7 września 2004

Monologi kapłanki - Testament

Czarodzieju,
Najwidoczniej było to hasło nie tylko do bajki, ale również do tychzakątków mnie, na których już dawno założyłam siedem pieczęci. Bajka jest urocza. Z tym tylko, że nie jest bajką. Ja znam strużki spływające po ciele, znam chociaż chcę zapomnieć. Znam i doświadczyłam ich znowu w noc, kiedy rozmawialiśmy. I później kiedy stałam wpatrzona ślepym wzrokiem w gwiazdy. Znam. Pisałam Ci o tym wczoraj. W najśmielszych marzeniach nieprzypuszczałam, że dane mi będzie doświadczyć tego raz jeszcze. Znam dotyk bez dotyku... Znam zjednoczeniu jaźni... Ukryłam to w sobie, przed całym światem i przed samą sobą. Bo to nie są doznania z tego świata.
Budzisz we mnie pragnienia, z którymi się rozstałam. Budzisz pożądanie, którego nie wolno mi tknąć. Widzę ślady odciśnięte w niebycie przez Twojesłowa. Ogniste. Purpurowe. I takie ciepłe, takie bliskie. Jedyne czegopragnę to zebrać nabrzmiałymi ustami te ślady i ugasić je łzami. Niechzostaną jak świadectwo tego, co się nie zdarzyło. Jak Pompeje. Pokrytewarstwami szarej rzeczywistości. Niech wrócą tam, gdzie je pogrzebałam. Mnie nie poruszyła się ziemia. To ja ją poruszyłam. Ale tego, co przychodziPotem nie sposób jest zatrzymać. To jest jak Tsunami. Ciągłe. Niegasnące. Perpetum mobile. Przemożna chęć podtrzymania tej więzi jedynie podsyca ogień. Jak trudno jest tego wyrzec. Wiem. Nigdy jednak nie wiedziałam, jak łatwo jest to wskrzesić. Kilkoma słowami. Używasz moich słów. Znowu. Nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Nazywasz rzeczy. Nazywasz nie-rzeczy. Nazywasz świat jego prawdziwym imieniem.
Każ mi odejść i zrób to teraz. Zamknij drzwi, które otworzyłeś przedemną, albowiem ja ich zamknąć nie jestem w stanie. Nie potrafię, albo nie chcę. Z każdym słowem, Twoim czy moim, przywiązujesz mnie do siebie. Każde słowo jest jak policzek duszy wymierzony, jak szkarłatna litera wypalana w umyśle. To nie miłość, ani nie fizyczność. To coś co przekracza granice dostępne analitycznemu umysłowi. To ogromne przestrzenie wypełnione... magią właśnie. Nie przesadzałam wcale, kiedy napisałam, że Twoje słowa przyprawiają mnie o omdlenie. Ale to było te kilka dni temu. Dziś doświadczam odmiennych stanów świadomości. Jesteś Panem mojej wyobraźni. Powiedz słowo, a stanie się ono ciałem. W moim umyśle.
Dziękuję Ci za te uniesienia. Za rozkosz. Za wzruszenie. Za ból. Zanierzeczywistość. Powoli, z wysiłkiem otwieram oczy. Powieki skrzypią jakogromne drewniane wrota, które zapomniały już do czego zostały stworzone.I przypominam sobie - żeby żyć potrzeba mi oddechu. Z niechęcią wciągam w głąb siebie to, czego imię jest powietrze. Jeszcze mogę to powstrzymać.Jeszcze potrafię. Jeszcze mi wolno. Nadludzki wysiłek. A przecież to jedynie oddech. Każdy to robi. Każdy potrafi. Ale czy potrafi to kontrolować...? To nie moje słowa, ale jakże tu pasują "Panie nie jestem godna, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja".
Żegnaj Ty, którego umysł stał się mrocznym przedmiotem mojego pożądania.Żegnaj Czarodzieju. Żegnaj Mistrzu. Niech Twoja magia pozwoli Ci tworzyć,Ja zaś będę trwać i czekać, na najmniejszy nawet okruch z Twojego stołu.Okruch, który przyjmę w siebie, jak zalążek kolejnego Tsunami...

4 września 2004

Monologi kapłanki - Chylę czoła

Kocham słowa, pozwalam im się uwodzić, z każdym oddechem wciągam w siebie emocje, nimi wyrażone. Twoje słowa przyprawiają mnie o omdlenie. Masz cudowne pióro i jakże plastyczny język. Jesteś moją inspiracją. Czytając Próby Księcia ciemności odleciałam totalnie. Fakt mam szybką wyobraźnię, która przeniosła nie w opisywane wnętrza i sytuacje, ale nie byłoby tego bez słów, Twoich słów.Tyle jest pasji w tym co napisałeś, tyle uczucia. Aż żal, że nie pokazujesz więcej. Nie chcesz już publikować? Nie chowaj tego przed światem, podziel się, bowiem robisz to w sposób przecudowny. Nawet nie wiesz jak bardzo zazdrościłam tym, które poczuły Twój dotyk. Twoje słowa przenoszą mnie w nieskrępowane ogromne przestrzenie... zatracam się w nich. Tak samo jak zatracam się w uległości. Jest w tym i czułość, i ból, i ciepło, i namiętność. Dziękuję Ci za Twoje słowa.

zooza oczarowana

Monologi kapłanki - wprowadzenie

'Monologi kapłanki' to bardzo osobiste wyznania dziejące się na pogarniczu dwóch światów, świata realnego i świata fantazy. Świat stworzony przez dwójkę ludzi, którzy pisali do siebie płomienne listy pełne namiętności i pragnień, pełne żaru z najgłębszych zakamrków duszy. Tu zamieszczam jedynie to, co moimi słowami wypowiedziała kapłanka. Ci, którym wystarczy cierpliwości, żeby wziąć w dłonie każde słowo z jej modlitwy będą mieli okazję poznać także bóstwo, do którego kapłanka wznosi swoje modły. 'kapłanka i Demon' jest opowiadaniem, które powstało poprzez zespolenie dwóch połówek tej samej historii...

