15 czerwca 2010

Wniebowstąpienie na Elphinstone Reef


Nazwa tej rafy musiała się obić o uszy każdemu kto puszczał bąbelki w Morzu Czerwonym. Rafa charakterystyczna i nie możliwa do pomylenia z żadną inną – wąska i długa od góry patrząc o ściankach opadających niemal pionowo. Północny i południowy kraniec rafy zwieńczony schodkowo usytuowanymi plateau. Północny kraniec z charakterystyczną 'rysą' – pionową szczeliną, która na kilka metrów w głąb 'odcina' końcówkę rafy. Rafa stoi sobie w szczerym polu (to jest oczywiście w szczerym morzu) więc prądy bywają tu silne ale dzięki temu można poobserwować dużego zwierza. Właśnie na Elhinstone udało mi się sfotografować mantę :).

Nurkowałam na Elphinstone pięć razy, zawsze z zachwytem i satysfakcją. Ostatnie nurkowanie podczas tegorocznego safari sprawiło, że Elphinstone ma teraz dla mnie zupełnie inną twarz. Dzięki bardzo dobrym relacjom z egipskim przewodnikiem i małą, zdyscyplinowana grupą o wyrównanym poziomie umiejętności oraz delikatnym nagięciem przepisów dotyczących dopuszczalnych w Egipcie głębokości nurkowania udało nam się zajrzeć rafie 'pod ladę'. Na południowym krańcu rafy, gdzie ma ona szerokość zaledwie jakieś 4 m, na głębokości 56m+ znajduje się 'brama'. Jest to duże, zbliżone w kształcie do koła o średnicy ok. 8m przejście.


Przed południem (ale nie bladym świtem!) należy wybrać na zanurzenie zachodnią ścianę rafy, tak żeby po przepłynięciu przez bramę wynurzać się po stronie wschodniej. Gra światła jest nie nieprawdopodobna, żeby nie powiedzieć, że nieziemska. Z każdym metrem wynurzania robi się jaśniej i błękitniej. Skojarzenie z wstępowaniem do nieba narzuca się samoistnie! Podejrzewam, że popołudniowy nurek w promieniach zachodzącego słońca (oczywiście w kierunku ze wschodu na zachód) może być równie ekscytujący ale osobiście tego nie sprawdzałam (jeszcze).

Z racji tego, że brama znajduje się pod nawisem rafy bardzo łatwo jej nie zauważyć nawet płynąc już na głębokości 50m. Bez przewodnika, który zna dokładną lokalizację, w odpowiednim miejscu 'zaparkuje' zodiak i rozpocznie zanurzenie w zasadzie niewykonalne bo czasu na szukanie na 56m nie ma a na deep stop i safety stop trochę wiatru potrzeba. Nie mniej jednak jeżeli ktoś będzie miał szansę zrobić takiego nurka to polecam. Z parametrów głębokości jest to miejsce klasy Blue Hole w Dahab ale zdecydowanie mniej znane.

14 czerwca 2010

St. Johns czerwiec 2010











W końcu żaden wulkan ani inny audyt nie przeszkodziły mi w szybkim wypadzie do egiptowa. Wybrana trasa z kategorii SPA łamane na senatorium zaskoczyła silnymi prądami (ale zaowocowała dużym zwierzem). Sporo nurków w rafach o budowie labiryntowej dołożyło porcję adrenaliny a na koniec przejście przez podwodną bramę na głębokości 56,4 m. Mrrrrrr

30 kwietnia 2010

FETYSZ-O-MANIA 2


Data:    23 kwietnia 2010  
Lokal:   No Mercy, Warszawa

Innowacje organizacyjne:    
·         impreza pół-otwarta
·         zniżkowa cena wejściówki po okazaniu biletu z poprzedniej imprezy

Innowacje artystyczne:        
·        brak


Publikacje:



