Fetyszowe, jak fetyszowa impreza. Ciekawe jaka to będzie impreza. Mam nadzieję, że fajna i choć trochę adekwatna do nakładu pracy związanego z przygotowaniami. W ciągu tego tygodnia przećwiczyłyśmy chyba wszystkie możliwe sposoby połączenia dwóch warstw – hmm materiału. Ale tak to jest jak się człowiek chce ubrać niepowtarzalnie. To najpierw sobie wymyśli w co się ubierze, nabędzie materię stosowną, zmierzy, a potem to już tylko korzysta z dostępnego zasobu słów różnych, na określenie swojego stosunku do materii. Tej nieożywionej rzecz jasna. Nie zna życia kto nie szył czegokolwiek z lacki lub innego PCV, oj nie zna. Toż to się draństwo kroić nie chce (zwłaszcza jak się dysponuje nie do końca ostrymi nożyczkami) a o szyciu nie wspomnę. Ciągnie się toto jak guma, przykleja do siebie i do maszyny.
Ale przede wszystkim obchodzić się z tym trzeba jak z jajkiem. Ani zaprasować ani przypiąć szpilkami, ani sfastrygować. No świat się kończy. I człowiek kombinuje jak kot za szafą, żeby się udało. A to podkłada papier pod igłę (żeby się szyć dało) a to spinaczy biurowych zamiast szpilek używa, a to McGyverowej taśmy, a to malarskiej papierowej. A czas płynie. Do imprezy została doba a dopiero 3/5 ciuchów uszyte. A dziurki metalowe trzeba jeszcze w nich nabić. Jak to A. wczoraj stwierdziła ‘nie dziwię się cenom lackowych ciuchów’. Coś w tym jest.Ale za to jedno jest pewne nikt nie będzie ubrany tak jak my. Ciekawe czy gdybyśmy wyszli w tych ciuchach na ulicę to by nas zamknęli za zakłócanie porządku publicznego czy nie? Jak impreza będzie kiepska to zawsze możemy to sprawdzić. Lista garderoby na jutro: spodnie, sukienka, koszula, czapsy, gorset. I jakieś duperele w postaci skarpetek (bo majtek to raczej nie, w każdym razie nie wszyscy, hihi) pończoch i bucików.
Kolorystyka: czerń kominowa (czytaj: sadza) i czerwień strażacka (czytaj: trudno nie zauważyć). Zestawy jednobarwne, dwubarwne i łączone. Wszystkie możliwe kombinacje. No chyba mnie tam trema zeżre na przystawkę zanim zdążę wejść. Kolejny raz, kiedy zrealizowany jest pomysł z kategorii nie z tej ziemi. Swoją drogą to nasza determinacja jest ogromna. Tyle czasu przy maszynie dla jednej imprezy?! No właśnie. Ale z drugiej strony warto było, choćby po to, żeby Pana Męża zobaczyć w tych spodenkach, mniam śliczny tyłeczek. A jak już jesteśmy przy tyłeczku to ten drugi sznurowany też wyglądać będzie musiał apetycznie. A ja nie dość, że w majtkach to jeszcze spodnie z dziurą na tyłku. Hmm może jednak zmienię zdanie? Spódniczkę zawsze jeszcze zdążę do jutra uszyć. Nocą jak Kopciuszek…
30 września 2005
Sesja fotograficzna
Nadeszła długo wyczekiwana sobota. Ten dzień, który mógł się stać moim Waterloo lub moją Odsieczą Wiedeńską. Nie trzeba mi było porażki. Nie teraz. Nie z Nim. Rosnące napięcie było wyczuwalne w powietrzu. Niby wszystko normalnie, spokojnie, ale jednak inaczej niż zwykle. Oboje wiedzieliśmy, że coś ma się stać. Większość dnia poświęciłam na przygotowanie miejsca akcji. W salonie zostało wyłącznie niezbędne wyposażenie, scenografia, która byłaby jedynie tłem, żadnych zbędnych bibelotów.
Nie wiedziałam zupełnie, jaki ma być klimat zdjęć, jaka stylizacja. Salon był teraz czystą kartą, przytulny i ascetyczny zarazem... Czekałam w napięciu, nie przypominałam o swoim istnieniu, czekałam. Wszedł i przesunął wzrokiem po pomieszczeniu. Zatrzymał wzrok na mnie, zmrużył oczy, zastanawiał się chwilę...
- Pójdź na górę i przygotuj się - powiedział spokojnie - włosy, makijaż...
- Czy mam być ubrana? - wiedziałam, że tak, niewiadomą było jedynie w co mam się ubrać.
- To ma być stylizacja w duchu lat dwudziestych - zaczął - sukienka w pastelowym kolorze, bez rękawów, prosta, do kolan, długi sznur pereł, pończochy, buty na obcasie z zakrytymi noskami, wszystko jest przygotowane w sypialni.
- A bielizna - spytałam dla porządku.
- Bielizna biała, zaraz ją zdejmiesz, ale zaczniemy z bielizną - odpowiedź była stanowcza i wyczuwalne było zniecierpliwienie.
- Bieliznę możesz wybrać sama - rzucił jakby od niechcenia - wiesz, jaką lubię.
Wstałam bez słowa i ze wzrokiem wbitym w podłogę udałam się do sypialni. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Strumień wody spływał po moim ciele, spłukując z niego codzienność. Wiedziałam, że nie ma odwrotu. Wiedziałam też, że nie ma we mnie podniecenia, którego się spodziewałam. Zawsze marzyłam o takiej sesji, ale nigdy nie miałam ku temu ani okazji, ani możliwości. Czułam się nieswojo. Nie wiedziałam jak się zachować. Byłam zdenerwowana. Woda, która zazwyczaj koiła moje nerwy teraz nie przynosiła spodziewanej ulgi. Niepokój narastał. Bardzo zależało mi, żeby sesja fotograficzna stała się preludium do cudownego aktu oddania i mojej uległości, którymi chciałam obdarować mojego Pana Męża. Zmuszenie kogoś do uległości i posłuszeństwa jest dużo łatwiejsze niż wyzwolenie postawy dominacji. To trudne, ale jestem zdeterminowana. Chcę to zrobić. Jeżeli okaże się to porażką przyjmę to, ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby zaniedbać choćby najmniejszy detal. Muszę mieć pewność, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy.
Roztarłam w dłoniach olejek o zapachu zielonej herbaty. Moje dłonie rozprowadzały go stopniowo po ciele. Najpierw na karku, szyi, na linii włosów i w okolicy uszu. Dotyk w tych miejscach zawsze wywołuje u mnie przemiłe doznania. Zapach unosił się i pieścił moje zmysły, a moje palce dokonywały reszty. Powoli moje dłonie zsuwały się coraz niżej i nim się spostrzegłam palce pieściły twardniejące sutki. Jak trudno było utrzymać je w śliskich palcach. Przyjemność zaczęła rozpływać się po moim ciele wraz z wodą. Oparłam się piersiami o ścianę, chłód kafelków przyspieszył efekt twardniejących z podniecenia sutków. Dłonie przesunęły się niżej, przez brzuch do mojej kobiecości. Bezwstydnie pieściłam się palcami, pocierając delikatnie wargi, wsuwając palce pomiędzy nie, drażniłam się sama ze sobą omijając łechtaczkę. Podniecenie narastało. Chciałam spełnienia. Bardzo chciałam. Ścisnęłam łechtaczkę kciukiem i palcem wskazującym i mocno naciągnęłam. Poczułam pierwszy skurcz, delikatny, jakby nie mój. Palce pieściły moją drugą dziurkę, wiedziałam, że też będzie dziś użyta. Pieszczota zaczęła ją delikatnie rozchylać, teraz wystarczyło już tylko wsunąć palec. Śliski od olejku wcisnął się w nią bez trudu, a kciuk wsunęłam do cipki, która nie opierała się. Zetknęłam palce, teraz oddzielała je jedynie cienka cielesność, pocierałam palce jednocześnie je wsuwając i wysuwając. Strumień wody skierowany na łechtaczkę dopełnił reszty. Fala skurczów była krótka, ale bardzo intensywna. Teraz byłam gotowa, żeby obnażyć się przed obiektywem. Zakręcając wodę zauważyłam, że w drzwiach łazienki stał On. Patrzył na mnie z uśmiechem. Poczułam się nieswojo, nie lubię pieścić się na oczach kogokolwiek, spuściłam wzrok i sięgnęłam po ręcznik.
- Pokaż mi się - powiedział cicho.
Wyszłam mokra, krople wody spływały po mnie i na podłodze zebrała się już spora kałuża. Wyciągnął rękę i dotknął mojego policzka, zrobił to tak szybko, że uchyliłam się biorąc to za uderzenie. To był odruch. Moja wyobraźnia płata mi figle... Pogładził mnie po twarzy, po szyi, ścisnął sutki i zagłębił palce w cipce. Przyjęła palce bez najmniejszego oporu, była wilgotna, otwarta i ciepła... Widziałam, że podniecił go ten widok, chociaż starał się to ukryć.
- Ubieraj się, a ja popatrzę - powiedział kładąc się na łóżku.Wytarłam ciało i lekko podsuszyłam włosy, On ciągle mnie obserwował. Bez słowa. Zaczesałam włosy i nałożyłam wosk. On patrzył, śledził każdy ruch, czułam jego wzrok na sobie. Kończyłam makijaż, kiedy powiedział głośno:- Zacznij się ubierać, nie mamy całej nocy.Spojrzałam na zegarek, dochodziła dwudziesta druga. Sięgnęłam po bieliznę.
- Najpierw pończochy - powiedział tym swoim rozkazująco-proszącym szeptem.
Siedziałam tyłem do Niego na skraju łóżka, odłożyłam majteczki i wzięłam pończochę.
- Nie tam, chcę widzieć jak je zakładasz - usłyszałam stanowczy, ale z trudem opanowany głos.
Leżał na plecach, widziałam wyraźnie wypukłość w Jego spodniach, starałam się o tym nie myśleć. Uniosłam nogę i postawiłam ją obok Jego twarzy. Teraz widział dokładnie moją kobiecość, a ja starałam się unikać Jego wzroku. Stałam tak a On dotykał mnie wzrokiem. Przerwałam to sięgając po bieliznę, nie protestował. Założyłam resztę garderoby i opuściliśmy sypialnię.
Szedł za mną, kiedy doszliśmy do schodów zatrzymał mnie i zawiązał mi oczy. Prowadził mnie trzymając za ramię. Czułam się nieswojo, ale szłam. To miał być Jego wieczór. Na miejscu posadził mnie na czymś miękkim. Stał nade mną, czułam jego krocze dotykające mojej twarzy. Znieruchomiałam, On ukląkł przede mną i rozszerzył moje kolana. Jego dłonie gładziły wewnętrzną stronę uda, musnął moją kobiecość przez bieliznę i nagle przestał. Nie czułam dotyku, nie wiedziałam gdzie on jest.
- Teraz zrobisz dokładnie to, co powiem.
- Rozchyl usta, bardziej - dobrze.
- Ręce między udami, ale nie zasłaniaj cipki.
Słyszałam tylko, jak przechodził z miejsca na miejsce i trzask migawki. Kolejne polecenia, ustawienia głowy, stóp, dłoni... Jego głos stawał się coraz bardziej podniecony. Podszedł do mnie i zdjął mi apaszkę. Wyglądał na zadowolonego.
