18 lipca 2015

Ścieżka dźwiękowa



‘Nasza piosenka’ - słowa klucze w wielu tekstach, filmach, życiorysach.  A jak nazwać coś, co jedna osoba dla drugiej zaklęła w dźwięki. I tylko ta druga osoba jest w stanie czerpać przyjemność z ich słuchania. Czy można powiedzieć nasza, jeśli ‘my’ w klasycznym znaczeniu tego słowa nie istniejemy? ‘Jego’ bo to on słowa wypowiadał? ‘Moja’ bo mnie podarowane i przeze mnie używane?
Nie każdy posiada własna odę do rozkoszy, którą może w dowolnej chwili odsłuchać i pofrunąć tam, gdzie światło rozszczepia się na atomy, przybierając formę fontanny barw.
To wprost nieprawdopodobne. Nie miało prawa się zdarzyć, nie miało prawa zaistnieć. A jednak jest.  Ale dla takich chwil warto mówić co się czuje, nigdy nie wiadomo co można otrzymać w zamian.

16 lipca 2015

Pistolet i inne opowieści



Najpiękniejsze jest to, że kiedy już doświadczam wrażenia, że wiem wszystko o czymś, co moim mrocznym przedmiotem pożądania jest nagle grom z jasnego nieba spada i rozświetlając nieboskłon ukazuje nieznane oblicze tego czegoś. O tym, że pistolet, zwłaszcza pewien konkretny model, stawiają mnie na baczność, rozmiękczając jednocześnie kolana i nawilżając wnętrze wiadomo nie od dziś. O tym, że bliskość takowego całkowicie eliminuje skupienie i umiejętność logicznego myślenia także. Nie jest także nowością fakt, że czytanie o pistolecie uruchamia seksualną reakcję łańcuchową. 

W głowie momentalnie zaczyna migać krwisto czerwony neon przypominający o scenariuszu czekającym na realizację. Cóż musi czekać nadal – nie spotkałam osoby, z którą mogłabym to zrealizować. Prawdę mówiąc, spotkałam, ale nie chcę jej wciągać w mroczna stronę duszy, dla własnego bezpieczeństwa. Border line to przy nim małe miki, obawiam się, że przekroczylibyśmy wszystkie istniejące granice, z akcentem na wszystkie. Może jeszcze do tego dojrzeję, bo jest to niewątpliwie Wirtuoz operowania broną, nie tylko moja ukochana siedemnastką. Może. Kiedyś.
Dziś dostałam, ponownie, słowa zaklęte w dźwięki. Tym razem słowa, wśród których pojawiły się zamek, tylne położenie, komora nabojowa, zderzak, chwyt, lufa, sprężyna powrotna, magazynek, suwadło i kilka innych, których brzmienie przyprawia mnie o drżenie, nie tylko serca. Litania do rozkoszy. Słowa rozgrzewające trzewia do czerwoności.  Głos, który wyjątkowo do nich pasuje. I to uczucie, że właśnie robię coś… nie tyle zakazanego, co raczej hmm powiedzmy nietypowego.
Kiedyś, via FetLife poznałam kilka osób zakręconych na punkcie broni, jej wykorzystania w kontekście seksualnym ale nie całkiem w sposób charakterystyczny dla mnie. Przestałam szukać, zaczęłam rozwijać moją wersję tej przyjemności.

Słowa, które dostałam popchnęły mnie dalej, znów chce mi się chcieć szukać, znajdować i cieszyć się tym.  Ciekawe czy sam głos, mówiący inne słowa jest w stanie poprowadzić mnie na krawędź spełnienia. Słowa, które mi podarował potrafiły. A brzmienie słowa ‘suwadło’ i odgłos przełykanej śliny będą mi towarzyszyły tej nocy.

Dziękuję Głosie. Za Słowa. Za inspirację. Za przyjemność. Za Finale Grande :)

11 lipca 2015

Ryszard Podlewski

"Starość zaczyna się wtedy, kiedy miejsce marzeń zajmują wspomnienia."

Póki co jeszcze mi ten stan nie zagraża. I oby nigdy ten moment nie nastąpił. Jest jeszcze tyle emocji, których zamierzam doświadczyć. Tyle miejsc i ludzi, które planuję poznać. Nie będę przedwcześnie tracić czasu na starość :)

10 lipca 2015

Opowiadania nieprzyzwoite




Autor: Mateusz Skrzyński


Opowiadanie to trochę za dużo powiedziane, zwłaszcza tych pierwszych kilka nawet miniaturami trudno nazwać bo mieszczą się na dwóch stronicach formatu mniejszego niż A5, dużą czcionką wydrukowane. Ewidentnie widać, że poszczególne teksty dzieli spory czas. Późniejsze są mniej naiwne jeśli chodzi o fabułę, bardziej rozbudowane, a cykl hotelowy powiedziałabym bez ogródek całkiem już smaczny i dopieszczony.

