9 września 2008
Mikstura
Lupuli strobulus, melissae folium, hyperici herba i valerianae radix. Kto by pomyślał, że pozwolę im zawładnąć sobą. Później już wszystko wydaje się być spokojniejsze, dalsze, mniej ostre, mniej ważne. I tylko trzeba pamiętać żeby przestać – inaczej nici z zasiadania za kierownicą.
8 września 2008
Pacyfikacja
Tak łatwo jest przekreślić wszystko i odejść. Tak trudno spojrzeć bestii w oczy poprosić o pomoc. Kolejny kawałek mnie odpłynął do Krainy Wiecznych Łowów. Dumna, niezależna, samodzielna. Czy jeszcze to jest prawdziwe? Nie wiem. Niestety.
23 lipca 2008
Cień wiatru
Książka. Ta sama, która mnie urzekła. Z erratą emocji. Z dopisanym odręcznie pierwszym i ostatnim wersem. Skropiona łzami i tulona nocą. Musiałam ją przeczytać. I uwolnić. Jak zaobrączkowanego ptaka. Książka – podróżniczka. Wczoraj na kontynencie, dziś na wyspie a jutro na drugiej półkuli. Wygląda na to, że dokonałam kolejnej niemożliwej rzeczy. I znowu dzięki pomocy Dobrych Ludzi. Marzenia i pomysły, które nie maja prawa bytu – oto moja specjalność. Do tego szczypta determinacji, żeby przekonać Ludzi do pomocy przy ich realizacji. Wielkie dzięki tym, dzięki którym moja Kolekcja Emocji powiększyła się o kolejne doznania.
20 lipca 2008
Dekompozycja
Pozwalam sobie na luksus zapominania. Albo raczej zmuszam się do zapomnienia tego, co poruszyło najczulsze struny krańca duszy. Chcę zapomnieć o uwielbieniu – inaczej nigdy nie wrócę do rzeczywistości. Zawiodły mnie zmysły, pozwoliły sprowadzić się na manowce. Prawie wszystkie. Tylko węch oparł się temu wszystkiemu - obiekt zmysłowo niekompletny. Bogu niech będą dzięki za gestalt! Tylko kompletny obraz całości pozwala na trwałe wdrukowanie w matrycę wspomnień. Program dekompozycji rozpoczęty, zostało 9… 8… 7…. Nie chcę, ale muszę. Tak trzeba, bo życie toczy się dalej.
„Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
Jak oddzielić nagle serce od rozumu?
Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?
Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele...
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy....”
Dni, których nie znamy (fragmenty)
Marek Grechuta
Dni, których nie znamy (fragmenty)
Marek Grechuta
Położę na dłoni myśli przyjemne i ostatnim tchnieniem fascynacji stworzę z nich satelity na orbicie mnie samej. Niech powracają do mnie jak wschody słońca i księżyca. I jak one niech pozostaną poza zasięgiem.
13 lipca 2008
Senne anglezowanie
Uuu, nie jest dobrze, nie jest dobrze. Wygląda na to, że fascynacja i podziw przeszła ze sfery świadomości na terytorium podświadomości. A ta, jak wiadomo, potrafi płatać mi niezłe figle. Fakt, ze ostatnio śnię wyłącznie rozmowy już sam w sobie jest znamienny. Ale w miarę zrozumiały, jako, że miałam tydzień ciężkich rozmów. Lepiej więc było zapędzić do roboty także podświadomość – zawsze co dwie głowy to nie jedna. Faktem jest także, że miałam w głowie niewyartykułowany monolog w obcym języku. Podświadomość – ta bestia we mnie – włada nim z dużo większą swobodą, ale wprawia mnie w konsternację. Już wieki temu zauważyłam, że jeśli budzę się w nocy z jakąś myślą muszę ją utrwalić inaczej do rana mi umknie. Ale jakie zaskoczenie budzi fakt, kiedy próba odczytania nocnych zapisków spełza na niczym w związku z… nieznajomością słów. Jak można zapisać coś, czego się nie zna, nie widziało, nie rozumie? Po prostu – w nocy znałam te słowa, a rankiem musiałam zerknąć do słownika. Świadomość jest ułomna, podświadomość ma nieograniczone możliwości, trzeba tylko pozwolić jej dojść do głosu. Czasami samorzutnie, a czasami ze wspomaganiem – ot choćby kielonkiem tequili.
