Innowacje artystyczne:
· Pepper Sparles (Finlandia)
· Kodoq Katie & Nathashah (Finlandia/ Polska)
· Vodrey & Schultz (Francja)
Jaqcueline Carey
"Życie zdarza się kiedy planujesz coś innego "
John Lennon
Dlatego wbrew zasadom, którym hołdowałam przez lata nie planuję jutrzejszego dnia. Po prostu stanę do starcia w samo południe z makijażem, na obcasach i zobaczymy co z tego wyniknie. Ostatnie dwa miesiące to wielka gonitwa myśli i powstrzymywanie się przez wykrzyczeniem prawdy. Ale to także kojący wpływ Adriatyku, kryształowej wody, gorącego powietrza. Powolne oddzielanie planów od realnych zdarzeń. Trudno tak nagle przestać planować, zaniechać tworzenia listy 'to do' i wykreślania z niej kolejnych pozycji. Przede mną przedefiniowanie spontanu… A na początek zamiast planować i realizować wyjrzę przez okno i zobaczę co przyniesie wiatr.
Mogą minąć dni, miesiące i lata ale przychodzi noc krótsza od innych kiedy wyrywa mnie ze snu wspomnienie. Błysk i trzask wewnątrz głowy i dusza ulatuje w bezkres trawy. I umysł wie, że to jutro ale dusza podpowiada, że zaledwie wczoraj
http://czwarta-nad-ranem.blogspot.com/2005/06/i-sowo-stao-si-ciaem.html

"Nadzieję trzeba żywić, bo zawsze jest głodna."
I właśnie dlatego mam dobrze zaopatrzoną w marzenia spiżarnię. Jeszcze tylko piwniczka na wino i jesteśmy w domu ;)
We śnie jesteś moja i pierwsza
we śnie jestem pierwszy dla ciebie
rozmawiamy o kwiatach i wierszach
psach na ziemi i ptakach na niebie
We śnie w lasach są jasne polany
Spokój złoty i niesłychany
pocałunki zielone jak paproć
Albo jesteś egipska królowa
jak miód słodka i mądra jak sowa
a ja jestem dla ciebie jak światło.
Konstanty Ildefons Gałczyński
Ciepłe promienie słońca nastrajają optymistycznie i jakoś tak unoszą ponad rzeczywistość. Pozwalają myślom przezwyciężać siłę ciążenia i szybować na wiatrowych włosach. Ciepło, cicho, sennie. Książka w ręku lub książka pod głową. Książka, z której słowa wmaszerowują przez uszy i oczy do wnętrza umysłu. I ucztują. Tworzą kolejne światy. I niespodziewanie wyciągnięta kartka z wierszem. Zapisana dawno temu. Pożółkła. Spłowiała. Ale słowa wciąż żywe.
Nazwa tej rafy musiała się obić o uszy każdemu kto puszczał bąbelki w Morzu Czerwonym. Rafa charakterystyczna i nie możliwa do pomylenia z żadną inną – wąska i długa od góry patrząc o ściankach opadających niemal pionowo. Północny i południowy kraniec rafy zwieńczony schodkowo usytuowanymi plateau. Północny kraniec z charakterystyczną 'rysą' – pionową szczeliną, która na kilka metrów w głąb 'odcina' końcówkę rafy. Rafa stoi sobie w szczerym polu (to jest oczywiście w szczerym morzu) więc prądy bywają tu silne ale dzięki temu można poobserwować dużego zwierza. Właśnie na Elhinstone udało mi się sfotografować mantę :).
Nurkowałam na Elphinstone pięć razy, zawsze z zachwytem i satysfakcją. Ostatnie nurkowanie podczas tegorocznego safari sprawiło, że Elphinstone ma teraz dla mnie zupełnie inną twarz. Dzięki bardzo dobrym relacjom z egipskim przewodnikiem i małą, zdyscyplinowana grupą o wyrównanym poziomie umiejętności oraz delikatnym nagięciem przepisów dotyczących dopuszczalnych w Egipcie głębokości nurkowania udało nam się zajrzeć rafie 'pod ladę'. Na południowym krańcu rafy, gdzie ma ona szerokość zaledwie jakieś 4 m, na głębokości 56m+ znajduje się 'brama'. Jest to duże, zbliżone w kształcie do koła o średnicy ok. 8m przejście.
