7 czerwca 2015

Erotyk



Twoje ręce
cierpliwie badają
gładkość mojej skóry,
Twoje usta
śladem "gęsiej skórki "
znaczą drogę pocałunków.
Zachęcasz
do pójścia razem
w zapamiętanie,
a Twój niecierpliwy szept "chodź "
to najlepszy afrodyzjak.

Dorota Lorenowicz

Słowa dłońmi skreślone na skórze. Słowa palcami wypowiadane. Szepty skóry w odpowiedzi. Łagodne uniesienie bioder. Za słowem, za dotykiem powędrować mogę zawsze. Nawet jeśli latami kazałam im czekać. Czekały. Zapachem przywołane, i smakiem. Kształtem mamione i światłem. W ciemności tuliły bez słów. Emocje. Moje emocje. Znów szukam dla nich odzienia z liter i wyrazów. Głowa pełna obrazów, zapisanych w mrugnięciu powieką. Przychodzą we śnie, przychodzą na jawie. Chcą się urodzić. Słowami. I chyba im na to pozwolę. Znowu.

Internet jest wieczny :)

Porządki. W każdym razie miały być porządki. Chwila zastanowienia czy nie skasować wszystkiego, bo przecież trąci to już myszką. Przeglądam, czytam, przypominam sobie. Niektórych słów nie pamiętam wcale. Niektóre nie wiem nawet dla kogo zostały skreślone. Inne przyniosły uśmiech na usta, jeszcze inne wspomnienie przyjemności.

W roboczych sporo nieopublikowanych słów, jeszcze z czasu przeprowadzki ze starego adresu. Te zapewne wrzucę, tak dla porządku. Sporo takich, które zostały zapisane i nigdy miały światła dziennego nie ujrzeć. Zobaczymy jaki będzie ich los.

Póki co porządków ciąg dalszy. Tym bardziej, że niektórym słowom zaoferowano nowe życie. Nie wiem czy słusznie, zwłaszcza w kontekście zalewu postgrejowskiej wytwórczości, ale może się obronią. Tego nie wiadomo.

Wiem jednak, że warto zapisać myśli, choćby po to, żeby wrócić do nich po dekadzie. Laptopy, dyskietki, pendrive - przepadły na przestrzeni lat, a tutaj słowa pozostały. Są. Dla mnie.

Mistrium nocy

"Wystarczy, że moje myśli ukształtują się w formie niewidzialnej dłoni, która przesuwać się będzie po Twojej skórze, nie dotykając jej wcale, od szyi, powoli do tyłu, ponad ramieniem, na plecy. Odchylisz głowę do tyłu, prosząc o dotyk, marząc o tym, by on się urzeczywistnił, a moja dłoń będzie powoli delikatnie przesuwać się wzdłuż kręgosłupa by w końcu dotknąć Twojego biodra. Dotyk niewidzialnej dłoni rozpali Twoją skórę, poczujesz ten dreszcz, który powstaje gdy skupiasz się na tym dotyku, bez fizycznego kontaktu. Dreszcz, który przechodzi od ciała do duszy, który przenika na wskroś i który obezwładnia myśli".
Turgon 6 września 2004r 

Wyszłam z kąpieli odprężona i zrelaksowana. Zawinięta w ogromny, puszysty ręcznik pachnący wiatrem, stanęłam na progu sypialni. Granatowo-chabrowa pościel kusiła swoim bezmiarem, zapraszająco lśniła w blasku świec... Już cieszyłam się na to niesamowite wrażenie, jakie wywoła zetknięcie rozgrzanej skóry z gładką, śliską, niemal metaliczną satyną... Otulić się tym jedwabistym dotykiem, zanurzyć w chłód, oto moje jedyne myśli w tej chwili.

Odchyliłam rąbek kołdry i zobaczyłam na poduszce niewielką, bladobłękitną kopertę. W środku, na maleńkim skrawku papieru, skreślone pośpiesznie kilka słów więcej przyniosło domysłów niż faktów..."zabiorę ci mowę dzisiejszej nocy i oczy, bo tak jedynie możesz w świat rozkoszy wkroczyć"
- Jeśli kiedyś zaczniesz mówić wprost odejdę - wyszeptałam - uwielbiam Twoje zagadki.
Rozkoszny dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa, kiedy złożyłam swoje ciało w chabrowe objęcia, wszechobecny chłód zaczął powoli ustępować miejsca delikatnej przyjemności. Zdmuchnęłam świece. Zasypiałam spowita uczuciem uwielbienia dla Niego i wdzięczna za wyrafinowaną intymność, którą dla mnie przygotował.
- Cóż może to być? - zdążyłam jeszcze pomyśleć zanim zasnęłam...