Wszystko to jednak blaknie w obliczu faktu, że mówiąc przez sen także się przerzuciłam na anglezowanie. No cóż, tak już mam, że moja podświadomość lubi myśleć na głos. Ale taka jazda to się jej jeszcze nie zdarzyła. Nie wiem jak to jest teraz, jako, że miejsce obok całkiem puste jest, ale domniemuję, że trwa. Być może budzę się właśnie na dźwięk własnego głosu. Takie tam – konwersacje z podświadomością.
Wszystko to jednak blaknie w obliczu faktu, że mówiąc przez sen także się przerzuciłam na anglezowanie. No cóż, tak już mam, że moja podświadomość lubi myśleć na głos. Ale taka jazda to się jej jeszcze nie zdarzyła. Nie wiem jak to jest teraz, jako, że miejsce obok całkiem puste jest, ale domniemuję, że trwa. Być może budzę się właśnie na dźwięk własnego głosu. Takie tam – konwersacje z podświadomością.
12 lipca 2008
Pod powiekami
Pragnę, żeby zamknęła oczy, wówczas ofiaruję jej dotyk świata i świat dotyku w akompaniamencie słów. Muśnięcie rzęs na wargach i oddech w zgięciu łokcia, zęby zaciśnięte na karku i mroźny język na płatkach uszu.
11 lipca 2008
Pokrętnie
Zwierzęciem stadnym niewątpliwie jestem. I przekonuję się o tym co krok. Choćby teraz, w pustym domu. Jeszcze niedawno marzyła mi się cisza, dziś nie potrafię się nią cieszyć. Jeszcze tylko zapalę świece wokół wanny i roztoczę cynamonow-pomarańczową aurę. I może uda się zapomnieć. O arcytrudnym tygodniu, o połowicznie zakończonych negocjacjach, o małych sukcesach i dziwnie smakujących porażkach. O znajomości, która miast wznosić na wyżyny intelektualne i emocjonalne po prostu spełzła na niczym. O niespełnionym uczuciu, które dziś właśnie miało zostać skonsumowane pobrzękując smakiem soli, cytryny i kaktusowej wódki. O zawistne przeznaczenie! Czemuż, ach czemuż tak krętą drogą chadzasz. I zamiast mojego łoża (nie)moja Laleczka spoczęła w szpitalnym przybytku. O opatrzności! Dlaczego próbujesz mi odebrać to, co tak pięknie rozkwitło. Nie tak chciałam ją tulić, nie tak. A teraz będę mogła tylko szeptać jej o tym, czego nie zaznała z nadzieją, że usłyszy.
I mail anglezowany – taki suchy jak urzędowe obwieszczenie. Cholera lepiej było nań czekać niż go dostać. Ot, kolejny dzień życia.
WOS – wzgardzona, odrzucona, samotna. Moja przyjaciółką tequila. Może uda się nie obudzić jutro w tej samej rzeczywistości. Oby. Zanosi się na długą rozmową z Laleczką, tylko miejsce nie takie. Nigdy więcej odkładania uczuć na później. Nigdy. Lepiej już poczuć gorycz odmowy niż nic. A goryczkę zawsze można zabić ptasim mleczkiem albo cytryną.
I mail anglezowany – taki suchy jak urzędowe obwieszczenie. Cholera lepiej było nań czekać niż go dostać. Ot, kolejny dzień życia.
WOS – wzgardzona, odrzucona, samotna. Moja przyjaciółką tequila. Może uda się nie obudzić jutro w tej samej rzeczywistości. Oby. Zanosi się na długą rozmową z Laleczką, tylko miejsce nie takie. Nigdy więcej odkładania uczuć na później. Nigdy. Lepiej już poczuć gorycz odmowy niż nic. A goryczkę zawsze można zabić ptasim mleczkiem albo cytryną.
