6 sierpnia 2007
"Jedyny-Wszystkowiedzący-Najlepiej"
5 sierpnia 2007
Odliczanie
Nie bardzo wiem w co ręce wsadzić, na ostatnią chwilę do zrobienia rzeczy kupa. Chciałabym, żeby ten tydzień się już skończył albo jeszcze nie zaczynał. Sporo biurowo-pracowych do przekazania. W tym (co mnie cieszy niezmiernie informacja do moich niemieckich-nie-przyjaciół, że mogą sobie darować wszelkie maile bo najwcześniej odpowiedzi mogą się spodziewać… we wrześniu. A nic tek nie cieszy jak zrobienie im wbrew. To jedna strona medalu. Druga to lista spraw przedwyjazdowo-osobisto-domowych. A to zieloną kartę wydrukować (tak, tak są jeszcze kraje, w których jest to potrzebne), a to ubezpieczenie na czas wyjazdu załatwić, a to członkowstwo w DAN odświeżyć, a to opiekę dla czworonoga umówić, a to parę drobiazgów sprzętowych dobrać itp., itd. A poza tym takie prozaiczne sprawy jak pranie ciuchów z trzymaniem kciuków, żeby pogoda im wyschnąć pozwoliła. Jednym słowem kołomyja. Negocjacje ewaluacyjne zostały przerwane, mam nadzieję je wznowić i zakończyć jeszcze przed urlopem (korzystając z nieobecności Operacyjnego) bo w przeciwnym razie będą możliwe dopiero w połowie września. Kolejna osoba odchodzi z organizacji, komentując zachowania „Boga i Pierwszego-Po-Bogu słowami – „nie da się zarządzać firmą przy pomocy excela, ludzie oczekują żywego kontaktu z wierchuszką”). I trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Tym bardziej, że faktycznie Operacyjny to głownie maile pisze i tabelki w excelu przyrządza i wypełniać nakazuje, a potem szukać rozbieżności między liczbą w tabelce a i tabelce b. Nie sposób wytłumaczyć człowiekowi, że więcej tabelek to więcej miejsc do popełnienia błędu, a nikt nie ma nadmiarów wolego czasu na znajdowanie różnic.
Pożyjemy zobaczymy jak to się będzie rozwijać. Diabeł ogonem przykrył jednego CDka, na tórym wszystkie kolekcje aktów były i sporo dokumentacji z analizy rynku finansowego z ostatnich paru lat. Krótko mówiąc trzeba było usiąść i siwika przyrządzić na nowo i na dokładkę nie można podeprzeć się trendami. Niech no ja znajdę tego, kto mi gdzieś tę płytkę schował!
A tak w ogóle to nie chce mi się jutro iść do biura. Jedyne co miłe to fakt, że Operacyjny na urlopie, więc chociaż w tej materii będzie spokój.
21 lipca 2007
Friedrich Wilhelm Nietzsche
Niezależnie od kontekstu i formy, jaką ów bicz przyjmie, nie wolno o nim zapominać. Niech będzie bicz pieszczotą, niech będzie kąśliwy, niech boli lub niech przyniesie oczyszczenie. Niech będzie słowem lub dotykiem, spojrzeniem albo ciałem. Ale niech będzie. Bez niego on będzie bezbronny, a ona nienasycona.
20 lipca 2007
Urlopowanie
18 lipca 2007
Kolekcjonerskie figurki
17 lipca 2007
Na dobry początek dnia :)
15 lipca 2007
Pompon w rodzinie Fisiów
Rzadko zachwycam się literaturą dla dzieci, mój podstawowy zarzut to brak dobrej litteratury współczesnej. Ile można wałkować (skądinąd sympatycznego) Plastusia, napisanego tak archaicznym dziś językiem, że konieczne staje się wyłożenie składni języka niemal staropolskiego. Albo Dzieci z Bullerbyn – nudne niesłychanie. A jeżeli nie takie to popadające w drugą skrajność – infantylizm. Chlubny wyjątek to seria przygód Pana Kuleczki, Katastrofy, Pypcia i BzykBzyk, które zdecydowanie polecam. Ale to zbiór krótkich form bardziej felietonowych, a w temacie noweli czy powieści posucha. Z tym większą radością odnotowałam pojawienie się książki Joanny Olech pod tytułem „Pompon w rodzinie Fisiów”. I mój zachwyt jest równie głośny i wyraźny jak śmiech Młodej podczas lektury. Napisana dowcipnym, współczesnym językiem opowieść o przygodach domowego zwierzątka, które jest małym zielonym gadem. Język jest podstawowym atutem książki, bardzo naturalny świetnie odmalowuje zarówno sytuację jak i emocje bohaterów. Sama przyjemność :) 13 lipca 2007
(...) Spłyń na mnie deszczem
Niesamowity wiersz, wyznanie namacalnie rzeczywiste. Niby prosta metafora, a jednak… No właśnie, z każdego słowa wyziera erotyka i pożądanie. Kobiecość w najdelikatniejszej i najbardziej prawdziwej z form – w wilgoci. Każda strofa ocieka nią, każda o nią prosi i każda ją daje. Nie na otwartej dłoni wyciągniętej przed siebie, ale rozchylając uda. Wilgoć, którą wyczuwa się po zapachu. Przejmującym, oszałamiającym zapachu, którego nie sposób powtórzyć. Nie ma dwóch identycznych woni. Każda kobieta ma swoją osobistą recepturę i bardziej niż spirala DNA jest ona w stanie rozróżnić osoby. Pierwsze krople kobiecej rosy pachną tak słodko, tak dojmująco. Kiedy dotyka się policzkiem wewnętrznej strony uda zbliżając usta do kielicha rozkoszy, woń jest jej obietnicą. Rozetrzeć sobą tych pierwszych kropel kilka. Zaciągnąć się głęboko, zapisać w komórkach tę piorunującą kwintesencję kobiecości. Pamiętam każdą, z którą zetknęłam wargi. Kilkanaście dni temu jechałam windą z kobietą, której podniecenie wypełniało wnętrze małej metalowej windowej puszki. Gdyby ten budynek miał więcej pięter... Uwielbiam zapach kobiecego pożądania…
Co dalej interklaso?