- Zdejmij bieliznę - tylko powoli - powiedział przestawiając coś w aparacie. Wstałam, a kiedy podciągnęłam sukienkę, żeby zdjąć majtki usłyszałam serię trzasków wydawanych przez spust. Wiedziałam już - zdjęcia seryjne. Powoli zsunęłam majtki, najpierw do kolan, a później zatrzymałam je na kostkach. Usiadłam i rozszerzając kolana odsłoniłam cipkę. Kolejne kadry uwieczniające moje ciało stały się faktem. Zaczynałam się podniecać tą sytuacją. Czułam się jak w swoich fantazjach, kiedy marzyłam o tym, że jestem podglądana. Kolejny raz przypomniał mi brutalnie, że to Jego wieczór i bawimy się tak, jak On chce.
- Zmień sukienkę - powiedział rzucając ją w moją stronę.Krótka letnia sukienka, rozkloszowana, rozpinana na całej długości. Chętnie ją założyłam, była wygodna. W tym czasie przyniósł krzesło.- Teraz usiądź na nim w ten sposób, żeby było widać cipkę, ale zapnij wszystkie guziki.
- Dobrze, oprzyj brodę na rękach skrzyżowanych na oparciu - trzask... trzask zamiast dobrze.
- Odchyl się do tyłu, głowa odrzucona - nie, zaczekaj, rozepnij dwa górne guziki - chce widzieć twoje piersi - kolejne komendy są coraz szybsze...
Nie myślę, nie analizuję, robię to, co mi kazał. Jestem w siódmym niebie. Chcę jeszcze. Czuję jak wilgoć zaczyna się sączyć z cipki po udach, czuję mokre pończochy, zaczynam odpływać...-
Teraz wejdź na stół - polecenie wyrywa mnie z błogostanu.
Wchodzę na stół, staję na jego krawędzi a On kładzie się z aparatem na podłodze. Kątem oka widzę, że jest bardzo podniecony. Pstryka kilka zdjęć.
- Teraz kucnij, chcę zobaczyć twoje wnętrze - rozkazuje.
Zbliża się aparatem na bardzo małą odległość, niemal dotyka mnie. Ależ tak, On mnie dotyka. Ściska palcami łechtaczkę i ciągnie wargi. Jęczę z rozkoszy, kiedy nagle przestaje. Znowu zostawia mnie taką podnieconą.
- Czy moja suczka chciałaby mieć zdjęcie w swojej obroży? - pyta nagle.
- Bardzo - odpowiadam wstydliwie, z trudem wydobywając głos.
- W takim razie przynieś ją szybciutko. I inne zabawki też. Suczko - słyszę już na schodach.
- Jeżeli masz jakieś... - to już dokończył szeptem, mówiąc jakby do siebie.
Kiedy wróciłam siedział w fotelu, w ręku trzymał aparat. Rozpięte spodnie uwolniły kutasa, który teraz prężył się prowokująco.
- A teraz moja suczka pokaże mi jak wylizuje kutasa - powiedział jakby od niechcenia.Odłożyłam wszystko, co przyniosłam na kanapę i podeszłam do Niego.
- Na kolana suczko i bierz go do buzi - powiedział z wyraźnym zadowoleniem.
Zrobiłam to, czego sobie życzył. Klękając usłyszałam odgłos migawki. Polizałam lśniącego od śluzu kutasa zamykając z lubością oczy.
- Otwórz oczy, chce widzieć oczy mojej suczki. Patrz na niego. Patrz na mnie.
Wiedziałam już, że wydawanie poleceń sprawia mu przyjemność. Z pewnymi oporami spojrzałam Mu w oczy. Uśmiechnął się i nacisnął spust. Kolejne zdjęcia. Złapał mnie za włosy i pociągnął do góry.
- A teraz przynieś obrożę i zapnij ją sobie - wyszeptał całując mnie w usta.To był bardzo namiętny pocałunek, jakby chciał ten sposób odebrać mi smak swojego kutasa. Wstałam, podniosłam obrożę i chciałam ją zapiąć, ale powstrzymał mnie Jego głos.
- Na kolana suczko.
Posłusznie wykonałam polecenie a kiedy zapinałam obrożę na szyi On pstrykał kolejne zdjęcia. Przypiął mi smycz, za którą mocno pociągnął, tym razem na szczęście ciągnął do przodu i obroża nie dusiła mnie. Przyciągnął moją twarz do podłogi, podczas gdy moja pupa sterczała w górze. Nadepnął smycz nogą. Pstryk... pstryk. Kiedy puścił smycz, ja próbowałam się poruszyć, żeby zająć wygodniejszą pozycję.
- Zostań - krzyknął - zostań i czekaj!
Kamienna posadzka dotykająca mojego policzka wywołała dreszcz. A może to sytuacja? Albo Jego krzyk? Nie wiem. Wiem tylko, że podniecenie rosło z każdą chwilą. Podszedł do mnie od tyłu, zadarł sukienkę... pstryk... pstryk. Wymierzył mi potężnego klapsa.
- Auuuu - krzyknęłam, nie spodziewałam się tego.
- Przecież to lubisz - powiedział akcentując 'to'.
- Podziękuj mi zatem.
- Dziękuję - powiedziałam z przekonaniem, pośladek palił niemiłosiernie
Pstryk... pstryk.
- Masz pięknie odbitą dłoń na tyłeczku. Zrobię mu jeszcze kilka zdjęć.
- Pstryk... pstryk.
- Zdejmij sukienkę i uklęknij na ławie, tyłem do mnie.
Zrobiłam to. Poszedł i naciągnął smycz. Znowu poczułam dławiące mnie szarpnięcie.
- Patrz na mnie, kiedy robię ci zdjęcie - krzyknął i znowu szarpnął smycz.
Odwróciłam głowę.
- Płaczesz? - zapytał, a w Jego głosie wyczuwalna była troska.
- Płacz! Chcę widzieć łzy w twoich suczych oczach! - pstryk... pstryk.
Znowu czuję napiętą smycz. Ale jakoś inaczej. Nagły świst wyjaśnia wszystko. Kilka uderzeń końcówką smyczy spada na moją pupę. Pstryk... pstryk.
- Auuuu - słyszę jak łzy kapią na drewnianą ławę, na której klęczę.
- Chcesz jeszcze? - pada pytanie.
- Tak. Chcę jeszcze - odpowiadam chowając wzrok.
Jestem podniecona. Bardzo podniecona. Wstydzę się tego. Podchodzi do mnie. Przywiązuje smycz do stojącego obok fotela. Odchodzi.
- O! Widzę, że masz tu kilka zabawek. Zaraz je wypróbuję - słyszę zadowolenie w Jego głosie.
- Nie wolno ci się odwrócić. Nie ważne, co będę robił. Nie patrz dopóki ci nie pozwolę.
Podchodzi z powrotem do mnie. Głaszcze wychłostane pośladki. Ten dotyk jest bolesny, ale przyjemny. Klęka obok. Czuję Jego oddech. Całuje moje pośladki, a jego palce zagłębiają się w cipce.
- Ty naprawdę to lubisz! - mówi z przejęciem.
- Jesteś mokra, podniecona i chętna. Chcesz jeszcze? - pyta, chociaż zna odpowiedź.
Czuję jak łapie mnie za wargi i naciąga je bardzo mocno. Uwielbiam to uczucie. Nagle silny ból przywołuje moją świadomość.
- Co to? - pytam sycząc z bólu.
- Nic takiego, to klipsy, które przyniosłaś, po to je przecież przyniosłaś.
- Tak, po to. Ale nie wiedziałam, że są takie silne, nie używałam ich jeszcze - odpowiadam szlochając.
- Mam zdjąć? - pytanie jest poważne.
Chwila zastanowienia. Nie, przecież nie mogę teraz zrezygnować. Odpowiadam przecząco. Druga klamerka znajduje swoje miejsce przeznaczenia tuż obok. Boli. Jak bardzo boli. Łzy kapią i nie mogę nad nimi zapanować. Czuję Jego palce w moim wnętrzu. Takie delikatne i ostrożne, ale poruszane dłonią klamerki sprawiają jeszcze większy ból.
- Jesteś - pstryk... pstryk - piękna - pstryk... pstryk.
- Jesteś - pstryk... pstryk - cudowna - pstryk... pstryk.
- Jesteś - pstryk... pstryk - moja - pstryk... pstryk.
- A teraz dostaniesz to, czego pragniesz. Chcesz tego? - Spójrz na mnie! I powiedz, czego chcesz teraz!Odwracam głowę i widzę, że trzyma w ręku szpicrutę. Tę samą, którą kupiłam specjalnie na dzisiejszy wieczór. Waham się. Decyzja należy do mnie. Nawet nie wiem jak mocno uderzy. Nie wiem jak bardzo to będzie bolało. Nie wiem czy to wytrzymam. Ale wiem jedno. Jeżeli nie skoczę w przepaść nie dowiem się czy potrafię latać...
- Chcę... - zaczynam nieśmiało.
- Tak? - Chcę żebyś pieścił moje pośladki szpicrutą, którą trzymasz w dłoni - odpowiadam zmieszana, ale czuję jak adrenalina i podniecenie robią swoje w mojej głowie.
- Chcę tego. Proszę o to.
- Kogo prosisz?
- Ciebie?
- Kogo?
- Mojego Pana!
- Ile?
- Tyle ile uznasz za stosowne, Panie - odpowiadam i czuję skurcze w podbrzuszu.
- Dla ciebie wszystko moja suniu - odpowiada słodko i jednocześnie wymierza mi pierwszy raz.
- Auuuuuuuuuuuuuuu!Kolejny raz spada na moje pośladki.
- Auuuuuuuuuuuuuuu. Już. Już mój Panie. Już wystarczy. Błagam.
Odpowiada mi tylko kolejne pstryk... pstryk. Nagle cisza. Słyszę odkładany aparat. Czuję dotyk na pośladkach. On całuje moje pośladki, które przed chwilą zbił. Liże je czule.
- Moja suczka, moja kochana suczka - czuję łzy spadające na moje pośladki.
Nagle przeszywa mnie koszmarny ból. To jedna z klamerek została odpięta. A odpowiedzią było tylko moje skomlenie. Ten ból jest po wielokroć silniejszy niż przy zakładaniu. Skąd mógł wiedzieć, że napływająca krew potrafi tak boleć. Kolejne łzy spadają na ławę. Zaciskam zęby a On odpina drugą klamerkę. Wyciągam dłoń i masuję obolałe miejsce. On łapie mnie za biodra, wchodzi we mnie kutasem naprężonym do granic możliwości. I wiem, że ja to sprawiłam. Cieszę się, bardzo się cieszę, że sprawiłam taką przyjemność mojemu Panu. Tryska w moim wnętrzu po kilku zaledwie ruchach, krzyczy spazmatycznie. Uwielbiam go. Uwielbiam, kiedy się ze mną kocha. A teraz potrafi mnie kochać także w ten wyjątkowy sposób. Mój Mąż. Mój Pan. Mój Władca. Kocham Cię Mężu.
Kiedy skończył odwiązał smycz i tulił mnie kilka minut głaszcząc i szepcząc czułości. Był poruszony tym, co się stało.
- Kocham cię moja suczko. Moja dzielna, kochana suczko. Zapraszam cię do łóżka. Chcę cię tulić przez resztę nocy, jaka nam została - powiedział.