3 lipca 2008
1 lipca 2008
29 czerwca 2008
Trans-po-sure
Spółka Ken & Angela legitymuje się łącznie niemal ćwierćwieczem fotograficznych doświadczeń. Nad glmurowatymi i ślubnymi fotkami nie będę się pochylać, bo nie jest to moją domeną. Jest jednak seria zdjęć, które można byłoby nazwać nibyszibari z przymrużeniem oka. Z tradycyjną sztuką łączy je bowiem jedynie obecność liny. W tym przypadku wyjątkowo solidnej. To, co warte jest zauważenia to zabawa, której oddał się fotograf aranżując scenki. Sposób ułożenia liny, potraktowania jej jako namiastki solidnych z założenia konstrukcji – mostu czy łuku lub przywodzących na myśl silny koński grzbiet czy ptasie skrzydła. Lina w kompozycjach zaprzeczających jej giętkości i swobody, niby ukrochmalona – ozdobiona kobiecym ciałem w nią wtulonym.








25 czerwca 2008
Nurkowanie jest jak sex
Na poczatku każdy próbuje coś samemu,
potem odkrywa się urok robienia tego we dwoje,
ale i tak najwieksza radocha jest w grupie
(zasłyszane)
24 czerwca 2008
Jajko z niespodzianką
W końcu mogłam przekazać dobrą nowinę moim ludzikom, po trzech miesiącach nękania dostałam zatwierdzony plan zmian poewaluacyjnych. Komunikowanie dobrych wieści jest naprawdę przyjemne. I nawet daje się wyrzucić z pamięci wszystkie te chwile, kiedy trzeba było stoczyć nie jedną potyczkę słowną, żeby dojść do konsensu. I tak ścieżki rozwoju, nowe kompetencje i ich ekwiwalent w pieniądzu ze słowa stały się ciałem. Teraz mogę zacząć się szykować do raportowania półrocznego. A w efekcie tych przygotowań moje świeżo naładowane słońcem i słona wodą bateryjki wewnętrzne się wyeksploatują. I trzeba będzie poszukać jakiegoś ‘duracella’.
23 czerwca 2008
Być jak James
Fascynacja przychodzi o wschodzie słońca. Wtedy, kiedy otwieram oczy zawołana z krainy morfeusza przez delikatna jeszcze słoneczną poświatę poprzedzająca pojawienie się złotej tarczy. I kiedy zastanawiam się przez chwilę co robiłam wczoraj i co robić będę dziś cieszę się jak dziecko z nadchodzącego dnia. Niecierpliwie wyglądając czy ktoś już stąpa po pokładzie. W takich chwilach czuję się jak nastolatka – zafascynowana, bezgranicznie ufająca, bezkrytyczna i całkiem zakochana. W atmosferze, w nurkowaniu, w Nauczycielu. I co mi tam nawet mało przyjemny proces wciągania na siebie pięciu milimetrów neoprenu nie jest w stanie zmącić tego radosnego oczekiwania pełnego podniecenia. Ba, nawet perspektywa przemieszczania się zodiakiem i fikołek do tyłu z butlą na plecach nie może mi zaszkodzić (a szczerze nie lubię takiego fikania). Po prostu wiem, że za chwilę zobaczę dobrze mi znaną sylwetkę wślizgująca się w neopren i wskakującą do wody. I później – te kilka znaków, kilka słów i już puszczamy srebrne kuleczki. Mogłabym patrzeć na niego bez końca. Jest równie naturalnym elementem rafy jak ryby. I na równi z nimi emanującym opanowaniem spokojem i zwinnością. Chciałabym bym tak umieć…
Na razie jednak trzeba będzie wziąć manatki na basen i poćwiczyć bo tylko tak dochodzi się do perfekcji. Mając jednak w głowie obraz tego młodego Posejdona wiem gdzie chcę być, po części wiem także jak to zrobić. Teraz tylko czas i samozaparcie. Ile czasu to może zająć? Niewiem. Ale sprawdzę to!
Na razie jednak trzeba będzie wziąć manatki na basen i poćwiczyć bo tylko tak dochodzi się do perfekcji. Mając jednak w głowie obraz tego młodego Posejdona wiem gdzie chcę być, po części wiem także jak to zrobić. Teraz tylko czas i samozaparcie. Ile czasu to może zająć? Niewiem. Ale sprawdzę to!