12 lipca 2007
Królestwo za konia!
10 lipca 2007
Coś nie halo – czerwona kontrolka!
9 lipca 2007
Na uczelni bez zmian :)
AAAby ksiązkę pożyczyć... 2
AAAby ksiązkę pożyczyć...
Dominique Regnier - "Zimna jak głaz" ??!!







8 lipca 2007
To do 2007/2008
Gerard de Villers "Zamek", "Irlandzki wicehrabia"
W dwóch słowach: NIE CZYTAĆ!!! gniot co się zowie! Wzięłam się za lekturę mając na uwadze taką oto recenzję „znakomicie napisany cykl (...) rozkoszne młodziutkie kurwiątko z arystokratycznej , austriackiej rodziny hasa sobie na erotycznych szlakach, sporo odniesień do bdsm”Tiiaaa, tych odniesień do bdsm to się naliczyłam trzech (słownie) i ograniczyły się do opisania (pobieżnego!) czegoś na kształt chłosty. Biorąc pod uwagę fakt, że wpomniane rozkoszne młodziutkie kurwiątko ma na początku książki lat dziesięć (sic!) i faktycznie przechodzi przyspieszoną edukację seksualną, żeby w czternaste urodziny dostać swój pierwszy raz (nie liczę pasywnego i aktywnego oralu bo to miała miejsce wcześniej) to raczej trudno się zachwycać historyjką. No chyba, że ktoś ma ciągoty do wyjątkowo młodych panienek, ale na coś takiego to jest stosowny paragraf. Osobiście czuję co najmniej niesmak, a miejscami obrzydzenie. W drugiej części miały być te… jak im tam - odniesienia do bdsm. Bohaterka ma już wówczas lat osiemnaście i puszcza się gdzie popadnie i z kim popadnie. Raz nawet dostaje raz (znaczy sztuk jeden) batem no i ze dwa czy trzy razy podgląda przez weneckie lustro inną niby chłostę. Wot i całe bdsm. Ani ciekawe, ani podniecające. Strata czasu. Doczytałam do końca dla spokojności sumienia, że nie wydaję opinii na podstawie paru stron. Jedyne, co dobre, że napisane ładnym językiem.
7 lipca 2007
Różności życiowe
1 lipca 2007
Done!
Prośba
Świat się kończy – ja i Wojaczek! To by się dopiero moje towarzystwo od wierszy turlało po podłodze. Wojaczek – ten typ pełen odrażającej metafory, ten składacz obelżywych wersetów na mojej półce z ulubionymi. No dobra – nie w całości, a jedynie z jednym wiersze, ale zawsze. Obrazowo plastyczna historia opowiedziana w kilku linijkach. Determinacja i uniesienie. Podoba mi się. A dokładniej spodobał mi się piątkowej nocy. Możliwe, że nie byłam wówczas sobą (bo byłam w stanie wskazującym na owulację) ale skoro już dostał przepustkę do sztambucha to niech w nim zostanie. Kto wie, może kiedyś będę zachodzić w głowę jak to możliwe, ale dziś ten przepis na erotyk a’la Wojaczek na wszelki wypadek zapiszę. Bo pamięć jest dobra, ale krótka.
==========
Bornagainst 2007-07-02 05:42:52 89.78.201.121
Ten Wojaczek jest dla mnie mieszkanką wybuchową - reakcje których nie byłem w stanie przewidzieć. Doza sentymentu.













