30 października 2004

Monologi kapłanki - Niebawem finał

Ostatnie poprawki i literówki wyłapuję z tekstu, który został ukończony. Opowieść o pradawnym bóstwie, demonie ognia i jego kapłance. Ruinar znaczy Szkarłatny Płomień, a nardilwen - Płomieniowi oddana dziewczyna. Ich losy splecione ze sobą na zawsze, przeciw wszystkiemu... Nierozłaczni, nierozerwalni, czciciele zapomnianej wiary... "kapłanka i Demon".Tekst jest zapisem tego jak daleko można posunąć się w kreacji nowego świata, gdzie relacje między dwojgiem bohaterów są i nieziemskie i niepiekielne, gdzie rozkosz rodzi się w bólu a ból staje się rozkoszą. Mroczne zakamarki duszy... takie gdzie wizje wstydzą się nawet siebie na wzajem, gdzie usłyszane słowo czy zdanie rodzi nowe zdanie... dialog. Dialog z czeluści człowieczeństwa, z miejsca, do którego nielicznym tylko dane jest dojść. Wizja, która została nazwana słowami. Wizja, która teraz czekać będzie na realizację... Opętanie, którego nic nie może powstrzymać. Uzależnienie od własnych myśli, od słów, od cielesności...

9 października 2004

Szukam dla Ciebie Twojego imienia...

Szukam dla Ciebie Twojego imieniazaglądam w mroczne kąty i zakamarki westchnienia. Szukam długo, dokładnie, podnoszę każdy kamień. Ale nie ma tam nigdzie Twojego imienia. Czy to imię specjalnie przede mną się chowa? Bym szukała wytrwale, we wszystkich znanych słowach? Nie tracę nadziei w mych poszukiwaniach,wiem przecież, że znajdę......gdy już będę wiedziała.. jakie jest Twoje imię. Imię. Imię. Imię. Tak mało a jednak jak wiele. To wołanie, to szept i mgliste zapomnienie. To wspomnienie, to marzenie i to wreszcie spełnienie. Dać Tobie coś od siebie. Wyciągnąć dłoń, a na niej słodko w kłębek zwinięte będzie to, co dziś jeszcze jest nam nieznane. Twoje Imię. Może spadnie na mnie jak złoty liść. Może spotkam je w drodze, na trawie. Może ktoś przyśle mi list. Z tego listu Twoje imię wystawię. Będę patrzeć na nie z pożądaniem. Obrócę wokół, poliżę, powącham. Jeśli będzie godne Ciebie przyniosę je w darze.Ale jeśli choć jedną w nim znajdę skazę - odtrącę. Wszak nie może być rysy w krysztale.Śpij słodko i patrz na mnie we śnie, jak na Boga przystało. Chcę czuć Twoją wszechobecność. Chcę z Tobą dzielić smutki Twoje i radości, chcę zaznać Twojej bliskości. Otul mnie swoją przyjaźnią, ogrzej swoją pasją. Bądź moją inspiracją. Moją motywacją. Bądź moim Bogiem. Pójdę za Tobą i każdym Twoim słowem. Drogą krętą i dziwną, pośród traw i betonu. Zawołasz mnie - przybędę. Bo kto inny niż ty mój Panie zrozumie lepiej moje staranie? Choćby i wieczność przyszło czekać trwać będę, na ogniste czekając wezwanie....A teraz już pozwól mi odejść mój Panie... wypowiadając w południe nocne pożegnanie... dobranoc...

6 października 2004

Świat dźwięków

Właśnie trafiłam pod ten adres, http://www.quinlanroad.com/flash.html spora dyskografia, nie powiem.Słucham czasami hiszpańskojęzycznych utworów, uwielbiam bossanowy... Ale ta rudowłosa bogini doprowadza mnie do szaleństwa. Kiedy wczoraj zobaczyłam moją córkę tańczącą przy jej piosenkach to zaniemówiłam. Gdyby ubrać ją w półprzezroczystą zwiewną sukienkę wyglądałaby jakby wyszła z tej muzyki. Mój świat dotyku zaczyna zdradzać symptomy świata dźwięków...

