osobie dominujące, od której zależy tempo działania.

Osobiście lubię wiązanie, pozwala mi ono bardziej przeżywać swoją sytuację. Czasami jest wręcz niezbędne - stanowi formę zapewnienia mojego bezpieczeństwa (zwłaszcza przed nagłym, niekontrolowanym ruchem z mojej strony). Czasami więzy pozwalają po prostu wytrwać, chociaż największą satysfakcję osiągam, kiedy potrafię znieść wszystko to, co się dzieje pozostając jedynie na smyczy własnej woli i oddania. To jednak nie zawsze jest możliwe, zwłaszcza przy 'odsuwaniu granic'. Sama świadomość związania pomaga łatwiej znieść to, co druga strona zaplanuje. Pozostaje jeszcze jeden aspekt wykorzystania wiązania artystycznego - pokaz. Jest to stosunkowo prosta i nieinwazyjna metoda pochwalenia się swoja uległą na szerszym forum. W zależności od sytuacji i upodobań demonstrując więzy na nagim ciele lub wręcz przeciwnie na obcisłym stroju gimnastycznym w kontrastującym z linką kolorze. Doskonałe narzędzie do wykorzystania wobec dwóch uległych osób pozostających do dyspozycji dominującego. Jedna z nich może być namiastką publiczności ale równie dobrze może być narzędziem w rękach dominującego, który wydaje jedynie słowne polecenia co do sposobu oplatania i supłania. W tej drugiej wersji dodatkowym elementem może być ocena więzów i osoby wiążącej połączona z nagrodzą bądź karą. Tak czy inaczej polecam sznury i linki jako elementy bardzo wysoce stymulujące. Na zakończenie zapytam przewrotnie: jeżeli już mam być związana to dlaczego nie w ten piękny i wyrafinowany sposób?

19 stycznia 2005

Monologi kapłanki - Kropla krwi

I nadszedł czas, żebym już rozpoczęła przygotowania do tego, co nieuniknione...Najpierw ogień, który podsycam w sercu swego domu. Płomienie zachłannie ogarniają polana wrzucane w ich objęcia. Rośnie temperatura w pobliżu ognia, rośnie temperatura we mnie, krew zaczyna wrzeć...

Najpierw szata... suknia ofiarna, którą Demonowi mojemu jestem winna. Wyjmuję powoli dwa ogromne arkusze białej jak śnieg szeleszczącej bibuły. Siadam w kręgu ciepła i delikatnie zaginam centymetr po centymetrze. Nie spieszę się. Nic mnie nie woła do mojego świata. Jestem tu sama, tylko po to, żeby oddać Demonowi co demonicznym jest. Miażdżona delikatnymi opuszkami twardość bibuły ulega... powoli przeistacza się jedwabisto-batystową materię... Nie traci swojego połysku ale staje się miękka i cicha. Przelewa się przez palce, które ją stwarzają, które nadają jej nową formę i nowy sens. Obok Loreena śpiewa „Bonny Portmore” a ja zmiękczam sobą kolejne kawałeczki papieru... Oto skończyłam i materia mojej szaty gotowa jest żeby przybrać kształt ostateczny. Przy dźwiękach „Between the shadows” szykuję miejsce, w którym wydarzy się to, co zostało przepowiedziane...

Układam na krawędzi ognia mglistą szatę a na niej nóż. Duży, ciężki nóż... o ostrzu wypolerowanym, w którym ogień odbija swoje oblicze... Teraz już tylko brakuje mnie na tym ofiarnym skrawku świata. Staję naga, płomienie lubieżnie spoglądają w moja stronę, coś jednak trzyma je na dystans, tylko ogniste oko spogląda na mnie wśród purpury i złota... Ciepło ognia dotyka mnie i pieści... Ja jednak odgradzam się od niego pajęczyną bibuły, która przywiera do mnie i oplata ciało niczym druga skóra... Klękam ze spuszczoną głową... biorę do ręki nóż... wznoszę go ponad głowę wypowiadając w myśli imię Szkarłatnego Płomienia. Chwytam nóż i zdecydowanym ruchem przysuwam jego czubek do opuszka serdecznego palca lewej ręki. Nie waham się. Ostra stal zagłębia się w ciało na milimetr... może dwa... kropla purpury wychodzi ze mnie... Wyciągam dłoń w stronę Ognia. Żar jest trudny do zniesienia. To co czuję jest tak nieokreślone, że nawet nie próbuję tego nazwać. Ten żar jest jak uścisk ramion, które oplatają moje ciało. Kropla na opuszku rośnie... odwracam dłoń wierzchem do góry i wtedy dzieje się coś, co mnie zadziwia. Kropla miast oderwać się od skóry i rzucić się w objęcia płomieni zaczyna tulić się do mnie bardziej niż kiedykolwiek. Żar jest nie do zniesienia. Moja dłoń kilkanaście centymetrów od buchających płomieni... Parzy... Cofam dłoń i widzę, że kropla nie jest już kroplą, jest zaschniętym śladem na skórze. Słyszę „Lady of Shalott”... I sięgam po nóż. Przecież obiecałam mojemu Demonowi wszystkie płyny, które we mnie ...łzy... krew... i miłosne soki... Czas dotrzymać obietnicy, czas deklarację wypełnić...Tym razem przecinam znacznie większy kawałek skóry. Krew zaczyna sączyć się obficie. Powstrzymuje odruch zlizania kropli, odruch tamowania krwawienia. Krople spływają na boki... pierwsza.. a za nią kolejne znaczą krwawą ścieżkę na mojej szacie ofiarnej...