Obudziło mnie... właściwie sama nie wiem co mnie obudziło. Nie był to żaden dźwięk ani ruch, ani nawet światło - światło widziałabym, nawet przez zamknięte powieki. W taki razie co? Bałam się otworzyć oczy i bałam się poruszyć. Postanowiłam poczekać wsłuchując się w otoczenie, szukając najmniejszego choćby dźwięku, który pozwoliłby odgadnąć powód mojego przebudzenia. Powoli utwierdzałam się w przekonaniu, że tym, co mnie obudziło była czyjaś obecność w sypialni.
- To niemożliwe - przemknęło mi przez myśl - przecież On jest daleko... bardzo daleko...A jednak myśl, że znajduje się blisko nie opuszczała mnie ani na moment. Zamiast zastanawiać się co się dzieje, zapragnęłam to przeżyć. W końcu byłam bezpieczna, we własnym łóżku, co mogło mi się stać... Wróciłam pamięcią do bileciku na poduszce - zabiorę ci mowę dzisiejszej nocy i oczy, bo tak jedynie możesz w świat rozkoszy wkroczyć... Jak to dobrze, że pierwszym uczuciem jakiego doznałam był strach, to on nie pozwolił mi otworzyć oczu. A przecież tego właśnie zażądał ode mnie On w swoim liście - nie wolno mi patrzeć. Chciałam zapytać, ale druga część zdania stała się odpowiedzią na niewysłowione pytanie - nie wolno mi mówić. I znowu mój strach przyszedł mi z pomocą. Strach - uczucie, które uwielbiam, które jest mi przyjacielem i towarzyszem - i tym razem pomógł mi zacząć nową przygodę. Obecność mojego tajemniczego gościa stawała się coraz bardziej realna. Wprawdzie nadal nie wydawał żadnych dźwięków, ale odczuwałam ją coraz silniej, coraz bliżej.
- To niemożliwe - pomyślałam znowu - niemożliwe...
W tym samym momencie poczułam, że kołdra, która otulała mnie czule, zaczyna porzucać moje ciało. Jak obrażona dama, kroczyła dystyngowanie i powoli w nieznanym kierunku, coraz bardziej rozluźniając łączącą nas zażyłość. Na koniec wzdrygnęła się niemal, jakby strzepując niewidoczny pyłek z sukni i odeszła, zostawiając mnie samą. Wzgardzoną. Leżałam naga, na brzuchu, lewa dłoń pod poduszką a prawa ręka wyciągnięta wzdłuż ciała. Lewa noga ugięta, a prawa wyprostowana - niemal dotykająca krawędzi łóżka. Czułam na sobie czyjś wzrok. Ktoś przyglądał mi się lubieżnie, czułam jak dotyka mnie tym wzrokiem, którym przebijał się przez mrok. Świadomość własnej nagości i czyjejś obecności pomogła mi przezwyciężyć strach, zaczęłam się delektować tym stanem. Czułam się trochę jak przed obiektywem. Wszystko działo się za moją zgodą, ale i wbrew niej, było ulotne i nieokreślone. Dreszcz wywołany chłodem powietrza rysował przedziwne wzory na mojej skórze, zmuszając kolejne mięśnie do szybkich skurczy.

Nagle odczułam ciepło. Nie dotyk. Ale ciepło. Takie, które jest odczuwalne na ułamek sekundy przed dotykiem. Ale samego dotyku nie poczułam. Trwało to chwilę jakąś, po czym ciepło zaczęło się przemieszczać wzdłuż mojego ciała. Było mi bardzo przyjemnie, powoli zaczynałam odpływać w rozkoszny letarg.
- Jeszcze, jeszcze - szeptałam w myślach, prężąc się jak głaskana kotka.
Pamiętam jeszcze, że źródło tej odrealnionej przyjemności podzieliło się i teraz czułam jak przesuwa się wzdłuż przedramion, w kierunku dłoni. Ułamek sekundy zmienił wszystkie moje odczucia. Przyjemne ciepło niby-dotyku przybrało gwałtownie na sile, parzące pętle zacisnęły się na nadgarstkach. Szarpnięcie i silny ruch w kierunku pleców. Jednostajny, zdecydowany ruch. Byłam zaskoczona. Najpierw prawa ręką, bez większego bólu poczułam ją na lędźwiach. Lewa, wyszarpnięta brutalnie spod poduszki, wykręcona boleśnie i w łokciu i w barku, dołączyła do niej. Czułam jak parzące pęta stapiają się w jedno. Próbowałam się oswobodzić z tego dziwnego uścisku, ale chociaż jedyne co czułam to gorąco, nie byłam w stanie się uwolnić. Każdy ruch przynosił tylko większy żar i większy ból. Siłą woli powstrzymywałam własny krzyk kiedy znowu poczułam przemieszczające się ciepło.
Niezwykle powoli, metodycznie mój tajemniczy gość oplatał mi przedramiona tymi przedziwnymi pętami. Z każdym kolejnym oplotem moje łokcie zbliżały się do siebie, wywołując nieznośny ból. Ból rozchodził się na barki, ściągnięte łopatki dawały znać o sobie. Już nie opierałam się na ramionach, ściągane ognistym powrozem oderwały ciało od podłoża, zmuszając mnie jednocześnie do uniesienia głowy. Teraz już leżałam wsparta na piersiach, które przejęły cały ciężar górnej części ciała.  Gwałtowniejsze szarpnięcie zwiastowało koniec splotu w tym miejscu.

W następnej kolejności otrzymałam kilka oplotów powyżej łokci. Starannie i równiutko zamotanych niczym bransolety u rzymskich nałożnic, a skutkujące większym jeszcze niż dotychczas naciągnięciem barków. Uścisk był bardzo silny, ale najbardziej doskwierało gorąco więzów. I nagle wszystko skończyło się. Przez dłuższą chwilę czułam na sobie jedynie wzrok. Jakby układający dalszą kompozycję. Starałam się przez cały czas poruszać palcami, żeby wymuszać krążenie w związanych rękach, ale każde zaciśnięcie dłoni było kolejnym źródłem bólu. Zaczęłam tracić poczucie czasu i ogarniało mnie zmęczenie. Jednocześnie rosła moja ciekawość dalszego rozwoju sytuacji.