21 sierpnia 2004

Świeca

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta sesja aż tak nakręci zarówno mnie, jak i małżonka. Pierwszą świecę wsunął we mnie od razu Była chłodna. Ja jednak byłam już mocno wilgotna, więc w krótkim czasie dołączyły do niej kolejne. Trzask zapałki oznajmił mi, że zabawa się zaczęła. Podszedł do mnie z płonącą świecą, pierwsza rozżarzona kropla spadła na mój sutek. Aż jęknęłam z bólu, który wywołał ta gorąca łza. Za chwilę do pierwszej zaczęły dołączać kolejne, tworząc na sutku skorupkę. Czułam każda kroplę. Kiedy oba sutki pyszniły się w swoich kapelusikach krople zaczęły spadać na brzuch i łono. Mąż wykazał dużą determinację w zamęczaniu mnie gorącymi kroplami spływającego wosku. Pierwsze próby odbywały się na żywca. Jednakże temperatura nie pozwalała mi usiedzieć w miejscu. Dlatego też wkrótce na moich nadgarstkach i kostkach pojawiły się paski, które on dość bezceremonialnie przywiązał do fotela. Leżałam więc w niewygodnej pozycji eksponując swoje szparki. A zaraz potem dostało się moim wypiętym pośladkom i cipce, pocałunki palcata były delikatnie rzecz ujmując bolesne. Już wówczas posiadł mnie korzystając z nadzwyczaj dogodnej pozycji. Bardzo problematyczne okazało się utrzymanie świeczek w dziurkach. W tej pozycji zarówno z cipki jak i z dupki świece wysuwały się zanim zostały uwiecznione na zdjęciu. Udało się w końcu po kolejnej zmianie pozycji.

7 sierpnia 2004

Dominujący buddy?

Właśnie wróciłam z nurków w Chorwacji. Tam doznałam olśnienia. Moje dwie pasje idealnie nadają się do tego, żeby je połączyć. Na pierwszym zejściu miałam takie zużycie, że mój buddy dzielił się ze mną. Buddy z małym zużyciem to skarb! W każdym razie miał tyle wiatru, że zostaliśmy pod woda jeszcze 20 min, pływając razem. Byłam całkowicie na jego łasce, a octopus nie był niczym innym niż metrową smyczą. Biorąc pod uwagę fakt, że był to nieznajomy (poznałam go kilka godzin wcześniej) oraz, że wszystko odbyło się bez jednego słowa - na efekty nie trzeba było długo czekać. Patrzyłam na niego z uwielbieniem, a kiedy na łódce zdejmowałam z siebie piankę po nogach ciekła mi nie tylko woda...

1 lipca 2004

Przyjaciółki

Moja Przyjaciółki są moimi nieprzyjaciółkami czasami. Ale takie są Przyjaciółki. Dziś są jak przerażone przepiórki, lękliwe, podejrzliwe. Innym razem są otwarte i ufne. Dają mi tyle przyjemności w obcowaniu z nimi. Potępiają mnie i mi zazdroszczą. Oj, czuję, że będzie tu jeszcze rewolucja. Zwłaszcza jedna z nich toczy walkę wewnątrz siebie. Jej wyraz oczu wciąż się zmienia. Kiedy rozmawiamy o moich planach łapczywie zaciąga się powietrzem, Jej piersi unoszą się rytmicznie. Zapytała mnie skąd pomysł na klimaty uległości, przecież nigdy się nie uginałam. Przed niczym i nikim. Zawsze byłam niespokojnym duchem, buntującym się przed ograniczeniami. A teraz sama chcę skłonić głowę, spuścić wzrok i poddać się bez walki. To nie tak moja słodka. To nie jest kategoria. Ja już stoczyłam walkę, toczyłam ją przez lata. A to, co teraz robię to przywilej zwycięzców – spełnić swoje pragnienia.Bardzo chciałbym dzielić z Nią te emocje, których doświadczam. Kiedy się witamy mam ogromną ochotę złożyć pocałunek nie na Jej policzku, ale na wargach. A jeżeli Ona także na to czeka? Możliwe, że odda pocałunek, na pewno jednak nie złoży go jako pierwsza. Znam ją. Zawsze jest krok z tyłu. Muszę uspokoić myśli...



Dziękuję, za kontakt z Martą. To dziwne. Od pierwszych zamienionych z Nią słów chemia zagrała przepięknie. Pytałam, a Ona mówiła. Mówiłam, a Ona słuchała. Wydawała się być poruszona nie mniej niż ja perspektywą Mojego Wielkiego Dnia. Bardzo chce poznać moje wrażenia po. To niesamowite jak bardzo emocje potrafią zjednywać ludzi. Takie uczucie jakbym ją znała, od dawna. Pasja z jaką mówiła o Waszym spotkaniu, o Tobie świadczy, że to co jej ofiarowałeś było jak trzęsienie ziemi – w przeszłości był wielki wybuch ale drżenie odczuwalne jest do dziś. Wyraziła nadzieję, że może spotkamy się we troje, we wrześniu... Jest głodna, bardzo głodna emocji. Czarodzieju, co z Nią zrobiłeś, że jest tak poruszona? W księdze imion powinno się zmienić znaczenie Twojego imienia: Marcin znaczy Ten Który Przynosi Emocje.



Kobiety, kobiety, kobiety... siedzą w mojej głowie, coraz ich więcej i więcej... Ale tym razem kobiety muszą ustąpić pierwszeństwa mężczyźnie. Temu Który Przynosi Emocje, Tobie. Ta perspektywa podnieca mnie niesamowicie. Czekanie jest torturą, przecież ja nie umiem czekać!