Wyciągam dłoń w kierunku płomieni, które cofają się przed tętniącymi życiem palcami. Wsuwam dłoń w głąb paleniska. Płomienie parzą mnie niemiłosiernie kiedy odwracam dłoń. Krople krwi spadają w Ogień. Nie widać nic... jedynie w powietrzu rozchodzi się delikatny karmelowy zapach... zapach słodyczy oddania... rozkoszy ofiarowania... Jakże bardzo chciałabym zaprosić płomienie aby objęły moje ciało, aby Demon Ognia mógł tulić mnie w tej jednej chwili. Żar zmusza mnie do wycofania dłoni. Rozgrzana skóra tętni bólem. Rana zasklepia się błyskawicznie. To całkiem tak jakby Wieczny Ogień w podzięce za ofiarę goił moją skórę... Wstaję... zrywam z siebie szatę ofiarną i wrzucam ją w płomienie... Podsyca ogień, który zachłannie bierze ją w posiadanie jako namiastkę mnie... mglistą szatę przesyconą moim zapachem...

Stało się to, co miało się stać... Oto Demonie moja ofiara... Przyjmij ją błagam...

17 stycznia 2005

Jan i Anje Ladage - amatorzy i pasjonaci

Strona prywatna pewnego holenderskiego małżeństwa. Ona pozuje, on fotografuje. Piękne czarno-białe akty. Niesamowita gra cieniem, bo nawet nie światłem. Ciekawe kompozycje w dziale kalejdoskop - układanki z ciał. Odsyłam na ich sronę http://www.janladage.nl/.


16 stycznia 2005

Aborygeni - promiskuityzm i poligamia

Zajrzałam niedawno do książki Zbigniewa Lwa-Starowicza Miłość i seks, jest tam sporo ciekawostek natury historyczo-rytualno-obrzędowej. W związku z tym pokuszę się zapewnie o napisanie kilku wątków dotyczących seksualności w różnych kulturach. Na początek garstka obyczajów z antypodów… Kultura Aborygenów była zdominowana przez mężczyzn, to kobieta opuszczała swą grupę lokalną, łączyła się z mężem i przenosiła się do niego. Wiele danych świadczy o tym, że wśród Aborygenów rozpowszechnione były kontakty seksualne z często zmienianymi partnerami, pozbawione więzi emocjonalnej. Co ciekawe aż do momentu kontaktu z innymi kulturami Australijczycy nie wiązali współżycia seksualnego z prokreacją. Ciążę wyjaśniali sobie tym, że to duch dziecka dostał się do ciała kobiety. Rola mężczyzny polegała tylko na tym, że poprzez stosunek otwierał kobietę, aby duch dziecka mógł wniknąć do niej. Dziewczynkę, jeszcze zanim się urodziła, obiecywano mężczyźnie z innej grupy lokalnej, dlatego powszechna była znaczna różnica wieku między partnerami. W przypadku owdowienia była dziedziczona przez młodszych braci męża, stając się żoną każdego z nich jako, że model poligamii był powszechny w tej kulturze.

Zastanawiam się na ile promiskuityzm był sprawnie działającym mechanizmem doboru naturalnego eliminującemu zgubne skutki chowu wsobnego, a na ile był pochodną małej liczebności populacji, walk plemiennych, trudnych warunków klimatycznych. Wg źródeł historycznych cała rdzenna ludność Australii 1770 r. liczyła około 300 000 osób i była rozproszona na wielkich obszarach kraju w grupach lokalnych, liczących od 10 do 60 osób. Czy więzi emocjonalne miały w ogóle możliwość się rozwinąć w sytuacji, kiedy relacje partnerskie były podporządkowane dobru grupy lokalnej?

zooza tropicielka obyczajów

PS. Swoją droga to nieźle wykombinowali ci Aborygeni... nikt ich nie ścigał o alimenty... przecież oni tylko 'otwierali drzwi' duchowi dziecka... Niby prymitywni... a jednak...

12 stycznia 2005

(...) Błyskawice

Błyskawice, jak rzęsy,
olśnione niebiańskiem światłem,
mrugają po kilka sekund...
To nie burza - to namiętność pogody...
(MPJ)

6 stycznia 2005

Knebel z ... pończoch

Po szkolnym wykładzie o supełkach przypomniała mi się dyskusja prowadzona na łamach Polskiego Forum Bondage odnośnie użycia pończoch jako knebelka. Wszyscy użytkownicy wypowiadali się w samych superlatywach na temat skuteczności w/w. Dominujący, że doskonale tłumi odgłosy (podobno skuteczniej od wszystkich innych klasycznych modeli) a ulegli, że jest stosunkowo komfortowy w użyciu (jeżeli można tu mówić o komforcie). W każdym razie nie spotkałam się z opiniami negatywnymi. Wydaje mi się to całkiem dobrym patentem, biorąc pod uwagę, że klasyczne kleble czasami... zostają w domu, a pończochy zazwyczaj są w miejscu akcji Przećwiczyłam kilka opisanych na forum wariantów i opowiadam się za takim, w którym jedna pończocha jest zwinięta w kulkę i robi za knebel zasadniczy. Pończocha 'kulkowa' jest umieszczona w drugiej pończosze która staje się tym samym mocowaniem knebla na głowie. Nie ma możliwości wypchnięcia takiego zestawu językiem.