15 czerwca 2008
Reset, defragmentacja i koń trojański
No i wykrakałam, burza rozpętała się nieziemska. Mam serdecznie dość pewnej szarej eminencji, która nie mogąc ścierpieć faktu mojej niezależności robi wszystko (dosłownie wszystko) żeby zdeprecjonować mnie w oczach zarówno mojego przełożonego jak i udziałowca. Czysty żywy mobbing i do tego w białych rękawiczkach – wszak nie ma zależności służbowej, ani regionalnej ani nawet właścicielskiej między nami. Krótko mówić typ czuje się bezkarny. Do czasu. Zasięgnęłam porady prawnej, jest wyjście z tej sytuacji. Pytanie tylko jak długo jeszcze będę miała motywację do tego, żeby z niego nie skorzystać.
A tak z innej beczki – Prezio przeszedł samego siebie składając propozycje managementowi, ale nie to mnie powaliło tylko fakt, że łyknęli temat jak indyki kukurydzę. Jak dzieci… Najprostsza i najstarsza chyba socjotechnika, a towarzystwo się napaliło jak szczerbaty na suchary (sorki za kolokwializm ale nic innego nie oddaje poziomu zaślepienia towarzystwa). A wydawało się, że to dorośli ludzie, z doświadczeniem zawodowym. Aż przykro było patrzeć (i słuchać) jak galopowali na podstawionym koniku, ciekaw kiedy się zorientują, że to koń trojański.
Mierzi mnie ta cała sytuacja, po prostu mnie mierzi. To dobry czas, żeby oczyścić umysł, na nowo poustalać priorytety, zweryfikować sprawy z szufladki ‘ważne i pilne’. Może się okazać, że one są wyłącznie pilne, a ważne może też ale nie dla mnie tylko dla kogoś innego. Nie zamierzam umierać za Niceę! Ani za nic innego. Poziom absurdu sięgnął zenitu. Teraz sam reset umysłowy nie wystarczy, konieczna będzie defragmentacja dysków i odzyskanie wolnych zasobów. Z perspektywy trzydziestu metrów pod wodą wiele rzeczy wygląda inaczej. Już dzisiejszej nocy będę delektować się czarną kołderką wyszywaną złotymi gwiazdkami i morską bryzą. Już jutro wezmę pierwszy nitroksowy oddech i przejdę w wyjątkowo higieniczny tryb życia SNJ czyli spanie-nurkowanie-jedzenie. No, i co najważniejsze, tydzień bez maila i telefonu – tego nie sposób przecenić.
A tak z innej beczki – Prezio przeszedł samego siebie składając propozycje managementowi, ale nie to mnie powaliło tylko fakt, że łyknęli temat jak indyki kukurydzę. Jak dzieci… Najprostsza i najstarsza chyba socjotechnika, a towarzystwo się napaliło jak szczerbaty na suchary (sorki za kolokwializm ale nic innego nie oddaje poziomu zaślepienia towarzystwa). A wydawało się, że to dorośli ludzie, z doświadczeniem zawodowym. Aż przykro było patrzeć (i słuchać) jak galopowali na podstawionym koniku, ciekaw kiedy się zorientują, że to koń trojański.
Mierzi mnie ta cała sytuacja, po prostu mnie mierzi. To dobry czas, żeby oczyścić umysł, na nowo poustalać priorytety, zweryfikować sprawy z szufladki ‘ważne i pilne’. Może się okazać, że one są wyłącznie pilne, a ważne może też ale nie dla mnie tylko dla kogoś innego. Nie zamierzam umierać za Niceę! Ani za nic innego. Poziom absurdu sięgnął zenitu. Teraz sam reset umysłowy nie wystarczy, konieczna będzie defragmentacja dysków i odzyskanie wolnych zasobów. Z perspektywy trzydziestu metrów pod wodą wiele rzeczy wygląda inaczej. Już dzisiejszej nocy będę delektować się czarną kołderką wyszywaną złotymi gwiazdkami i morską bryzą. Już jutro wezmę pierwszy nitroksowy oddech i przejdę w wyjątkowo higieniczny tryb życia SNJ czyli spanie-nurkowanie-jedzenie. No, i co najważniejsze, tydzień bez maila i telefonu – tego nie sposób przecenić.
