28 października 2012
"Siostra" na manowcach
No i się Siostra zjawiła. I w kombik odziała. I do tego dłuuugie za kolano czerwone szpile włożyła. I wsiąkła. Po prostu, najnormalniej w świecie ją guma wciągłnęła. Pan Mąż tylko przypatrywał się z boku. Ale efekt taki, że się wybieramy we trójkę do Pluszowego na FetisFever. Znając realia powinno być wystarczająco lajkikowo dla Siostry jak na pierwszy raz :)
10 października 2012
SINTERACTIONS 3
Data: 20 października 2012
Lokal: Swingers Club Usta, Warszawa
Godz. 20.00
Godz. 20.00
Innowacje organizacyjne:
- kolejne podniesienie poprzeczki cenowej
Innowacje artystyczne:
- Dwie Królowe - pojedynek Slaanesh - Wyniosłej Królowej Pik i Mistress Stilleny - Władczej Królowej Kier, które jako broń w tym towarzyskim pojedynku wybrały... uległych.
- Pokaz Medical Play
Abstrakt:
Impreza zamknięta, nastawiona na aktywny udział uczestników w proponowanych akcjach
rezerwacje mailowe: www.sinclub.org/sinteractions
Cennik:
Pary 350 zł,
Single 350 zł,
Singielki - wstęp wolny.
Publikacje:
7 października 2012
FETISH FEVER
Data: 10 listopada 2012
Lokal: Herezja, Warszawa
godz. 21.00
godz. 21.00
Innowacje organizacyjne:
- podejście do dresscode w rodzaju "i chciałabym i boję się" czyli ani wymóg ani dowolność cyt: "Uważamy że nasi goście są osobami dorosłymi i dojrzałymi którym nie trzeba wyznaczać szczegółowo stroju jaki należy założyć na taką imprezę. Osobom niezdecydowanym proponujemy stroje utrzymane w klasyce strojów fetish/BDSM obejmujące stroje skórzane, guma/latex, PVC, cyber, crossdressing, pin-up, lolita, drag queen/cd, uniformy i mundury, burlesque, stroje wieczorowe i balowe z elementami bdsm/fetish"
Innowacje artystyczne:
- pokaz Betty Q - na podstawie dostępnych materiałów telewizyjnych należy oczekiwać czegoś w klimacie pinup'owo-burleskowym, wszak osobowość znana
- klimaty latexowe zaakcentowane pokazem w wykonaniu Aqua Rubberfreak oraz Pandory
- wprowadzenie kolejnej postaci na scenie bondage Smoka
Abstrakt:
- impreza klubowa zamknięta
- dresscode ani obowiązkowy ani zakazany
- organizatorzy podjęli wyzwanie rzucone przez SinClub - wysoka cena wejściówki i obietnica open baru - zobaczymy z jakim efektem
- 150 PLN za osobę
- 100 PLN za osobę dla posiadaczy kart FetishFever
Elite Club (cena rocznego członkostwa to 500 PLN a o tym co w zamian można poczytać na stronie organizatora
Publikacje:
7 września 2012
FETYSZ-O-MANIA 8
Data: 29 września 2012
Lokal: Kocioł, Warszawa
godz. 21.00
godz. 21.00
Innowacje organizacyjne:
- brak
Innowacje artystyczne:
- pokaz mody alternatywnej
Abstrakt:
- impreza klubowa zamknięta, tradycyjnie z niezbyt restrykcyjnym dresscode, pokazowo-konkursowa formuła
Publikacje:
5 września 2012
Ryszard Podlewski
"Starość zaczyna się wtedy, kiedy miejsce marzeń zajmują wspomnienia."