Znowu poczułam ciepło, tym razem zaczęło się na dłoniach i spłynęło niżej - na pośladki i uda. Na moment jedynie zahaczając o moją intymność. To miejsce, bardziej niż którekolwiek inne, pragnęło dotyku. Ale nie dane mi było poczuć tam dotyku dłoni. Ciepło przemknęło szybko na uda, łydki... Przeszedł mnie dreszcz kiedy zbliżyło się do kostek. Spodziewałam się kolejnych więzów i nie pomyliłam się. Ogniste pętle na kostkach zacisnęły się niemal równocześnie. Zgięcie nóg w kolanach było już tylko formalnością. Każda ze stóp została opleciona razem z udem, tuż poniżej pachwiny. Pozycja była mordercza, słyszałam i czułam dźwięki trzaskających włókien mięśniowych, kolana były napięte do granic możliwości. Ta nienaturalna pozycja wycisnęła mi z oczu pierwsze łzy a z gardła przerywany, głęboki szloch. Jak bardzo chciałam prosić Go, żeby przestał, ale nie byłam w stanie.

Ból zdominował moją świadomość i podświadomość. Był w każdej komórce. A ja przestawałam panować nad sobą. Nie mogąc mówić byłam skazana na łaskę mojego oprawcy. I znowu szarpnięcie oznaczające koniec splotu. Czekam co będzie dalej. Twarzy zalanej łzami nawet nie mogę otrzeć, gdyż nie dosięgam do materaca. Łzy rzeźbią wiec korytarze w swojej drodze ku dołowi...Bezruch nie trwał długo. Nagle ciepło przemieściło się na twarz. Czuję wyraźnie dwie jakby dłonie po obu stronach twarzy, chwytają mnie i odchylają moją głowę maksymalnie do tyłu. Zaczynam się szarpać, w przeświadczeniu, że tak właśnie uwolnię się od tego stalowego uścisku. Niestety. Dłonie uniosły moją twarz.

Tym razem jednak czekała mnie niespodzianka i to nie tylko termiczna. Ogniste palce rozchyliły mi szczęki, naciskając boleśnie miejsce ich połączenia. W usta wepchnięty mi został owalny, miękki przedmiot, ale dla odmiany był lodowato zimny, o metalicznym posmaku. Wiedziałam, że to rodzaj knebla, ale nie mogłam zrozumieć dlaczego jest taki zimny i skąd ten dziwny smak. Czułam jak wnętrze moich ust zaczyna cierpnąć, podobne uczucie odczuwalne było na zębach. Wstrętny metaliczny posmak, próbowałam go wypchnąć językiem, ale język nie natrafiał na żaden przedmiot. Przelatywał jak przez powietrze, zatrzymując się dopiero na zębach. To niezrozumiałe, przecież wyraźnie czułam, że coś dużego wypełnia mi buzię, skutecznie blokując wszelkie marzenia o wydaniu jakiegokolwiek dźwięku...Spętana i niema leżałam czekając dalszego ciągu. Uświadomiłam sobie, że nie czuję palców rąk.

Najwidoczniej musiały być już sine, albo też On czytał w moich myślach, poczułam bowiem ciepło zbliżające się do mnie. Szczęk narzędzia, jakby bardzo dużych stalowych nożyc, wywołał dreszcz, spotęgowany dodatkowo nagłym mocniejszym naciągnięciem więzów. Nim przebrzmiał szczęk pętające mnie powrozy zaczęły, jak spłoszone węże, umykać z moich ramion. Czułam coraz większą swobodę w łokciach i przedramionach, więzy rozluźniały się i zsuwały. Starałam się ułatwić im ten wirujący taniec, unosząc ramiona w taki sposób, aby między rękoma a plecami powstała szczelina, aby nic nie blokowało swobody, którą właśnie poczułam. A jednak nie tylko ja starałam się kontrolować to uwolnienie opętanej. W krytycznym momencie, kiedy pozostały już tylko pętle na nadgarstkach, ognisty uścisk przeniósł moje dłonie na kostki. Kilka ruchów wprawnych dłoni i na powrót byłam unieruchomiona. Teraz jednak moje ręce ułożone były niemal w naturalnej pozycji, wzdłuż ciała. Zdziwiło mnie, że wybrał dla mnie wygodniejszą pozycję, taką, która dawała wytchnienie łokciom. Podziękowałam mu w myślach. Nie dał mi jednak czasu, żeby delektować się tym stanem. Gorąco zaczęło punktowo przybierać na sile.

Szybkim, pewnym chwytem za bark i biodro przewrócił mnie na plecy, w ten sposób, że znalazłam się w poprzek łóżka, z głową na jego krawędzi. Jakże bardzo kusiło mnie, żeby na moment uchylić powieki, żeby zobaczyć co się dzieje.Powietrze stało się bardziej duszne i gorące. Łapczywie wciągałam je nosem, starając się uspokoić oddech. Czułam, że nie jestem w stanie opierać się dłużej, to ciepło z każdym kolejnym zbliżeniem było bardziej pociągające. Nawet więzy przestały parzyć, stały się jakby mocnym i czułym uściskiem. Powoli powracał spokój, a wraz z nim rozluźnienie. Bezwiednie poruszyłam biodrami, tak jakbym chciała wskazać miejsce kolejnego niby-dotyku. A jednak, nie miało znaczenia to, czego chciałam. Żadnego znaczenia.