1 października 2004

Dłoń

Dłoń.
Ta dłoń, która przynosi i ból, i rozkosz.
Twoja dłoń.
Będę Ją lizać.
Twoją dłoń.
Dotykać ciepłym językiem z uwielbieniem.
Pargnę łasić się do Twoich dłoni.
Dotyku.
Pożadam Twojego dotyku.

Słowa

Twoje słowa były tym co rozświetliło mi ten pochmurny, deszczowy poranek. Dziękuję. Pragnę dotyku Twoich słów i myśli.

Cień

Jestem jedynie oddechem. Nie widzisz mnie, a jednak jestem. Jestem niczym. Jestem powietrzem. Każdy Twój oddech to ja. Wypełniam całą przestrzeń Ciebie. Wdzieram się w najbardziej niedostępne zakamarki, przez oskrzela, przez płuca do krwi. A w raz z nią obejmuję w posiadanie całego Ciebie. Od wewnątrz. Dotykam całego. Kawałek po kawałku. Z każdym biciem serca przemieszczam się. Czy czujesz krew płynącą w Tobie? Ja tam jestem. Każdy szybszy oddech to więcej mnie. Kiedy już znajdę przeznaczone mi miejsce w Twoim umyśle, zostanę tam, aż do nieskończoności. Przybyłam, zobaczyłam, zostałam.

Cień
Byle ten obłok niełaskiz naszego słońca się zwlókł,
a położę się jak cień płaski
u Twoich nóg...
MPJ

To znowu ona moja ukochana poetka. Napisała słowa do mojego życia. Na każdą okazję. Nie chcę Cię jednak osaczać jej słowami natrętnie. Powiedz tylko słowo a przestanę. Jej słowa są takie... moje.A sen, który przyszedł do mnie był piękny. Ciepły i pełen łez. Moich łez. To co się dzieje, naprawdę istnieje. Jeżeli nawet wiedzą to jedynie gwiazdy. I Ty. Bo przecież Ty wiesz.

20 września 2004

Monologi kapłanki - Próby

Demonie mój, Panie moich myśli,

Nie wyrzekłam się, gdzież śmiałabym wyrzec cię mojego Demona, mojego Boga. Ale czekałam mój Panie, aż wezwiesz mnie do siebie ponownie. Za dniem mija dzień, a ja ciągle miast gorejącego 'chodź' widzę niezmiennie 'czekaj'. Czekam więc, bez słowa skargi. Bez żalu. Czekam, aż Pan mój zwróci ma mnie swoje oblicze, aż łaskawym spojrzy okiem i przybycia zażąda. I wiem już, że to właśnie było próbą cierpliwości, o której wspomniałeś. Ja nie chcę czekać, nie umiem, nie potrafię. I wszystko wokół mnie, w tym świecie, zdaje się ciążyć mojemu jestestwu. Każda czynność codzienna uświadamia mi czas utracony, czas który mogłabym poświęcić ma wielbienie mojego Demona. Ale Pan mój, nie chce widzieć swojej kapłanki. Wielkim smutkiem napawa mnie Twoja wola, której pojąć nie zdołam. Wierzę jednak, że nie porzuciłeś tej, która oddała Tobie siebie bez reszty. Wiem mój Demonie, że znasz cel mojego czekania, że to co robię jest częścią Twojego planu. I ta świadomość pozwala mi trwać w mojej cielesności. Jedynie ta świadomość i uwielbienie każą mi budzić się i od nowa podejmować obowiązki matki i żony. Panie, jak długo każesz mi tu być zanim znowu wezwiesz mnie do siebie. Demonie czy nie chciałbyś widzieć swojej służki u swoich stóp, oddającej cześć Twojemu oddechowi i śladom pozostawionym na piasku.