28 kwietnia 2010

Szał


Gdy mi nagle zarzucasz nogi na ramiona
wrzącej w żyłach rozkoszy warem rozogniona —

gdy ręce moje, węże oszalałe żądzą,
po udach Twych i brzuchu ślepe, gniewne błądzą —

gdy Twe trzewia nasienia opryskuje wrzątek,
gdy krzyczę żeś Ty wieczność, koniec i początek —

gdy wołam: daj mi oczy! daj mi Twoje oczy! —
— ziemia zrywa praw łańcuch i w bezkres się toczy

z świstem, z łopotem, z hukiem! — ziemia—klacz chutliwa
pędzi! tętni! — a nad nią skier pienistych grzywa!

Do grzbietu jej przywarci, przemienieni w jedno,
lecimy w zawierusze gwiazd w groźne bezedno!
Emil Zegadłowicz


Pełne pasji i ekspresji słowa, wzbierające falą emocji i opadające z łoskotem w przepaść. Bez planu, bez ścieżki, na oślep w ostępy. Drogowskaz do hedonizmu w najczystszej postaci. Rytm słów i sylab wykrzyczanych ekstatycznie, gdzieś między jednym a drugim haustem powietrza. Skurcz świadomości nabrzmiałej przyjemnością. Urocza drapieżność. Tu i teraz na ołtarzu rozkoszy dać się złożyć w ofierze i jednocześnie być biesiadnikiem tej uczty. Przez kręgosłup i skronie przegalopowało mi stado wspomnień najdzikszych z uniesień. Rewelacyjny wiersz.

27 kwietnia 2010

Dni Cipki # scena pierwsza # ujęcie drugie

Inicjatywa zatrzymana w pół słowa w związku z okolicznościami w drugi majowy weekend będzie miała drugie podejście. Trzymam kciuki za organizatorów a sama nadal mam w planie nawiedzić kilka z wydarzeń, ze szczególnym uwzględnieniem Wielogłosów.

26 kwietnia 2010

Wulkan i inne okoliczności środowiska bytowania

Urlopik z powodu, że wulkan poszedł się przewietrzyć. Na szczęście udało się temat ogarnąć i można zacząć odliczanie od początku, niestety na liczniku jest jeszcze 30 dni. Tym razem do terminu to ja się musiałam dostosować i niestety koliduje znacząco z Korespondencyjnymi Mistrzostwami Polski w pływaniu. Wrrrr.

Praca robi mi zdecydowanie źle na samopoczucie. W zasadzie to nie sama praca ale dojazd do biura po przeprowadzce, przeciętny dzienny czas spędzany w samochodzie to dwie godziny czterdzieści minut (sic!).

6 kwietnia 2010

Cipko-Obchody-2010

I doczekała kobieca intymność dni ku swojej czci. Już pod koniec tygodnia, w piątek rozpoczynają się Dni Cipki. W programie wszystko co się skojarzyć mogło (nie koniecznie wprost) z ciepłym, sliskim zakamarkiem. Wernisaż rysunków i kolaży, rozmowy sprowokowane Wielką Księgą Cipek i pokazy filmowe. Odczyty, deklamacje, tworzenie szablonów na koszulki i znaczków, pokazy filmów (m.in. "Łechtaczka - piękna nieznajoma", "The Perfect Vagina", "Petals. A journey into self discovery"), warsztaty performensu, warsztaty plastyczne, pokaz mody inspirowany kobiecą seksualnością. A na koniec – jak wisienka na torcie – rozmowy o tym co nas boli i konkurs na najbarwniejszą opowieść.

Gdzie? Kiedy?