Co do tłumienia krzyków nie wypowiem się, albowiem testowałam sprzęt, że się tak wyrażę 'na sucho'. Pończoszki raczej nie dają się użyć ponownie w charakterze... pończoszek zwłaszcza, jeżeli na tej, która służy do mocowania zawiązane zostaną supełki stabilizujące 'pończochę kulkową'. W związku z tym proszę nie eksperymentować z najlepszymi/ najnowszymi/ najdroższymi (niepotrzebne skreślić) pończoszkami partnerkiI jeszcze coś niecoś na temat wysuszania paszczy. To jest materiał, który nie nasiąka (w przeciwieństwie do bawełnianej bielizny na przykład) zatem nie zachowuje się w ustach jak sączek. Zawsze można zwilżyć wodą przed włożeniem do ust, wtedy niebezpieczeństwo wysuszenia jest zniwelowane niemal całkowicie. Jeżeli jesteśmy już przy ślinie. W przeciwieństwie do knebli z plastikowych kulek będąc zakneblowanym nie przedstawia się sobą obrazu nędzy i rozpaczy ze strużkami wyciekającej śliny. No chyba, że taki obraz jest celem dominującego.

30 grudnia 2004

Lustro

Czasami kiedy patrzę w lustro mam wrażenie, że jesteś po drugiej stronie... przypominają mi się sceny z Księcia Ciemności i ponosi mnie wyobraźnia. Czasem dla takiej właśnie chwili staję przed lustrem żeby malować rzęsy. Kiedy przymykam jedno oko i otwieram drugie, bardzo szeroko wydaje mi się, że sięgam poza taflę. Kiedy wyciągam rzęsy wysoko w gorę łapię na tym, że nie wiem kto tak na prawdę to robi, ja czy Ty sięgając z drugiej strony lustra.

Sen

Tak... śniłam o spotkaniu, w zasadzie to nie był sen... to raczej marzenia tworzone całkiem świadomie...perspektywa obcowania z Tobą jest frapująca, chociaż mam obawy czy cielesność znajomości nie wpłynie destruktywnie na na jej metafizykę... Jesteś mi bardzo, bardzo bliski. Słowami mnie dotykasz, w słowach Twoich się pogrążam. i słowami odpowiadam na słowa. Ale jest we mnie coś jeszcze, coś co każe mi po prostu być. Pisać do Ciebie nawet kiedy Cię nie ma, albo stoisz ukryty za zasłoną i przyglądasz się ruchom moich palców na klawiszach.

29 grudnia 2004

C. L. Wilson - malarz czy pornograf?

Chcę zaprezentować artystę dziwnego (jak na malarza) i monotematycznego. Jego pasją malarską jest seks. I widać, lubi to co robi :) Warto zajrzeć na jego stronę http://www.erotic-fine-arts.com/ - tam znajdziecie naprawdę dużo rysunków, pasteli, olei i fotografii. Można powiedzieć, że monotematyczny ten artysta, ale można też, że konsekwentny. Zwłaszcza szkice robią na mnie wrażenie. Gdyby nie to, że po domu kręci mi się czterolatka to chętnie powiesiłabym kilka w sypialni albo w łazience są takie... apetyczne! Mniam .

23 grudnia 2004

Dyżur

A łania stoi na mrozie i zerka przez okienko... witam i zazdroszczę świątecznej atmosfery, na mnie wypadło dyżurowanie w pracy. Ale nic to ostatni dzień i też świeta....

17 grudnia 2004

Strój organizacyjny

Otóż okazało się, że dość niezręcznie czuję się nago, nie wiem dlaczego, ale tak właśnie jest. Zwłaszcza odczuwam to na początku zabawy. W związku z tym zazwyczaj zaczynam w bieliźnie i pończochach i (koniecznie!) w butach. To dziwne, ale bez pantofelków na obcasie czuję się strasznie naga. Ostatnio jednak nawet tego było mi mało. Więc kiedy Pan mnie zawołał przyszłam ubrana w pończochy i pantofelki oraz obcisłą, białą, trykotową koszulkę z długim rękawem i wykończonym koronką dekoltem w kształcie litery V. Koszulka krótka sięgającą nieco poniżej pępka i wiecie co? Pan powiedział mi, że jeszcze w żadnym stroju nie wyglądałam równie pociągająco. I co Wy na to... biała koszulka z długim rękawem... hmm.No i oczywiście obroża (ale to biżuteria, hihi). Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być bez obróżki. Dla mnie to zawsze będą insygnia mojej uległości i moja duma. Ale element niezbędny, czym bowiem jest strój, jeżeli brakuje mu tego wykończenia, tej wisienki na torcie - obróżki.