9 czerwca 2008
MSRowe finito!
Wyniki egzaminów końcowych. I jak zawsze znienawidzone przeze mnie czekanie. Byłoby gdyby nie fakt, że zdawałam egzaminy z obu semestrów jednego dnia. Niestety choroby się nie wybiera, a podchodzenie do egzaminu z temperatura 39,6 jest mało realne. Na szczęście sam stres egzaminacyjny jest już za mną. A dziś także zakończył się stres oczekiwania. Dwie piątki. Jestem z siebie dumna. A niebawem będę mogła dołożyć do kolekcji trofeów dyplom z napisem MSR. Jeszcze parę dni i zasłużony odpoczynek, choć wcześniej jeszcze przewiduje przeciwności losu na linii budżet-grupa, byle do piątku.
5 czerwca 2008
Golasy - wstęp wolny
Miejsce: Warszawa kino Muranów
Data: 7 czerwca 2008r
Godzina: 22.30
Repertuar: "Święta góra", "Kreta" oraz "Fando i Lis".
Reżyser: Alejandro Jodorowski
Cytując za dystrybutorem
"Osoby, które przyjdą na maraton filmów Jodorowskiego nago, otrzymają w prezencie koszulki z limitowanej serii wyprodukowanej z okazji wprowadzenia filmów Jodorowskiego na polskie ekrany oraz WSTĘP WOLNY. WSTĘP WOLNY otrzymają również osoby duchowne wszelkich wyznań, które przyjdą w stroju służbowym lub nago. Organizatorzy zapewniają strawę duchową oraz wino. Inne używki we własnym zakresie."
Całość artykułu dostępna w serwisie Gazety.
Znając podejście warszawskich organów administracji na przykładzie słynnego doniesienia do prokuratury na SukęOff w listopadzie 2005r spodziewam się, że będzie wesoło. Oczywiście trzeba podejść literalnie do informacji od dystybutora i rozebrac (nomen omen) na czynniki pierwsze frazę "Osoby, które przyjdą na maraton filmów Jodorowskiego nago". Czy przyjście na maraton i przyjście do kina to to samo? Czy gołych tyłków dystrybutor życzy sobie jeszcze przed kinem czy dopiero przy bileterze. Nieprecyzyjne sformułowanie może być powodem nieporozumień.
Zastanówmy się nad ewentualnym łamaniem prawa przez osoby chcące skorzystać z darmowego zaproszenia. Jeżeli zostaną zatrzymane przed kinem mogą mieć postawiony zarzut obnażania się w miejscu publicznym. Ale jeżeli kino będzie zamknięte (czytaj impreza zamknięta) a negliż powstanie gdzieś między kasa biletową a bileterem odrywającym kawałek papierka to takowego zagrożenia nie widzę. Znaczy na wszelki wypadek sprawdziłabym pełnoletność kupujących bilety i życzyła im miłego seansu.
Swoją drogą ciekawe czy planują wyłączenie klimatyzacji na czas projekcji. Jeżeli nie to może być nieźle zasmarkana widownia po tym maratonie ;). Tak czy owak odważna inicjatywa!
Data: 7 czerwca 2008r
Godzina: 22.30
Repertuar: "Święta góra", "Kreta" oraz "Fando i Lis".
Reżyser: Alejandro Jodorowski
Cytując za dystrybutorem
"Osoby, które przyjdą na maraton filmów Jodorowskiego nago, otrzymają w prezencie koszulki z limitowanej serii wyprodukowanej z okazji wprowadzenia filmów Jodorowskiego na polskie ekrany oraz WSTĘP WOLNY. WSTĘP WOLNY otrzymają również osoby duchowne wszelkich wyznań, które przyjdą w stroju służbowym lub nago. Organizatorzy zapewniają strawę duchową oraz wino. Inne używki we własnym zakresie."
Całość artykułu dostępna w serwisie Gazety.