Przed południem (ale nie bladym świtem!) należy wybrać na zanurzenie zachodnią ścianę rafy, tak żeby po przepłynięciu przez bramę wynurzać się po stronie wschodniej. Gra światła jest nie nieprawdopodobna, żeby nie powiedzieć, że nieziemska. Z każdym metrem wynurzania robi się jaśniej i błękitniej. Skojarzenie z wstępowaniem do nieba narzuca się samoistnie! Podejrzewam, że popołudniowy nurek w promieniach zachodzącego słońca (oczywiście w kierunku ze wschodu na zachód) może być równie ekscytujący ale osobiście tego nie sprawdzałam (jeszcze).
Z racji tego, że brama znajduje się pod nawisem rafy bardzo łatwo jej nie zauważyć nawet płynąc już na głębokości 50m. Bez przewodnika, który zna dokładną lokalizację, w odpowiednim miejscu 'zaparkuje' zodiak i rozpocznie zanurzenie w zasadzie niewykonalne bo czasu na szukanie na 56m nie ma a na deep stop i safety stop trochę wiatru potrzeba. Nie mniej jednak jeżeli ktoś będzie miał szansę zrobić takiego nurka to polecam. Z parametrów głębokości jest to miejsce klasy Blue Hole w Dahab ale zdecydowanie mniej znane.
Inicjatywa zatrzymana w pół słowa w związku z okolicznościami w drugi majowy weekend będzie miała drugie podejście. Trzymam kciuki za organizatorów a sama nadal mam w planie nawiedzić kilka z wydarzeń, ze szczególnym uwzględnieniem Wielogłosów.
Urlopik z powodu, że wulkan poszedł się przewietrzyć. Na szczęście udało się temat ogarnąć i można zacząć odliczanie od początku, niestety na liczniku jest jeszcze 30 dni. Tym razem do terminu to ja się musiałam dostosować i niestety koliduje znacząco z Korespondencyjnymi Mistrzostwami Polski w pływaniu. Wrrrr.
Praca robi mi zdecydowanie źle na samopoczucie. W zasadzie to nie sama praca ale dojazd do biura po przeprowadzce, przeciętny dzienny czas spędzany w samochodzie to dwie godziny czterdzieści minut (sic!).
I doczekała kobieca intymność dni ku swojej czci. Już pod koniec tygodnia, w piątek rozpoczynają się Dni Cipki. W programie wszystko co się skojarzyć mogło (nie koniecznie wprost) z ciepłym, sliskim zakamarkiem. Wernisaż rysunków i kolaży, rozmowy sprowokowane Wielką Księgą Cipek i pokazy filmowe. Odczyty, deklamacje, tworzenie szablonów na koszulki i znaczków, pokazy filmów (m.in. "Łechtaczka - piękna nieznajoma", "The Perfect Vagina", "Petals. A journey into self discovery"), warsztaty performensu, warsztaty plastyczne, pokaz mody inspirowany kobiecą seksualnością. A na koniec – jak wisienka na torcie – rozmowy o tym co nas boli i konkurs na najbarwniejszą opowieść.
Gdzie? Kiedy?
9-11 kwietnia 2010r
UFA
ul. Solidarności 82, Warszawa
Obiekt Znaleziony
pl. Małachowskiego 3 (podziemia Zachęty), Warszawa
Program jest ciągle żywy więc najlepiej zerknąć przed wyjściem z domu na jego najbardziej aktualny ROZKŁAD JAZDY
Kropla po kropli dopełnia się garniec z decyzyjnością. I chociaż parowanie jest znaczne i sporo tego co skapie to odlatuje w niepamięć, to jednak zawartość garnka rośnie. I tak się zastanawiam czy wypłynie powolutku nie mówiąc nic nikomu czy może wykipi jak nieupilnowane mleko. Mogę zwalać na wiosenne przesilenie, na zmęczenie zimą, przeprowadzkę, dłuższą drogę do pracy i kilkanaście innych rzeczy, ale prawda jest taka, że bateryjki mi padły. I to ostatecznie. Prawdę powiedziawszy to nie pamiętam żebym miała aż tak wysoki stan 'niechcemisia' i temu podobnych nastrojów.