Czułam Jego bliskość. Tak jakby chciał mnie zamknąć w swoich ramionach. Odgrodzić od całego świata. Zatrzymać na zawsze. Taką obolałą, zbitą, oddaną. Spojrzałam w okno, zaczynało świtać. Poczułam się nagle bardzo zmęczona...Kiedy doszliśmy do sypialni zdjął mi obrożę, położył mnie na łóżku, rozsunął nogi, wtulił między nie usta. Poczułam ciepły oddech i wilgotny język. Ciepły... Miękki... Kochany... Straciłam poczucie czasu i miejsca. Odpłynęłam w krainę snu i rozkoszy...W końcu przestałam czuć się bezpańska, należałam do Niego i On o tym wiedział. Zasnęłam spełniona i bardzo dumna. Dumna z mojego Pana.
******
zooza ©
Jestem suką i jestem z tego dumna!
Nie wiedziałam zupełnie, jaki ma być klimat zdjęć, jaka stylizacja. Salon był teraz czystą kartą, przytulny i ascetyczny zarazem... Czekałam w napięciu, nie przypominałam o swoim istnieniu, czekałam. Wszedł i przesunął wzrokiem po pomieszczeniu. Zatrzymał wzrok na mnie, zmrużył oczy, zastanawiał się chwilę...
- Pójdź na górę i przygotuj się - powiedział spokojnie - włosy, makijaż...
- Czy mam być ubrana? - wiedziałam, że tak, niewiadomą było jedynie w co mam się ubrać.
- To ma być stylizacja w duchu lat dwudziestych - zaczął - sukienka w pastelowym kolorze, bez rękawów, prosta, do kolan, długi sznur pereł, pończochy, buty na obcasie z zakrytymi noskami, wszystko jest przygotowane w sypialni.
- A bielizna - spytałam dla porządku.
- Bielizna biała, zaraz ją zdejmiesz, ale zaczniemy z bielizną - odpowiedź była stanowcza i wyczuwalne było zniecierpliwienie.
- Bieliznę możesz wybrać sama - rzucił jakby od niechcenia - wiesz, jaką lubię.
Wstałam bez słowa i ze wzrokiem wbitym w podłogę udałam się do sypialni. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Strumień wody spływał po moim ciele, spłukując z niego codzienność. Wiedziałam, że nie ma odwrotu. Wiedziałam też, że nie ma we mnie podniecenia, którego się spodziewałam. Zawsze marzyłam o takiej sesji, ale nigdy nie miałam ku temu ani okazji, ani możliwości. Czułam się nieswojo. Nie wiedziałam jak się zachować. Byłam zdenerwowana. Woda, która zazwyczaj koiła moje nerwy teraz nie przynosiła spodziewanej ulgi. Niepokój narastał. Bardzo zależało mi, żeby sesja fotograficzna stała się preludium do cudownego aktu oddania i mojej uległości, którymi chciałam obdarować mojego Pana Męża. Zmuszenie kogoś do uległości i posłuszeństwa jest dużo łatwiejsze niż wyzwolenie postawy dominacji. To trudne, ale jestem zdeterminowana. Chcę to zrobić. Jeżeli okaże się to porażką przyjmę to, ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby zaniedbać choćby najmniejszy detal. Muszę mieć pewność, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy.
Roztarłam w dłoniach olejek o zapachu zielonej herbaty. Moje dłonie rozprowadzały go stopniowo po ciele. Najpierw na karku, szyi, na linii włosów i w okolicy uszu. Dotyk w tych miejscach zawsze wywołuje u mnie przemiłe doznania. Zapach unosił się i pieścił moje zmysły, a moje palce dokonywały reszty. Powoli moje dłonie zsuwały się coraz niżej i nim się spostrzegłam palce pieściły twardniejące sutki. Jak trudno było utrzymać je w śliskich palcach. Przyjemność zaczęła rozpływać się po moim ciele wraz z wodą. Oparłam się piersiami o ścianę, chłód kafelków przyspieszył efekt twardniejących z podniecenia sutków. Dłonie przesunęły się niżej, przez brzuch do mojej kobiecości. Bezwstydnie pieściłam się palcami, pocierając delikatnie wargi, wsuwając palce pomiędzy nie, drażniłam się sama ze sobą omijając łechtaczkę. Podniecenie narastało. Chciałam spełnienia. Bardzo chciałam. Ścisnęłam łechtaczkę kciukiem i palcem wskazującym i mocno naciągnęłam. Poczułam pierwszy skurcz, delikatny, jakby nie mój. Palce pieściły moją drugą dziurkę, wiedziałam, że też będzie dziś użyta. Pieszczota zaczęła ją delikatnie rozchylać, teraz wystarczyło już tylko wsunąć palec. Śliski od olejku wcisnął się w nią bez trudu, a kciuk wsunęłam do cipki, która nie opierała się. Zetknęłam palce, teraz oddzielała je jedynie cienka cielesność, pocierałam palce jednocześnie je wsuwając i wysuwając. Strumień wody skierowany na łechtaczkę dopełnił reszty. Fala skurczów była krótka, ale bardzo intensywna. Teraz byłam gotowa, żeby obnażyć się przed obiektywem. Zakręcając wodę zauważyłam, że w drzwiach łazienki stał On. Patrzył na mnie z uśmiechem. Poczułam się nieswojo, nie lubię pieścić się na oczach kogokolwiek, spuściłam wzrok i sięgnęłam po ręcznik.
- Pokaż mi się - powiedział cicho.
Wyszłam mokra, krople wody spływały po mnie i na podłodze zebrała się już spora kałuża. Wyciągnął rękę i dotknął mojego policzka, zrobił to tak szybko, że uchyliłam się biorąc to za uderzenie. To był odruch. Moja wyobraźnia płata mi figle... Pogładził mnie po twarzy, po szyi, ścisnął sutki i zagłębił palce w cipce. Przyjęła palce bez najmniejszego oporu, była wilgotna, otwarta i ciepła... Widziałam, że podniecił go ten widok, chociaż starał się to ukryć.
- Ubieraj się, a ja popatrzę - powiedział kładąc się na łóżku.Wytarłam ciało i lekko podsuszyłam włosy, On ciągle mnie obserwował. Bez słowa. Zaczesałam włosy i nałożyłam wosk. On patrzył, śledził każdy ruch, czułam jego wzrok na sobie. Kończyłam makijaż, kiedy powiedział głośno:- Zacznij się ubierać, nie mamy całej nocy.Spojrzałam na zegarek, dochodziła dwudziesta druga. Sięgnęłam po bieliznę.
- Najpierw pończochy - powiedział tym swoim rozkazująco-proszącym szeptem.
Siedziałam tyłem do Niego na skraju łóżka, odłożyłam majteczki i wzięłam pończochę.
- Nie tam, chcę widzieć jak je zakładasz - usłyszałam stanowczy, ale z trudem opanowany głos.
Leżał na plecach, widziałam wyraźnie wypukłość w Jego spodniach, starałam się o tym nie myśleć. Uniosłam nogę i postawiłam ją obok Jego twarzy. Teraz widział dokładnie moją kobiecość, a ja starałam się unikać Jego wzroku. Stałam tak a On dotykał mnie wzrokiem. Przerwałam to sięgając po bieliznę, nie protestował. Założyłam resztę garderoby i opuściliśmy sypialnię.
Szedł za mną, kiedy doszliśmy do schodów zatrzymał mnie i zawiązał mi oczy. Prowadził mnie trzymając za ramię. Czułam się nieswojo, ale szłam. To miał być Jego wieczór. Na miejscu posadził mnie na czymś miękkim. Stał nade mną, czułam jego krocze dotykające mojej twarzy. Znieruchomiałam, On ukląkł przede mną i rozszerzył moje kolana. Jego dłonie gładziły wewnętrzną stronę uda, musnął moją kobiecość przez bieliznę i nagle przestał. Nie czułam dotyku, nie wiedziałam gdzie on jest.
- Teraz zrobisz dokładnie to, co powiem.
- Rozchyl usta, bardziej - dobrze.
- Ręce między udami, ale nie zasłaniaj cipki.
Słyszałam tylko, jak przechodził z miejsca na miejsce i trzask migawki. Kolejne polecenia, ustawienia głowy, stóp, dłoni... Jego głos stawał się coraz bardziej podniecony. Podszedł do mnie i zdjął mi apaszkę. Wyglądał na zadowolonego.
- Zdejmij bieliznę - tylko powoli - powiedział przestawiając coś w aparacie. Wstałam, a kiedy podciągnęłam sukienkę, żeby zdjąć majtki usłyszałam serię trzasków wydawanych przez spust. Wiedziałam już - zdjęcia seryjne. Powoli zsunęłam majtki, najpierw do kolan, a później zatrzymałam je na kostkach. Usiadłam i rozszerzając kolana odsłoniłam cipkę. Kolejne kadry uwieczniające moje ciało stały się faktem. Zaczynałam się podniecać tą sytuacją. Czułam się jak w swoich fantazjach, kiedy marzyłam o tym, że jestem podglądana. Kolejny raz przypomniał mi brutalnie, że to Jego wieczór i bawimy się tak, jak On chce.
- Zmień sukienkę - powiedział rzucając ją w moją stronę.Krótka letnia sukienka, rozkloszowana, rozpinana na całej długości. Chętnie ją założyłam, była wygodna. W tym czasie przyniósł krzesło.- Teraz usiądź na nim w ten sposób, żeby było widać cipkę, ale zapnij wszystkie guziki.
- Dobrze, oprzyj brodę na rękach skrzyżowanych na oparciu - trzask... trzask zamiast dobrze.
- Odchyl się do tyłu, głowa odrzucona - nie, zaczekaj, rozepnij dwa górne guziki - chce widzieć twoje piersi - kolejne komendy są coraz szybsze...
Nie myślę, nie analizuję, robię to, co mi kazał. Jestem w siódmym niebie. Chcę jeszcze. Czuję jak wilgoć zaczyna się sączyć z cipki po udach, czuję mokre pończochy, zaczynam odpływać...-
Teraz wejdź na stół - polecenie wyrywa mnie z błogostanu.
Wchodzę na stół, staję na jego krawędzi a On kładzie się z aparatem na podłodze. Kątem oka widzę, że jest bardzo podniecony. Pstryka kilka zdjęć.
- Teraz kucnij, chcę zobaczyć twoje wnętrze - rozkazuje.
Zbliża się aparatem na bardzo małą odległość, niemal dotyka mnie. Ależ tak, On mnie dotyka. Ściska palcami łechtaczkę i ciągnie wargi. Jęczę z rozkoszy, kiedy nagle przestaje. Znowu zostawia mnie taką podnieconą.
- Czy moja suczka chciałaby mieć zdjęcie w swojej obroży? - pyta nagle.
- Bardzo - odpowiadam wstydliwie, z trudem wydobywając głos.
- W takim razie przynieś ją szybciutko. I inne zabawki też. Suczko - słyszę już na schodach.
- Jeżeli masz jakieś... - to już dokończył szeptem, mówiąc jakby do siebie.
Kiedy wróciłam siedział w fotelu, w ręku trzymał aparat. Rozpięte spodnie uwolniły kutasa, który teraz prężył się prowokująco.
- A teraz moja suczka pokaże mi jak wylizuje kutasa - powiedział jakby od niechcenia.Odłożyłam wszystko, co przyniosłam na kanapę i podeszłam do Niego.
- Na kolana suczko i bierz go do buzi - powiedział z wyraźnym zadowoleniem.
Zrobiłam to, czego sobie życzył. Klękając usłyszałam odgłos migawki. Polizałam lśniącego od śluzu kutasa zamykając z lubością oczy.
- Otwórz oczy, chce widzieć oczy mojej suczki. Patrz na niego. Patrz na mnie.