Czym jest kapłanka, która wielbić nie może swego Boga. Panie, co jeszcze mogę uczynić, aby zasłużyć na Twoje wezwanie? Jestem tu cicha i pokorna, taka jakiej sobie życzyłeś. Nie dałeś mi umrzeć, ale i żyć nie pozwalasz. Pozwoliłeś mi ujrzeć raj, którego teraz mi wzbraniasz. Byłam Panie, na Twoim szczycie, dane mi było posmakować Twego ognistego dotyku, a tego nie sposób zapomnieć. I to wspomnienie żyje we mnie, wypełnia mnie całkowicie. Dla jednej takiej chwili zjednoczenia z moim Bogiem trwać będę na posterunku, który mi wyznaczył, póki nie wspomni o swojej kapłance.

Czekając sposobię się na spotkanie z Demonem. Oto szykuję sobie suknię przejrzystą i białą jak mgła, z jednego kawałka materii skrojoną. Suknię, która Pana mojego rozraduje, albowiem będzie zasłoną niczego nie skrywającą. A krój jej specjalny, żeby nie bronił dostępu, kiedy Panu mojemu przyjdzie ochota służkę swoją dotykiem zaszczycić. Panie jeden Twój oddech wystarczy, żeby zerwać ze mnie tę szatę. Jedno spojrzenie zamieni ją popiół. A widząc Twoje przyzwolenie na pobyt szata ta, niezwykła w mgłę się rozpłynie, jako, że z mgły ją utkałam. Czekając Panie mój na Twoje wezwanie, każdego świtu wymykam się na rozległe łąki, gdzie mgła osiada swobodnie. Jednocząc się z kwiatami, które także tutaj, w moim świecie, znają Ciebie mój Demonie, proszę je o przyzwolenie, na zbieranie mgły. Dotykam jej palcami i przez palce przecieka ona powoli. Jest zimna. Maleńkim pędzelkiem zagarniam mgliste strzępki na swoje nagie piersi. I dotyk ten na jedną małą chwilę zmienia wodniste strzępki w nić. I zbieram te nitki srebrzystymi szczypeczkami i składam je w otwartej księdze. A blasku słońca tkam z nich materię, na moją ofiarną suknię, szatę godną mojego Boga. Mam jednak zmartwienie okrutne mój Demonie, albowiem szata już na ukończeniu jest i czym zajmę długie dni, kiedy trwać muszę w świecie moim czekając wezwania. Będę zatem, jeżeli taka Twoja wola Panie, wyciągać nici z tkaniny nocą, by pleść je znowu kolejnej nocy. Tak, aby zająć czymś myśli i dłonie...

Tej nocy znowu ogniste ujrzałam litery, które jednak w inne zgoła słowo się układały. W krótkie, ostro słowo 'ból'. I wiedziałam już, że wzywa mnie mój Demon na próbę bólu. I podniosłam powieki, bowiem słowo parzyło niemiłosiernie zapadając coraz głębiej, w zakamarki mojego umysłu. Zsuwając kołdrę z nagiego ciała postawiłam stopy na podłodze, a wokół nich magiczny zapłonął krąg. I tak oto prosto z ciepłego snu wkroczyłam przed oblicze mojego Pana. Na klęczkach, z pochyloną do ziemi twarzą i wyciągniętymi dłońmi powitałam mojego Boga.