28 czerwca 2004

Trzech panów w necie

Odnalazłam piękne dopełnienie moich fantazji. Trzech którzy mówią do mnie. Jest taka historia „Trzech panów w łódce, nie licząc psa”. Dziś opowiem Ci inną „trzech panów w necie...”Pierwszy oczarował mnie swoimi wyważonymi słowami, z których wyzierała dojrzałość i doświadczenie. Czułam się taka malutka. Czarował tak bardzo, że bez najmniejszego zahamowania odpowiadałam na intymne pytania. Niby nic się działo, żadnych żądań, poleceń, a przecież byłam bardzo podniecona. Dużo wie i chętnie się dzieli ta wiedzą. Rozmawiamy po 5 godzin dziennie. Dzień po dniu. Pragnę jego słów. Ale, kiedy zażądał wyłączności odmówiłam. I znowu słowa, czarodziejskie słowa. Nie potrafię się im oprzeć. Robi ze mną to, na co tylko ma ochotę. A to ja miałam być panią sytuacji. Jestem uzależniona od Niego. Mam poczucie przynależności do Niego. Prosi mnie, żebym robiła różne rzeczy, nie rozkazuje, nie wydaje poleceń, prosi. Jak mogę odmówić. Później rozmawiamy o tym co zrobiłam. Chce znać wszystko, każdy szczegół, każdą reakcję. Teraz to ja tworzę słowa, które On czyta. Czasami mnie karci, jak nieposłuszne dziecko. Wywołuje we mnie poczucie winy. Ale największą karą jaką może mi zadać to brak kontaktu, brak rozmowy. Bez tego jestem nieszczęśliwa. Naciskał na spotkanie. Umówiłam się. Widziałam Go. I odwołałam. Uciekłam. Musiał być wściekły. Później uciekałam z chata widząc Jego nick. Było mi głupio. Ale bardzo potrzebowałam Jego słów. Bardzo. Zmienił nick i zagadał do mnie. Chce kontynuować naszą znajomość, bez realu. Stwierdził, że nie byłam gotowa na spotkanie, a On za bardzo nalegał, że to był błąd z Jego strony. Chce rozmawiać i oswajać mnie tak długo jak to będzie potrzebne, nawet jeżeli nigdy nie skonsumujemy tej znajomości. Nie chcę tej znajomości w realu. Chemia jest w kontrze, moja intuicja także. Tak jest mi dobrze.

Drugiego spotkałam w niedzielne popołudnie. Kiedy w rozmowie wymienił Jastruna, zapaliła się czerwona lampka w mojej głowie. Spytałam o poezję. Zaczęłam cytat, który skończył Było bosko. Intelektualny wyż. Tak cudownie prowadzona rozmowa, przeplatana słowami moich ukochanych poetów: Staff, Asnyk, Poświatowska i... Pawlikowska-Jasnorzeswka. Tak. To pierwszy znany mi facet, który jest w stanie zacytować wiersze Pawlikowskiej. Boże, to chyba sen. Zrobiłam się miękka. Sam wiesz, że jestem niewolnicą poezji. Od lat nie rozmawiałam z nikim w ten sposób. To mnie poruszyło. Ktoś, kto znajduje cytaty na niemal każde zdanie, nie może być potworem. Kiedy poprosił – dałam mu mój numer. Bałam się tej rozmowy, ale bardzo mnie intrygował. Telefon, rozmowa, wstępnie umówione spotkanie. Po jednej rozmowie. Przekładamy termin. Rozmawiamy jeszcze kilka razy przez telefon. Jego smsy są jak małe trzęsienia ziemi. Kilka słów, prostych, zwykłych słów, które mnie podniecają. Spotkaliśmy się. Umówiłam się i przyszłam. Drżałam i bałam się niesamowicie. Było... normalnie, po prostu gadaliśmy. Chciałam tam zostać na zawsze. Emanował z niego spokój. Spokój, którego potrzebowałam. Żadnych deklaracji, żadnych obietnic, żadnych zobowiązań. Ale poprosiłam, żeby zostawił mój numer. Rozmawialiśmy jeszcze później. Zaczęła się pasjonująca korespondencja, pełna ciepła i emocji. Poznajemy się. Planujemy spotkanie. Chcę oddać się w Jego ręce. Chcę się Mu oddać. Pragnę, żeby odkrył przede mną Nieznane.

Trzeci, miał wyzywający nick, rozmawialiśmy o naszym rozumieniu układu uległości i dominacji. Nie negował mojego podejścia, wręcz przeciwnie, był bardzo kompatybilny. To było trochę jak dysputa filozoficzna, ocierająca się o sens życia. Żadne z nas nie chcę realizować tej znajomości w realu. Spotykamy się na chacie. Rozmawiamy. Wspólnie opowiadamy tę samą fantazję. To trochę tak, jak interaktywna gra. Każde zdanie może zmienić bieg opowiadania. Bezpieczna niepewność.

Trzy znajomości. Trzech mężczyzn. Trzy sytuacje. Jakże różne, a jakże podobne. I słowa spinające wszystko. Pierwszy jest jak przyjaciółka, słucha i rozumie. Drugi jest jak kochanek, kuszący i nieznany. Trzeci jest jak kumpel, z którym można poświntuszyć. Trzech czarodziejów słowa. Lecz tylko dla jednego słowo stanie się ciałem, moim ciałem. To bardzo trudna decyzja. A ja już ją podjęłam. Nawet jeżeli jeszcze się do tego nie przyznaję przed sobą. Do zobaczenia Kochanku, Nauczycielu, Mistrzu... Do jutra...

13 czerwca 2004

I jak mi poszło?