Wiedziałam już, że wydawanie poleceń sprawia mu przyjemność. Z pewnymi oporami spojrzałam Mu w oczy. Uśmiechnął się i nacisnął spust. Kolejne zdjęcia. Złapał mnie za włosy i pociągnął do góry.
- A teraz przynieś obrożę i zapnij ją sobie - wyszeptał całując mnie w usta.To był bardzo namiętny pocałunek, jakby chciał ten sposób odebrać mi smak swojego kutasa. Wstałam, podniosłam obrożę i chciałam ją zapiąć, ale powstrzymał mnie Jego głos.
- Na kolana suczko.
Posłusznie wykonałam polecenie a kiedy zapinałam obrożę na szyi On pstrykał kolejne zdjęcia. Przypiął mi smycz, za którą mocno pociągnął, tym razem na szczęście ciągnął do przodu i obroża nie dusiła mnie. Przyciągnął moją twarz do podłogi, podczas gdy moja pupa sterczała w górze. Nadepnął smycz nogą. Pstryk... pstryk. Kiedy puścił smycz, ja próbowałam się poruszyć, żeby zająć wygodniejszą pozycję.
- Zostań - krzyknął - zostań i czekaj!
Kamienna posadzka dotykająca mojego policzka wywołała dreszcz. A może to sytuacja? Albo Jego krzyk? Nie wiem. Wiem tylko, że podniecenie rosło z każdą chwilą. Podszedł do mnie od tyłu, zadarł sukienkę... pstryk... pstryk. Wymierzył mi potężnego klapsa.
- Auuuu - krzyknęłam, nie spodziewałam się tego.
- Przecież to lubisz - powiedział akcentując 'to'.
- Podziękuj mi zatem.
- Dziękuję - powiedziałam z przekonaniem, pośladek palił niemiłosiernie
Pstryk... pstryk.
- Masz pięknie odbitą dłoń na tyłeczku. Zrobię mu jeszcze kilka zdjęć.
- Pstryk... pstryk.
- Zdejmij sukienkę i uklęknij na ławie, tyłem do mnie.
Zrobiłam to. Poszedł i naciągnął smycz. Znowu poczułam dławiące mnie szarpnięcie.
- Patrz na mnie, kiedy robię ci zdjęcie - krzyknął i znowu szarpnął smycz.
Odwróciłam głowę.
- Płaczesz? - zapytał, a w Jego głosie wyczuwalna była troska.
- Płacz! Chcę widzieć łzy w twoich suczych oczach! - pstryk... pstryk.
Znowu czuję napiętą smycz. Ale jakoś inaczej. Nagły świst wyjaśnia wszystko. Kilka uderzeń końcówką smyczy spada na moją pupę. Pstryk... pstryk.
- Auuuu - słyszę jak łzy kapią na drewnianą ławę, na której klęczę.
- Chcesz jeszcze? - pada pytanie.
- Tak. Chcę jeszcze - odpowiadam chowając wzrok.
Jestem podniecona. Bardzo podniecona. Wstydzę się tego. Podchodzi do mnie. Przywiązuje smycz do stojącego obok fotela. Odchodzi.
- O! Widzę, że masz tu kilka zabawek. Zaraz je wypróbuję - słyszę zadowolenie w Jego głosie.
- Nie wolno ci się odwrócić. Nie ważne, co będę robił. Nie patrz dopóki ci nie pozwolę.
Podchodzi z powrotem do mnie. Głaszcze wychłostane pośladki. Ten dotyk jest bolesny, ale przyjemny. Klęka obok. Czuję Jego oddech. Całuje moje pośladki, a jego palce zagłębiają się w cipce.
- Ty naprawdę to lubisz! - mówi z przejęciem.
- Jesteś mokra, podniecona i chętna. Chcesz jeszcze? - pyta, chociaż zna odpowiedź.
Czuję jak łapie mnie za wargi i naciąga je bardzo mocno. Uwielbiam to uczucie. Nagle silny ból przywołuje moją świadomość.
- Co to? - pytam sycząc z bólu.
- Nic takiego, to klipsy, które przyniosłaś, po to je przecież przyniosłaś.
- Tak, po to. Ale nie wiedziałam, że są takie silne, nie używałam ich jeszcze - odpowiadam szlochając.
- Mam zdjąć? - pytanie jest poważne.
Chwila zastanowienia. Nie, przecież nie mogę teraz zrezygnować. Odpowiadam przecząco. Druga klamerka znajduje swoje miejsce przeznaczenia tuż obok. Boli. Jak bardzo boli. Łzy kapią i nie mogę nad nimi zapanować. Czuję Jego palce w moim wnętrzu. Takie delikatne i ostrożne, ale poruszane dłonią klamerki sprawiają jeszcze większy ból.
- Jesteś - pstryk... pstryk - piękna - pstryk... pstryk.
- Jesteś - pstryk... pstryk - cudowna - pstryk... pstryk.
- Jesteś - pstryk... pstryk - moja - pstryk... pstryk.
- A teraz dostaniesz to, czego pragniesz. Chcesz tego? - Spójrz na mnie! I powiedz, czego chcesz teraz!Odwracam głowę i widzę, że trzyma w ręku szpicrutę. Tę samą, którą kupiłam specjalnie na dzisiejszy wieczór. Waham się. Decyzja należy do mnie. Nawet nie wiem jak mocno uderzy. Nie wiem jak bardzo to będzie bolało. Nie wiem czy to wytrzymam. Ale wiem jedno. Jeżeli nie skoczę w przepaść nie dowiem się czy potrafię latać...
- Chcę... - zaczynam nieśmiało.
- Tak? - Chcę żebyś pieścił moje pośladki szpicrutą, którą trzymasz w dłoni - odpowiadam zmieszana, ale czuję jak adrenalina i podniecenie robią swoje w mojej głowie.
- Chcę tego. Proszę o to.
- Kogo prosisz?
- Ciebie?
- Kogo?
- Mojego Pana!
- Ile?
- Tyle ile uznasz za stosowne, Panie - odpowiadam i czuję skurcze w podbrzuszu.
- Dla ciebie wszystko moja suniu - odpowiada słodko i jednocześnie wymierza mi pierwszy raz.
- Auuuuuuuuuuuuuuu!Kolejny raz spada na moje pośladki.
- Auuuuuuuuuuuuuuu. Już. Już mój Panie. Już wystarczy. Błagam.
Odpowiada mi tylko kolejne pstryk... pstryk. Nagle cisza. Słyszę odkładany aparat. Czuję dotyk na pośladkach. On całuje moje pośladki, które przed chwilą zbił. Liże je czule.
- Moja suczka, moja kochana suczka - czuję łzy spadające na moje pośladki.
Nagle przeszywa mnie koszmarny ból. To jedna z klamerek została odpięta. A odpowiedzią było tylko moje skomlenie. Ten ból jest po wielokroć silniejszy niż przy zakładaniu. Skąd mógł wiedzieć, że napływająca krew potrafi tak boleć. Kolejne łzy spadają na ławę. Zaciskam zęby a On odpina drugą klamerkę. Wyciągam dłoń i masuję obolałe miejsce. On łapie mnie za biodra, wchodzi we mnie kutasem naprężonym do granic możliwości. I wiem, że ja to sprawiłam. Cieszę się, bardzo się cieszę, że sprawiłam taką przyjemność mojemu Panu. Tryska w moim wnętrzu po kilku zaledwie ruchach, krzyczy spazmatycznie. Uwielbiam go. Uwielbiam, kiedy się ze mną kocha. A teraz potrafi mnie kochać także w ten wyjątkowy sposób. Mój Mąż. Mój Pan. Mój Władca. Kocham Cię Mężu.
Kiedy skończył odwiązał smycz i tulił mnie kilka minut głaszcząc i szepcząc czułości. Był poruszony tym, co się stało.
- Kocham cię moja suczko. Moja dzielna, kochana suczko. Zapraszam cię do łóżka. Chcę cię tulić przez resztę nocy, jaka nam została - powiedział.
Czułam Jego bliskość. Tak jakby chciał mnie zamknąć w swoich ramionach. Odgrodzić od całego świata. Zatrzymać na zawsze. Taką obolałą, zbitą, oddaną. Spojrzałam w okno, zaczynało świtać. Poczułam się nagle bardzo zmęczona...Kiedy doszliśmy do sypialni zdjął mi obrożę, położył mnie na łóżku, rozsunął nogi, wtulił między nie usta. Poczułam ciepły oddech i wilgotny język. Ciepły... Miękki... Kochany... Straciłam poczucie czasu i miejsca. Odpłynęłam w krainę snu i rozkoszy...W końcu przestałam czuć się bezpańska, należałam do Niego i On o tym wiedział. Zasnęłam spełniona i bardzo dumna. Dumna z mojego Pana.
******
zooza ©
Jestem suką i jestem z tego dumna!
29 września 2005
Morskie spojrzenie Rafaela Kaletki
Jeden z tych, o których nic nie wiadomo. Rafael Kaletka nie rzuca na kolana swoimi pracami, ale ostatni spacer skalistym wybrzeżem, w zachodzącym słońcu przywołał z zakamarków pamięci serię zdjęć wykonanych w podobnej scenerii. To co spodobało mi się w nich wówczas, kiedy widziałam je po raz pierwszy, pozostało niezmienne do dziś. To przede wszystkim zestawienie struktur. Idealna gładź skóry, młodego, jędrnego pełnego życia ciała z twardą, spękaną, chropowatą powierzchnią skał. Czy na pewno skał? Czy zawsze skał? Tu nie ma co do tego wątpliwości - poziome warstwy, ostre linie rozdzielające poszczególne osady




Ale na tym zdjęciu nie jest to już tak oczywiste. Powierzchnia niby podobna, ale nieregularne bruzdy przywodzą mi na myśl zmarszczki na skórze. Może więc nie jest to skała, ale grzbiet słonia, albo wnętrze dłoni King Konga, a może po prostu zbliżenie skóry starego człowieka…

I te dwa z wodą w tle. Wodą wprowadzającą trzecią fakturę do kompozycji, wodą eliminującą statyczność obrazu. Pomarszczona powierzchnia unosi fale niczym brwi w geście zdziwienia. Zaskoczona tym, co dojrzała na brzegu. Coś, czego z całą pewnością na ten brzeg nie wyrzuciła. Coś obcego, nie należącego do żadnego z żywiołów, ani wody, ani ziemi, ani powietrza… czyżby to był ogień? Nie to raczej niemożliwe, ogień jest nieokiełznany. A to coś na skale układa się miękko, powtarzając krzywiznę krawędzi klifu i opływającej go wody. To coś się dostosowuje… Ale jedynie czasowo. Na kolejnym obrazie odbitym w źrenicy kontestuje prostotę horyzontów zarówno wody jak i ziemi. One mają punkt wspólny, ich linie życia przecinają się… A to coś? To ciało? Ono przekreśla współzależność pozostałych żywiołów. Niby dotyka każdego z nich i ziemi, i wody, i powietrza ale układ jaki tworzą nieodmiennie przywodzi mi na myśl matematykę i przekreślony znak równości.


28 września 2005
Żywot nasz, jak łąka...
Żywot nasz, jak łąka nieustannie przez nas samych ścinana, rośnie nam równocześnie za plecami aromatycznym, siennym stosem.
Odurzający śnie, który nas czekasz, kiedyś po skoszeniu całej tej łąki zielonej! Z głową ukrytą w kopcu tego barwnego siana.