Wrzuciłam sobie chyba garść piachy w trybiki i powolutku, ząbek po ząbku maszyneria się zaciera i staje. I nie pomogą gesty ludzkiego paniska w postaci wielkiej zielonej rośliny w równie wielkiej donicy, która pojawiła się nagle w moim gabineciku. Ba, nawet fakt posiadania pokoiku na wyłączność mnie nie rajcuje. Jak się traci serce do nie sposób tego nadrobić niczym innym. No dobra czas jakiś jeszcze można zamarkować przy pomocy poczucia obowiązku, ale tak kręcony biszkopt nawet jak urośnie to niebawem opadnie.
Nie mój biurowiec. Nie moje biurko. Nie moja firma. I zmiana ksiąg na inne tez już nie pomoże. Trzeba ruszyć z posad bryłę rzeczywistości i nadać jej zupełnie nowy kształt. Zacznę od zdystansowania się, przeskoku w ciepełko i słoneczko – naładowane bateryjki działają sprawniej J
Paski, kropki, kurczaczki, zajączki i temu podobne duperele potrafią się przez lata przejeść. I to niejednokrotnie. Ale na szczęście są tacy, którzy potrafią być ponad to i zdobić pisanki w całkiem odmienny sposób. Co więcej są tacy, którzy potrafią to docenić i jeszcze propagować taką awangardę. W Muzeum Historii Regionalnej w Dorfchemnitz odbywają się doroczne wystawy pisanek. Na jednej z wystaw dominowały motywy… erotyczne. Co ciekawe autorzy malunków nie ograniczali się do kopiowania scen z klasyki malarstwa (choć rubensowskich kształtów na skorupkach nie zabrakło). Na pisankach uwieczniono sporo postaci odzianych w zmysłową bieliznę a nawet obrazki bondage.

Ciekawa jestem jakie skojarzenia mogą się pojawić podczas jutrzejszego dzielenia jajkiem ;)
Smacznego jajka zatem!
Zloty podział Jack'a Welsh'a zazwyczaj się sprawdza, konsekwentna realizacja tych założeń przynosi wymierne korzyści organizacji. Ci dwudziestoprocentowi posiadający ponadnormatywne przywileje (ujmując to obrazowo dziwki i koks na zawołanie) są bogami. Siedemdziesięcioprocentowi mają ciepłą posadkę, pracują z maksymalnym zaangażowaniem, ale nie ponad standard – dobra płaca za dobra pracę. Dziesięcioprocentowi obibocy rotują jak w czasie wirowania pralki. Sielanka i książkowe wręcz rozwiązanie.
Tylko co się dzieje kiedy zawirowanie na rynku sprawia, że dotychczasowi bogowie nie są nawet półbogami? I to nie dlatego, że zmienili sposób pracy, ale dlatego, że nie mają dla kogo pracować. Ot taka po prostu utrata Klienta. Głównego Klienta dodać należy. Latami wypracowane relacje stają się nagle warte mniej niż zero L.