Łania

Cieszyłam się wolnością, oto biegłam przed siebie widząc już skaj lasu. Jeszcze tylko przeskoczyć parów, jeszcze tylko wzniesienie maleńkie i oto będę na skraju jeziora. Wiatr nucił cichutką piosenkę, trawy kłaniały się przede mną... oto dotarłam do wody. Schyliwszy pyszczek do jej powierzchni ujrzałam odbicie własnych oczu, a w nich nie było już głębi bezdennej jak zawsze. W moich oczach odbijały się ogniki. Maleńki i żywe. Przykrywam oczy powiekami, żeby zatrzeć ten obraz. Ale ciągle tam są ogniki... echo ognia, przy którym widziałam Myśliwca. Potrząsam głową i zanurzam chrapki w chłodnej wodzie, wszak nie oprze się ogień wodzie... Teraz już ogniki nie tylko w oczach ale i całym jeziorze migoczą zdradliwie. Potrząsam i tupię kopytkami w taflę. Krople wody rozpryskują się wokół, ale obraz nie ginie... każda kropla powtarza motyw ognia, ogień w wodzie otacza mnie i woła... Uciekam. Zrywam się do biegu i uciekam. Od siebie, od wody i od tego ognia... Od tej myśli dziwnej, która we mnie.Biegnę, znowu skaczę przez zwalony pień, wypłoszone zające pierzchają spod nóg, nie zważam na nie... biegnę... uciekam... byle dalej od tego miejsca, od tego wspomnienia... Nagle w biegu chwytam w nozdrza zapach. Dziwny... słodkawy... niby znany... ale i obcy za razem. Niczym pętla na szyi zatrzymuje mnie ta ulotna woń. Co to? Znam ten zapach, już go kiedyś spotkałam... Nie wiem... nie mogę sobie przypomnieć... Oto znowu biegnę. W oddali widzę postać na skaju lasu stojącą, postać wyciągającą do mnie ręce... Znowu się zatrzymuję... Ale woła mnie ta postać swoim milczeniem... Kto to? Uciekam znowu uciekam... Kiedyś... we śnie chyba widziałam Myśliwca, siedział pośrodku polany, przy ogniu. Oczy miał otwarte ale wzrok spuszczony. Siedział z wyciągniętą przed siebie dłonią. Czekał. Chyba czekał... To wtedy po raz pierwszy poczułam ten zapach. Słodki... karmelowy... obezwładnia mnie ten zapach... We śnie szłam za tym zapachem, ostrożnie stawiając kroki ... we śnie... ale teraz czuję ten zapach znowu. Kim jesteś i dlaczego mnie osaczyłeś. Nie jestem już wolna, chociaż mi nikt wolności nie odebrał. Mogę odejść, ale coś mnie ciągnie do tego ognia. Wbrew wszelkim instynktom podchodzę, coraz bliżej... O oto już miałam sięgnąć chrapkami wyciągniętej dłoni kiedy jednak serce tak głośno zabiło, że spłoszyło łanię ... wszak jestem tylko łanią... nawet jeżeli w mojej głowie myśli są ludzkie... jestem tylko łanią... Uciekam, znowu uciekam. Będę kluczyć żebyś zgubił mój ślad, chce zapomnieć, chcę uciec... Dlaczego nie mogę? Co mnie zatrzymuję? Że nie potrafię ni zostać ni odejść? Zamknij dłonie... nie czekaj... w myślach jeno podchodzę do Ciebie bez leku, w myślach czujesz mój oddech na dłoniach, w myślach pozwalam spojrzeć Ci w oczy... Teraz jednak uciekam... Przed czym... Przed sobą chyba jedynie... Uciekam, żeby nie myśleć... wszak jesteś tu w bezruchu w czuwaniu i czekaniu... Kogo czekasz Myśliwcze...?

9 grudnia 2004

Who is who?

Nie ma we mnie smutku i nie ma zazdrości. I chociaż wiem, że dziwnie to brzmi, ale jestem bardzo szczęśliwa, szczęśliwa tym co się wydarzyło. Ale może po kolei, bo faktycznie trochę to pogmatwane.