9-11 kwietnia 2010r

UFA
ul. Solidarności 82, Warszawa

Obiekt Znaleziony

pl. Małachowskiego 3 (podziemia Zachęty), Warszawa

Program jest ciągle żywy więc najlepiej zerknąć przed wyjściem z domu na jego najbardziej aktualny ROZKŁAD JAZDY


5 kwietnia 2010

Się przelewa

Kropla po kropli dopełnia się garniec z decyzyjnością. I chociaż parowanie jest znaczne i sporo tego co skapie to odlatuje w niepamięć, to jednak zawartość garnka rośnie. I tak się zastanawiam czy wypłynie powolutku nie mówiąc nic nikomu czy może wykipi jak nieupilnowane mleko. Mogę zwalać na wiosenne przesilenie, na zmęczenie zimą, przeprowadzkę, dłuższą drogę do pracy i kilkanaście innych rzeczy, ale prawda jest taka, że bateryjki mi padły. I to ostatecznie. Prawdę powiedziawszy to nie pamiętam żebym miała aż tak wysoki stan 'niechcemisia' i temu podobnych nastrojów.

Wrzuciłam sobie chyba garść piachy w trybiki i powolutku, ząbek po ząbku maszyneria się zaciera i staje. I nie pomogą gesty ludzkiego paniska w postaci wielkiej zielonej rośliny w równie wielkiej donicy, która pojawiła się nagle w moim gabineciku. Ba, nawet fakt posiadania pokoiku na wyłączność mnie nie rajcuje. Jak się traci serce do nie sposób tego nadrobić niczym innym. No dobra czas jakiś jeszcze można zamarkować przy pomocy poczucia obowiązku, ale tak kręcony biszkopt nawet jak urośnie to niebawem opadnie.

Nie mój biurowiec. Nie moje biurko. Nie moja firma. I zmiana ksiąg na inne tez już nie pomoże. Trzeba ruszyć z posad bryłę rzeczywistości i nadać jej zupełnie nowy kształt. Zacznę od zdystansowania się, przeskoku w ciepełko i słoneczko – naładowane bateryjki działają sprawniej J

3 kwietnia 2010

Pisanki erotyczne

Paski, kropki, kurczaczki, zajączki i temu podobne duperele potrafią się przez lata przejeść. I to niejednokrotnie. Ale na szczęście są tacy, którzy potrafią być ponad to i zdobić pisanki w całkiem odmienny sposób. Co więcej są tacy, którzy potrafią to docenić i jeszcze propagować taką awangardę. W Muzeum Historii Regionalnej w Dorfchemnitz odbywają się doroczne wystawy pisanek. Na jednej z wystaw dominowały motywy… erotyczne. Co ciekawe autorzy malunków nie ograniczali się do kopiowania scen z klasyki malarstwa (choć rubensowskich kształtów na skorupkach nie zabrakło). Na pisankach uwieczniono sporo postaci odzianych w zmysłową bieliznę a nawet obrazki bondage.



Ciekawa jestem jakie skojarzenia mogą się pojawić podczas jutrzejszego dzielenia jajkiem ;)


Smacznego jajka zatem!

26 marca 2010

20:70:10

Zloty podział Jack'a Welsh'a zazwyczaj się sprawdza, konsekwentna realizacja tych założeń przynosi wymierne korzyści organizacji. Ci dwudziestoprocentowi posiadający ponadnormatywne przywileje (ujmując to obrazowo dziwki i koks na zawołanie) są bogami. Siedemdziesięcioprocentowi mają ciepłą posadkę, pracują z maksymalnym zaangażowaniem, ale nie ponad standard – dobra płaca za dobra pracę. Dziesięcioprocentowi obibocy rotują jak w czasie wirowania pralki. Sielanka i książkowe wręcz rozwiązanie.

Tylko co się dzieje kiedy zawirowanie na rynku sprawia, że dotychczasowi bogowie nie są nawet półbogami? I to nie dlatego, że zmienili sposób pracy, ale dlatego, że nie mają dla kogo pracować. Ot taka po prostu utrata Klienta. Głównego Klienta dodać należy. Latami wypracowane relacje stają się nagle warte mniej niż zero L.