Zsypią nam się na oczy kwiaty naszych dni i nie palące już pokrzywy naszych trosk. Będzie w tym stogu- rezygnacja i pogoda równa może tym, które rozjaśniają złocącą
się już śmiertelnie, zgrabioną trawę, na klombie przede mną.
Nie ma goryczy, fermentu, nie ma śladu buntowniczości pośmiertnej w tych ściętych ziołach, o czym świadczy piękny ich zapach: namiętny i lekkomyślny.
Niewiele jest słów. Które bardziej niż te plastycznie opowiadają o życiu. Zastanawiam się czasami jak to możliwe, że w niemal każdym słowie mojej ukochanej poetki widzę jakieś odbicie siebie samej. Ale tak właśnie jest. Nadinterpretacja? Możliwe. Choć bardziej prawdopodobne jest, że poznałyśmy się już ponad dwadzieścia lat temu. Większość wierszy znam na pamięć, uwielbiam niemal wszystkie. Czytając to tak, jakbym swoje czytała, tak bardzo są mi bliskie. Urocza osoba, nieszablonowa, niespokojna, niepokorna, buntownicza. Ale także, w jakiś sposób, samotna. Jest przyjaciółką mojej duszy, sekretów powiernicą. Ona i Jej wiersze, którymi mogłabym okryć się i zasnąć w ich szeleszczącym dotyku liter. Należy się Jej maleńka choćby notka biograficzna ode mnie, którą to powinność z należytym szacunkiem i nabożnością niniejszym spełniam.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, z Kossaków, Bzowska po pierwszym z mężów, Pawlikowska po drugim, po trzecim zaś Jasnorzewska urodziła się 24 listopada 1891 r. w Krakowie. Córka Wojciecha Kossaka, wnuczka Juliusza, siostra Magdaleny Samozwaniec. Debiutowała w 1922 tomem Niebieskie migdały, następnie wydała kolejno zbiory: Różowa magia (1924), Pocałunki (1926), Dancing (1927), Wachlarz (1927), Cisza leśna (1928), Paryż (1928), Profil białej damy (1930), Surowy jedwab (1932), Śpiąca załoga (1933), Balet powojów (1935), Krystalizacje (1937), Szkicownik poetycki (1939), Róża i lasy płonące(1940), Gołąb ofiarny(1941)Zmarła 9 lipca 1945 roku w Manchesterze i tam jest pochowana.
27 września 2005
Prawie klitoridektomia i niemal kanibalizm
Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał. W domu wre robota krawiecka, garderoba na fetyszową imprezę rychtowana, całe mnóstwo dłubaniny z krojeniem i szyciem. A tu nagle, ni z tego ni z owego Pan Mąż zapędza nas do łóżka. Tak między bogiem a prawdą to wcale nas nie musiał tak bardzo pędzić – same przyszłyśmy grzecznie na jedno Jego skinienie. I ani się spostrzegłyśmy jak dokonaliśmy klasycznego niemal trójkątnego skonsumowania własnych cielesności. Przećwiczyliśmy chyba wszelkie możliwe kombinacje wczorajszej nocy, każdy z każdym i w każdą stronę. Dwójkami i trójcą całą jak na łańcuszek szczęścia przystało.W ferworze walki o mało nie doszło do wypadku, byliśmy o włos od klitoridektomii wykonanej zębami i kanibalizmu. A wszystko to w trakcie jednego wieczoru. Uff udało się, w każdym razie tym razem. Miejmy nadzieję, że więcej się to nie powtórzy bo wielce nieprzyjemny to przypadek. Można powiedzieć, że logistyka zawiodła i synchronizacja działań. Ale po prawdzie to wszyscy mieli ochotę na małą orgietkę i to natychmiast i stąd taka wpadka. W końcu to dwa tygodnie abstynencji seksualnej i odosobnienia, osiemnaście godzin w samochodzie i bardzo mało snu... Uwaga na przyszłość: po osiemnastu godzinach podróży najpierw się przespać a dopiero później brać się za seksu uprawianie łatwiej będzie zapanować nad ciałem własnym!
26 września 2005
Urlop stał się przeszłością
Znowu w domu. Urlop to kategoria przeszła. Jeszcze jutro chwila oddechu a potem... Wszystko, co miłe szybko się kończy...
25 września 2005
Epitafium
Tę kategorię powinnam chyba już zamknąć. Bo przecież i nardilwen - Płomieniowi oddana dziewczyna i Ruinar - Szkarłatny Płomień spłonęli w ogniu swojej namiętności. Spełnili, co było niemożliwe. Stojąc na ziemi dotknęli nieba i zaznali piekła. Nie mogą używać magii swoich słów, a ostatnio także słów innych pokazywać sobie nie mogą. Muszę pozwolić im odejść. Kolejny ze światów, który tworząc skazałam na zagładę. Ale warto było, warto było. Każde słowo jej wypowiedziane ustami było słowem zrodzonym w mojej duszy. Moimi był jej wyznaczone próby. I może tylko nie usunęłam się tak, jak powinnam była to uczynić. Ale to przeszłość. To rok, którego nie zapomnę. Teraz zaś pozwalam odejść tym dwojgu do świata ognia i mgły, gdzie nie będzie już przed nimi żadnej zasłony, gdzie dopełni się przeznaczenie. Stałam w wodzie, a słone moje łzy spływały obmywając ciało do słonego morza. Czyżby morza i oceany były tym miejscem, gdzie zbierają się wszystkie wypłakane łzy? Możliwe. Jeśli tak jest to zamknęłam cykl, wróciłam do początku. Bo przecież pierwsze moje łzy również po nagim spłynęły ciele, lecz do ziemi spłynęły. Tymi łzami, które spadając czyniły kręgi na wodzie pożegnałam ich oboje - ognistego Demona i kapłankę Jego. Ogień skąpany w wodzie, źdźbło trawy w morskiej toni. Ogień i Woda. Dwa przeciwstawne żywioły, które potrafiły stworzyć płomienny gejzer.
24 września 2005
Co nowego w suczym świecie?
Hmm w sumie może nic, ale jak donosi nasz korespondent z polskiej rzeczywistości jedna z naszych znajomych chodzi na smyczy. Co prawda zaskoczyła mnie informacją kto trzyma drugi koniec tej smyczy… ale. No właśnie – ale. Znowu dochodzę do wniosku, że środowisko jest bardzo małe, oj małe. Trochę tak, jak z polskimi katolikami - większość się deklaruje jako wierzący (ale nie praktykujący, hihi). Tak jest i z wyznawcami bdsm w dużej mierze. Więc siłą rzeczy ilość jest ograniczona, skończona, nie powinny więc dziwić zmieniające się dłonie dzierżące smycz...
Z innej nieco beczki objawiła się pewna sunia z przeszłości (nie mnie ale Panu oczywiście). Objawiła się bo przeniosła się do stolicy. Ciekawe czy skonsumujemy to poznańskie ciasteczko czy nie, w końcu ona jest bi… Pożyjemy zobaczymy. Jedno jest niewątpliwie bezsprzeczne wrażenie, jakie wywarł na niej Pan Mąż musiało być mocne. Są tylko dwa wytłumaczenia tego zachowania. Albo ten czuły i szarmancki mężczyzna, którego poznała jest tak czuły i szarmancki, że nie zagląda w zaułki dominacji a jej uległość dopomina się o swoje prawa (zawsze powtarzam tego nie da się wyrzucić z siebie i powiedzieć już mnie to nie kręci). Albo zmiana miejsca zamieszkania zmieniła optykę relacji z Panem Mężem (czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia). Tak czy owak zna osobę i zna podejście a to daje poczucie bezpieczeństwa.
No i tradycyjnie chodzi mi po głowie moja Dręczycielka i Jej dłonie, które potrafią nieba przychylić i do piekła posłać. Chyba najbardziej miałabym ochotę służyć i Panu, i Pani, jak wówczas, w listopadzie… Kto wie, co życie przyniesie. Może Pan i Pani uzgodnią jakieś małe obchody rocznicy tamtego spotkania.
Z innej nieco beczki objawiła się pewna sunia z przeszłości (nie mnie ale Panu oczywiście). Objawiła się bo przeniosła się do stolicy. Ciekawe czy skonsumujemy to poznańskie ciasteczko czy nie, w końcu ona jest bi… Pożyjemy zobaczymy. Jedno jest niewątpliwie bezsprzeczne wrażenie, jakie wywarł na niej Pan Mąż musiało być mocne. Są tylko dwa wytłumaczenia tego zachowania. Albo ten czuły i szarmancki mężczyzna, którego poznała jest tak czuły i szarmancki, że nie zagląda w zaułki dominacji a jej uległość dopomina się o swoje prawa (zawsze powtarzam tego nie da się wyrzucić z siebie i powiedzieć już mnie to nie kręci). Albo zmiana miejsca zamieszkania zmieniła optykę relacji z Panem Mężem (czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia). Tak czy owak zna osobę i zna podejście a to daje poczucie bezpieczeństwa.
No i tradycyjnie chodzi mi po głowie moja Dręczycielka i Jej dłonie, które potrafią nieba przychylić i do piekła posłać. Chyba najbardziej miałabym ochotę służyć i Panu, i Pani, jak wówczas, w listopadzie… Kto wie, co życie przyniesie. Może Pan i Pani uzgodnią jakieś małe obchody rocznicy tamtego spotkania.
Zaangażowanie?!
Młodą trudno wyciągnąć z wody, odkąd zaczęła pływać samodzielnie trzeba mieć oczy dookoła głowy. Maskę dobrałam jej dobrą jeszcze jej posłuży chwilę, ale fajkę trzeba będzie sprawić nową i to niemal natychmiast (zrobiła to potrafią zrobić kursanci nurkowi nawet z automatami) – odgryzła ustnik fajki. Robiąc przy tym potworny lament, że zepsuła sprzęcior. No cóż zdarza się w najporządniejszych rodzinach. Jutro dostanie którąś z naszych jeżeli ustnik będzie pasował, są co prawda trochę krótsze, ale wyjdzie w praniu. Tak czy inaczej maska i fajka są już na stałym wyposażeniu, używane także do normalnego pływania a czasami także na lądzie. Co ciekawe, spodziewałam się, że nuranie będzie jednym z tych nielicznych momentów, kiedy Młoda jest bezgłośna. Nic z tego. Ona nawet z głową pod wodą i fajką w zębach nie przestaje gadać, mało tego ona ŚPIEWA (!!!) przez fajkę. Cała nadzieja w przyszłości – z automatem ten numer nie przejdzie na szczęście. To znaczy werbalizować można ale nie ma to żadnego sensu bo nikt nie jest w stanie zrozumieć.
Koniec wakacji się zbliża...
Ostatnie dni urlopu, ostatnie promienie słońca łapane zachłannie w zagłębienia skóry, ostatnie spacery nad morskim dnem, ostatnie cytryny zrywane prosto z drzewa rosnącego pod oknem. Na szczęście aura tym razem odpędza jesienną szarugę i funduje letnie wspomnienia w końcu września. Powrót z wakacji nie będzie więc aż tak drastyczny, nie będzie to wejście w strugi deszczu, ale łagodny powrót do rzeczywistości.Wyciągałam się dziś na słoneczku, co do mnie nie podobne, jak bohaterka wczoraj pisanej Kanikuły. Jak jaszczurka, dla której codzienna dawka promieni słonecznych jest podstawą egzystencji. Wygrzewałam się, jakby słońce miało jutro nie wzejść. Ale widocznie to syndrom końca urlopu, bo zobaczyć mnie smażącą się na słoneczku to rzadkość nad rzadkościami. Osuszyć się, ogrzać po pływaniu a i owszem, ale nigdy nie byłam zwolenniczką leżenia plackiem i prażenia się.