Obiektywnie rzecz ujmując należałoby wczorajszych bogów strącić do Hadesu. Ba, poszukać nowych bogów wśród populacji 70%. Ale… no właśnie, ale… Iksiński jest tu od zawsze, Igrekowski był mistrzem ubiegłego roku, Zetowski to brat/siostra/ kuzynka (niepotrzebne skreślić), a co do paru innych tez najdą się dziesiątki wytłumaczeń. Kierownicy wskazują, że mają samych najlepszych i zarobionych ludzi . A wytyczne z centrali proste do bólu – zredukować fafnaście osób. I co przeważy? Pragmatyzm Papy Jacka czy lokalne sentymenty? Interes organizacji czy interes sieci? Kolesiostwo czy biznesowa analiza przydatności? Rachunek wyników czy pobożne życzenia? Nie będzie z tego ani kapitalizmu z ludzką twarzą ani kapitalizmu przez duże ka. I oszczędności się znajdą… najwyżej zamiast jednej zredukuje się dwie osoby z backoffice – oszczędności "bajońskie" …
I jeszcze wytyczna nadrzędna – zawołać, poinformować, wręczyć list (w piątek o siedemnastej) i prosto z rozmowy odprowadzić do drzwi. W tym czasie służby techniczne odcinają dostęp do zasobów, blokują karty dostępu. Do widzenia, w poniedziałek już nie przychodź, wszystkie świadczenia dostaniesz razem z wynagrodzeniem. Uwaga – nie chodzi tu o dyrektora zarządzającego przyłapanego na szpiegostwie gospodarczym. Mówimy o prostych pracownikach liniowych: recepcjonistka, programista, account…
Ohyda i paranoja w jednym. Błeeeeeeeeee.
Tak właśnie się czuję. Ile przyjemności może dać konwersacja ten tylko się dowie, kto otworzy usta. Osoba z dawna niewidziana, tematów multum a do tego ciekawe punkty widzenia. I empiryczne potwierdzenie faktu, że się człowiek przez całe życie uczy. Dziś na przykład było o uległości atawistycznej i cywilizacyjnej, o reaktywności, o fetyszu i fetyszystach, i o sposobie myślenia charakterystycznym dla dominujących. Nigdy nie postrzegałam tego mojego skrupulatnego planowania i satysfakcji z efektu jako źródła przyjemności odczuwanej przez dominujących. Wszak to nie ja jestem beneficjentem moich puzzli, ale faktem także jest, że to mnie cieszy najbardziej kiedy zaplanowany efekt da się uzyskać. Kiedy twarz jedna czy druga rozjaśnia się w uśmiechu czy zastyga w zaskoczeniu.
Spięcie na synapsach. Trzask, Błysk. I czuję się odświeżona, zupełnie jakbym przewietrzyła czaszkę. Nowa perspektywa starych spraw i nowe pomysły. Mózgu do dzieła!

Autor: Rainer Erler
Doskonała lekka i dowcipna lektura na zimowy wieczór. Nieduża objętościowo ni to powieść ni to nowela. Ze względu na podział rozdziałowy oraz sposób umiejscowienia akcji a także rozwój wątków struktura tej książki najbardziej przypomina… sztukę teatralną, z której usunięto didaskalia.
Bardzo dobrze, mocno naszkicowane postacie, ciekawa interakcja, zderzenie purytańskiego sposobu życia rodzinnego z nagła potrzebą emancypacji i nowoczesności pani domu. Pomysł prosty opierający się na wprowadzenie w życie konceptu zalegalizowania kochanki męża przez stworzenie pod jednym dachem trójkąta – stąd tytułowa równoległa żona.
Tekst utrzymany konwencji w szekspirowskiej Komedii omyłek, równie zaskakujące zwroty akcji, absurdalne zbiegi okoliczności oraz postacie targane wewnętrznymi rozterkami. W tle jeszcze jedna równoległość – telewizyjna premiera sztuki o trójkącie właśnie. Najzabawniejsze jest to, że nieświadomi wyświetlanego teatru bohaterowie tworzą własną sztukę równoległą w Tm samym czasie.
Bardzo ładny język, rewelacyjnie dopasowany do wykreowanych postaci, różnorodność zarówno słownictwa jak i postaw. Mnie osobiście książka towarzyszyła podczas trzech wieczornych kąpieli, ale zasadniczo do przeczytania za jednym podejściem. Zdecydowanie polecam bo lekkiej literatury w temacie erotycznym raczej jak na lekarstwo.