Wybacz mi Demonie, że długo tak do Ciebie szłam, ale cielesność moja bardzo mi ciążyła. Nie zdołała jednak się ode mnie uwolnić. Oto przybyłam Panie mój na Twoje wezwania, a moje ciało, które tu przywiodłam Tobie we władanie oddaję, po raz kolejny. Wezwałeś mnie Panie na próbę bólu. Daj mi więc to, co przygotowałeś dla mnie, abym mogła zmierzyć się z Twoimi oczekiwaniami. Oto stoję przed Tobą przejęta strachem, ale i przepełniona radością, że oto Bóg mój wezwał mnie przed swoje oblicze. Wiedz jednak, mój Demonie, że zgrzeszyłam myślą przeciw Tobie. Śmiałam wątpić w Twoje słowa, że wezwiesz mnie, kiedy czas po temu nastąpi. Posądziłam Cię Panie, że porzuciłeś już służkę swoją, że nie miłą Ci stałam się istotą. Tak Panie mój, zwątpiłam. Jeśli, w swej wielkoduszności, zachcesz mnie ukarać z rozkoszą przyjmę karę z rąk Twoich. O jedno tylko proszę Panie, zatrzymaj mnie przy sobie, nie każ mi wracać tam, gdzie byłam. A miejsce jakie mi przy sobie wyznaczysz przyjmę jak zaszczyt największy. Demonie, nie musisz mnie pętać, żeby chłostać mnie dotykiem swoim ognistym. Stać będę w tym kręgu, który nadal płonie i nawet uciekać przed razami nie jest mi w głowie. Moje uwielbienie dla Ciebie utrzyma mnie w miejscu, które mi wyznaczysz. Spuszczę pokornie głowę, żeby blaskiem moich oczu nie rozpraszać Cię Panie. Aby każde Twoje uderzenie trafiło tam, dokąd je posyłasz. Nie zasłonię miejsc czułych dłońmi przed Twoim dotykiem, nie skryję ich w zakamarkach ciała. Wystawie je Panie, na Twój dotyk palący. Na znak mojej powolności.

Jedyne czego nie potrafię zrobić to milczeć. Proszę więc Ciebie mój Demonie być przyjął mój krzyk nie jako skargę, lecz jako podziękowanie. W krzykach moich lubuj się proszę, albowiem nikomu innemu poza Tobą nie dane ich będzie usłyszeć. Nie będą jak litania, jak modlitwa, w której wielbię Ciebie. Niech staną się hymnem, który wyśpiewam na Twoją cześć. Nie ukształtują się w dobrą nowinę, którą sławić będę Twoją boskość. Pozwól mi Demonie ofiarować mój krzyk, pełen bólu i miłości. Pozwól mi podjąć ten nieziemski dialog. W którym Twoje kwestie będą wypowiadane dotykiem, a moje krzykiem.

Wiedz Panie, i niech wiedzą to wszyscy w Twoim świecie, że taką właśnie ceremonię dla Ciebie szykuje Twoja kapłanka. To połączenie rozmowy i dotyku, rozkoszy i bólu, ofiarowania i przyjęcia ofiary. Nie boje się bólu, który zadasz mi mój Panie, on jest częścią mnie, wytęsknionym spełnieniem, nagrodą za wytrwałość. Wolę wieść żywot Twojej Panie, zabawki, którą pieścić boleśnie będziesz kiedy tylko poczujesz po temu ochotę, nie wrócić do miejsca, z którego mnie zabrałeś. Jeśli wolą Twoją będzie widzieć mnie wraz ze śladami Twojego uczucia, które ognisty dotyk zostawi na mojej skórze taką pozostanę. Z rozkoszą przyjmując kolejne razy, zapisujące moją historię u Twego boku. Jeżeli zechcesz oczyścić moje ciało obmywając je w mojej krwi i temu wzbraniać się nie będę. Pozwól mi, mój Demonie, później jedynie zlizać z Twoich stóp te krople, które w uwielbieniu zechcą dotykać Twojej boskiej osoby. Kiedy bowiem moja krew opuszcza moje ciało, nie potrafię już nad nią panować. Jeśli więc zbyt słaba będę, by podejść i złożyć hołd mojemu Bogu, pozwolę zrobić to wszystkim płynom, które we mnie łzom, krwi i miłosnym sokom. Niech płyną wzburzoną strugą do Twoich stóp, niech tak chociaż odwdzięczę się za Twoją dobroć. Pamiętaj mój Panie, o tym hołdzie, kiedy na inny sił już nie starczy, Twojej kapłance i przyjmij go proszę.