Znając podejście warszawskich organów administracji na przykładzie słynnego doniesienia do prokuratury na SukęOff w listopadzie 2005r spodziewam się, że będzie wesoło. Oczywiście trzeba podejść literalnie do informacji od dystybutora i rozebrac (nomen omen) na czynniki pierwsze frazę "Osoby, które przyjdą na maraton filmów Jodorowskiego nago". Czy przyjście na maraton i przyjście do kina to to samo? Czy gołych tyłków dystrybutor życzy sobie jeszcze przed kinem czy dopiero przy bileterze. Nieprecyzyjne sformułowanie może być powodem nieporozumień.
Zastanówmy się nad ewentualnym łamaniem prawa przez osoby chcące skorzystać z darmowego zaproszenia. Jeżeli zostaną zatrzymane przed kinem mogą mieć postawiony zarzut obnażania się w miejscu publicznym. Ale jeżeli kino będzie zamknięte (czytaj impreza zamknięta) a negliż powstanie gdzieś między kasa biletową a bileterem odrywającym kawałek papierka to takowego zagrożenia nie widzę. Znaczy na wszelki wypadek sprawdziłabym pełnoletność kupujących bilety i życzyła im miłego seansu.
Swoją drogą ciekawe czy planują wyłączenie klimatyzacji na czas projekcji. Jeżeli nie to może być nieźle zasmarkana widownia po tym maratonie ;). Tak czy owak odważna inicjatywa!
4 czerwca 2008
Ewolucja uległości – comming out
Osobisty coiming out wieńczący proces nieuświadomionej uległości to dopiero początek. Początek, poza który część osób w ogóle nie wychodzi. Dla nich to początek i koniec. Przyznanie się przed sobą jest niczym w porównaniu do przyznania się przed inną osobą. I tu następuje uległość podglądająca. Właśnie tak – podglądająca, choć określenie poszukująca także pasuje. Samoświadomość popycha do poszukiwania innych ludzi podzielających podobne zainteresowania. Dziś nie stanowi to większego problemu, choć mimo wszystko w początkowej fazie może być trudne ze względu na nomenklaturę.
Samoświadomość pragnień nie idzie bowiem w parze ze słownikowymi definicjami. A rzeczy nie są rzeczami tak długo, jak długo są nienazwane. Świadomość podsuwa skojarzenia, które mogą skierować poszukiwania w zupełnie błędnym kierunku. Która z nas odczuwając przyjemność z myśli o bólu lub doświadczając go wymyśliła, że to bdsm? Przecież to skrót nic nie mówiący (w każdym razie na początku). Wrzucając do wyszukiwarki kolejne skojarzenia przejdzie się kiedyś zapewne przez przemoc, wykorzystywanie seksualne i temu podobne tematy do czegoś, co będzie światełkiem w tunelu. Może będzie to zdjęcie shibari, może jakiś wyjątkowo podniecający opis oddający nasz osobisty film z wnętrza umysłu. Nie wiadomo. To kieruje poszukiwania na inne tory. Pojawiają się kolejne słowa, Kolejne wyniki w wyszukiwarce – blogi, opowiadania, zdjęcia, fora. I pojawia się strach. Pośpieszne zamykanie stron, próba wymazania z pamięci obrazów czy opisów. I to ciągle pragnienie powrotu w mroczny klimat. Przestrach ze znalezienia odpowiedzi na kłębiące się w głowie pytania. Ambiwalentne uczucia wobec tematu i wobec samego siebie.
Pytania o (nie)normalność, wyparcie, kwaśne winogrona i słodkie cytryny – klasyczny zestaw zachowań opisanych w psychologii. Mętlik w głowie, a to właśnie jeden z ważniejszych momentów w ewolucji uległości. Potrzeba zadawania pytań, tylko komu przy braku zaufanego autorytetu? Intensyfikacja poszukiwań. Umysł jeszcze nie jest w stanie filtrować informacji, oddzielać fikcji od prawdy, weryfikować zachowań. Uległość, która teraz jest już nie tylko uświadomiona ale i nazwana zaczyna się karmić tym, co znajdujemy. Fascynacja tematem, rosnący głód informacji.