23 września 2005
czas krawiec kulawy
Czas, jak to Czas krawiec kulawy
z chińskim wąsem suchotnik żwawy
Coraz to inne skrawki przed oczy mi kładzie
spoczywające w ponurej szufladzie.
Czarne, bure, zielone i wesołe w kratkę,
to zgrzebne szare płótno, to znów atlas gładki
Raz - coś błysło jak złotem
zamigotało zielonym klejnotem,
zatęczyło na zgięciu,
zachrzęściło w dotknięciu...
Więc krzyknęłam: "Ach! Z tego, z tego chcę mieć suknię!"
Lecz Czas, jak to Czas, zły krawiec tak pod nosem fuknie"
To sprzedane, do nieba - cała sztuka -
szczęśliwy, kto ten skrawek widział
-niech większego szczęścia nie szuka
- To rzekłszy, schował prędko próbkę do szuflady
a mnie pokazał sukno barwy - czekolady
MPJ
Cała prawda o życiu – łapać chwile szczęśliwe i nie wypuszczać ich z dłoni. Zacisnąć mocno palce, żeby nie przeciekały. Rozmienianie się na drobne? Nic z tych rzeczy. Z małych ziarenek piasku wielka pustynia jest złożona. Nie ma szans na duże szczęścia, na spektakularną losu odmianę? Więc poszukam małych błysków radości, niewielkich przyjemności, kamyków szczęścia. Jeśli odpowiednio dużo ich będzie to i naszyjnik z nich zrobić się da. Patrzę więc uważnie pod nogi, żeby przypadkiem któregoś nie rozdeptać przez nieuwagę. Czasami małe szczęścia są naprawdę maleńkie…
Co się wydarzyło szesnastego?
Strasznie jestem ciekawa co zaszło wówczas, jak to się odbyło, ale przede wszystkim ciekawa jestem odczuć. Na ile to spotkanie spełniło oczekiwania jego uczestników? Na ile okazało się być jednorazowym eksperymentem? Czy to jest to czego chcieli? Czy te najbardziej intymne i osobiste miejsca w moim domu zostały dziewiczymi, czy może jednak zostały naznaczone obecnością gościa. Tyle domysłów, tyle spekulacji. A przecież mogę zapytać… Tylko dlaczego mieliby mi odpowiedzieć. Nie wszyscy lubią dzielić się swoimi przeżyciami równie chętnie jak ja.
Kanikuła
Przez ledwo otwarte oczy dostrzega zarys nieznanego wnętrza, szuka jakiegoś znajomego elementu, szuka i nie znajduje. Zalany słonecznym blaskiem, przesączającym się przez zasłony, pokój wita ją dość chłodno. Żadnych osobistych drobiazgów, żadnych kwiatów na parapecie, czysto, miło a jednak obco. Ale czego można się spodziewać po hotelowym pokoju, nawet pięć gwiazdek nie gwarantuje domowego ciepełka. Tylko po co domowe ciepełko, wszak to właśnie z niego wyrwała się na te krótkie chwile niesamotności… Jeszcze przeciągnie leniwie to wymuskane ciało, jakby chciała zatrzymać na skórze dotyk pościeli. Jeszcze przymknie oczy szukając szczątków gorącego snu. I wstanie, żeby zrobić to co musi… Rozmowa z bliźniaczką z lustra, porady co do kreacji i koloru pomadki, przymiarki. No, bo przecież decyzje, które teraz podejmie zaważą na całym dzisiejszym dniu. A dzień zapowiada się interesująco…
Kiedy schodzi po schodach wiatr rozwiewa jej włosy, szepcząc do ucha lubieżne komplementy. A ona idzie, waży każdy krok, bo każdy jest małym dziełem sztuki. Najpierw palce, które odziane w czerwone rzemyki dotykają stopni dają znak ciału, że już czas. Obciągnięte, płyną niesłychanie powoli zanim pozwolą pięcie wspartej na subtelnym, cienkim obcasie dołączyć na podium. Tuż za nimi łydki, zarysowane łagodnie, piękną linią z przewężeniem tuż nad kostką. Kształtne kolano będące zapowiedzią boskości uda… Nie dane było objąć wzrokiem całości tego piękna nim stopy obute w czerwone rzemyki dotknęły ostatniego stopnia. Stoi, waha się czy zrobić ten krok, po którym nic już nie będzie takie jak dotychczas. Wodzi wzrokiem przez dłuższą chwilę, pozwalając wiatrowi bawić się swoimi włosami i łechtać próżność. Ale czas wiatru kończy się równie nagle jak się rozpoczął, oto bowiem oczy kobiety dojrzały to czego z takim zaangażowaniem szukały. Jej oczy są już teraz wpatrzone wyłącznie w Tego-Który-Leży…
Pierwszy krok, ten, którym rozstaje się ze schodami jest kamieniem milowym. Palce już dotykają Tego-Który-Leży, tuż za nimi pięta. Szpilka wciska się ciało Tego-Który-Leży, ale to nic. To nic, on właśnie na to czekał. Dobrze wie, że za chwilę dane mu będzie dotknąć tej jedwabistej skóry. Nagiej. Nie musi nawet długo na to czekać. Rzemyki opadają z łydki i stopa wyswobodzona z więzów, spragniona gorącego pocałunku osiada na Leżącym. On wie doskonale czego się od niego oczekuje. Rozgrzanymi drobinami swojego dotyku otula stopę, która stała się naga. Delikatnie wciska się miedzy palce, dotyka pomalowanych koralową barwą paznokci, muska wierzchnią część stopy. Nawet nie spostrzegł kiedy druga ze stóp dołączyła i zaczęła się domagać należnego hołdu. Krok jeden, drugi, trzeci… palce dotykane coraz bardziej zmysłowo. Chwila wahania i łydka, aż po kolano oddana zostaje we władanie Tego-Który-Leży. Jego apetyt rośnie z każdym darowanym mu skrawkiem aksamitnej skóry. Nie miał zbyt wiele czasu żeby nacieszyć się tym darem. Oto bowiem zaskoczony został kolejną porcją kobiety, której pośladki wyciskają dołeczki w puszystości jego dotyku. Zagarnia zachłannie ramiona i plecy podkładając gorące dłonie pod burzę włosów. Tak oto kobieta oddała się Leżącemu, całym swoim jestestwem przylgnęła do rozgrzanego ciała. Zmysłowo przymknęła powieki, żeby delektować się tą niewymuszoną pieszczotą, którą jej zaoferował. Muskanie pleców i pośladków zaskutkowało rozleniwieniem, podświadomość zaczyna podsycać, chwilowo zaspokojony, apetyt na rozkosze cielesne. A tych nigdy dosyć…
Na taką właśnie chwilę czekał Ten-Który-Patrzy. Czekał cierpliwie, aż kobieta w objęciach kochanka zacznie odpływać we własne marzenia. Właśnie wówczas omiótł jej ciało swoim ognistym wzrokiem wywołując dziwne zawirowanie między kobietą a obejmującym ją kochankiem. Uciekł wzrokiem, jednak nie na długo. Nauczył się panować nad wzrokiem, w końcu to stąd pochodzi jego imię – Ten-Który-Patrzy. Powłóczyste spojrzenie najpierw zatrzymał na stopach kobiety. Powoli oddawał swój żar, karmiąc ją wyobrażeniem niebiańskiego ciepła. Powoli pieścił gorącymi smugami łydki, kiedy dotknął kolan kobieta, instynktownie, rozwarła delikatnie uda otwierając się na ogarniające ją ciepło. A kipiące namiętnością palce wędrowały wyżej i wyżej. Przez dłuższe czas majaczyły na krawędzi bikini. To ogrzewając swoim żarem delikatną skórę pachwiny, to znowu przenosząc go na skąpe, szafirowe majteczki. Oddech kobiety stawał się coraz szybszy, bezwiednie poruszała biodrami starając się uprzedzić ruchy ognistopalcego Tego-Który-Patrzy. Zachęcony dotknął miękkiego brzucha, na moment zajrzał do maleńkiego pępka, żeby już za chwilę obiema gorącymi dłońmi pieścić niewielkie skrawki szafirowej materii zdobiącej kształtna klatkę piersiową. Materii? Nie oszukujmy się, materia stała się jedynie przewodnikiem, żarem ognistych dłoni łapczywie obłapiał skryte pod nią piersi. Sutki, mocno już uwypuklone, były tego żywym dowodem. Kobieta, wciąż z przymkniętymi oczami oddawała się ciepłu pieszczącemu jej ciało. Ten-Który-Patrzy chciał więcej i więcej, dopiero kiedy złożył swój ognisty pocałunek na smukłej szyi, kiedy dotknął rozchylonych warg jego dzieło było niemal ukończone. Widok iście niebiański, kobieta w ekstazie oddająca się dwóm kochankom jednocześnie, kompletna i zatopiona w rozkoszy zmysłów…
Ten właśnie moment, tuż przed spełnieniem, stał się udziałem trzeciego z amantów Tego-Który-Zazdrości. I nie do końca wiadomo kim był. Wiadomo, że rzucił się na odchodzącą od zmysłów trójkę kipiący i mokry z wściekłości, z rykiem, którego nie powstydziłby się król puszczy. Z silnym zamachem wymierzył kobiecie sążnisty policzek. Ociekający żądzą zemsty chłostał jej uda i brzuch silnymi razami zostawiającymi mokre ślady na skórze niczym bicze wodne. Każdy kolejny wyrzut artykułowany w jej stronę skutkował ogłuszającym wyciem i potokiem słów, każdy był falą zazdrości.
Kobieta, spłoszona irracjonalnością sytuacji, z bezgłośnie wykrzyczanym pytaniem o przyczynę tej napaści, wyrwała się z objęć kochanków. Stała mamrocząc cicho, ledwie słyszalnym szeptem „Dlaczego? Dlaczego znowu mi to robisz?”. Ciało miała mokre, mokre od łez, którymi płakała jej dusza i mokre od wyrzutów Tego-Który-Zazdrości. Obróciła się na pięcie, sięgnęła po czerwone rzemyki i poprawiając okulary przeciwsłoneczne odeszła zostawiając trzech osłupiałych amatorów jej ciała.
Musiała odejść...
Znowu wybrała miejsce zbyt blisko wody...
Tak nie da się przecież ani zażywać słonecznych kąpieli...