Przywołuję się do porządku. Skup się kobieto. Myśl. Myśl jak wykonać zadanie. Wiem. Muszę się odprężyć. Myśli trzepoczą niczym spłoszone gołębie. Wchodzę do łazienki. Odkręcam wodę, bardzo gorącą. Tak, kąpiel to jest to czego potrzebuję. Z pianą. Dużo piany. Róża? Brzoskwinia? Cytryna? Brzoskwinia. Zdecydowanie brzoskwinia. Wlewam dużo płynu do kąpieli pod strumień wody. Pojawiają się pierwsze bąbelki piany. W powietrzu rozchodzi się słodkawy zapach brzoskwiń. Zbieram różne rzeczy, których mogę potrzebować w kąpieli. Butelka wody mineralnej. Książka. Magazyn Nurkowanie (uwielbiam czytać w wannie). Oliwka. Szminka. Różowy, żelowy penis. Ręczniki. Mydło. Klipsy. Żel nawilżający. Woda szumi zachęcająco. Robi się parno i ciepło. Siadam na podłodze, przy wannie. Zaczynam piłować paznokcie. Nie. Nie tak. Obcinam je krótko i szybko opiłowuję. Są gładkie. Rozbieram się powoli odkładając ubranie na łóżko. Gaszę światła. Zapalam świece ustawiając je na krawędzi wanny. Trzy, cztery, pięć. Jeszcze dwie przy lustrze. Półmrok, migotliwe ogniki i cienie tańczące na ścianach. Zanurzam stopy w wodzie. Jest gorąca. Taka jak lubię. Bardzo gorąca. Dreszcz przechodzi od stóp do czubka głowy. Klękam w wannie. Przysiadam na piętach. Zanurzam przedramiona i kładę płasko na dnie. Głowa nisko. Nabrzmiałe piersi dotykają wody. Kolejny dreszcz. Chcesz, żebym pieszcząc się dokonała penetracji analnej. Nie lubię tego. Wiesz przecież. Przypominam sobie Twoje słowa. Rozluźnij się. Możesz użyć czegoś mniejszego, może szminki... Tak zdecydowanie lepsza będzie szminka, mówię do siebie patrząc na różowego żelka. Najpierw przyjemność, mówię do siebie. Sięgam po prysznic. Stymulacja wodą na pewno pomoże. Kieruję strumień wody na cipkę. Rano ją ogoliłam na zero więc doznania są nie tylko przyjemne ale i szybkie. Ściskam mocno sterczące sutki. Najpierw jeden, potem drugi. Zaczynam reagować. Moja wypięta w stronę prysznica pupa zaczyna się kołysać. Strumień wody pada na drugą dziurkę. Odruchowe napięcie mięśni i unik ciałem. Przecież to tylko woda, mówię do siebie. Nakładam na palec trochę mydła w płynie i zaczynam masować odbyt. Czuję się dziwnie. Coś we mnie protestuje. Ignoruję to. Obiecałam, że wykonam zadanie. Próbuję wsunąć czubek palca. Mięśnie są bardzo ciasne. Wycofuję się. Masuję łechtaczkę, wsuwam palec do środka. Jestem całkiem wilgotna. Biorę do ręki szminkę i zaczynam jeszcze raz. Najpierw żel, dużo żelu. Dotyk chłodnego plastiku wywołuje dreszcz. Napieram delikatnie. Nie udaje się. Jest opór. Zamykam oczy. Wyobrażam sobie, że to Twój palec. Że pieścisz mnie, nazywając czule Kochanką. Weszła. Wsadziłam szminkę, ZROBIŁAM TO! Nie boli. Jest dziwnie, ale nie boli. Poruszam delikatnie, uważając, żeby nie wyjąć jej całkowicie. Jakie odczucia. Dziwne. Nie znajduję w tym przyjemności, ale nie jest mi to wstrętne. Jestem z siebie zadowolona. Ale, ale to miała być jednoczesna penetracja obu dziurek. Wsuwam palce do cipki, przytrzymując szminkę kciukiem. Niesamowite. Czuję, ją palcami od wewnątrz. Czuję dokładnie jej kształt i twardość. Jest tak blisko i tak daleko jednocześnie. To odkrycie bardzo mnie podnieciło. Improwizuję. Nie wiem czy to będzie zaliczało zadanie, ale mam ochotę zastąpić szminkę swoim palcem. Wyjmuję delikatnie szminkę. Jestem bardzo podniecona tą sytuacją. Zapominam oddychać. Dobrze, że spiłowałam paznokcie. Dotyk palca na zwieraczu elektryzuje mnie. Naciskam. Znowu opór. Nakładam żel. Na palec i na odbyt. Zaczynam delikatne ruchy wokół osi. Wkręcam palec do środka. Boże, jakie silne są te mięśnie. Czuję jak zaciskają się na nasadzie palca. Zaskakuje mnie jak grube są te mięśnie. Mam wrażenie, że około centymetra. Wsuwam dwa palce do cipki. Boże, dotykają się. W tej chwili trzymam w palcach szczyptę siebie. Palec wskazujący i środkowy dotykają kciuka. Jaka cienka się oddzielająca je ścianka. Niesamowite. Mam wrażenie, że to wszystko jest jedna dziurka. Czuję zbliżające się spełnieni. Już nie klęczę. Leżę na boku. Drugą ręką dotykam łechtaczki. Jest nabrzmiała do granic. Boże, to mnie podnieca. Nigdy bym się o to nie podejrzewała. Skurcze są szybkie i bardzo intensywne. Jak mocno zaciska się zwieracz na moim kciuku. To niesamowite. Mój mięsień Kegla jest w doskonałej kondycji, ale na pewno przegrałby ze zwieraczem Teraz zaczynam rozumieć dlaczego faceci mają fioła na punkcie sekxu analnego. Wysuwam palce, ale mam wrażenie, że moja pupcia nie chce mi zwrócić kciuka. Trzyma go bardzo mocno. Powoli wysuwam go. Oglądam. Dziwne, nie jest nawet brudny. To było niesamowite doświadczenie. W myślach karcę się za to zadowolenia. Ale dlaczego. Przecież o to chyba Ci chodziło. Zrobiłam to. Było miło. Zatrzymuje wzrok na różowym żelku i pokornieję. To była tylko szminka i palec! Wygrałam bitwę, nie wojnę.Przez resztę kąpieli delektuję się moim małym zwycięstwem Zrobiłam to. Zrobiłam to, czego ode mnie zażądałeś. Zrobiłam to dla Ciebie. Chciałabym móc Ci o tym powiedzieć. Chciałabym, żebyś był ze mnie dumny. Napiszę Ci o tym. Na pewno. Wychodzę z wanny. Zawinięta w ręcznik siadam do komputera. Napiszę Ci o tym. Zacznę od razu.