Czat jest tym miejscem, które wydaje się być idealne dla rozmów w czasie rzeczywistym. Z jednym zastrzeżeniem – nie znamy rozmówcy. Czat ma te przewagę, że pozwala bezkarnie zadawać pytania pozostając anonimowym. I jeżeli znajdziemy kogoś, kto będzie chciał mówić to będzie to duży sukces. Najczęściej jednak znajdujemy osoby, które zadają pytania. W efekcie można sobie zafundować niepotrzebną frustrację przez brak odpowiedzi na nurtujące pytania. Próba przeniesienia dyskusji na grunt znajomych osób jest więcej niż trudna. No bo jak powiedzieć czułemu chłopakowi, że marzy ci się lanie? Albo przyjaciółce od serca, z którą powtarzałaś hasła o równouprawnieniu płci, że pragniesz zniewolenia przez mężczyznę? Prawdopodobieństwo, że nie zrozumieją jest zbyt wysokie. Do tego jeszcze silne poczucie wstydu z powodu takich a nie innych pragnień. Jedyna droga to powrót pod płaszcz anonimowości.
Rozmowy, nawet jeżeli owocne (a w zasadzie im bardziej owocne tym bardziej stymulujące) to tylko rozmowy. I w końcu przestają wystarczać. Kiedy potrzeba konfrontacji wyobrażeń zaczyna dominować nad przyjemnością rozmowy uległość osiąga kolejne stadium - comming out zewnętrzny.
Samoświadomość pragnień nie idzie bowiem w parze ze słownikowymi definicjami. A rzeczy nie są rzeczami tak długo, jak długo są nienazwane. Świadomość podsuwa skojarzenia, które mogą skierować poszukiwania w zupełnie błędnym kierunku. Która z nas odczuwając przyjemność z myśli o bólu lub doświadczając go wymyśliła, że to bdsm? Przecież to skrót nic nie mówiący (w każdym razie na początku). Wrzucając do wyszukiwarki kolejne skojarzenia przejdzie się kiedyś zapewne przez przemoc, wykorzystywanie seksualne i temu podobne tematy do czegoś, co będzie światełkiem w tunelu. Może będzie to zdjęcie shibari, może jakiś wyjątkowo podniecający opis oddający nasz osobisty film z wnętrza umysłu. Nie wiadomo. To kieruje poszukiwania na inne tory. Pojawiają się kolejne słowa, Kolejne wyniki w wyszukiwarce – blogi, opowiadania, zdjęcia, fora. I pojawia się strach. Pośpieszne zamykanie stron, próba wymazania z pamięci obrazów czy opisów. I to ciągle pragnienie powrotu w mroczny klimat. Przestrach ze znalezienia odpowiedzi na kłębiące się w głowie pytania. Ambiwalentne uczucia wobec tematu i wobec samego siebie.
Pytania o (nie)normalność, wyparcie, kwaśne winogrona i słodkie cytryny – klasyczny zestaw zachowań opisanych w psychologii. Mętlik w głowie, a to właśnie jeden z ważniejszych momentów w ewolucji uległości. Potrzeba zadawania pytań, tylko komu przy braku zaufanego autorytetu? Intensyfikacja poszukiwań. Umysł jeszcze nie jest w stanie filtrować informacji, oddzielać fikcji od prawdy, weryfikować zachowań. Uległość, która teraz jest już nie tylko uświadomiona ale i nazwana zaczyna się karmić tym, co znajdujemy. Fascynacja tematem, rosnący głód informacji.
Czat jest tym miejscem, które wydaje się być idealne dla rozmów w czasie rzeczywistym. Z jednym zastrzeżeniem – nie znamy rozmówcy. Czat ma te przewagę, że pozwala bezkarnie zadawać pytania pozostając anonimowym. I jeżeli znajdziemy kogoś, kto będzie chciał mówić to będzie to duży sukces. Najczęściej jednak znajdujemy osoby, które zadają pytania. W efekcie można sobie zafundować niepotrzebną frustrację przez brak odpowiedzi na nurtujące pytania. Próba przeniesienia dyskusji na grunt znajomych osób jest więcej niż trudna. No bo jak powiedzieć czułemu chłopakowi, że marzy ci się lanie? Albo przyjaciółce od serca, z którą powtarzałaś hasła o równouprawnieniu płci, że pragniesz zniewolenia przez mężczyznę? Prawdopodobieństwo, że nie zrozumieją jest zbyt wysokie. Do tego jeszcze silne poczucie wstydu z powodu takich a nie innych pragnień. Jedyna droga to powrót pod płaszcz anonimowości.