Obiektywnie rzecz ujmując należałoby wczorajszych bogów strącić do Hadesu. Ba, poszukać nowych bogów wśród populacji 70%. Ale… no właśnie, ale… Iksiński jest tu od zawsze, Igrekowski był mistrzem ubiegłego roku, Zetowski to brat/siostra/ kuzynka (niepotrzebne skreślić), a co do paru innych tez najdą się dziesiątki wytłumaczeń. Kierownicy wskazują, że mają samych najlepszych i zarobionych ludzi . A wytyczne z centrali proste do bólu – zredukować fafnaście osób. I co przeważy? Pragmatyzm Papy Jacka czy lokalne sentymenty? Interes organizacji czy interes sieci? Kolesiostwo czy biznesowa analiza przydatności? Rachunek wyników czy pobożne życzenia? Nie będzie z tego ani kapitalizmu z ludzką twarzą ani kapitalizmu przez duże ka. I oszczędności się znajdą… najwyżej zamiast jednej zredukuje się dwie osoby z backoffice – oszczędności "bajońskie" …

I jeszcze wytyczna nadrzędna – zawołać, poinformować, wręczyć list (w piątek o siedemnastej) i prosto z rozmowy odprowadzić do drzwi. W tym czasie służby techniczne odcinają dostęp do zasobów, blokują karty dostępu. Do widzenia, w poniedziałek już nie przychodź, wszystkie świadczenia dostaniesz razem z wynagrodzeniem. Uwaga – nie chodzi tu o dyrektora zarządzającego przyłapanego na szpiegostwie gospodarczym. Mówimy o prostych pracownikach liniowych: recepcjonistka, programista, account…

Ohyda i paranoja w jednym. Błeeeeeeeeee.

24 lutego 2010

Intelektualnie zapłodniona

Tak właśnie się czuję. Ile przyjemności może dać konwersacja ten tylko się dowie, kto otworzy usta. Osoba z dawna niewidziana, tematów multum a do tego ciekawe punkty widzenia. I empiryczne potwierdzenie faktu, że się człowiek przez całe życie uczy. Dziś na przykład było o uległości atawistycznej i cywilizacyjnej, o reaktywności, o fetyszu i fetyszystach, i o sposobie myślenia charakterystycznym dla dominujących. Nigdy nie postrzegałam tego mojego skrupulatnego planowania i satysfakcji z efektu jako źródła przyjemności odczuwanej przez dominujących. Wszak to nie ja jestem beneficjentem moich puzzli, ale faktem także jest, że to mnie cieszy najbardziej kiedy zaplanowany efekt da się uzyskać. Kiedy twarz jedna czy druga rozjaśnia się w uśmiechu czy zastyga w zaskoczeniu.

Spięcie na synapsach. Trzask, Błysk. I czuję się odświeżona, zupełnie jakbym przewietrzyła czaszkę. Nowa perspektywa starych spraw i nowe pomysły. Mózgu do dzieła!

21 lutego 2010

THE DARK SIDE OF VALENTINE


Data:    13 lutego 2010  
Lokal:   Club 1500, Club Fetish, Warszawa

Innowacje organizacyjne:     
·         bilety dostępne przez www.ticketonline.com.pl,
·         reklama outdoor billboard
·         sponsoring FunFaktory

Innowacje artystyczne:        

Abstrakt:    

http://www.clubfetish.pl/        


  

14 lutego 2010

Żona równoległa


Autor: Rainer Erler


Doskonała lekka i dowcipna lektura na zimowy wieczór. Nieduża objętościowo ni to powieść ni to nowela. Ze względu na podział rozdziałowy oraz sposób umiejscowienia akcji a także rozwój wątków struktura tej książki najbardziej przypomina… sztukę teatralną, z której usunięto didaskalia.


Bardzo dobrze, mocno naszkicowane postacie, ciekawa interakcja, zderzenie purytańskiego sposobu życia rodzinnego z nagła potrzebą emancypacji i nowoczesności pani domu. Pomysł prosty opierający się na wprowadzenie w życie konceptu zalegalizowania kochanki męża przez stworzenie pod jednym dachem trójkąta – stąd tytułowa równoległa żona.