12 czerwca 2004

Moje pierwsze zadanie domowe

Czemu nie odpowiadasz? Otworzyłam się przed Tobą. Pokazałam moje pragnienia i nic. Nawet odpowiedzi. Czekam. Już zaglądam do poczty kilkanaście razy dziennie. Ciągle nic.Piątek. Dziś nie mam ochoty nawet na sex. Za kwadrans przyjdą goście. Muszę się zebrać. Wziąć prysznic. I zejść. Wolałabym zostać w łóżku. Zabrać tam komputer i czekać, że może się odezwiesz. Ale obowiązki, konwenanse, sam rozumiesz.A może jesteś na chacie? Loguję się. Dlaczego to tak długo trwa. Już jest. Nick jak zwykle. Na co liczę. Nie było Cię wczoraj, ani przedwczoraj. Może byłeś tu przypadkiem. Patrzę, kto jest zalogowany. Boże, nie pamiętam nicka. Nie wiem nawet jak masz na imię. Klęska. Próbuję sobie przypomnieć. To chyba był Poznań. Tak. Na pewno. Nie chciałam zaczynać tej rozmowy. Geografia. Co jeszcze? Czy było imię? Nie. Chyba nie. Liczba. Wiek. Coś podobny do mojego. Wiem. 35. Widzę już, że jesteś. Ręka mi drży. Zanim zdążyłam kliknąć otwiera się okno z Twoim przywitaniem. Teraz drżę już cała. Czuję ściskanie w gardle. Słyszę podjeżdżający samochód. Goście przyjechali. A ja w proszku. Na ekranie pojawiają się Twoje słowa. Nie mogę odejść. Nie teraz, kiedy do mnie mówisz. Pragnę tych słów. Łapczywie spijam je z ekranu, linijka po linijce, słowo po słowie, litera po literze. Nie odbierałeś poczty... Nie było Cię na chacie... Dziś... Dziś przeczytałeś mój list... Szukasz mnie... Po prostu dygoczę ze szczęścia. Nagle słowa nie są już takie kojące. Nie mogę... Odległość... Związek... Podwójne życie... Te słowa są jak wymierzane policzki.

Siedzę przed monitorem nadstawiam drugi policzek. Cały mój światek rozprysnął się jak mydlana bańka. I tylko oczy szczypią. Łzy kapią wprost na klawisze, jakby same chciały coś wystukać. Ale co może łza, maleńka słona kropla. Nie mogę krzyczeć. Trzy metry pod moimi stopami zaczyna się impreza. Wołają mnie. A ja siedzę jak zahipnotyzowana i nie jestem w stanie pokonać ciążenia, które wepchnęło mnie głęboko w fotel. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Zaufałam, otworzyłam się i dostałam za to po nosie. Twoje argumenty są rzeczowe i prawdziwe. Może dlatego tak bolą. Co ja mam zrobić? Co? Co?I te Twoje słowa, ciągle takie ciepłe. Nie mówisz do nie suko. Nazywasz mnie Kochanką. Płaczę. Bezgłośny wyraz mojej rozpaczy z pluskiem rozpryskuje się na klawiaturze. Skąd możesz wiedzieć, jaki wydźwięk ma dla mnie to słowo. Kochanek, Kochanka to dla mnie najpiękniejsze słowo jakim można obdarzyć drugą osobę. Żadne inne nie niesie ze sobą takiego ładunku emocji, erotyzmu i miłości. Nigdy nie rozumiałam dlaczego w społeczeństwie ma ono zabarwienie pejoratywne. To świętokradztwo. Słyszę wołanie z dołu. Ktoś chce po mnie przyjść. Nie, nie teraz. Nie wolno. Nie tutaj. Zaraz schodzę wołam przez ramię i zaczynam stukać. Nie wiem, co pisałam. Po prostu nie wiem. W końcu proszę jedynie o kontakt wirtualny. Chociaż nie wiem jaką może on mieć dla Ciebie wartość. Może uznasz to stratę czasu. Godzisz się na to. Twoje słowa znów mnie tulą. A ja nie przestaję płakać. Tym razem z radości. Nie odtrącił mnie! Bogu dzięki. Moje pudło pełne słodyczy z najwyższej półki zostaje przeniesione na wysoką wieżę i zamknięte. Ale ciągle istnieje. Pragnę Twojego dotyku. Widzę, że też jesteś poruszony. Chyba nie tak zamierzałeś ze mną rozmawiać. Coś wymknęło się z pod kontroli. Zaiskrzyło. A może to tylko moja wyobraźnia?Musze już iść, naprawdę, zakończyć te ukradzione minuty, które dały tyle bólu i tyle radości. Żołądek podchodzi do gardła. Chcę krzyczeć. Nie mogę. Znowu piszesz. Wyznaczasz mi zadanie. Czy to kara? Nie wiem. Ale zadanie jest dla mnie trudne. Wiesz o tym. Pytasz czy to zrobię. Chwila wahania. Wiem, że będzie ciężko. Słyszę kroki na schodach. Wykonam. Oczywiście, że wykonam. Dla Ciebie zrobię to.