Rozmowy, nawet jeżeli owocne (a w zasadzie im bardziej owocne tym bardziej stymulujące) to tylko rozmowy. I w końcu przestają wystarczać. Kiedy potrzeba konfrontacji wyobrażeń zaczyna dominować nad przyjemnością rozmowy uległość osiąga kolejne stadium - comming out zewnętrzny.
3 czerwca 2008
Powrót do przeszłości
Zasypiam i czas zaczyna się cofać. Aż do czasu kiedy po raz pierwszy… Maj to taki dziwny miesiąc, wiele w nim tych pierwszych razów. Maj – Miesiąc Pierwszych Razów. Moich. Nie ma roku, żeby do majowej kolekcji nie dołączyło jakieś nowe doświadczenie. I pierwsze konwalie, i bez, i truskawki. Powrót do przeszłości - co rok dłuższy, co rok ciekawszy, co rok trudniejszy. Maj, w którym nic nowego się nie zdarzy powinien być majem ostatnim. W konwaliach i fiołkach.
Powietrze wibruje obco przynosząc woń strachu.
Czerwiec za progiem. Czerwce też są znaczące. I ten także taki będzie. Już to czuję.
Powietrze wibruje obco przynosząc woń strachu.
Czerwiec za progiem. Czerwce też są znaczące. I ten także taki będzie. Już to czuję.
2 czerwca 2008
Nemo33
Nurki w basenie? A dlaczego nie, jak się ma takie coś na pod orędziu. I nie dość, że wyłącznie dla nurków (znaczy nikt się na człowieka nie patrzy wilkiem jak chce ze sprzętem na basen wejść) to jeszcze same luksusy. Filtrowana woda źródlana (znaczy samo zdrowie i bez charakterystycznego chlorowego zapachu), temperatura 33 stopnie Celsjusza (nie potrzeba wciągać pianki), przejrzystość jak przysłowiowe oko wykol, no i ta głębokość! Nie bez powodu wybudowany w Brukseli basen jest najgłębszym basenem na świecie. I chyba najbardziej urozmaiconym architektonicznie. Dwa niecki zasadnicze i trzy 'studnie' – do wyboru do koloru – pięć, dziesięć albo 33 metry. Jeśli dodać do tego coś na kształt jaskiń (jeśli tak można nazwać betonowe pokoiki) oraz dzwony nurkowe z wymienianym powietrzem to naprawdę tylko pozazdrościć. Na miejscu można wypożyczyć cały sprzęt, więc w wersji minimum wystarczy ABC do bagażu. Hmm może to jest wystarczający powód, żeby odwiedzić przyjaciół w Brukseli?



Mała probka tego, jak wygląda Nemo33 z bliska zaczerpnieta z oficjalnej strony, po reszte odsyłam własnie tam :)



1 czerwca 2008
Srebrno-brązowy Dzień Dziecka
Dzień Dziecka, zawody powiatu dla klas 0-2 (ciekawostka - zazwyczaj wszystkie sa od klas 3 począwszy). I wielka niespodziana. Młoda poprawiła czas na 25m dowolnym o ponad trzy sekundy od poprzednich zawodów i z czasem 0,2431 zainkasowała brąz. Chwilę później dołożyła do niego srebro za 25m grzbietem w 0,2510.
Zabawa przednia, dzieciaków sporo a najbardziej przejęte były najmłodsze - te, które jeszcze z deską pływają. Tak trzymać Młoda!
Zabawa przednia, dzieciaków sporo a najbardziej przejęte były najmłodsze - te, które jeszcze z deską pływają. Tak trzymać Młoda!
Subskrybuj:
Posty (Atom)