Tekst utrzymany konwencji w szekspirowskiej Komedii omyłek, równie zaskakujące zwroty akcji, absurdalne zbiegi okoliczności oraz postacie targane wewnętrznymi rozterkami. W tle jeszcze jedna równoległość – telewizyjna premiera sztuki o trójkącie właśnie. Najzabawniejsze jest to, że nieświadomi wyświetlanego teatru bohaterowie tworzą własną sztukę równoległą w Tm samym czasie.


Bardzo ładny język, rewelacyjnie dopasowany do wykreowanych postaci, różnorodność zarówno słownictwa jak i postaw. Mnie osobiście książka towarzyszyła podczas trzech wieczornych kąpieli, ale zasadniczo do przeczytania za jednym podejściem. Zdecydowanie polecam bo lekkiej literatury w temacie erotycznym raczej jak na lekarstwo.

24 stycznia 2010

Zoozański

Jest juliański i gregoriański to może być i zoozański. Kalendarz rzecz jasna. W zoozańskim z założenia wycinam styczeń. Po pierwsze moja nieulubiona pora roku charakteryzująca się niskimi temperaturami i upierdliwym opadem stanie się wówczas znośniejsza bo krótsza. Po drugie nie będzie mi lat przybywać skoro urodzin obchodzić nie będę. Po trzecie najbardziej pracowity miesiąc w roku przestanie spędzać mi sen z oczu. Wrrrrr brrrr i temu podobne. Po czwarte roczne statystyki aktywności seksualnej będą lepiej wyglądać skoro wyeliminuję źródło apatii seksualnej .

Parafrazują wypowiedź jednego z partnerów biznesowych – nie drapię się po dupie bo nie mam czasu przypomnieć sobie, że wogóle ją posiadam, o drapaniu nie wspomnę.

Perspektywa na najbliższe pięć tygodni to przeprowadzka do nowego biura, a w międzyczasie audyt finansowy i UKS. Jakieś pytania? Ja mam jedno – a może luty tez usunąć? Profilaktycznie?

Byle do wiosny! Byle do wiosny! Byle do wiosny!

28 grudnia 2009

Międzynarodowy Dzień Fetyszu

Międzynarodowy Dzień Fetyszu – inicjatywa młoda ale warta odnotowania w annałach historii. Po raz pierwszy IFD (International Fetish Day) obchodzony był 16 stycznia bieżącego roku, w rok po ustanowieniu NFD (National Fetish Day) w Wielkiej Brytanii 21 stycznia 2008r. (patrz: Wikipedia).

To, co należy zapisać na plus inicjatorom IFD to fakt braku narzucania/ wymuszania obchodów zgodnie z jedyną słuszną koncepcją powstałą na wyspach. Wręcz przeciwnie! Mile widziany jest każdy przejaw świętowania, a chętni mogą się podzielić swoimi koncepcjami, planami czy relacjami z działań na stronie IFD.

Do pierwszej rocznicy IFD zostało niecałe trzy tygodnie, może warto w tym dniu spotkać się w towarzysko i wznieść kufelek w intencji tej "nowej świeckiej tradycji"? Dodam tylko, że kalendarz sprzyja bo 16 stycznia 2010r. to sobota.

26 grudnia 2009

Smak miodu


Salwa al-Nu'ajmi

Z cała pewnością książka jest inna niż można się tego spodziewać. To, co zaskakuje i uwodzi od pierwszej linijki to język – ciepły, subtelny, zmysłowy, kobiecy. Niedopowiedzenia, słowa, które zawisły gdzieś pomiędzy myślą o brzmieniem. Historie opowiedziane słowem ale i obrazem, szczególnie tym, który staje się wytworem wyobraźni.