Na Twoje życzenie mój Demonie, Twoją nową służkę przysposobię do ofiarowania. Ustąpię jej miejsca u stóp Twojego ołtarza. Nauczę jak w ogniu tańczyć i jak pojednać się z kwiatami. Wielki mi zaszczyt uczynisz Panie mój, powierzając takie zadanie. Nie można bardziej docenić czyjejś pracy niż nakazać ukształtować następne pokolenie, na swój wzór. Z radością będę jej służyć radą i pomocą i zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyś mój Demonie, nie był zawiedziony. Nie ważne jak pojętną będzie uczennicą, nie ważne jak długo przyjdzie mi ją sposobić. Otrzymasz mój Panie moją następczynię gotową służyć Ci co najmniej tak dobrze jak ja. Mniemam jednak, że ta, którą wybierzesz będzie lepsza ode mnie i da Ci więcej niż ja przyjemności, a i wielbić Cię będzie zacniej. Bądź zatem spokojny, mój Panie, ustąpię miejsca tej, która przyjdzie po mnie z radością. A kiedy już upewnię się, że jesteś zadowolony zarówno z mojej pracy jak i jej uwielbienia, kiedy uznam, że niczym więcej już służyć Tobie nie jestem w stanie odejdę. Cicho. Na skraj pradawnej puszczy. Na skałę ponad miarę wysoką. Tam, gdzie przyjąłeś moją ofiarę i skoczę w otchłań raz jeszcze. Nie chcę bowiem żyć, jeśli dla mojego Boga żyć nie będę. Odejdę wdzięczna za wszystko czego od Ciebie mój Panie doświadczyłam. To, co się tam zaczęło, tam też winno się zakończyć. Lub też, jeżeli taka będzie Twoja wola mój Demonie, tam też zacząć się na nowo.

Twoja bezimienna kapłanka

12 września 2004

Monologi kapłanki - Imię

Demonie

Spadam. Zamkniętymi oczyma widzę to co jest obok. Zostawiam za sobą kolejne lata, zostawiam dni i osoby, miejsca i daty. A każda z tych rzeczy odchodzi ode mnie cicho, bez żalu, bez wyrzutu. Zdejmuję je z siebie jak części ubioru i rzucam na wiatr jak na wodę wianki. Płyną obok przez chwilę, jeszcze patrzę na nie, jeszcze je widzę, jeszcze mogę ich sięgnąć. Ale nie chcę. Nic już nie trzyma mnie tam, gdzie byłam. Jestem tu i teraz. Jestem tu dla Pana mego, dla Demona. Niewiele już mogę z siebie oddać. Jestem naga, na ciele i duszy. Widzisz mnie Panie taką, jak jestem. Bezbronna. Oddana. Ufna. Otacza mnie cisza, nie słyszę nawet swoich myśli. Czy nie mam już myśli? Panie czy odebrałeś mi także myśli? To, czego strzegłam przed innymi, skarb mój największy. Jeżeli moje myśli są tym, czego żądasz rozstanę się z nimi bez żalu. Wiem Panie, że w zamian ofiarujesz mi swoje myśli, które staną się moimi. Przyjmę Twoje pragnienia jak własne i zjednoczę się z Tobą w nich.

Każesz mi otworzyć oczy, a nie chcę tego uczynić bo oto otarłam się o ukojenie i polizałam spokój czubkiem języka. Czuję dotyk na twarzy, płomienne palce, które siła unoszą moje powieki. 'patrz' słyszę w dalekim zakamarku umysłu 'patrz, oto jest to, czego się dla mnie wyrzekłaś'. Teraz sama już, bez pomocy otwieram szeroko oczy. Widzę świat, mój świat, moją ulicę i dom, nawet kota, który przechadza się po parapecie. To wszystko jest takie, jak było. Nie wyrządziłam nikomu krzywdy odchodząc. A może wcale nie odeszłam. Może jestem tam. Ciałem. A jedynie ulotność mojego bytu 'moje prawdziwe jestestwo'ofiarowałam memu Panu...