Moją przygodę z bdsm zaczynałam sama, moimi partnerami byli obcy ludzie. Potrzebowałam sprawdzić czy to właśnie jest to czego oczekuję. Były porażki, były zwycięstwa, byli kolejni mężczyźni. Wiedziałam już, że uległość jest moim życiem, ale nie potrafiłam nawiązać tej specyficznej więzi, która jest kwintesencją uległości. Byłam w stanie się podporządkować, byłam w stanie dać i osiągnąć rozkosz, ale nie kochałam. Dlatego też postanowiłam pokazać ten świat temu, którego kocham do szaleństwa – mojemu Mężowi. I tak maleńkimi kroczkami uczyłam Go jak być moim Panem. Tak mój Mąż jest moim Panem, jest moją Dumą, moim uwielbieniem. Od czasu kiedy poprosiłam o pierwsze klapsy do dziś minęły całe wieki, chociaż w rzeczywistości to jakieś pół roku. Pokazywałam Mu siebie i zachęcałam do zagłębienia się w tę niesamowitą magię. Teraz, po wielu burzach, kiedy już potrafi mnie kochać w ten wyjątkowy i wyrafinowany sposób osiągnęłam pełnię szczęścia. Ale nie wszystko można pokazać i opowiedzieć teoretycznie. Nauka dominacji z pozycji uległej jest bardzo trudna. Kiedy poprosiłam Go o zgodę na sesję z kobietą, miał duże opory, ale zgodził się. Wtedy, a było to w na przełomie sierpnia i września, wiedział już o mojej biseksualności. Wróciłam wtedy do domy z tak zbitą pupą, że nie mogłam na niej siedzieć. Ostatnie siniaki zeszły po 6 tygodniach. Ale liczyłam się z tym, że to mogła być jedyna okazja na prawdziwą chłostę, po raz pierwszy szłam na sesję nie mając ograniczeń jeśli chodzi o ślady. Kiedy spotkaliśmy się oglądał moje ciało z przestrachem i fascynacją. Bał się mnie dotknąć, ale ten widok otworzył chyba jakąś blokadę w Jego psychice. Zaczęliśmy realizować się co raz bardziej, On odważał się na nowe doznania. Ale to ciągle jeszcze nie było to czego pragnęłam. Wtedy zapytałam czy chciałby zobaczyć mnie w rękach innej kobiety, czy chciałby zobaczyć tresurę na żywo, spektakl wyłącznie dla Niego. Chciał. Zaczęły się poszukiwania Dominy gotowej na taki układ. Powodzenie zerowe. Aż nagle, kiedy już straciłam nadzieję, pocztą pantoflową jeden z moich znajomych z chata opowiedział o Pani, która miałaby ochotę na taką zabawę. Napisałam do Niej prosząc, aby była nauczycielką Pan Męża, aby pokazała Mu jak należy się obchodzić z uległą kobietą... Było dla mnie zaszczytem, że zgodziła się na spotkanie. Ale nie spodziewałam się, że zdominuje mnie totalnie w ciągu kilu godzin. Jest Mistrzynią w tym co robi. Tym bardziej było mi miło, że Pan Mąż mógł zobaczyć spektakl z najwyższej półki. Niesamowitym zrządzeniem losu okazało się, że bardzo odpowiada Jej moje rozumienie uległości, moje zachowanie, była zafascynowana moimi reakcjami. Zobaczyłam Ją po raz pierwszy kiedy weszłam do pokoju. Stała tam władcza i piękna i nogi się pode mną ugięły.

Pan Mąż był zachwycony tym co zobaczył, zafascynowany mną, widziałam to w Jego oczach, czułam kiedy mnie dotykał i szeptał wyznania. To była niesamowita magia. A potem Lady zaprosiła Go do czynnego udziału, a to co zrobili On nazwał ‘Koncertem na cztery ręce i sukę. Oto zobaczył jaką przyjemność potrafię dać sobą. Tak, dla tej dumy w Jego oczach warto było znieść nie jeden ból. Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak martyrologia, ja bowiem miała przyjemność z tej tresury nie małą, ale ten aspekt, którego nie byłam w stanie przekazać mu sama stał się faktem. Spotkamy się jeszcze we trójkę, albowiem wszyscy tego chcemy. On wiele się może nauczyć od Niej, ja wiele się mogę nauczyć od Niej i w końcu Ona uczy się nas. A wszystko w atmosferze niesamowitego zjednoczenia. Wpadam trochę w patetyczny ton, ale to było coś wielkiego, coś nie z tej ziemi... I tak chcę to pamiętać.

To co zrobiłam w ostatni weekend to jeszcze wyższy stopień oddania. Bo to ja zrobiłam. To ja znalazłam sunię mojemu Panu, namówiłam Go na taką wspólną sesję, pomogłam zaaranżować szczegóły spotkania. Chciałam tego. Czy znasz wyraz większego uwielbienia jaki może okazać kobieta niż ustąpić miejsca innej? Ja nie, w każdym razie w tej chwili nie. I tego pragnęłam. Chciałam, żeby odczuł swobodę działania i decydowania, żeby mógł poczuć władzę, jaką włożyłam w Jego dłonie, żeby zrozumiał na jakie poświęcenie jestem dla Niego gotowa. To trudne, bardzo trudne, ale zrobiłam to. Pozwoliłam Mu się poniżyć, upokorzyć przed inną sunią. I znowu widziałam zadowolenie i dumę w Jego oczach. Oto dwie kobiety u Jego stóp, obie chętne by służyć Jemu, obie podległe Jego władzy. Widziałam jak nabiera pewności siebie, jak staje się Władczy w sposób, którego jeszcze ni znałam. Widziałam przyjemność jaką sprawiało mu igranie z naszymi odczuciami, jak według własnej woli zaspakajał swoje żądze nie słysząc słowa sprzeciwu. Dla tego blasku oczu warto było! Widziałam jak ona dawała rozkosz mojemu Panu, a On patrzył na mnie uwielbieniem. Kocham Go. Do szaleństwa. To było potrzebne, to nie pazerność, ale to właśnie jest kolejna lekcja. Dla mnie, dla Niego i dla niej też. Zaprosiłam ją do naszego życia i wkomponowała się w nie cudownie. Poza tym dane nam było przeżyć coś takiego, jak współ odczuwanie. Nigdy nie sądziłam ,że coś takiego może mieć miejsce. Każda z nas reagowała nie tylko na ból zadawany jej samej, ale równie mocno reagowała na ból zadawany tej drugiej. Niepojęte. A jednak tego właśnie doświadczyłam. I chociaż z nią, a nie ze mną spędził resztę nocy mój Pan, nie czułam żalu ani zazdrości. Wiem bowiem, że ona potrafi dać rozkosz, widziałam to.