Ciepło zbliżyło się do mojej twarzy. Zanim jednak podjęłam decyzję o otwarciu oczu na twarz spłynęła pierwsza kropla... nie wiem czego... Płynna, ciepła, lepka substancja spływała powoli na zamknięte powieki. Nie była gorąca, ale w tym miejscu nie potrzeba zbyt dużej temperatury, żeby sprawić ból. Tak, z każdą kroplą spływa na mnie kolejna porcja bólu. To coś, jakby roztopiony wosk, ale bardziej gęste i bardziej lepkie. Już po kilkunastu sekundach moje powieki otrzymały niesamowity płynny makijaż, uniemożliwiający ich podniesienie. Oczodoły są wypełnione po brzegi, teraz sama już zaciskam powieki, żeby nic nie dostało się do oczu. Zaciskam je mocno, jakby od tego zależało moje życie. Kolejne, nie krople już ale strużki, dołączają do poprzednich. Czuję to na ustach... czuję, jak podąża śladami łez na policzki, jak spływa na szyję i dalej na kark... na włosy. Czuję jak łaskocząc wpływają mi do wnętrza nosa, jak powoli dociera do gardła, jak spływa na szczyt języka. Ależ... to... jest... Tak! Znam ten smak, znam to uczucie ścinającej się śluzówki w ustach. Cała moja twarz została ochrzczona... skoncentrowaną męskością...ciepłą... pulsującą... żywą... Z tą nowatorską przepaską i w gorejących więzach byłam już całkowicie bezbronna i wystawiona na Jego pastwę. Minęła chwila, która jednak uświadomiła mi, że to nie koniec atrakcji dzisiejszej nocy.

Uda miałam bardzo napięte, starałam się rozchylać je na boki szukając pozycji dającej im wytchnienie. Nie wiem czy nie ten właśnie rozchylający ruch zachęcił Go do dalszych działań. Otrzymałam pomoc ze strony ciepłych dłoni. Rozwarte maksymalnie uda ukazały moje intymności, ociekające już sokami rozkoszy. Czułam wzrok penetrujący zachłannie te zakamarki. Za wzrokiem podążyły ogniste palce. Głaskane ciepłem płatki rozchyliły się zapraszająco, a palce przyjęły zaproszenie. Muskały nabrzmiałe miejsca, a każdy z palców miał inną temperaturę. Niby przypadkiem niektóre wsuwały się do środka niosąc przyjemność w głąb ciała. Gdybym nie była związana, chwyciłabym oburącz te jęzory ognia i zatrzymała na wieczność w przedsionku kobiecości. Więzy jednak trzymały mocno, mogłam jedynie czerpać przyjemność w rytm tańca wykonywanego przez palce. Kolejna wizyta we wnętrzu przeciągała się w nieskończoność. Odniosłam wrażenie, że do środka mnie zawitał ukwiał, którego parzące ramiona pieściły mnie, oplatając momentami macicę i zaciskając się na niej. Drżałam. Drżałam z przyjemności.

Ramiona ukwiału mnożyły się a moje wnętrze robiło się jakby ciaśniejsze. Czułam silny nacisk na krawędziach intymności, coś bardzo chciało dostać się do środka. To coś było nie tylko gorące, ale i duże. Nacisk odczuwalny był na kościach miednicy i przemieszczał się. Z przerażeniem pomyślałam, że poza palcami On chce wsunąć we mnie swoją płomienną dłoń. Chciałam się wyswobodzić, ale jedyne co osiągnęłam tym nagłym ruchem było rozgrzanie moich więzów. Znowu stały się niemiłosiernie palące, zupełnie jakby nakazywały mi spokojnie czekać na moje przeznaczenie. Zbyt byłam zmęczona, żeby walczyć i zbyt podniecona. Ukwiał w moim wnętrzu falował miarowo, wprawiając moje ciało w podobny ruch. Rozluźniłam się wsłuchując się w ten kojący rytm nadawany przez ogniste palce. Z każdym ruchem Jego dłoń zagłębiała się we mnie. Powoli, z ogromną delikatnością zdobywał to, co dotychczas było niedostępne dla dłoni. Ból stawał się nie do zniesienia, ale i nigdy wcześniej nie czułam takiego podniecenia. Straciłam poczucie ciała, zapadłam się do środka. Teraz cała byłam już świątynią kobiecości, w każdej komórce czułam ból i przyjemność. Poczułam opór, wiedziałam, że to jest moment krytyczny. Zaciskając zęby zaczęłam wprost nadziewać się na dłoń. Przez moment miałam wrażenie, że nie wytrzymam tego bólu. Ale to był tylko moment. Zatrzymałam oddech, wsłuchując się w siebie. Wszystko we mnie krzyczało 'dalej'. I poczułam ulgę, napięcie opuściło mnie. Teraz rozkoszowałam się wrażeniami dotykowymi dobiegającymi gdzieś z trzewi. Nie sposób opisać tego niebiańskiego odczucia. Każdy mięsień mojego ciała odbierał echo pochodzące z jądra rozkoszy. I znowu ciepło stało się wrzątkiem, żarem. Ogniem odpornym na ocean miłości, który wypływał ze mnie. Jak niezatapialny okręt górujący nad bezmiarem przyjemności. Ogień. Żar. On. We mnie.Poczułam jak moja kobiecość, mój najdelikatniejszy kawałeczek mnie samej, zachłannie obejmuje te rozżarzone węgle w moim wnętrzu. Jak zaciska swoją różowość w konwulsyjnych niemal ruchach na tym żywym ogniu. Czułam każdy skurcz, każde zetknięcie, każdy milimetr ciała i ognia.- Aż dziwne, że nie słychać syczenia, taka wilgoć i żar muszą przecież do tego prowadzić - przemknęło mi przez myśl na ułamek sekundy przed tym, jak porwał mnie ocean przyjemności. Później były już tylko kaskady ognistej rozkoszy, która zalała najpierw moje wnętrze, a później całą przestrzeń wokół. Niekończąca się rzeka płynnego ognia, przepływająca leniwie pomiędzy kolejnymi stopniami katarakt. Z razu prędkie i chyże, z czasem wygasające w swojej ekspresji, przerywane kolejnymi wybuchami orgazmowych gejzerów. Ciągle, i ciągle z wnętrza mnie płynęło to cudowne spełnienie. Zupełnie, jakby źródłem tego ognia było płynne, wrzące, nieskończone jądro ziemi. Siła zdolna tworzyć i niszczyć. I nie pamiętam już więcej nic... I nie wiem czy postradałam zmysły z rozkoszy czy może zasnęłam... Nie wiem...