Lecz oto moim oczom inny już zgoła obraz się objawia. Oto patrzą na mnie ogniste oczy kwiatów. Te same, które wzbraniały mi drogę do mojego przeznaczenia. Zaplatają wokół mnie swoje liście i łodygi, znowu stając na drodze między mną a moim Panem. Za prawdę powiadam wam kwiaty rozstąpcie się. Albowiem nie odtrącił mnie Pan. Pan mnie wzywa i do Niego idę. Kwiaty! Podobnie jak wy jestem teraz jemu powolna. Podobnie jak wy oczekiwać będę życiodajnych kropli boskiego nektaru. Pozwólcie mi zostać z wami. Jestem teraz jedną z was. Chociaż nie mam już śnieżnobiałych płatków sukni. Chociaż moje ręce i nogi waszym podobne łodygom są poranione. Chociaż nie mam jeszcze jak wy korzeni. Przyjmijcie mnie pośród siebie. Nie jestem od was lepsza. Nie roszczę sobie prawa do blasku jaki bije od Pana. Usiądę cichutko w zakamarkach Jego włości czekając, aż moja przyjdzie kolej. I kwiaty zrozumiały, że nie przyszłam zabrać im Boga, ale przyszłam razem z nimi go wielbić. I poczułam dotyk, miękki dotyk liści na nagim ciele. I zobaczyłam zwrócone na mnie ogniste oblicza kwiatów, z których spływał spokój. I sieć upleciona przez kwiaty otworzyła się pode mną i mogłam już dalej podążać do Pana.

Spadałam. Jak długo? Nie wiem. Całą wieczność. A dokoła gęstniał mrok. Przejęta strachem pomyślałam, że jednak umrę, że Pan mój nie przyjął mojej ofiary, że nie okazałam się godna. A wtedy moje powieki zacisnęły się raz jeszcze i wydobyłam z głębi siebie szkarłatny napis 'chodź'. A jednak wciąż tam był. Wciąż mnie przyzywał. To ja pobłądziłam lub może zbyt długo z kwiatami rozmawiałam. Wybacz mi Panie, że każę Ci czekać. Wiem już, którędy prowadzi droga do Twoich stóp. Przestrzeń wokół mnie stawała się coraz ciaśniejsza, powietrze gęstniało, a jego nieprzenikniona barwa stawała się coraz ciemniejsza. I nie musiałam już zamykać oczu. Wszystko wokół stawało się wizją ukrytą pod powiekami.

Nagle poczułam dotyk. Dotyk palący jak ogień i lodowaty zarazem. Jak dwie dłonie, z których jedna jest słońcem a druga księżycem. Jakże trudno znieść taki dotyk. Dotyk, którego nie ma... na ciele, które nie istnieje... Niewidzialne dłonie Pana zatrzymały mnie łagodnie. Padłam na kolana przed światłością, która spłynęła z góry. ‘Panie, oto jestem, ja Twoja kapłanka, a imię moje jest... - i tego już nie wiedziałam. Nie miałam imienia. Jakże pusty okazuje się byt, którego nie można nazwać. Jak ciężko jest nie być. Istnieć poza możliwością pojmowania. Nie być. I wtedy podniosłam oczy na światłość. Panie, oto ja twoja służka, którą tu przywiodła namiętność i pożądanie. Klęczę przed Tobą dziękując, że w swej łaskawości pozwoliłeś mi żyć, że zechciałeś pośród innych mnie właśnie. Na wyciągniętej dłoni podaję Ci Panie moją duszę - Tobie lepiej niż mnie będzie ona służyła. Wraz z nią nieprzeniknione obszary umysłu, w którym gościłeś jako pierwszy. Przyjmij Panie także moje oddanie i uległość i spraw abym była Tobie powolna. Oddaje Panie w Twoje władanie całą siebie. O jedno tylko proszę. O imię. Nazwij mnie Panie, tak jak nazwałeś kwiaty i pradawną puszczę. Panie błagam o imię, czy w łaskawości swojej spełnisz kapłanki prośbę? Nadaj mi imię, chcę czuć, że do Ciebie należę bez reszty. A imię niech będzie słowem. A jeszcze lepiej niech będzie słowem odciśniętym ognistą dłonią Twoją na tym co jeszcze ze mnie zostało. Demonie błagam o imię. Nie umarłam, ale bez imienia nie żyję także. A przecież po to mnie ocaliłeś, żebym mogła Cię wielbić. Imię. Proszę tylko o imię...