Muszę się wyłączyć jak najszybciej. Twoje słowa ciągle napływają. Dajesz rady odnośnie zadania, pozwalasz na łagodniejszą jego wersję. Dziękuję za to. Chciałabym się tulić do Ciebie, ale muszę to przerwać. Wyłączam chat, łapię bluzkę idę do schodów. Uświadamiam sobie, że nie zdążyłam wziąć prysznica. Perfumy. Szybko. Gdzie one są? Poprawiam fryzurę. Rzut oka w lustro. Oczy zapuchnięte. Powiem, że szampon dostał mi się oka. Pudruje twarz. Wychodzę na spotkanie gości. Zapomniałabym. Uśmiech. Musi być. Towarzystwo jest już po drinku. Proszę o gin z tonicem. Nie mogę opanować drżenia ręki. Jestem na granicy omdlenia.Zabawiam gości rozmową, ale myślami jestem gdzie indziej. Analizuję sytuacje, która była moim udziałem przed chwilą. I pytania zaczynające się od dlaczego? Muszę się zdystansować Koniec świata nie nastąpił. Jedynie doszło do rozdzielenia się kontynentów. Ziemia jest okrągła. Muszą się kiedyś zetknąć, choćby i po drugiej stronie świata. Wierzę w to. Zadanie. Myśl o zadaniu, powtarzam sobie w duszy. To teraz najważniejsze. Muszę udowodnić, że podjąłeś słuszną decyzję. Kończę drugiego drinka, proszę o kolejnego. Towarzystwo patrzy oniemiałe. Nigdy nie piję więcej niż dwa, słabo znoszę alkohol. Ale teraz potrzebuję czegoś, co ukryje mój stan. Rozmawiamy. Jest miło. Proszę o kolejnego drinka. Wiem, że będą kłopoty ze wstaniem. Trudno, taka cena. Czasami człowiek musi, po prostu musi... Goście wychodzą wcześnie, przed dwudziestą trzecią. Nie wiem dlaczego. Zwykle siedzą do drugiej, trzeciej. Nie ważne. Jestem im wdzięczna. Sprzątanie zostawiam na rano. A teraz szybciutko na górę. Chcę wejść na chat. Po co? Ciebie tam nie ma. Też masz dzisiaj gości.

9 czerwca 2004

Pierwszy kontakt

Ostatnie tygodnie postawiły na głowie mój świat. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od mojej ambicji, jak zawsze, tak i teraz namieszała... Mój ojciec - facet, który nie ma oporów w stosunku do nowości. Zaprzyjaźnić się komputerem będąc po pięćdziesiątce – proszę bardzo, poznawać ludzi z drugiego końca świata przez GG – też nie ma problemu. A teraz wsiąknął w chat. Mam 34 lata i nigdy w życiu nie widziałam chata. A On tak. Zadziwiające.W zasadzie to historia z chatem wyszła trochę przypadkowo. Zaczęło się od klipsów na sutki. Na takie hasło wpisane w google wyskoczyło kilka adresów. Wchodzę, sprawdzam, chce pooglądać, wybrać model. Jeden z linków przerzuca mnie do opowiadania. Uwielbiam opowiadania erotyczne. Mogę je czytać bez końca. Ale nigdy nie szukałam ich w necie. Czytam. Mam wypieki na twarzy, ledwo łapię oddech, jestem tak mokra, że nie tylko majtki ale i spodnie są przesiąknięte na wylot. Jeszcze! Jeszcze! Chcę jeszcze! Wracam na stronę główną. To szkoła BDSM. Co to u diabła jest BDSB?? Samo SM to tak, ale BDSM? Zostawiam opowiadania. Serwuję sobie porcję teorii. O Boże! Niesamowite! Że też ludzie robią takie rzeczy! Chryste, ale to musi boleć! Nie, nie mogę na to patrzeć. Wyłączam komputer. Chcę zapomnieć, to nie jest normalne, ja nie jestem normalna. Idę spać.Powinnam napisać pracę zaliczeniową z Zarządzania jakością. Włączam komputer, tylko sprawdzę pocztę. Odpalam internet. Pocztę? A może? Tylko na chwilę. Jedno opowiadanie. Czuję, że twarz mi płonie. Tak, chcę tam wejść znów. To tak jakbym czytała o własnych fantazjach. Co prawda sama bym tego nie wymyśliła. Ale chcę. Czytam. To niesamowite. Ludzie to robią w rzeczywistości? Też bym chciała tego doświadczyć. Tylko jak? Jest chat. A może? Nie i co ja tam będę robić? Mam tylko moje fantazje i brak doświadczeń. Kto będzie chciał ze mną gadać.Wchodzę. Czuję się jakbym stała goła w miejscu publicznym i wszyscy się na mnie gapią. Ta sytuacja mnie podnieca. Nic cisza. Łapię oddech. Nic się nie stało, jest ok. Czytam teksty pojawiające się na ekranie. O czym oni mówią? Nic nie rozumiem. Pojawia się nowe okno. Pierwsze powitanie. Cześć suko! Ty chamie myślę sobie. Ale zaraz przypominam sobie o konwencji bdsm. Oddaje przywitanie. Drugie, trzecie okno. Tyle pytań, a wszystkie o to samo, Wiek, imię, skąd jestem, jak wyglądam... Odpowiadam na wszystkie. Trochę się gubię. Ktoś mnie ponagla. Przestaje być miło. Żegnam się. Wychodzę. Uciekam. Znowu uciekam. Muszę to przemyśleć. Po co tam weszłam? Czego lub kogo szukam? No właśnie, bez tych odpowiedzi będę chaotyczna, jak teraz. Muszę pomyśleć spokojnie.Nie sypiam, każdą wolną chwilę spędzam na chacie. To się musi skończyć. Jest tyle chamstwa i napalonej smarkaterii, na którą szkoda czasu. Nie muszę przecież odpowiadać na wszystkie zaczepki. W końcu jestem osobą decydującą o swoim życiu. Po pierwsze wiek. Ludzie co najmniej w moim wieku, Połowa odpadnie. Ale jak ich oddzielić. Najpierw po nickach. Przestaję biernie odpowiadać na pytania. To ja będę zadawać pytania. Ja będę wybierać rozmówców. Może nie jest to zgodne z teorią bdsm, ale jeżeli mam komuś podarować swoją uległość, to muszę tego chcieć. Muszę czuć pozytywną chemię. Potrzeba ogromnej siły i godności, żeby wejść w rolę suni, żeby spełnić każde polecenie, żeby oddać się bezgranicznie i bezwarunkowo. To jak oddać kawałek siebie. Nie zamierzam rozmieniać się na drobne. Nie. Nie zamierzam ciągnąć żadnej rozmowy, jeżeli warstwa słowna nie będzie wystarczająco zachęcająca, wystarczająco dobra. W końcu jestem kapłanką słowa. Pozwalam się słowom uwodzić i czarować. Pozwalam się im podniecać. I spełniam się przy nich. Słowa. Cóż jest piękniejszego niż słowa, może tylko emocje, które niosą na swoim grzbiecie...Tak, to dobre kryterium. Kryterium słowa.