Moja świadomość powróciła do umęczonego ciała równie nagle jak nagle odeszła. Czułam swoje ciało, ale bałam się wykonać najmniejszy choćby ruch, bałam się nawet otworzyć oczy. Próba ich otwarcia powiodła się niespodziewanie, co przeraziło mnie jeszcze bardziej. Z przestrachem zacisnęłam powieki. Czego się bałam? Nie wiem. Może tego, że to co się działo ze mną tej nocy jeszcze się nie skończyło? A może wręcz przeciwnie, że nie ma już tego, albo jeszcze gorzej - że było wytworem mojej wyobraźni.Powoli otwierałam oczy, nic nie stało temu na przeszkodzie. Rozejrzałam się, na tyle, na ile pozwalała mi pozycja, w której się znajdowałam.
- Jestem we własnym łóżku, w sypialni, nawet zasłona jest nie do końca zasunięta, taka jaką zostawiłam wczorajszego wieczora - mówiłam w myślach widząc dookoła znajome kształty i kolory. Nie patrzyłam na swoje ciało, bałam się widoku, który mogę dojrzeć. Niezmiernie powoli i delikatnie poruszyłam palcami dłoni - były moje. Z wysiłkiem przesunęłam ręce do przodu, czułam się dziwnie. Zupełnie, jakbym wczoraj wykonała jakiś nadludzki wysiłek.
- Zakwasy - pomyślałam - ale po czym? - skorygowałam tę myśl.
Czułam wszystkie mięśnie od nadgarstków po barki, tak mi się wtedy wydawało. Ale to było coś więcej. Próba podniesienia się z łóżka przyniosła kolejne zaskakujące odkrycie. Ból był odczuwalny w mięśniach żebrowych, na karku, wzdłuż kręgosłupa, na brzuchu, pośladkach, udach i łydkach.
- Niemożliwe - powiedziałam do siebie - niemożliwe.
Opadłam z powrotem na łóżko. Zamknęłam oczy starając się przypomnieć sobie co się tak naprawdę wydarzyło. Wtedy zobaczyłam w myślach erupcję wulkanu. Eureka! Natychmiast otworzyłam oczy i obejrzałam dokładnie swoją skórę. Oczekiwałam śladów oparzeń, ale to co było na niej widoczne zaskoczyło mnie. Na skórze widniała mozaika podłużnych, równoległych linii, od nadgarstków przez przedramiona do łokci. Kolejne, jak złociste bransolety, widoczne były powyżej łokci. Podobne na udach i kostkach. Nie otarcia... nie oparzenia... ale ślady... purpurowo-złote... blednące w oczach... Wpatrywałam się w nie wprost hipnotycznie. Po kilku minutach zanikły zupełnie. Pozostał tylko ból, który z każdym ruchem przypominał mi, że doświadczyłam czegoś nieziemskiego...

- Kąpiel... tak, gorąca kąpiel... - wstałam, żeby napełnić wannę, ale to co ujrzałam zatrzymało mnie w miejscu.Na fotelu, w głębi pokoju siedział On. Cichy widz, napawający się tą dziwną sceną.
- To niemożliwe, niemożliwe - powtarzałam jak mantrę.
- Przecież... jesteś w... co tu... dlaczego...? - zaczynałam pytania nie kończąc ich. Nie mogłam zebrać myśli.
- Jak długo tu jesteś? - wykrztusiłam wreszcie.
- Od wczoraj, przyjechałem w nocy i nie chciałem Cię budzić, siedziałem w fotelu i oglądałem spektakl z moją sunią w roli głównej... patrzyłem cała noc... chyba coś ci się śniło... - szeptał tajemniczo, tym swoim namiętnym i obezwładniającym głosem.
- Miałam dziwny sen... śniłam o Twoim dotyku... on nie był rzeczywisty... ale był taki realny... - szeptałam zawstydzona. Tak bardzo chciałam, żeby mnie objął, przytulił, uspokoił, tak bardzo.
- O moim dotyku? - zapytał wyciągając dłoń w moją stronę.Widziałam jak zbliża dłoń do mojej twarzy, zamknęłam oczy, czekając na dotyk. Ale zamiast tego poczułam Jego bliskość i ciepło. Ciepło...
- Znam to ciepło. Skądś znam to ciepło - pomyślałam i gwałtownie otworzyłam oczy.