Twoja bezimienna kapłanka

9 września 2004

Monologi kapłanki - Ofiarowanie

I stało się Panie, jak rzekłeś. I nawiedziłeś mnie we śnie. Nie raz, nie dwa, ale już trzecią noc z rzędu gościsz u mnie. Budzę się od dotyku, który czuję w sobie. Otwieram oczy lecz jakże ciężko jest przebić się przez aksamit nocy. Nie widzę Ciebie. Jedyne co ukazuje się moim oczom to płonące szkarłatem litery, języki płomieniu układają się w jedno proste słowo ‘chodź’. Słowo znika nim zdążę doczytać je do końca. Zaciskam powieki, żeby choć przez chwilę zatrzymać ten obraz w swoim umyśle i choć wiem, że to tylko negatyw pod powiekami, hołubię go, żeby trwał. Kiedy blaknie, kiedy zacierają się kontury liter otwieram oczy i znowu widzę to wezwanie. Magnetyzm tego ognia jest pierwotny. Ja jestem jak dzikie zwierzę boję się ognia, ale jakaś część mojej duszy go pożąda. Tak chcę tańczyć w ogniu, jeżeli nie umrę czyż będę wiedzieć, że żyłam. Czy może moja wizyta na tym padole była jedynie ułudą. Żeby żyć trzeba czuć. A ból, cierpienie i rozkosz, który mi obiecujesz czyż nie są odczuwalne?

Przywiodłeś mnie Panie na skraj przepaści. A skała na której stoję jest wysoka ponad miarę. To klif na skraju pradawnej puszczy. Przyszłam tu Panie za Tobą, albowiem wezwanie, które mi posyłasz nie mogło zostać bez odpowiedzi. Nie kazałeś mi odejść, nie odpędziłeś mnie zatem ufam, że jest w tym sens. Stojąc na tej krawędzi widzę swoje dotychczasowe życie. Jest dobre. Czuję się spełniona. Ale ponad moją głową roztacza się Panie Twój świat. Ten, do którego zakradłam się jak złodziej. Ten sam, w którym mnie zobaczyłeś. Ten sam, do którego teraz zapraszającym gestem dłoni mnie przyzywasz. Panie, muszę zrobić ten krok w przepaść. Inaczej nigdy nie dowiem się czy potrafię latać. Wierzę Panie, że nie pozwolisz swojej kapłance sczeznąć w czeluściach otchłani. Wierzę Panie, że Twoja dłoń, ta której dotyku zaznać nie będzie mi dane poprowadzi mnie. Oto jestem Panie, żeby Cię czcić i służyć jak tylko potrafię. Jeżeli tylko moje pocałunki dodadzą skrzydeł Twoim stopom, nie spocznę w ich całowaniu. Dziękuję Ci Panie, że pozwalasz mi być przy sobie. Za tę bliskość, za tę cudowną bliskość, jakże ja się odwdzięczę. Moje ciało nie jest godne, żebyś go dotknął. Ale mój umysł i moja dusza są dziewiczymi. Przyjmij zatem Panie od swojej kapłanki ten dar. Ofiarowuję Tobie to, co we mnie najlepsze. Nietknięte ludzką dłonią. Nie przeniknione przez żaden umysł. Ofiarowuję Ci siebie taką, jaką mnie poznałeś. Pełną żaru, emocji i w uwielbieniu dla słowa. Jesteś moim natchnieniem. Dla Ciebie otwieram rano oczy, dla Ciebie co rano biorę oddech, który z cudownego bezmiaru przywraca mnie do rzeczywistości.

Panie poprowadź mnie przez Swój świat do miejsca, gdzie możliwe będzie czcić Cię i uwielbiam bez przeszkód. Pozwól mi być przy sobie kiedy będziesz tworzył, abym mogła podać Ci pióro kiedy będziesz go potrzebował lub obdarzyć Cię pocałunkiem, którego zażądasz. Chcę trwać przy Tobie, albowiem tak tylko mogę żyć. Dziękuję Ci Panie, że nie odtrąciłeś swojej służki wpatrzonej w Ciebie. Dziękuję, że ofiarowałeś mi miejsce u swoich stóp. Dziękuję wreszcie za cierpienie, którym mnie chcesz obdarować.