Tematem książki są książki, a dokładnie teksty, a jeszcze bardziej dokładnie stare arabskie teksty traktujące o sztuce miłosnej. Wytrawne i tajemnicze. A wszystko wplecione w losy innych osób, historii miłosnych a przy tym wpasowane w realia dwudziestego pierwszego wieku. Oto bowiem autorka przygotowuje wystąpienie na konferencji poświęconej starożytnym tekstom miłosnym. Jest tu i walka wewnętrzna z przyznaniem się przed samą sobą do fascynacji tematem, jest i poszukiwanie tekstów źródłowych, ich zgłębianie i interpretacja. A na koniec rozczarowanie spowodowane tym, że jednak Ares zwycięża Erosa. Oto bowiem ze względów bezpieczeństwa, na skutek zdarzeń z jedenastego września konferencja nie dochodzi do skutku.

W treści książki pięknie nakreślona jest postać Myśliciela – kochanka, przewodnika, przyjaciela, mężczyzny. Postaci niemal metafizycznej, możliwe, że fikcyjnej ale jednocześnie takiej, która w bardzo silny sposób odcisnęła się na życiu narratorki.


To, co trochę rozczarowuje to stosunkowo mała ilość cytatów z oryginalnych tekstów. Nie będę ukrywać, że właśnie na nie nabrałam apetytu czytając zapowiedzi książki. Rozczarowani będą zapewne ci, którzy w Smaku miodu szukają obrazoburczych i perwersyjnych opisów wyuzdanych orgii rodem ze wschodnich haremów. Nic z tych rzeczy. Więcej tu aluzji i sugestii niż rzeczywistych opisów. I to właśnie czyni tę książkę wyjątkowo pociągającą. Subtelne takty erotyki a nie drapieżne akordy porno. Książka zdecydowanie dla koneserów i badaczy słowa erotycznego, wymagająca niezmąconego umysłu i odpowiednich warunków na lekturę.

Ernest Hemingway

"Człowiek jest tylko raz młody.
Później musi już szukać sobie innej wymówki."

Póki co jednak będę używać tej jednej, może kiedyś, w wolnej chwili, przyjdzie mi do głowy jakaś inna.

25 grudnia 2009

Dwie trzecie

Bliżej niż dalej już do końca. Obowiązkowe wizyty odbębnione, sztuczne uśmiechy i dobra mina do sytuacji. Dzieckiem będąc uwielbiałam święta, dziś z nich wyrosłam. Nie są nawet dniem wolnym od pracy bo udawanie świątecznego nastroju jest nie mniej męczące niż każda inna praca. I cieszą mnie niezmiernie takie fakty jak otwarte kina, jak premiery filmów zaplanowane właśnie na dwudziestego piątego grudnia. Już nawet sam kościół traktuje nietykalne do niedawna tradycje jako przybliżenie a nie aksjomat – żeby się papież nie zmęczył pasterka o dwudziestej trzeciej a nie dwudziestej czwartej. Krajowa rada radiobufonów i telenadzorców zdejmuje emisję raklamy Hoopcoli – pierwszej od dawna zabawnej i ciekawej reklamy na szklanym ekranie – bo obraża uczucia religijne. Dwanaście potraw staje się umowne zarówno pod względem ilości jak i rodzaju. Kolędy zamiast w kościołach rozbrzmiewają w sklepach.

Co to ma wspólnego z obrazem świąt jaki pamiętam z dzieciństwa? Nic. Kompletnie nic. Więc nie widzę sensu w celebrowaniu czegoś, co nie jest nawet wspomnieniem tradycji. Czas już na nowy model tradycji uwspółcześniony, ale póki co został jeszcze jeden dzień.