Ani tym bardziej wygrzewać się w gorącym piasku…
Kiedy schodzi po schodach wiatr rozwiewa jej włosy, szepcząc do ucha lubieżne komplementy. A ona idzie, waży każdy krok, bo każdy jest małym dziełem sztuki. Najpierw palce, które odziane w czerwone rzemyki dotykają stopni dają znak ciału, że już czas. Obciągnięte, płyną niesłychanie powoli zanim pozwolą pięcie wspartej na subtelnym, cienkim obcasie dołączyć na podium. Tuż za nimi łydki, zarysowane łagodnie, piękną linią z przewężeniem tuż nad kostką. Kształtne kolano będące zapowiedzią boskości uda… Nie dane było objąć wzrokiem całości tego piękna nim stopy obute w czerwone rzemyki dotknęły ostatniego stopnia. Stoi, waha się czy zrobić ten krok, po którym nic już nie będzie takie jak dotychczas. Wodzi wzrokiem przez dłuższą chwilę, pozwalając wiatrowi bawić się swoimi włosami i łechtać próżność. Ale czas wiatru kończy się równie nagle jak się rozpoczął, oto bowiem oczy kobiety dojrzały to czego z takim zaangażowaniem szukały. Jej oczy są już teraz wpatrzone wyłącznie w Tego-Który-Leży…
Pierwszy krok, ten, którym rozstaje się ze schodami jest kamieniem milowym. Palce już dotykają Tego-Który-Leży, tuż za nimi pięta. Szpilka wciska się ciało Tego-Który-Leży, ale to nic. To nic, on właśnie na to czekał. Dobrze wie, że za chwilę dane mu będzie dotknąć tej jedwabistej skóry. Nagiej. Nie musi nawet długo na to czekać. Rzemyki opadają z łydki i stopa wyswobodzona z więzów, spragniona gorącego pocałunku osiada na Leżącym. On wie doskonale czego się od niego oczekuje. Rozgrzanymi drobinami swojego dotyku otula stopę, która stała się naga. Delikatnie wciska się miedzy palce, dotyka pomalowanych koralową barwą paznokci, muska wierzchnią część stopy. Nawet nie spostrzegł kiedy druga ze stóp dołączyła i zaczęła się domagać należnego hołdu. Krok jeden, drugi, trzeci… palce dotykane coraz bardziej zmysłowo. Chwila wahania i łydka, aż po kolano oddana zostaje we władanie Tego-Który-Leży. Jego apetyt rośnie z każdym darowanym mu skrawkiem aksamitnej skóry. Nie miał zbyt wiele czasu żeby nacieszyć się tym darem. Oto bowiem zaskoczony został kolejną porcją kobiety, której pośladki wyciskają dołeczki w puszystości jego dotyku. Zagarnia zachłannie ramiona i plecy podkładając gorące dłonie pod burzę włosów. Tak oto kobieta oddała się Leżącemu, całym swoim jestestwem przylgnęła do rozgrzanego ciała. Zmysłowo przymknęła powieki, żeby delektować się tą niewymuszoną pieszczotą, którą jej zaoferował. Muskanie pleców i pośladków zaskutkowało rozleniwieniem, podświadomość zaczyna podsycać, chwilowo zaspokojony, apetyt na rozkosze cielesne. A tych nigdy dosyć…
Na taką właśnie chwilę czekał Ten-Który-Patrzy. Czekał cierpliwie, aż kobieta w objęciach kochanka zacznie odpływać we własne marzenia. Właśnie wówczas omiótł jej ciało swoim ognistym wzrokiem wywołując dziwne zawirowanie między kobietą a obejmującym ją kochankiem. Uciekł wzrokiem, jednak nie na długo. Nauczył się panować nad wzrokiem, w końcu to stąd pochodzi jego imię – Ten-Który-Patrzy. Powłóczyste spojrzenie najpierw zatrzymał na stopach kobiety. Powoli oddawał swój żar, karmiąc ją wyobrażeniem niebiańskiego ciepła. Powoli pieścił gorącymi smugami łydki, kiedy dotknął kolan kobieta, instynktownie, rozwarła delikatnie uda otwierając się na ogarniające ją ciepło. A kipiące namiętnością palce wędrowały wyżej i wyżej. Przez dłuższe czas majaczyły na krawędzi bikini. To ogrzewając swoim żarem delikatną skórę pachwiny, to znowu przenosząc go na skąpe, szafirowe majteczki. Oddech kobiety stawał się coraz szybszy, bezwiednie poruszała biodrami starając się uprzedzić ruchy ognistopalcego Tego-Który-Patrzy. Zachęcony dotknął miękkiego brzucha, na moment zajrzał do maleńkiego pępka, żeby już za chwilę obiema gorącymi dłońmi pieścić niewielkie skrawki szafirowej materii zdobiącej kształtna klatkę piersiową. Materii? Nie oszukujmy się, materia stała się jedynie przewodnikiem, żarem ognistych dłoni łapczywie obłapiał skryte pod nią piersi. Sutki, mocno już uwypuklone, były tego żywym dowodem. Kobieta, wciąż z przymkniętymi oczami oddawała się ciepłu pieszczącemu jej ciało. Ten-Który-Patrzy chciał więcej i więcej, dopiero kiedy złożył swój ognisty pocałunek na smukłej szyi, kiedy dotknął rozchylonych warg jego dzieło było niemal ukończone. Widok iście niebiański, kobieta w ekstazie oddająca się dwóm kochankom jednocześnie, kompletna i zatopiona w rozkoszy zmysłów…
Ten właśnie moment, tuż przed spełnieniem, stał się udziałem trzeciego z amantów Tego-Który-Zazdrości. I nie do końca wiadomo kim był. Wiadomo, że rzucił się na odchodzącą od zmysłów trójkę kipiący i mokry z wściekłości, z rykiem, którego nie powstydziłby się król puszczy. Z silnym zamachem wymierzył kobiecie sążnisty policzek. Ociekający żądzą zemsty chłostał jej uda i brzuch silnymi razami zostawiającymi mokre ślady na skórze niczym bicze wodne. Każdy kolejny wyrzut artykułowany w jej stronę skutkował ogłuszającym wyciem i potokiem słów, każdy był falą zazdrości.
Kobieta, spłoszona irracjonalnością sytuacji, z bezgłośnie wykrzyczanym pytaniem o przyczynę tej napaści, wyrwała się z objęć kochanków. Stała mamrocząc cicho, ledwie słyszalnym szeptem „Dlaczego? Dlaczego znowu mi to robisz?”. Ciało miała mokre, mokre od łez, którymi płakała jej dusza i mokre od wyrzutów Tego-Który-Zazdrości. Obróciła się na pięcie, sięgnęła po czerwone rzemyki i poprawiając okulary przeciwsłoneczne odeszła zostawiając trzech osłupiałych amatorów jej ciała.
Musiała odejść...
Znowu wybrała miejsce zbyt blisko wody...
Tak nie da się przecież ani zażywać słonecznych kąpieli...
Ani tym bardziej wygrzewać się w gorącym piasku…
22 września 2005
Kraina wodospadów
Kilka kilometrów od ujścia rzeki rozciąga się niesamowity świat spowity w drobnej mgle wodnej. Jak okiem sięgnąć wąwóz między dwoma wzniesieniami wypełniają mniejsze lub większe kaskady spływającej i spadającej wody. Punkty widokowe zawierzone nad przepaścią, drewniane mosty i kilometry pomostów spacerowych pozwalających niemal dotknąć rozpryskującej się wody. Endemiczne gatunki roślin, polanki pełne różowych cyklamenów nie występujących nigdzie indziej, sitowie o wysokości dwóch metrów i średnicy u podstawy czterech – pięciu centymetrów, trzcina wodna mierząca około sześciu metrów, mnóstwo ryb stojących nieruchomo w wartkim nurcie. W zależności od kondycji i preferencji na miejsce można dotrzeć łodzią lub pieszo, autobusem lub ścieżką rowerową. Rewelacyjne miejsce. Krążąc wokół samej tylko wody można spędzić spokojnie co najmniej dzień a i tak wszystkiego obejrzeć nie sposób
Moich 365 kochanków
Zaczęłam czytać pamiętnik wiedeńskiej kurwy z przełomu XIX i XX wieku (podtytuł oryginalny!) pod takim właśnie tytułem - Moich 365 kochanków, autorstwa Josefin Muntzerbacher w tłumaczeniu Aliny Podfigurnej-Czempis. No, delikatnie mówiąc, miód z boczkiem. Bogactwo języka, sformułowania i określenia, przy których neologizmy są nudne jak przysłowiowe flaki z olejem. Jeżeli całość jest utrzymana w tym duchu to zapowiada się doskonała lektura. Trzy rozdziały, które połknęłam dzisiejszego popołudnia pozwolą mi dopisać kilkanaście określeń damskich i męskich intymności do KRESowego słownika. No chociażby takie cudeńko jak szamszurka. Postarała się pani tłumacz, postarała bo takich i podobnych perełek jest mnóstwo.21 września 2005
Początek października
Pocztą, mniej lub bardziej pantoflową, dostaliśmy informację o fetyszowej imprezie. Skóra, lacka, latex i takie tam (bawełna nie wchodzi!). Myślę o tym dość często. Mało czasu, bardzo mało. Zwłaszcza, że od powrotu z wakacji co imprezy będzie ledwo cztery dni a ciuchy trzeba uszyć. Bo jak już fetyszować to według własnej koncepcji. Jak na razie wiadomo, że dla A szyjemy czerwoną suknię, dla mnie czerwone czapsy i czarny gorset a dla Pana czarne spodnie i (uwaga!) pelerynę. Na razie nie udało mi się ustalić czy to ma być tylko peleryna i spodnie czy będzie coś jeszcze ale zobaczymy. Do pierwszego październikowego weekendu jeszcze chwila czasu została. Najważniejsze czyli stosowne materie już zostały nabyte. Mam już nawet pomysł na buty do tych czapsów (a to spędzało mi sen z powiek). To znaczy wiem jakie ale nie wiem wcale czy ich nabycie będzie proste. Na szczęście we wtorek nie idę jeszcze do pracy więc jestem dobrej myśli.
Chciałaby dusza do raju
Do raju albo do piekła, bo dokładnie nie wiadomo gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie. Nie minął miesiąc od mojego publicznego występu. Jeszcze na udach widać ze dwa ślady po rzemieniach pejcza a ja już myślę o następnym spotkaniu z LA. I tylko sama nie wiem czy miałoby ono być bliższe temu pierwszemu, bardziej intymnemu czy wręcz przeciwnie bardziej publiczne. Bo oba miały swoje lepsze i gorsze oblicza. Chociaż w obu byłam daniem głównym to jednak inaczej zupełnie podanym i inaczej skonsumowanym. Oj tak, chciałabym jeszcze, bardzo bym chciała. To ostatnie spotkanie odsłoniło we mnie całkiem nowe pokłady ekshibicjonizmu, takie o jakie się nawet nie podejrzewałam. Tyle tylko, że przez tę publiczną formułę nie wszystko dało się zrealizować. Więc może jednak mniejsze grono? Sama nie wiem… ale wiem jedno. Ona jest królową fistu i tak bliskiego kosmosu jak ten podany Jej dłonią nie ma nigdzie indziej. Raj podany na dłoni i zamknięty w pięści… Jest jedyna w swoim rodzaju. Obie mamy chyba dość mocne skrzywienie na punkcie fistu, ale niech tam – życie jest krótkie i nie można sobie odmawiać przyjemności, zwłaszcza takiej!
Poza tym mamy pewną nieskończoną sprawę, tę której maleńki kawałeczek miałam możliwość skosztować. Mam na myśli oczywiście fist analny. Bo ten wstęp, który mi podarowała był niesamowity, absolutnie niesamowity. Więc pełna penetracja po prostu musi być rewelacją. Jej ufam i Jej pozwolę na to (oczywiście za aprobatą Pana i w Jego obecności). Uwielbiam dochodzić do własnych granic w Jej dłoniach. Dochodzić i przekraczać je. Choćby o krok. To była noc niesamowitych orgazmów. I to nie tylko ten na stole, który nie wiem kiedy się zaczął ani kiedy się skończył. Nie potrafię powiedzieć ile razy tamtej nocy byłam na szczycie. Świadomie pamiętam, że były, ale ile – tego już świadomość moja nie raczyła zapamiętać. Zresztą nie dziwne, bo kto jest w stanie to zrobić? Nikt. Faktem jest, że to była jedyna w swoim rodzaju noc.