Kiedy odeszła z naszego domu, kiedy zostałam sama z moim Panem dał mi odczuć jak bardzo jest mi wdzięczny, za tę magię. Kocha mnie bardziej niż dotychczas, chociaż to niemożliwe jest prawie. A przy tym Jego pewność siebie stała się Jego silną stroną. I chociaż wiem, że niebawem już przestanę być nauczycielką mojego Pana, stanie się bowiem ‘dorosły’ to jednak jestem dumna z tego, co osiągnęłam. Jestem dumna, że z czułego kochanka pomogłam mu stać się Panem Panów. I chociaż ja nie zrobiłam nic ponad obudzenie w Nim dominacji, która drzemała w Jego wnętrzu, cieszę się, że tak się stało. Mój Pan. Moja Duma. Nie ma na świecie rzeczy, której nie zrobię dla Niego jeśli zażąda.

8 grudnia 2004

Skamlenie

Pani moich myśli gdzie jesteś, gdzie jest Twój świat, który pokazałaś mi przez szparkę niewielką? Tak daleko ode mnie, a jednak jakże blisko. Dotykam siebie i czuję, że jestem. Ale gdzie jesteś Ty? Tego nie wiem. Twoja aura niczym mgła osiadła na mnie i przesłania wszelkie inne sprawy. I tylko myśli moje biegną, żeby korzyć się u Twoich stóp. Ja nie umiem czekać, a czekać mi karzesz. W myślach ciągle jak film przywołuję te kilka godzin, które spędziłaś ze mną. Tak bardzo chciałabym doświadczyć tej magii raz jeszcze, chociaż raz. Nawet nie próbuję wyzwolić się z Twoich pęt, nie chcę tego. Wczoraj, kiedy pisałaś do mnie na gg Pan podszedł i stanął za mną. Mruczał głaszcząc mnie po włosach i powiedział “ktoś tu uwodzi moją sukę, a przecież oddałem ją tylko na jedną noc”. W pierwszej chwili przestraszyłam się, że to zazdrość, ale to była duma. Zrobiło mi się tak bardzo przyjemnie. Pozwoliłaś mojemu Panu poznać smak dumy. Dziękuję Ci za to. Wypytywał mnie o moje odczucia z naszego spotkania, ale przez dobry tydzień nie byłam w stanie nazwać tego co czułam. Długo wracałam do siebie. Ale teraz kiedy już wróciłam tęsknię na powrót do Twojego dotyku. Do bólu który zaznałam z Twojej ręki i do tej samej dłoni dającej rozkosz. Pragnę ust, które całowały boleśnie, pragnę dłoni, które trzymały pejcz pieszcząc mnie nim. Dłoni, która spustoszenie uczyniła w moim wnętrzu.Lady zwróć proszę swój wzrok na istotę, która wielbi Ciebie i która łasić się chce do swojej Pani. Wszak uległość jest instrumentem, na którym nieliczni tylko potrafią zagrać bez fałszu. Ty zaś jesteś Mistrzynią. Karzesz mi cierpieć, abym mogła rozkoszować się przyjemnością później. Pokazujesz mi mnie samą, której jeszcze nie znałam. Patrząc na Ciebie widzę jedynie siebie proszącą o dotyk. Morze czułości, które miałaś dla mnie wynagrodziło mi każdy ból. Ale wszystko co fizyczne przemija. Twoje piętna uleciały z mojego ciała, uleciał Twój zapach i dotyk, ale Ty jesteś ciągle w mojej głowie. Niczego bardziej nie pragnę jak spotkania z Tobą. Tylko o tym myślę przed zaśnięciem i to jest myślą, która mnie budzi. Poczuć znowu Twoją dłoń na moim karku, usłyszeć ten obezwładniający szept... Widzieć błysk w oku mojego Pana delektującego się chwilą... Widzieć Twoje zadowolenie... Nie odmawiaj mi proszę, albowiem miast Tobie łzy moje ofiarować wypłacze je z żalu i tęsknoty do poduszki.Błagam Cię Pani, pomęcz mnie, tak jak tylko Ty zrobić to potrafisz... Moja cipka aż mlaszcze na myśl o Twoich palcach.