Ujrzałam postać z mgły i ognia, na jedną maleńką chwilę, a zaraz potem Jego twarz. Ten kalejdoskop był ostatnim obrazem, jaki ukazał się moim oczom, nim straciłam przytomność...

******
Jestem suką i jestem z tego dumna!
Autor: zooza

10 grudnia 2012

Carlos Ruíz Zafón

Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.

Carlos Ruíz Zafón
"Cień wiatru"


Są jeszcze takie, które będąc cielesnymi potrafią żyć w Nieświecie. Jak to możliwe, że można tak tęsknić, tak bardzo pragnąć, żeby zabijać słowa?
One nie zostały uśmiercone ale zepchnięte na antypody świadomości. Przysypane warstwą codzienności, zwyczajnej krzątaniny, celami, sukcesami i porażkami. Ściśnięte ramami metryki i oglądane przez pryzmat pozycji w świecie realnym wydają się być odległe. To tylko złudzenie.
Jest coś czego nie sposób nazwać jeśli się nie doświadczyło magii idealnego porozumienia mentalnego. Jest coś co tylko dwóm duszom i umysłom pozwala istnieć w pełni. Właśnie ta więź rodzi słowa. Słowa, które cisną się na świat po wpływem obrazu, zapachu, widoku, pory dnia lub nocy, rośliny, materii, dźwięku, zapachu i... dotyku. Każdy ze zmysłów natychmiast sygnalizuje gotowość żeby odebrać mentalną wiadomość.
Niespełnienie jest kluczem, odpowiedzią i pytaniem.W głębi umysłu one nadal istnieją - Słowa. Tylko dziś brakuje Samotności, takiej prawdziwej - nieprzeniknionej i cichej samotności, w której nic realnego nie spłoszy Słów. Niebawem dane mi będzie zanurzyć się w niej, na innej ziemi, pod innymi gwiazdami w jednym ze Światów. Będę napełniać umysł doznaniami i może będą wystarczająco silne, żeby urodzić Słowa.

19 listopada 2012

"Słowo droższe pieniędzy"

Kurtuazja czyli hipokryzja w przebraniu. Gdzie jest granica między 'wypada' a 'olewam'? Między 'co ludzie powiedzą' a 'przepraszam nie mogę/ nie chcę/ nie mam'? Cholera wie. Ale to co uchodzi w normalnych relacjach codzienności między znajomymi, kolegami, przyjaciółmi nie ma prawa bytu w relacjach biznesowych. Pan Mąż zwykł mawiać, że Przyjaciół ma się po to, żeby sprawiali problemy. I coś w tym jest ale prawo popytu i podaży to trochę inna bajka.

Tak się niestety złożyło, że w ostatnich tygodniach czterokrotnie zaskoczyła mnie ludzka niefrasobliwość i/lub ignorancja. Niestety wszystkie przypadki dotyczą nurkowego światka i wszystkie wiążą się z deklaracjami w rodzaju "Zainteresowanych proszę o kontakt, "Zapraszam serdecznie, chętnie udzielę dodatkowych informacji, "Potrzebujesz większej ilości informacji?". I nie chodzi o towarzyskie pitu-pitu czy umawianie się na kawę. Chodzi o sytuację, w której jestem zainteresowana konkretną usługą lub towarem. Kiedy korzystam ze wszystkich dostępnych i wskazanych kanałów komunikacji i trafiam w pustkę. Kiedy po braku odzewu z ogólnego maila piszę do konkretnej osoby czy do niej dzwonię. Jestem uparta więc korzystam także z wiadomości prywatnych na forum czy FB. Dlatego, że jestem uparta to nie zniechęcam się po pierwszym czy drugim braku reakcji tłumacząc to sobie problemami technicznymi, brakiem dostępu do sieci, bytnością poza zasięgiem komórki itp. Ale do jasnej cholery jeśli pukam i mówię, że chcę kupić to, co dana osoba chce sprzedać to wypadałoby chociażby odpisać, że 'nieczynne z powodu, że zamknięte' albo 'brak miejsc', 'tych pacjentów nie obsługujemy' albo ' po prostu: nie, bo nie'. 

Ciekawa jestem czy ci wszyscy "biznemeni" mają świadomość jak się ośmieszają, deprecjonują własne nazwisko czy markę?  Większość potencjalnych klientów da sobie na wstrzymanie po pierwszym razie. Zapewne i moja postawa będzie ewoluowała w tym kierunku :(

 

7 listopada 2012

Zbieżność czyli zez?

Jak nie urok to przemarsz wojska - dwie imprezy na kolizyjnym. Wrrr. Nurkowe Demo Days (tym razem w wersji Demo Night) czy Sinteractions. Potomstwo będzie na zgrupowaniu więc nocka 24-go do zagospodarowania w dowolny sposób. A tu taki kłopot niespodziewanie. Osiołkowi w żłobie dano - w jednym guma na sucho w drugim na mokro. I co wybrać? Niestety nie bardzo się da w stroju z jednej udać się na drugą. A możę? Oj działoby się na tej basenowej, działo :)

6 listopada 2012

Raz kozie wio

Sprawa Fetish Fever się rypła, ale Siostra nakręcona jak sprężynka w zegarku. Wygląda na to, że trzeba będzie dokonać inicjacji w bardziej konkretnych okolicznościach przyrody... Innymi słowy zmieniamy Herezję na Usta. I czekamy na rozwój wypadków  :)

4 listopada 2012

FETISH FEVER - game over

Przy niedzieli taki news



Jakoś tak zaleciało "powtórką z rozrywki" pierwsza impreza tego organizatora pod innym szyldem także została odwołana na tydzień przed terminem.