Postacie bohaterów nakreślone bardzo sugestywnie – pracownicy i goście, kobiety i mężczyźni, donżuani i prawiczkowie – ciekawa mieszanka. Dużo lepsze operowanie piórem, odejście od opisu konkretnej sceny erotycznej na rzecz zbudowania tła, postaci drugoplanowych, scenografii, detali.
Tematyka opowieści różnorodna – od pierwszych młodzieńczych uniesień wywołanych podglądaniem nastoletnich koleżanek w szatni, przez samozaspokojenie z fantazją w tle i lanie na gołe cztery litery spuszczone przy gościach przez macochę. Na półmetku pełna dłużyzn i niestety niewiarygodnie opisana scena uwiedzenia przez rosyjską przyszywaną ciotkę. Ale już perypetie hotelowe naprawdę smakowite. Mój faworyt - scena powolnej penetracji rozgrywająca się w ciszy szafy, w ukryciu przed hotelowymi gośćmi, którzy omal nie nakryli pokojówki i concierge’a na gorącym uczynku. Starszy pan szukający kochanka dla swojej żony - słodki i wytworny.

Ładny język, w początkowych tekstach dość ascetyczny, w końcówce w pełnym rozkwicie. Brak infantylizmów i nachalnej anatomii. Delikatne opowiedzenie o czymś ale z pozostawieniem miejsca na działanie wyobraźni. Powiedziałabym, że idealna pozycja dla młodszej młodzieży gdyby nie fakt, że takowa już został pokaleczona grey- i postgreyowskimi produkcjami.

Opowiadania nieprzyzwoite to coś, co mogę z czystym sumieniem polecić dorastającej córce ;)

9 lipca 2015

Rozbierz mnie



Rozbierz mnie,
z nieufności,
apatii
i niewiary,
z kombinezonu
zawiedzionych
pragnień,
bolesnej świadomości
nostalgii
i tęsknoty.

Rozbierz mnie tak,
bym została
jak byłam na początku.

Rozbierz...

Dorota Lorenowicz

Proste i w swojej prostocie genialne. Konwenanse, zasady, cywilizacja, pozory, konwencje – ubrana metodą na cebulkę mam je wszystkie na sobie. I dopiero kiedy duszące, niczym dopięty pod samą szyję kołnierzyk, spojrzenia można zdjęć z siebie daje się oddychać. Oczy, wszędzie, zawsze, czyjeś. Szepty w przejściu, politowanie kiwające głową. Codzienność. Zwykłość. 

Za nic mam te spojrzenia. Żyję więc jestem. Każdego dnia, każdego co do kartki w kalendarzu przekraczam próg i zdejmuję z siebie codzienność wraz z odzieniem. Oczyszczam się w ten sposób. Odzienie też trzeba oczyścić, uprać zmywając tłuste łapska ślepiów, obśliniony kurz. 

Uwielbiam moment oswobodzenia z okowów codzienności. Każdy wieczór może być świętem. I nie ma znaczenia czy rozbieram się ja czy rozbierają się dla mnie. Czy składam ciało w gorącej wodzie z pianą czy pod chłodnym prysznicem, czy wstępuję w satynę pościeli czy przytulam inne ciało. Czuję się uwolniona, oczyszczona, nowa. 

I jak Feniks wstaję z popiołów pościeli, zakrywam siebie bawełną, jedwabiem, wiskozą. Wąż zrzuca skórę żeby żyć, ja swoją zakładać muszę w tym celu.

8 lipca 2015

Kobieta na ławce



Przed moim biurem jest park, niewielki ale bardzo malowniczy i urokliwy. Położony na skarpie, u podnóża której rozciąga się spory staw z drewnianym mostkiem. Stare drzewa dają przyjemny cień w upalne dni, na ścieżkach, na ławeczkach a nawet na maleńkim placyku z huśtawkami. Z powodu pustymi gastronomiczno-kawiarnianej parkowe ławeczki stają się miejscem szybkich spotkań. Ot taki kwadrans na kawę.

Tak się złożyło, że w ciągu tygodnia dwie kobiety towarzyszyły mi w czasie takowego kwadransa. Wczoraj Laleczka z porcelany przyjechała z dwoma kubkami kawy. I nie uszło to uwadze biurowych obserwatorów. I nie obeszło się bez sakramentalnego pytania a kto to? To nie ta sama co tydzień temu. Kobiety. Bez nich nudno, z nimi trudno.

A Laleczka jak zawsze urocza i ponętna, tym razem rozmowa o mężczyznach i dzieciach, odwyku popracowym, wakacyjnych planach i… No właśnie. Zaproponowałam żeby towarzyszyła mi w czasie wrześniowego kursu T1. Nie nurkowo co prawda, ale osobiście. Mieć ją dla siebie przez całe 9 wieczorów i nocy, patrzeć jak prowadzi auto, popijać białe wino i… no właśnie. Już się cieszę i zamawiam lokum z dużym łóżkiem. Tak na wszelki wypadek bo, że chce jechać ze mną to już wiem, teraz jeszcze muszę pogadać z jej mężczyzną. Trala lala to może być piękny wrzesień.