Ryszard Podlewski
"Rok z Vat-em"
Ja mam MARZENIA! Duuuużo! :
3 września 2012
Do trzech Koparek sztuka
Koparki wprawdzie ciągle tylko dwie w kamieniołomie, ale je odwiedzam po raz trzeci. Tym razem warsztaty pod osłoną nocy. Cholera, nie wierzę, że to mówię, ale tym razem naprawdę mi się podobało :)
16 sierpnia 2012
SINTERACTIONS 2
Data: 25 sierpnia 2012
Lokal: Swingers Club Usta, Warszawa
Godz. 22.00
Godz. 22.00
Innowacje organizacyjne:
- brak
Innowacje artystyczne:
- SinGame - przewrotna gra dla odważnych
- SinFloor - perwersyjny chilloutroom
- przechowalnia uległych
Abstrakt:
Impreza zamknięta, nastawiona na aktywny udział uczestników w proponowanych akcjach
rezerwacje mailowe: www.sinclub.org/sinteractions
Cennik:
- pary, panowie - 250 PLN
- panie - wstęp wolny
Publikacje:
13 sierpnia 2012
Koparki bis
Z każdym weekendem jest lepiej, tym razem nawet już dało się trochę poświrować z pozowaniem przy koparkach. To znaczy można już było zabrać pod wodę aparat i nawet udało się go użyć. Przeładowanie zadaniami. To stan, który przez ostatnie tygodnie permanentnie mnie gnębił.
11 lipca 2012
Wszystko przez Majów
Dziwne to pół roku było. Szybkie i obfitujące w emocje. Od
ekstazy fizycznej po katatonię umysłu, od euforii po depresję. Świat zakręcił
się i nie pozwalał na głębszy oddech. Zmiany, zmiany, zmiany. W domu, w szkole,
w nurkowaniu, w pracy. Bliskie spotkanie ze służbowym dejavu. Zmiana szkoły
Młodej, zmiana klubu, Mistrzostwa Polski na włosku wiszące.
Fascynacja, miłość, uwielbienie. Ideał, który sięgnął bruku,
ale podniósł się, otrzepał i ponownie (choć mozolnie) usiłuje wdrapać się na
piedestał, na którym był ustawiony. Brak wytchnienia na to, żeby się zatrzymać,
spojrzeć krytycznie. Decyzje podejmowane pod naciskiem. Gwałt na umyśle,
przyspieszona dorosłość w sferze, która była sakrum.
A wszystko przez Majów. Przez ich fascynujący świat i kraj,
przez Komnaty Xibalby, których zew tętni pod czaszką. Tydzień w rajskiej
krainie Zaświatów. Tydzień, który zmienił jeśli nie wszystko to prawie wszystko.
Wstrząs. Wydarcie duszy, która została Tam, na Yukatanie. „Siostra”, którą
stamtąd przywiozłam. Przewodnik, który uchylił rąbka tajemnicy. Półbóg, który
powiedział, że to jest możliwe. Nauczyciel, którego wiedza i doświadczenie
niech spłyną na mnie. Trening, który czeka mnie przez kolejne pół roku.
Wszystko po to, żeby wrócić tam. Wszystko po to, żeby pójść dalej. Wszystko po
to, żeby poczuć mocniej.
Nigdy w życiu nie pragnęłam niczego bardziej. Nigdy nie poświęciłam więcej. Bo
nigdy też Graal nie był bardziej niedościgniony, bardziej święty i bardziej
pożądany. Tydzień, który postawił na głowie kilkadziesiąt lat. Doznania, które
zdetronizowały wszystkie inne. Hierarchia stawiająca filigranową brunetkę daleko
za skalną ścianą. I codzienne robienie małego kroku w stronę Celu. Chwile
zwątpienia, przepłakane noce, otarte palce, bolące mięśnie i ścięgna.
Niepowodzenia. Całe ich karawany, jedno za drugim szurające ze spuszczoną
głową. Embargo na wszystko co nie przybliża do celu. Reżim, który zmienił
przyjemność w obowiązek, chęć w przymus a radość rozdeptał.
Wróciło ciało, dusza została. Na wieczność. Tam. W moim
miejscu na Ziemi.