2 listopada 2012

SINTERACTIONS 4

Data:   24 listopada 2012   
Lokal:  Swingers Club Usta, Warszawa
Godz. 20.00

Innowacje organizacyjne:    
  • brak

Innowacje artystyczne: 
  • Targ Niewolników - więcej o zasadach panujących na targu w opisie przygotowanym przez organizatorów 


Abstrakt:
  • Impreza zamknięta, nastawiona na aktywny udział uczestników w proponowanych akcjach
  • rezerwacje mailowe:    www.sinclub.org/sinteractions.
  • Jako impreza towarzysząca Warsztaty Shibari w godzinach 13.00-.17.00. Dla uczestników Sinteractions bezpłatnie, ale pozostałych 40 PLN za osobę, więcej informacji i zgłoszenia tutaj

Cennik:
Pary 350 zł,
Single 350 zł,
Singielki - wstęp wolny.

Publikacje:







28 października 2012

"Siostra" na manowcach

No i się Siostra zjawiła. I w kombik odziała. I do tego dłuuugie za kolano czerwone szpile włożyła. I wsiąkła. Po prostu, najnormalniej w świecie ją guma wciągłnęła. Pan Mąż tylko przypatrywał się z boku. Ale efekt taki, że się wybieramy we trójkę do Pluszowego na FetisFever. Znając realia powinno być wystarczająco lajkikowo dla Siostry jak na pierwszy raz :)

10 października 2012

SINTERACTIONS 3

Data:   20 października 2012   
Lokal:  Swingers Club Usta, Warszawa
Godz. 20.00

Innowacje organizacyjne:    
  • kolejne podniesienie poprzeczki cenowej

Innowacje artystyczne:  
  • Dwie Królowe - pojedynek Slaanesh - Wyniosłej Królowej Pik i Mistress Stilleny - Władczej Królowej Kier, które jako broń w tym towarzyskim pojedynku wybrały... uległych. 
  • Pokaz Medical Play


Abstrakt:
Impreza zamknięta, nastawiona na aktywny udział uczestników w proponowanych akcjach
rezerwacje mailowe:    www.sinclub.org/sinteractions

Cennik:
Pary 350 zł,
Single 350 zł,
Singielki - wstęp wolny.

Publikacje:


7 października 2012

FETISH FEVER

Data:   10 listopada 2012  
Lokal:  Herezja, Warszawa
godz.   21.00

Innowacje organizacyjne:   
  • podejście do dresscode w rodzaju "i chciałabym i boję się" czyli ani wymóg ani dowolność cyt: "Uważamy że nasi goście są osobami dorosłymi i dojrzałymi którym nie trzeba wyznaczać szczegółowo stroju jaki należy założyć na taką imprezę. Osobom niezdecydowanym proponujemy stroje utrzymane w klasyce strojów fetish/BDSM obejmujące stroje skórzane, guma/latex, PVC, cyber, crossdressing, pin-up, lolita, drag queen/cd, uniformy i mundury, burlesque, stroje wieczorowe i balowe z elementami bdsm/fetish"

Innowacje artystyczne:       
  • pokaz Betty Q - na podstawie dostępnych materiałów telewizyjnych należy oczekiwać czegoś w klimacie pinup'owo-burleskowym, wszak osobowość znana
  • klimaty latexowe zaakcentowane pokazem w wykonaniu Aqua Rubberfreak oraz Pandory
  • wprowadzenie kolejnej postaci na scenie bondage Smoka

Abstrakt:

  • impreza klubowa zamknięta
  • dresscode ani obowiązkowy ani zakazany
  • organizatorzy podjęli wyzwanie rzucone przez SinClub - wysoka cena wejściówki i obietnica open baru - zobaczymy z jakim efektem
 
Cennik:  
  • 150 PLN za osobę
  • 100 PLN za osobę dla posiadaczy kart FetishFever Elite Club  (cena rocznego członkostwa to 500 PLN a o tym co w zamian można poczytać na stronie organizatora


Publikacje:


7 września 2012

FETYSZ-O-MANIA 8


Data:    29 września 2012  
Lokal:  Kocioł, Warszawa
godz.    21.00

Innowacje organizacyjne:   
  • brak

Innowacje artystyczne:       
  • pokaz mody alternatywnej

Abstrakt:

  • impreza klubowa zamknięta, tradycyjnie z niezbyt restrykcyjnym dresscode, pokazowo-konkursowa formuła


Publikacje:




5 września 2012

Ryszard Podlewski

"Starość zaczyna się wtedy, kiedy miejsce marzeń zajmują wspomnienia."