6 grudnia 2004

Krzyk

Nie znajduję słów, żeby wykrzyczeć siebie. Potrzebuję stosu, żeby spłonąć na nim. Niech ogień pochłonie mnie i wszystko czym jestem. Może okruch diamentu pozwoli mi powstać z popiołu. Coś się zaczęło, coś się skończyło. Nie można bezkarnie kierować ludzkim życiem. Wolna wola, która jest w nas nie da się przewidzieć. Co będzie jeśli zwycięży? Hmmm. Kobiety, jakże niestałe są to istoty, jak dziwne. Nienawidzę ich i kocham. Pożądliwe, ciepłe i mokre ciała obejmujące zachłannie każde życie, które do nich dociera. Wysysając siły. Gdzie sens jest takiego istnienia. Jak szybko można zmienić zdanie. Kiedy wpuszczasz kobietę do swojego życia nic nie będzie już takie samo. Po stokroć wolę zaznać rozkoszy i być wzgardzoną niż oszukaną. Gwiazdy. Widziałam gwiazdy kiedy wszystko wokół wirowało. Widziałam ich cudowny chłodny blask, Jak kojący rozpalony umysł prysznic. Jak oszroniony oddech, który mówi zostań. Wszystkie światy mieszają się i burzą. Jedna jest tylko stała rzecz na świecie. Tylko to, co wewnątrz, tylko to. Z kłębowiska myśli wybieram te, które są mi najmilsze, pozostałe spycham w otchłań niebytu. Czego jeszcze pragnę? Oto jak powiedziałaś oddałam siebie całą, czy coś jeszcze dać mogę. Oto jestem kochanką wśród innych wywyższoną, wśród innych pierwszą. Może to właśnie jest mój stos. Jestem Ci wdzięczna, że odkryłeś we mnie feniksa. Jakże piękna to ciągłość i jakież źródło optymizmu. Lecz żeby powstać trzeba upaść, żeby się odrodzić umrzeć trzeba. Oto serce moje ogniem płonie, na stosie moich myśli. Czekaj mnie. Czekaj, aż z pierwszym brzaskiem powrócę, albo też z pierwszym tchnieniem księżyca. Przyjmij mnie znowu do swojego świata. Tak z Tobą chcę być. Tak chcę się odrodzić. Tyle prawd odkryliśmy przed sobą, tyle wstydliwie skrywanych myśli i emocji. Nie masz zasłony między nami, a mgła jest nam świetlistą drogą, po której kroczymy ślepi. Dotykając dłońmi wszystkiego wokół. Kształty, różne kształty podkładają się palcom naszym myśli, ale nieliczne tylko wzniecają iskrę, która zapłonąć może żywym Ogniem.Ogniu! Pierwotny, piekielny Demonie pokaż mi drogę do Twojego świata. Ukarz mi krąg ognisty doń prowadzący. Pragnę być z Tobą tam, gdzie innym broni wstępu umysł zbyt racjonalny... Tam gdzie wszystko jest takie inne niż tutaj.

4 grudnia 2004

W mojej głowie Lady Agnesss

Siedzę przed ekranem zastanawiając się trochę nad tym wszystkim co zrobiłam. A jest tego trochę w ciągu ostatniego pół roku. Ale coś jakby wymknęło się z pod mojej kontroli i żyje własnym życiem. O ironio! Jednego dnia stoję na szczycie świata a drugiego jestem wzgardzona. Z piedestału pożądania skaczę w otchłań upokorzenia. Czyżbym była ofiarą własnej determinacji? Hmm możliwe...

Pisałam ostatnio o naszym gościu. To wspaniała Domina, władcza i piękna. Zadurzyłam się w niej bez reszty, jak uczniak, bezgranicznie i bezwarunkowo. Ujmując to, może trochę nieelegancko, w następujący sposób oprócz ciała i duszy zerżnęła mi mózg. Siedzi w mojej głowie i niczego bardziej nie pragnę jak ponownego spotkania. A Ona? Cóż, jest co prawda zafascynowana moją uległością, i to w stopniu jakiego się nie spodziewała, ale... No właśnie. Ona to człowiek-legenda, instytucja niemal. Znana w światku. A ja? Cóż jestem tylko jedną z Jej przygód, niczym więcej niż kolejną sunią... I nawet nie mam do Niej żalu o to. Jestem bezkrytyczna wobec Niej. Prosiłam, żeby pozwoliła mi nosić Jej obrożę na chacie, na co się z ochotą zgodziła. Zrobiłam to, chociaż jak się okazało zrobiłam tym bardzo wielką przykrość Panu. Ta kobieta, Ona mnie zniewoliła totalnie. Nie mogę dojść do siebie po tej piorunującej mieszance bólu i rozkoszy jaki od Niej dostałam. Mąż robił zdjęcia w czasie sesji, jest ich dobrze ponad setka. Oglądam je, katuję się nimi i płaczę. Są takie żywe, takie świeże i przywołują każdą emocję tamtej nocy. Zasypiam z myślą o Niej i z taką myślą się budzę. Szaleństwo. A Ona. Cóż, Ona żyje swoim życiem, nie epizodem z zoozą w tle. Ale to nic. Poradzę sobie z tym. I chociaż nie zapomnę nigdy tej magicznej nocy, spróbuję zapomnieć uczucie, które we nie wykiełkowało. Widziałam dumę w oczach mojego Pana, kiedy podawał Jej smycz, kiedy wypowiedział te słowa ‘oto moja suka – daję ci ją”. Marzyłam o tym i to dostałam. Widziałam Jego podniecenie i fascynację spektaklem, który oglądał na żywo. Był mi wsparciem i podporą. Ona jest cudowna, ale była jedynie chwilą, ulotną jak mgła... Zostanie zatrzymane w kadrze mój krzyk i wyraz nieprzytomnych oczu. Moja zapłakana i zmęczona twarz, na której nie widać nic poza łzami i cierpieniem, albo ekstazą. Zostaną słowa, które dla Niej napisałam i te, które piszę. Cudowne wspomnienie...

Ale oto przychodzi mi dziś zmierzyć się z zadaniem trudniejszym, dużo trudniejszym Oto dziś w naszym domu zagości druga sunia. I będę musiała ustąpić jej miejsca u stóp mojego Pana i Władcy. Takie bowiem jest jego życzenie. I nie wiem czy potrafię to uczynić. Boję się, że zielonooki potwór zazdrości wysunie swoje kły i pazury. To wielka próba i bardzo chciałabym spełnić oczekiwania mojego Pana. Chcę widzieć jak korzysta z jej ciała, jak ona daje Jemu przyjemność, jak jej wymierza razy i ją pęta. To takie upokarzające być odsuniętą, ale wiem, że przyjmując wolę Pana sprawię mu tym niewysłowioną radość.