10 lipca 2012
"Siostra"
Im bardziej jest mi jak Siostra tym bardziej mam ochotę ją skonsumować. Tak zwyczajnie. Zapewne jest w tym spora wina (albo zasługa) wspólnej pasji i obiektu westchnień (choć diament jest mocno przyprószony popiołem to jednak nadal błyszczy). Dzielimy okresowo łóżko, łazienkę, basen czy pokój. Wypłakujemy się wzajemnie w ramię. Podkochujemy w tym samym człowieku. Współodczuwanie działa tu na poziomie telepatii, potrafimy śmiać się do rozpuku z tego samego skojarzenia na czyjeś słowa choć skojarzenia pozostają tylko w naszych głowach.
I tylko boję się, że jeden ruch ust za daleko naruszy tę przedziwną konstrukcję.
I nie chcę tego.
Ale magia mojej mrocznej strony przyciąga ją, kusi.
Tylko nie wiem czy warto ryzykować? Czy postawić na szali przyjaźń?
Tak trudno mi nie sięgnąć wargami do karku albo pięknego rysunku kwitnącej wiśniowej gałązki na łopatce i plecach. Jednocześnie chyba nigdy jeszcze nie miałam tylu wątpliwości z gatunku czy zjeść ciastko czy mieć ciastko. Zazwyczaj moje decyzje wzmacniająco działały na relację. Ale tutaj się waham. To kruchość, którą musiałabym pogrążyć w mroku. Zobaczymy :). Może wyjdzie z szafy na wrzesień...
I tylko boję się, że jeden ruch ust za daleko naruszy tę przedziwną konstrukcję.
I nie chcę tego.
Ale magia mojej mrocznej strony przyciąga ją, kusi.
Tylko nie wiem czy warto ryzykować? Czy postawić na szali przyjaźń?
Tak trudno mi nie sięgnąć wargami do karku albo pięknego rysunku kwitnącej wiśniowej gałązki na łopatce i plecach. Jednocześnie chyba nigdy jeszcze nie miałam tylu wątpliwości z gatunku czy zjeść ciastko czy mieć ciastko. Zazwyczaj moje decyzje wzmacniająco działały na relację. Ale tutaj się waham. To kruchość, którą musiałabym pogrążyć w mroku. Zobaczymy :). Może wyjdzie z szafy na wrzesień...
9 lipca 2012
Kamieniołom Koparki
Kolejny kamieniołom i kolejne warsztaty. Gdyby jeszcze cztery miesiące temu ktoś mi powiedział, że będę tak tyrać to bym nie uwierzyła. Ba! Roześmiałabym się w twarz jeszcze w marcu każdemu kto sugerowałby, że będę nurać w kraju. I to w twinie. Nie wiem czy świat się zmienia, ale tak. I to bardzo. Bo mam CEL. Ostatnio w drodze do celu nawet prawie po wodzie chodzę ;)
30 czerwca 2012
Oswajanie kompasu
W najgorszych koszmarach nie widziałam siebie w takiej wodzie. I do tego jeszcze z zadaniami z nawigacji. Po co ja to robię? Aaaa już wiem - żeby moc wrócić do jaskiń :)
29 czerwca 2012
SINSESSIONS - wystawa fotografii BDSM
Ambitny projekt organizacji wystawy fotograficznej, który w zamyśle ma przełamywać siermiężno-pornograficzny wizerunek krajowego BDSM. Wystawa ma być prezentowana w Poznaniu i w Warszawie, a w przypadku zainteresowania galerii i współorganizatorów także w innych miastach.
Do pracy przy materiale zaproszono klimatycznych
fotografów o solidnym warsztacie i fachowym portfolio jak zapewniają organizatorzy. Fundusze na
urzeczywistnienie tej idei zbierane będą za pośrednictwem serwisu polakpotrafi.pl i wykorzystane na wydruk i oprawę zdjęć.
Tak było w założeniach. Rzeczywistość zweryfikowała je dość brutalnie - organizatorzy nie zebrali środków na przygotowanie wystawy i tym samym projekt odszedł w niebyt.
Nie wiem jakie zdjęcia powstały w ramach tego projektu, ale skoro praca została już wykonana to zapewne czeka na lepsze czasy i jak można wnioskować z innych działań organizatorów temat kiedyś jeszcze odżyje :).