24 grudnia 2009

Śmiechu warte

Zaczęło się trywialnie od maila. Z życzeniami w tytule. A potem napięcie już tylko rosło i to aż do rotfla. No bo jakże inaczej skoro w życzeniach już były prześmieszne kawałki. A to na przykład ogłoszone niemal jak przedwczesne "urbi at orbi", że się odbywa impreza w wersji 1.1. Informatykiem nie jestem, ale nawet ja wiem, że tak oznacza się wersje - na przykład - programów ale chodzi o KOLEJNE wersje. A tu mamy ciekawy przypadek ogłoszenia imprezy o numerze 1.1 podczas gdy wersja obecnie przerobiona na 1.0 nigdy nie doszła do skutku. Tak, tak, wiem, że jak się wrzuci Fetyszomanię do wyszukiwarki to lista wyników jest długa, ale jak się przyjrzeć bliżej to głównie zapowiedzi. A dementi brak. Pewnie dzięki temu potencjalni zainteresowani i niedoszli goście obeszli się z tą sytuacją nad wyraz łagodnie. W końcu ci, którzy się zarejestrowali na forum dostali mailem informację o tym, że imprezy nie będzie. Oficjalne odwołanie pojawiło się na stronie imprezy. Innymi słowy skoro nie było informacji o odwołaniu na forach, gdzie zamieszczono ogłoszenia to i komentarzy nie było. Tchórzliwy lecz skuteczny sposób na ukrycie porażki.

Można zbyć milczeniem to kuriozum, ale jeśli przy "dawaniu na zapowiedzi" organizator zamieszcza pobożne życzenie, żeby tym razem impreza odbyła się bez przeszkód to już gruba przesada. Przecież poprzednia nie odbyła się z przeszkodami ani po ich pokonaniu, ale po prostu została odwołana. Czytając to jedyne skojarzenie jakie mi przyszło na myśl to dowcip o dwóch rozmawiających nastolatkach:

- Chciałbym mieć Pamelę Anderson jeszcze raz w tym łóżku.

- To miałeś ją już raz?

- Nie… ale już raz CHCIAŁEM ją mieć?

Rewelacja – do końca manipulacja informacją. Szybki przegląd sytuacji na forum, na którym miały być szczegółowe informacje o ten "nowej" imprezie i natrafiam na kolejną bzdurę. Otóż czytam – nie bez zdziwienia – że podobno poprosiłam "organizatora" o dyskrecję w związku z Fetyszozą i dlatego – biedaczysko – nie mógł na forum zamieścić informacji o imprezie. Oplułam monitor parskająco. Gdzie logika tej rewelacji? Wszak informacje o Fetyszozie były na forach, na blogach i w mailach. Parafrazując tekst z filmu Sztos – "kłamać to trzeba umić".

A na koniec akcja z przeprofilowaniem strony na "łącznik" dla tych, którzy chcą robić imprezy z tymi, którzy chcą w nich uczestniczyć. I tu skojarzenie z innym porzekadłem – "kto umie robi, kto nie umie uczy". Apel do tych, którzy chcą się pobawić – zapytajcie mnie gdzie jest impreza a ja was oświecę. Apel do tych, którzy chcą zrobić imprezę – chodźcie do mnie a powiem wam jak tego dokonać. Brzmi bardzo "wiarygodnie" w ustach kogoś, kto własną imprezę widmo oznaczył wersją 1.0.

Najśmieszniejsza z tegorocznych niespodziewajek świątecznych.




13 grudnia 2009

Czym jest miłość

Płomieniem który posiadł drewnianą chatę - pijanym
pocałunkiem wgryzł się w głąb strzechy.
Piorunem - który kocha wysokie drzewa - wodą
uwięzioną płasko - wyzwalaną przez niesyty wolności
wiatr.
Halina Poświatowska


Taka właśnie jest namiętność – pełna, całkowita, totalna. Całym ciałem i duszą oddawać się temu czego się pożąda. Nawet jeżeli czasami trzeba długo szukać to warto. Bo przyjemność dotknięcia nieba warta jest wszelakich wyrzeczeń. Dotknąć choćby czubkiem języka. Choćby jednym mrugnięciem rzęs.