7 czerwca 2004

Kochać i tracić

Kochać i tracić, pragnąć i żałować,

Padać boleśnie i znowu się podnosić,

Krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać "prowadź!"

Oto jest życie: nic, a jakże dosyć...


Leopold Staff

21 maja 2004

Kim jesteś i skąd przybywam?

Za prawdę powiadam Wam jestem tu albowiem istnieje siła, która mnie tu przywiodła. Może jest nią pierwiastek ekshibicjonistyczne we mnie, może potrzeba rozmowy właśnie na tematy nie całkiem jeszcze akceptowalne społecznie, może w końcu instynkt stadny, który karze trzymać się razem określonym grupom (*niepotrzebne skreślić).Nie łatwo powiedzieć skąd przybywam – najbliższe prawdy jest określenie z samochodu. Krążę bowiem między stolicą a kilkoma miejscowościami w pobliżu. Na noc zazwyczaj zaszywam się w małej wiosce na południowym zachodzie miasta. Kim jestem? Zestawieniem różnorodnych umiejętności i cech. Ale do rzeczy. Nie będzie się mylił ten, kto nazwie mnie żoną, matką czy kochanką. Rację będzie miał ten, kto powie o mnie uległa, maso czy bi. Prawdą jest także, że jestem księgową, ogrodnikiem i nurkiem. To chyba wszystko. No może jeszcze tylko, że uwielbiam bawić się słowami. Szkoła bdsm jest moją Alma Mater jeśli chodzi o klimaty i tam głównie można śledzić moją aktywność. Ośmielam się zaglądać przez dziurkę od klucza i patrzę pożądliwie na smugę światłą wyciekającą szparą pod drzwiami szkoły.

13 maja 2004

Jak wyglądam?

Nie jestem szczupaczkiem i nie dla mnie rola modelki na wybiegu. Ale gdyby Rubens nadal tworzył pragnęłabym zostać jego modelką. Noszę krótkie włosy. Nigdy jednak nie są ścięte na tyle krótko, żeby nie można było za nie złapać. Za bardzo to lubię, żeby odmawiać sobie tej przyjemności. Tym razem jednak nie słowem a obrazem najchętniej bym się posłużyła...

12 maja 2004

Co mnie wzrusza?

Malarstwo impresjonistyczne, Bezsenność w Seattle, twarz śpiącej córeczki. Ale przede wszystkim słowo pisane - zapisane nim emocje. Kocham poezję. W szczególności dwudziestolecie międzywojenne Asnyka, Poświatowską, Staffa a nade wszystko Pawlikowską-Jasnorzewską i prozę Magdaleny Samozwaniec.

11 maja 2004

Co mnie podnieca?

Uwielbiam klimaty miejsc publicznych, pełne ludzi lub wręcz przeciwnie opustoszałe... Praha... Wąskie uliczki wychodzące na dole, pod mostem Karola są idealne na szybki seks, zwłaszcza późnym wieczorem, kiedy zaczyna się robić pusto. Kamienne zaułki na samym moście... Mniam. Mam na sobie sukienkę... bez bielizny... siadam na męskich kolanach... i tylko my wiemy o kutasie, który zagłębia się we mnie przez rozporek spodni... jest południe... a przez most jak zawsze przetacza się nieświadomy niczego tłum... siedzimy... bez jednego ruchu... pracują jedynie moje mięśnie zaciskające się na jego męskości... Co jeszcze? Kobiety. Zdjęcia Araki’ego i generalnie fotografie przedstawiające shibari. Świadomość, że jestem podglądana. Zniewolenie, najlepiej moje własne... Niepewność... Nieznane... Nieodkryte... Mroczne pożądanie... Jakiś zwierzęcy magnetyzm... Kocham się bać, strach podnieca mnie do granic możliwości... Uwielbiam mieć zawiązane oczy... wtedy każdy najlżejszy dotyk, każdy znany nawet dźwięk mają odrealniony i kosmiczny wymiar... Dopiero wówczas wiem, że są zmysły, których w normalnych warunkach nie używam . To, czym się karmię, to adrenalina i endorfiny, których mój mózg mi nie reglamentuje.

7 maja 2004

Coś o mnie

Od 34 wiosen chodzę po tym świecie, jestem mężatką z 13 letnim stażem i mam niespełna czteroletnią córeczkę, wyższe wykształcenie w dziedzinach finansów, ekonomii oraz MBA. Pasjonuje mnie ogrodnictwo, nurkowanie i mindmapping. Od lat zapisuję swoje emocje. Słowami...