SINTERACTIONS
Data: 21 lipca 2012
Lokal: Swingers Club Usta, Warszawa
Godz. 22.00
Godz. 22.00
Innowacje organizacyjne:
· formuła playparty dla mniejszego grona uczestników
· formuła playparty dla mniejszego grona uczestników
· kameralne miejsce - zamiast clubingowego wnętrza w centrum dedykowany swingersom lokal w podwarszawskiej willi
· podniesienie poprzeczki cenowej
· podniesienie poprzeczki cenowej
· open bar i catering w cenie wejściówki
Innowacje artystyczne:
· Misterium Grzechu by GanRaptor & Slaanesh
Cennik:
· pary, panowie - 250 PLN
· pary, panowie - 250 PLN
· panie - wstęp wolny
Abstrakt:
Impreza zamknięta, nastawiona na aktywny udział uczestników w proponowanych akcjach
rezerwacje mailowe: www.sinclub.org/sinteractions
Publikacje:
17 czerwca 2012
Był sobie kamieniołom
Po Zakrzówku kolejne boja w kamieniołomie w Piechcienie. Choć w zasadzie dla mnie to Waterloo. Niestety. Mam dość. Tak po prostu fizycznie dość. Co ja tu robię? Do cholery po kiego grzyba mam marznąc w pierdzielonym mętnym bajorku skoro moim celem są piękne białe jaskinie z krystaliczną wodą!!! Powaliło mnie czy co?
30 maja 2012
Paulo Coelho
"Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy
się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to
konieczne, tracimy radość i sens tego, co przed nami"
Paulo Coelho
Właśnie to robię. Zamykam pewien etap moje nurkowego życia i zaczynam nowy. Już nie potrafię nie być taka. To mi pulsuje pod czaszką. Z tym obrazem zasypiam i z nim się budzę. Cenoty - przedsionek zaświatów. Jaskinie - kapsuła czasu
27 maja 2012
Zakrzówkowa inicjacja
Inicjacja krajowa, inicjacja sprzętowa. Łatwo nie było, żeby nie
powiedzieć wprost, że momentami było bardzo ciężko. Jestem zadowolona z
tego, że poradziłam sobie z twinem (poza wyjściem z ostatniego nurka,
które przysporzyło mi nieco problemów oraz trudnościami w sprawnym i
szybkim odnajdywaniu spłuczki).
Temperatura była przerażająca. Żadna z czynności pod wodą nie była wykonywana odruchowo. Każda sprowadzała się do artykułowania w myślach polecenia dla części ciała, która miała ją wykonać. Taki stan nie jest przyjemny a działanie w nim bardzo stresujące i wyczerpujące. Słyszałam stwierdzenie, z którym w pełni się zgadzam - tam się nie nurkuje dla przyjemności, tam się nurkuje dla umiejętności.
Nie pamiętam nawet jednego fragmentu ścianki, równie dobrze mogło to być nurkowanie w toni. Z ostatniego nurkowania jakiś zarys manekina czy innej postaci człekokształtnej, którą pokazywał Szeryf i strzelanie bojki (ale nie wygląd ścianki będący punktem referencyjnym). I jeszcze świadomość w jak niewielkim stopniu czynności, które uznałam za przyzwoicie wypracowane w warunkach basenowych okazały się zaledwie dostateczne.
Cholerne zimno dawało w kość Spłuczka, która żyła własnym życiem także.
Temperatura była przerażająca. Żadna z czynności pod wodą nie była wykonywana odruchowo. Każda sprowadzała się do artykułowania w myślach polecenia dla części ciała, która miała ją wykonać. Taki stan nie jest przyjemny a działanie w nim bardzo stresujące i wyczerpujące. Słyszałam stwierdzenie, z którym w pełni się zgadzam - tam się nie nurkuje dla przyjemności, tam się nurkuje dla umiejętności.