Oto jestem rozdarta miedzy Panem i Panią. A przecież to nie alternatywa, to dopełnienie.

1 grudnia 2004

Dobrze mi w Twojej obroży

Lady bądź pozdrowiona i pozwól mi złożyć pocałunek na swoich ustach. Niesamowitym jest dla mnie, że mimo tak bogatego doświadczenia w klimatach pragniesz oglądać zatrzymane w kadrze chwile. Jest miło niezmiernie, jedynym wytłumaczeniem jakie znajduję jest to, że rzeczywiście dałam Tobie przyjemność sobą. To był wieczór, który będę pamiętać do końca życia i nawet teraz czuję kurczącą się macicę na samo wspomnienie. Jestem trochę rozdarta między Panem a Panią, ale i dumna bardzo, że przez oboje pożądana. Brakuje mi Twojej cipki, którą mogłabym lizać użyczając Panu swoich dziurek. Wierzę, że dane mi będzie widzieć jeszcze Twoja twarz z bliska, kiedy zawijając smycz na dłoni przyciągasz mnie do siebie. Wierzę, że zechcesz mnie jeszcze obdarzyć bólem i rozkoszą, że zechcesz przyjąć moje łzy. Przeniosłaś mnie w takie obszary, w których nigdy jeszcze nie byłam. Pokazałaś mi fist tak inny od tego, którego zaznałam. Dłoń Pana Męża wsuwająca się we mnie to długa pieszczota, mierzona w godzinach, powoli, delikatnie, milimetr po milimetrze. A kiedy już przekracza magiczną barierę ból ustępuję jedynie nieznacznie. Jego dłoń wypełnia mnie całkowicie i jedyne co może wykonać to delikatne obroty. Twoja pieszczota była jak tornado, gwałtowna i bolesna. Ale jakże piękna. Byłam zaskoczona jak łatwo wsunęłaś we mnie dłoń. Byłam zawstydzona ilością wilgoci, która sączyła się ze mnie. To takie upokarzające, kiedy czuję jak moja wilgoć spływa po udach. Kiedy skończyłaś ze mną na stole musiałam na nim zostać, ponieważ jeszcze przez ładnych parę minut drgało we mnie echo orgazmu. Nie było już żadnej fizycznej stymulacji, ale skurcze pojawiały się ciągle i ciągle. Nie widziałam Twojej Twarzy, ale Pan mówił, że pochłaniało Cię to bez reszty. Wyraz Twojej twarzy wskazywał, że nie było świata poza nami złączonymi tym niesamowitym uściskiem. Każdy Twój dotyk wznosił mnie na wyżyny. Całe szczęście, że zarządzałaś ‘przerwy technologiczne’ inaczej chyba bym eksplodowała. Agnieszko po ostatnim fiście nie byłam w stanie ustać na nogach, bez Waszej pomocy nie zeszłabym z tej ławy. Dałaś mi to, czego tak bardzo pragnęłam – oddać się bez reszty. I chociaż zdarzyło się, że błagałam Cię, żebyś przestała (wybacz mi to proszę, ale brakowało mi siły) wierz mi proszę, że starałam się być dzielna tak bardzo jak to możliwe.

Było dla mnie zaszczytem służyć Tobie tej nocy. Może jeszcze nie tak, jakbyś tego oczekiwała, ale szczerze i bezgranicznie. Chcę wierzyć, że i dla Ciebie ta noc była w jakiś sposób wyjątkowa i nie przyniosła rozczarowania. W końcu przyjechałaś do obcych ludzi mając jedynie opinie ludzi, którzy znali mnie tylko przez net. Dziękuję, że zdecydowałaś się przyjechać. Za cudowny czas, za emocje, za rozkosz, za zdjęcia. Twój nocny sms napełnił mnie dumą. Oto Ona – człowiek legenda – chce patrzeć na zatrzymane w kadrze chwile szczęścia, chce patrzeć na moją zapłakaną twarz, na grymasy bólu i rozkoszy.

Napisałaś mi, że pokażesz Panu jak zerżnąć suni mózg, tak żeby nie mogła myśleć o niczym innym i żeby pragnęła kolejnego spotkania. Pamiętasz to? Nie mogę tego dokładnie zacytować, ale tak jakoś to napisałaś. I to właśnie zrobiłaś. I taka właśnie jestem. Zasypiam z myślą o Tobie, zaraz po tym jak oglądam zdjęcia, jak widzę ślady Twoich zębów, paznokci, pejcza... Rozgościłaś się w mojej głowie i nie wygląda na to, żebyś zamierzała stamtąd wyjść. Ślady znikają, gdyby nie zdjęcia to podejrzewałabym siebie o wybujałą wyobraźnię. Ty nie jesteś Lady, wszak Lady to jedynie tytuł szlachecki... Jesteś Księżną! Jesteś Królową! Jeszcze tylko Twoje pocałunki czuję na języku, ale i to blednie...

Pani, błagam Cię o spotkanie. A jedyne co mogę ofiarować w zamian to siebie. Ciało i duszę przyprawione łzami i zaufaniem, z delikatną nutką pożądania i pokładami uległości. Ulegam nielicznym, ale za to bezgranicznie i bezwarunkowo. Pokaż mi proszę gdzie są granice mojej uległości, jeżeli w ogóle są...