Ryszard Podlewski
"Rok z Vat-em"



Ja mam MARZENIA! Duuuużo! :

3 września 2012

Do trzech Koparek sztuka

Koparki wprawdzie ciągle tylko dwie w kamieniołomie, ale je odwiedzam po raz trzeci. Tym razem warsztaty pod osłoną nocy. Cholera, nie wierzę, że to mówię, ale tym razem naprawdę mi się podobało :)








16 sierpnia 2012

SINTERACTIONS 2

Data:   25 sierpnia 2012   
Lokal:  Swingers Club Usta, Warszawa
Godz. 22.00
Innowacje organizacyjne:    
  • brak

Innowacje artystyczne:  
  • SinGame - przewrotna gra dla odważnych
  • SinFloor - perwersyjny chilloutroom
  • przechowalnia uległych


Abstrakt:
Impreza zamknięta, nastawiona na aktywny udział uczestników w proponowanych akcjach
rezerwacje mailowe:    www.sinclub.org/sinteractions

Cennik:
  • pary, panowie - 250 PLN 
  • panie - wstęp wolny


Publikacje:




13 sierpnia 2012

Koparki bis

Z każdym weekendem jest lepiej, tym razem nawet już dało się trochę poświrować z pozowaniem przy koparkach. To znaczy można już było zabrać pod wodę aparat i nawet udało się go użyć. Przeładowanie zadaniami. To stan, który przez ostatnie tygodnie permanentnie mnie gnębił.




11 lipca 2012

Wszystko przez Majów


Dziwne to pół roku było. Szybkie i obfitujące w emocje. Od ekstazy fizycznej po katatonię umysłu, od euforii po depresję. Świat zakręcił się i nie pozwalał na głębszy oddech. Zmiany, zmiany, zmiany. W domu, w szkole, w nurkowaniu, w pracy. Bliskie spotkanie ze służbowym dejavu. Zmiana szkoły Młodej, zmiana klubu, Mistrzostwa Polski na włosku wiszące.

Fascynacja, miłość, uwielbienie. Ideał, który sięgnął bruku, ale podniósł się, otrzepał i ponownie (choć mozolnie) usiłuje wdrapać się na piedestał, na którym był ustawiony. Brak wytchnienia na to, żeby się zatrzymać, spojrzeć krytycznie. Decyzje podejmowane pod naciskiem. Gwałt na umyśle, przyspieszona dorosłość w sferze, która była sakrum.

A wszystko przez Majów. Przez ich fascynujący świat i kraj, przez Komnaty Xibalby, których zew tętni pod czaszką. Tydzień w rajskiej krainie Zaświatów. Tydzień, który zmienił jeśli nie wszystko to prawie wszystko. Wstrząs. Wydarcie duszy, która została Tam, na Yukatanie. „Siostra”, którą stamtąd przywiozłam. Przewodnik, który uchylił rąbka tajemnicy. Półbóg, który powiedział, że to jest możliwe. Nauczyciel, którego wiedza i doświadczenie niech spłyną na mnie. Trening, który czeka mnie przez kolejne pół roku. Wszystko po to, żeby wrócić tam. Wszystko po to, żeby pójść dalej. Wszystko po to, żeby poczuć mocniej.

Nigdy w życiu nie pragnęłam niczego  bardziej. Nigdy nie poświęciłam więcej. Bo nigdy też Graal nie był bardziej niedościgniony, bardziej święty i bardziej pożądany. Tydzień, który postawił na głowie kilkadziesiąt lat. Doznania, które zdetronizowały wszystkie inne. Hierarchia stawiająca filigranową brunetkę daleko za skalną ścianą. I codzienne robienie małego kroku w stronę Celu. Chwile zwątpienia, przepłakane noce, otarte palce, bolące mięśnie i ścięgna. Niepowodzenia. Całe ich karawany, jedno za drugim szurające ze spuszczoną głową. Embargo na wszystko co nie przybliża do celu. Reżim, który zmienił przyjemność w obowiązek, chęć w przymus a radość rozdeptał. 

Wróciło ciało, dusza została. Na wieczność. Tam. W moim miejscu na Ziemi.

10 lipca 2012

"Siostra"

Im bardziej jest mi jak Siostra tym bardziej mam ochotę ją skonsumować. Tak zwyczajnie. Zapewne jest w tym spora wina (albo zasługa) wspólnej pasji i obiektu westchnień (choć diament jest mocno przyprószony popiołem to jednak nadal błyszczy). Dzielimy okresowo łóżko, łazienkę, basen czy pokój. Wypłakujemy się wzajemnie w ramię. Podkochujemy w tym samym człowieku. Współodczuwanie działa tu na poziomie telepatii, potrafimy śmiać się do rozpuku z tego samego skojarzenia na czyjeś słowa choć skojarzenia pozostają tylko w naszych głowach.
I tylko boję się, że jeden ruch ust za daleko naruszy tę przedziwną konstrukcję.
I nie chcę tego.
Ale magia mojej mrocznej strony przyciąga ją, kusi.
Tylko nie wiem czy warto ryzykować? Czy postawić na szali przyjaźń?

Tak trudno mi nie sięgnąć wargami do karku albo pięknego rysunku kwitnącej wiśniowej gałązki na łopatce i plecach. Jednocześnie chyba nigdy jeszcze nie miałam tylu wątpliwości z gatunku czy zjeść ciastko czy mieć ciastko. Zazwyczaj  moje decyzje wzmacniająco działały na relację. Ale tutaj się waham. To kruchość, którą musiałabym pogrążyć w mroku. Zobaczymy :). Może wyjdzie z szafy na wrzesień...

9 lipca 2012

Kamieniołom Koparki

Kolejny kamieniołom i kolejne warsztaty. Gdyby jeszcze cztery miesiące temu ktoś mi powiedział, że będę tak tyrać to bym nie uwierzyła. Ba! Roześmiałabym się w twarz jeszcze w marcu każdemu kto sugerowałby, że będę nurać w kraju. I to w twinie. Nie wiem czy świat się zmienia, ale tak. I to bardzo. Bo mam CEL. Ostatnio w drodze do celu nawet prawie po wodzie chodzę ;)