Faktem jest także, że chciałabym znowu przeżyć coś takiego. Nie mówię powtórzyć tę noc, bo z Nią niczego nie da się powtórzyć – można jedynie przeżyć coś nowego. Tak, szaleję na punkcie Tej Kobiety, uwielbiam jej uśmiech, którym mnie zniewala. Uwielbiam kiedy wyciąga do mnie dłoń, do której łaszę się jak szczeniak. Uwielbiam kiedy mówi ‘Boisz się? Niepotrzebnie” albo „Boli? Musi boleć, przecież wiesz…”. Wiem, wiem o tym doskonale. Wiem. Wiem także jak lubi błaganie o łaskę. To samo błaganie, które z takim trudem przechodzi mi przez gardło. I chociaż zawsze respektuje to, co jestem w stanie znieść to jednak przekraczamy Rubikon za każdym razem. Pocałunki, których tym razem mi skąpiła, te pocałunki z silnym zassaniem, którym wysysa moją duszę… Może nie zasłużyłam na nie, a może zarezerwowane są jedynie na intymne spotkania. Jej swoboda jest niesamowita, uśmiech oczu, któremu nie sposób się oprzeć, polecenie wydane szeptem. Wyważona, niewymuszona władza, której podporządkowuję się z rozkoszą. Smycz, którą bierze z rąk Pana i którą zawija na dłoni. I… kwiaty, które od Niej dostaję. Róże. Zawsze róże.
Poza tym mamy pewną nieskończoną sprawę, tę której maleńki kawałeczek miałam możliwość skosztować. Mam na myśli oczywiście fist analny. Bo ten wstęp, który mi podarowała był niesamowity, absolutnie niesamowity. Więc pełna penetracja po prostu musi być rewelacją. Jej ufam i Jej pozwolę na to (oczywiście za aprobatą Pana i w Jego obecności). Uwielbiam dochodzić do własnych granic w Jej dłoniach. Dochodzić i przekraczać je. Choćby o krok. To była noc niesamowitych orgazmów. I to nie tylko ten na stole, który nie wiem kiedy się zaczął ani kiedy się skończył. Nie potrafię powiedzieć ile razy tamtej nocy byłam na szczycie. Świadomie pamiętam, że były, ale ile – tego już świadomość moja nie raczyła zapamiętać. Zresztą nie dziwne, bo kto jest w stanie to zrobić? Nikt. Faktem jest, że to była jedyna w swoim rodzaju noc.
Faktem jest także, że chciałabym znowu przeżyć coś takiego. Nie mówię powtórzyć tę noc, bo z Nią niczego nie da się powtórzyć – można jedynie przeżyć coś nowego. Tak, szaleję na punkcie Tej Kobiety, uwielbiam jej uśmiech, którym mnie zniewala. Uwielbiam kiedy wyciąga do mnie dłoń, do której łaszę się jak szczeniak. Uwielbiam kiedy mówi ‘Boisz się? Niepotrzebnie” albo „Boli? Musi boleć, przecież wiesz…”. Wiem, wiem o tym doskonale. Wiem. Wiem także jak lubi błaganie o łaskę. To samo błaganie, które z takim trudem przechodzi mi przez gardło. I chociaż zawsze respektuje to, co jestem w stanie znieść to jednak przekraczamy Rubikon za każdym razem. Pocałunki, których tym razem mi skąpiła, te pocałunki z silnym zassaniem, którym wysysa moją duszę… Może nie zasłużyłam na nie, a może zarezerwowane są jedynie na intymne spotkania. Jej swoboda jest niesamowita, uśmiech oczu, któremu nie sposób się oprzeć, polecenie wydane szeptem. Wyważona, niewymuszona władza, której podporządkowuję się z rozkoszą. Smycz, którą bierze z rąk Pana i którą zawija na dłoni. I… kwiaty, które od Niej dostaję. Róże. Zawsze róże.
20 września 2005
Złapała bakcyla!
Dzień mogę uznać za udany. Młoda całkiem ładnie radzi sobie z oczyszczaniem maski (co prawda nie całkiem zgodnie ze sztuką, ale jednak). No i przekonała się do swobody jaką daje pływanie samodzielne. Spokojnie przyglądała się rybom mając pod sobą dobre pięć, sześć metrów wody. Leżąc na wodzie, przebierała nóżkami i odpływała ode mnie. Adriatyk jest jednak już zimny o tej porze, zwłaszcza dla takiego szczupaczka. Wyjmowana z wody dygotała a usta miała fioletowe. A mimo to ciągnęło ją do wody. Sukces jest bardzo motywujący a własne osiągnięcia cieszą najbardziej. Dzielna Młoda!
Kolejne marzenie czyli jak kochają faceci
No i stało się. Po tych zdjęciach, po zapisaniu wrażeń jakie ma mnie zrobiły poczułam niedosyt. Odkryłam bowiem istnienie świata, którego dotychczas nie było w mojej głowie. Wiem czym jest miłość mężczyzny i kobiety, znam relacje kobiece, ale tak naprawdę, nie wiem nic o tym jak kochają mężczyźni. To znaczy niby wiem, bo przecież fizjologia jest prosta i koło zostało już tu wymyślone. Niby wiem, bo czytuję rozmyślania kilku homików. Ale z racji płci własnej nigdy nie będę mogła tego doświadczyć. No bo przecież nie powiem ‘cześć czy mogłabym być przy tym jak dajecie sobie rozkosz?”. Zbyt to brutalne i zbyt trąci nachalną ciekawością. A ja chciałabym doświadczyć emocji, które są ich udziałem. Przy mojej empatii nie powinno to być trudne, tyle tylko, że nierealne do wykonania. Nie jest to obsesją, ale wiem jedno - gdyby kiedyś nadarzyła się okazja żeby to przeżyć – na pewno spróbuję taką okazję wykorzystać. Gdzie jeszcze zaprowadzi mnie ta nieobliczalna spółka Wyobraźnia & Podświadomość?
Dylan Ricci – bardzo męski punkt widzenia
Niewiele jest aktów męskich. Jeszcze mniej jest dobrych aktów męskich. Nieliczne są piękne. Dane mi było poznać kogoś, kto posiada dar ich tworzenia. Kogoś, kto jest dla mnie absolutnym mistrzem w tej dziedzinie. Kogoś, kto posiada wyczucie dawnych mistrzów i gdyby słynny Dawid dłuta Michała Anioła nie został wyrzeźbiony to zostałby sfotografowany właśnie przez tego człowieka –Dylana Ricci'ego
Pomijając walory jego prac jest osobą bardzo otwartą i kontaktową czym ujął mnie do reszty. Pisząc do niego z prośbą o zgodę na zaprezentowanie jego twórczości na swojej stronie nie spodziewałam się niczego poza zdawkową zgodą (w najlepszym wypadku). Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy odpisał niemal natychmiast na mój list. Odpowiedź była bardzo osobista (może dlatego, że i mój list był taki). Opisałam mu swoje wrażenia z oglądania jego fotografii a w odpowiedzi dowiedziałam się, że nie spotkał się jeszcze z takim odbiorem. Zgodę oczywiście otrzymałam a w następnym liście zdjęcia. I to nie tylko tych kilka, o które prosiła, ale dużo więcej. Niesamowite podejście i do pracy, i do modeli, i do czytelnika (tak, czytelnika bo dla mnie każda z jego fotografii to historia opowiedziana ciałem, każdą z nich można zapisać słowami).
Tradycyjnie na początek garść biograficznych szczegółów. Urodzony w 1966 roku, rzymianin dorastający w Australii, do dziś na rozstajach – teraz między drogami Europy i Azji. Studiował rzeźbę we Florencji a skończył jako fotograf (i chwała mu z to!). Dylan Ricci to ktoś, kto swoją pracą stara się przywrócić aktowi męskiemu należne mu miejsce w zdominowanym przez kobiece piękno świecie fotografii. Stylizuje swoje fotografie, widać w nich ducha wielkich klasyków poszukującego wiecznego piękna zaklętego w nagim męskim ciele, piękna starożytnych atletów, piękna gladiatorów, piękna męskości. Tego piękna, którego tak często brakuje współczesnym fotografiom. Odrzuca wszelko, co zbędne, oczyszcza przedpole swojej działalności z tła uważanego za synonim klasycznego piękna – rzymskie kolumny, meble, pejzaże… koncentrując się na czystym i zmysłowym pięknie męskiej fizyczności. Dużą wagę przywiązuje do oświetlenia. Grając światłem i cieniem tworzy kompozycje idealne, dopracowane w najmniejszych szczegółach. Jego prace są pochwałą niesamowitej siły i majestatu którymi potrafi emanować mężczyzna.
Najpiękniejsze detale męskiego ciała – plecy i pośladki, chociaż nie – pomyliłam kolejność – pośladki i plecy. Miejsca, które tak dobrze znane są palcom, topografia wykuta na pamięć, wyryta w umyśle na wieczność. To czego zazwyczaj nie widać, ale jakże dobrze się to pamięta… „Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu” powiedział autor Małego Księcia (choć zapewne co innego miał wówczas na myśli). Ja mam na myśli dokładnie to, co Ricci pokazał…



Wspaniała ekspozycja podbrzusza, tego magicznego dla mnie obszaru ograniczonego pępkiem i pierwszymi włosami łonowymi. Drgająca wrażliwością przestrzeń bezbronnej siły.


Ale to co uważam za szczytowe osiągnięcie w jego twórczości to fotografie, na których utrwalił podwojone piękno – pełne namiętnej erotyki i czułego dotyku postacie dwóch mężczyzn. Czasami jedynie obok siebie, drugie ciało jak powtórzenie, jak echo, jak odbicie…

W innym ujęciu zaklęte ciepłe gesty, wśród których przemykają niewidzialne iskierki uśmiechu. Dłonie na plecach, ramiona tulące do piersi, zamykające przed światem zewnętrznym.

I wreszcie te, które wywołują we mnie najwięcej emocji. Przenikające się wzajemnie ramiona i karki, zaplecione na udach stopy, brzuch powtarzający linię lędźwi. Pozbawione lubieżności, oczyszczone z brudu pornografii te fotografie malowane są subtelnym i zmysłowym erotyzmem. Męskim erotyzmem, o którym nie miałam pojęcia dopóki ich nie ujrzałam. Tworzone obiektywem maczanym w natchnieniu. Nigdy wcześniej (i nigdy później) nie doświadczyłam takiej ekstatycznej rozkoszy jaka była moim udziałem podczas oglądania tych zdjęć. Ci mężczyźni są tak władczy i tak niedostępni, że przypisałam im cechy boskie – tak, mnie przywodzą na myśl mitologiczne bóstwa. I nie jest to wyłącznie kwestia doskonałego doboru modeli – ciał w szczytowej formie męskości. Z tych zdjęć spływa kaskadami cały ocean czułości i delikatności, biją gejzery ciepła, rozświetlane łuną erotyki. Ci mężczyźni mnie podniecają. Niesamowicie działają na moją wyobraźnię. Patrząc na te zetknięte ze sobą posągi męskości niemal czuję siłę namiętności, którą mogłyby w sobie skrywać. Słyszę przyspieszone bicie serc i urywany oddech, może jeszcze zapach, tę niesamowitą mieszaninę wysiłku i rozkoszy przyprawioną kroplą wody kolońskiej i żywej, pulsującej męskości. Widzę to i czuję. To jest historia zapisana tymi kilkoma pstryknięciami. Historia męskiej-boskiej namiętności, o której my śmiertelnicy możemy jedynie pomarzyć…


Subskrybuj:
Posty (Atom)