Nie pamiętam nawet jednego fragmentu ścianki, równie dobrze mogło to być nurkowanie w toni. Z ostatniego nurkowania jakiś zarys manekina czy innej postaci człekokształtnej, którą pokazywał Szeryf i strzelanie bojki (ale nie wygląd ścianki będący punktem referencyjnym). I jeszcze świadomość w jak niewielkim stopniu czynności, które uznałam za przyzwoicie wypracowane w warunkach basenowych okazały się zaledwie dostateczne.
Cholerne zimno dawało w kość Spłuczka, która żyła własnym życiem także.
24 maja 2012
Drugie podejście
Czwartek. Centrum miasta. On, ja i woda. Tak, tak, tam w lustrze (wody)
to niestety ja... Z twinem na plecach wcale nie było łatwo. Ciężkie
diabelstwo jak kamień młyński, i jak kamień pociągnęło mnie do dna.
Strach pomyśleć jaki atak paniki mogłoby mi to zafundować gdybym
odpuściła dzisiejszy basen i swój pierwszy raz odbyła dopiero w sobotę.
Szeryf jak zawsze pod woda seksowny do bólu, wyciągał ramiona i wtulał się w wodę. Nawet nie będę próbować zmiany postrzegania jego sylwetki w środowisku wodnym. Mogę sobie wmawiać dowolne kwestie, ale i tak pod powierzchnią wody mogłabym go pożreć wzrokiem gdybym się przestała pilnować. Nie ślinię się tylko dlatego, że mam automat w ustach.
Masakra numer jeden - całkowity brak kontroli nad pływalnością. Zeagle działał jak marzenie - dwa wciski inflatora i spokojne, delikatne hamowanie nad dnem. A teraz cholera wie ile trzeba pompnąć, żeby wór raczył się napełnić. Jak już w końcu został napompowany to ni mniej ni więcej tylko pokonując grawitację szybowałam ku powierzchni. I kolejny zonk. Tam były dwie spłuczki na samej krawędzi worka. Tu nie dość, że tylko jedna to jeszcze zdecydowanie wyżej, na pionowej części worka. Efektu nie trzeba opisywać nazbyt szczegółowo - z braku koordynacji ręka-spłuczka ćwiczyłam czy nadaje się na korek od musującego wina czyli brak wyhamowania przed powierzchnią. Wściekłość na złośliwość rzeczy martwych i generalnie na sytuację.
Żadna to przyjemność spaść na dno, żadna chwała zrobić windę do powierzchni. To, co dobre to łatwiejsza do zachowania pozycja, brak przechyłów bocznych. Innymi słowy po ustaleniu pływalności spadochroniarz całkiem zgrabnie wyszedł, helikopter nieco gorzej ale bez obciachu.
Kilka wizyt na powierzchni nie tylko z powodu wywalenia ale w celach edukacyjnych czyli omówienie. Na końcówce Szeryf zaordynował s-drill ze zmiana ról. I udało się całkiem zgrabnie. Z zaskoczeniem stwierdziłam post factum, że ani w jednym, ani w drugim przypadku nie użyłam paypassa do przedmuchania automatu. Czy to dlatego, że w Posejdonie jest on w innym miejscu? Czy może po prostu bezwiednie przeszłam na wyższy poziom abstrakcji? Nie wiem - liczy się efekt końcowy.
Później jeszcze omówienie co wyszło a co nie i dlaczego, na co zwrócić uwagę na wyjeździe. Dobranoc i w drogę ze sprzętem. Ku przygodzie w zimnej i ciemnej wodzie, z nową konfiguracją na sobie.
Szeryf jak zawsze pod woda seksowny do bólu, wyciągał ramiona i wtulał się w wodę. Nawet nie będę próbować zmiany postrzegania jego sylwetki w środowisku wodnym. Mogę sobie wmawiać dowolne kwestie, ale i tak pod powierzchnią wody mogłabym go pożreć wzrokiem gdybym się przestała pilnować. Nie ślinię się tylko dlatego, że mam automat w ustach.