4 kwietnia 2004

Czego to ludzie nie wymyślą

Czego to ludzie nie wymyślą czy raczej nie nazwą - kink. Zapewne stare jak świat... to znaczy chciałam powiedzieć jak sex... ale w sumie to chyba na jedno wychodzi. Zabawa dla dwojga, polegająca na przebieraniu się partnerów i odgrywaniu swoich ról. Kulminacyjnym momentem zabawy jest stosunek, do którego dochodzi w odpowiednim dla inscenizowanej sytuacji momencie. Klasyczne układy to (a może ktoś zna inne ciekawe)
- pielęgniarka/lekarz vs. pacjent
- szef vs. sekretarka
- policjant vs. kierowca czyli sex za mandat
- gospodyni domowa vs. listonosz/ hydraulik itp.
- uczennica vs. nauczyciel
- prostytutka vs. klient

Zabawa całkiem fajna od czasu do czasu, czasami z większym dreszczykiem emocji np. ostatni z podanych układów inscenizowany poza sypialnią (leśna droga, parking itp.).

11 marca 2004

Między ustami a ...

Techniki nie ma sensu opisywać, nic to nowego , nic już nawet bulwersującego. Ale może wymienimy się kilkoma sztuczkami zwiększającymi skalę doznań? Ćwiczyłam wersję z oranżadą w proszku. Generalnie mojego Mężczyznę nie powaliła na kolana taka odmiana, ale testowaliśmy oranżadę w obie strony. W wersji aplikowanej mnie została nazwana 'wściekły pies' albowiem tak właśnie wygląda cipka z pieniącą się oranżadą, hihi. Doznania niezwykłe, powiedziałabym trzaskające. Uwaga nie stosować w przypadku jakichkolwiek uszkodzeń nabłonka (szczypie jak diabli i wcale nie jest przyjemne). Druga wersja to zastąpienie oranżady winem musującym (proponowana temperatura pokojowa). Jak powiem, że nosi tytuł 'lampka szampana' to raczej nikt nie będzie miał wątpliwości gdzie się wlewa winko i jak się je konsumuje. Bezpieczna, doznania wewnętrzne baaaardzo przyjemne. Słyszałam o wersji mocniejszej pt. 'fontanna' polegającej na potraktowaniu intymności rzeczonym winkiem musującym bezpośrednio ze świeżo odkorkowanej butelki a następnie spożywać pieszcząc podobnie jak przy 'lampce szampana'. Nie próbowałam więc się nie wypowiem.

4 marca 2004

Zgrzytanie zębami

Polecam 'zgrzytanie zębami' (to pieszczota adresowana do pań). W dużym skrócie chodzi o umieszczenie łechtaczki między zębami (uważając żeby nie odsłonić chroniących ją fałdek skóry!) i wykonywać delikatne ruchy charakterystyczne dla zgrzytania zębami. Pozycja mało wygodna, ale naprawdę warto. Najwygodniejsza kombinacja: kobieta w pozycji typu świeca (można sobie podłożyć coś pod plecy dla zachowania równowagi) z szeroko rozłożonymi udami (jak któraś potrafi to szpagat, ale i bez tego da się zrobić), mężczyzna (lub druga kobieta, jak w moim przypadku) w takiej pozycji, żeby wargi i wargi były równolegle. I do zgrzytania! Proponuję poćwiczyć na własnym małym palcu (serio!) potem można dołożyć jeszcze ruch prostopadły do zgrzytania. Tak, żeby zaczynając mieć łechtaczkę we wnętrzu ust za zębami a w końcowym etapie ją 'wypluć'. Nie wiem czy wystarczająco jasno to napisałam... ale wiem jedno warto poćwiczyć bo odczucia są ekstra.

1 lutego 2004

Przereklamowane 69

Czy nie uważacie, ze pozycja 69 jest przereklamowana? Osoba pod spodem ma dość ograniczoną swobodę ruchu głowa, co w przypadku seksu oralnego ma jednak znaczenie. Konieczność podzielności uwagi (albo skupiam się na tym, żeby dać jak najwięcej frajdy partnerowi i na jego reakcjach, albo układam się leniwie, zamykam oczy i odpływam… ). Zagrożenie orgazmowi (niekontrolowany zacisk szczek w pozycji 69 byłby zdecydowanie niewskazany)Czasami zdarza mi się 'zaliczyć' 69 ale, ze względów komfortu właśnie, jest to zazwyczaj wersja boczna. Nie mniej jednak pozycja jako taka traktowana raczej jako wstęp (ewentualnie etap przejściowy) nigdy jako finał. Głównie ze wskazanych względów nazwijmy je bhp (odruchy są tylko odruchami...). Jak dla mnie 69 jest wytworem kinematografi - zwłaszcza w przypadku pieszczot dwóch kobiet. Bo faktycznie na ekranie wygląda atrakcyjnie, ponętnie i nietypowo... Nie znam nikogo, kto wskazałby 69 jako swoja ulubioną pozycję. Osobiście jestem za wersją 'na każdego przyjdzie jego kolej' Swoboda ruchów w tym przypadku to zasada, że 'punkt widzenia zależy od punktu siedzenia'. Swoboda ruchu jest pojęciem względnym i wygląda zupełnie inaczej kiedy wyciągasz język, żeby polizać kobiece intymności a zupełnie inaczej kiedy męskie intymności panoszą się ustach albo w gardle. Może więc i stąd wynika nieco odmienne postrzeganie 69 przez mężczyzn i kobiety.A tak na serio to bez względu na to czy jest to 69 w wersji k+k czy k+m jestem za zastosowaniem reguły matematycznej 'to co się da podziel na dwa, bez namysłu dziel' i rozdzielić przyjemność w czasie. No cóż pogodziłam się już z tym, że nie mam zadatków na Napoleona (w każdym razie nie w oralu). Ale nikt nie jest doskonały... hihi.