Masakra numer jeden - całkowity brak kontroli nad pływalnością. Zeagle działał jak marzenie - dwa wciski inflatora i spokojne, delikatne hamowanie nad dnem. A teraz cholera wie ile trzeba pompnąć, żeby wór raczył się napełnić. Jak już w końcu został napompowany to ni mniej ni więcej tylko pokonując grawitację szybowałam ku powierzchni. I kolejny zonk. Tam były dwie spłuczki na samej krawędzi worka. Tu nie dość, że tylko jedna to jeszcze zdecydowanie wyżej, na pionowej części worka. Efektu nie trzeba opisywać nazbyt szczegółowo - z braku koordynacji ręka-spłuczka ćwiczyłam czy nadaje się na korek od musującego wina czyli brak wyhamowania przed powierzchnią. Wściekłość na złośliwość rzeczy martwych i generalnie na sytuację.
Żadna to przyjemność spaść na dno, żadna chwała zrobić windę do powierzchni. To, co dobre to łatwiejsza do zachowania pozycja, brak przechyłów bocznych. Innymi słowy po ustaleniu pływalności spadochroniarz całkiem zgrabnie wyszedł, helikopter nieco gorzej ale bez obciachu.
Kilka wizyt na powierzchni nie tylko z powodu wywalenia ale w celach edukacyjnych czyli omówienie. Na końcówce Szeryf zaordynował s-drill ze zmiana ról. I udało się całkiem zgrabnie. Z zaskoczeniem stwierdziłam post factum, że ani w jednym, ani w drugim przypadku nie użyłam paypassa do przedmuchania automatu. Czy to dlatego, że w Posejdonie jest on w innym miejscu? Czy może po prostu bezwiednie przeszłam na wyższy poziom abstrakcji? Nie wiem - liczy się efekt końcowy.
Później jeszcze omówienie co wyszło a co nie i dlaczego, na co zwrócić uwagę na wyjeździe. Dobranoc i w drogę ze sprzętem. Ku przygodzie w zimnej i ciemnej wodzie, z nową konfiguracją na sobie.
21 maja 2012
Pudło
Ja byłam. Sprzęt także. Nawet Szeryf . I co? I nico! Awaria na basenie i
z testów na ludziach nici. W czwartek drugie podejście. Więcej nie
będzie ponieważ... w piątek ruszamy na południe. Bez względu na stan
przygotowania.
20 maja 2012
Lustereczko powiedz przecie...
Nie ma co ściemniać - boję się. No bo jak to się nie bać? Mam
obcykane procedury albo raczej miałam je obcykane w starej wersji
sprzętowej. A dziś nie dość, że wsio nowe to jeszcze Szeryf się
zapowiedział na basenie na inspekcję. Nie mógł, cholera jasna, wybrać
się wcześniej? No dobra może wcześniej nie wszystko było na tip top ale
obciachu by nie było (no może poza back kickiem). A teraz to spinka żeby
się nie zbłaźnić zapominając coś zapić/ założyć/ umocować/ napełnić
(niepotrzebne skreślić lub dopisać). To nie żarty przecież uprząż nie ma
paru elementów (to podobno na plus) ale czy żenująco nie będzie jeśli
mi spadnie z grzbietu? No i spłuczka tylko jedna a odruchowo się do obu
sięga przecież. Aaaaaa! Nie mogę, po prostu nie mogę. No przecież nie po
to łaziłam na ten basen, żeby teraz pokazać żem nieuk.
A jak nie przywiozą twina? Niby mam plan B czyli Zeagle w samochodzie ale to nie o to biega! Przecież mam zrobić przymiarkę przed sobotnim sprawdzianem w Zakrzówku. Aaaaaa! Aaaaaaby atak paniki zażegnać wsparcie potrzebne!
A jak nie przywiozą twina? Niby mam plan B czyli Zeagle w samochodzie ale to nie o to biega! Przecież mam zrobić przymiarkę przed sobotnim sprawdzianem w Zakrzówku. Aaaaaa! Aaaaaaby atak paniki zażegnać wsparcie potrzebne!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