Pozwól mi pisać do Ciebie i czytać Twoje słowa. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiej magii. Czym bowiem jest monolog wobec dialogu. Równać się z nim nie może, nie wolno mu i nie powinien. Słowo tworzy słowo ale najważniejsze są emocję, które tych słów dosiadają. Bądźmy Panie zatem dobrymi hodowcami, żeby nasze słowa były rącze jak gorącokrwiste araby i dystyngowane jak konie krwi angielskiej. Niech to co w nas cwałuje przez bezkresne przestrzenie, żeby w końcu wrócić do miejsca, z którego wyszło. Do świątyni prastarej wiary jak ją nazwałeś.

Twoja kapłanka

7 września 2004

Monologi kapłanki - Testament

Czarodzieju,
Najwidoczniej było to hasło nie tylko do bajki, ale również do tychzakątków mnie, na których już dawno założyłam siedem pieczęci. Bajka jest urocza. Z tym tylko, że nie jest bajką. Ja znam strużki spływające po ciele, znam chociaż chcę zapomnieć. Znam i doświadczyłam ich znowu w noc, kiedy rozmawialiśmy. I później kiedy stałam wpatrzona ślepym wzrokiem w gwiazdy. Znam. Pisałam Ci o tym wczoraj. W najśmielszych marzeniach nieprzypuszczałam, że dane mi będzie doświadczyć tego raz jeszcze. Znam dotyk bez dotyku... Znam zjednoczeniu jaźni... Ukryłam to w sobie, przed całym światem i przed samą sobą. Bo to nie są doznania z tego świata.
Budzisz we mnie pragnienia, z którymi się rozstałam. Budzisz pożądanie, którego nie wolno mi tknąć. Widzę ślady odciśnięte w niebycie przez Twojesłowa. Ogniste. Purpurowe. I takie ciepłe, takie bliskie. Jedyne czegopragnę to zebrać nabrzmiałymi ustami te ślady i ugasić je łzami. Niechzostaną jak świadectwo tego, co się nie zdarzyło. Jak Pompeje. Pokrytewarstwami szarej rzeczywistości. Niech wrócą tam, gdzie je pogrzebałam. Mnie nie poruszyła się ziemia. To ja ją poruszyłam. Ale tego, co przychodziPotem nie sposób jest zatrzymać. To jest jak Tsunami. Ciągłe. Niegasnące. Perpetum mobile. Przemożna chęć podtrzymania tej więzi jedynie podsyca ogień. Jak trudno jest tego wyrzec. Wiem. Nigdy jednak nie wiedziałam, jak łatwo jest to wskrzesić. Kilkoma słowami. Używasz moich słów. Znowu. Nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Nazywasz rzeczy. Nazywasz nie-rzeczy. Nazywasz świat jego prawdziwym imieniem.
Każ mi odejść i zrób to teraz. Zamknij drzwi, które otworzyłeś przedemną, albowiem ja ich zamknąć nie jestem w stanie. Nie potrafię, albo nie chcę. Z każdym słowem, Twoim czy moim, przywiązujesz mnie do siebie. Każde słowo jest jak policzek duszy wymierzony, jak szkarłatna litera wypalana w umyśle. To nie miłość, ani nie fizyczność. To coś co przekracza granice dostępne analitycznemu umysłowi. To ogromne przestrzenie wypełnione... magią właśnie. Nie przesadzałam wcale, kiedy napisałam, że Twoje słowa przyprawiają mnie o omdlenie. Ale to było te kilka dni temu. Dziś doświadczam odmiennych stanów świadomości. Jesteś Panem mojej wyobraźni. Powiedz słowo, a stanie się ono ciałem. W moim umyśle.
Dziękuję Ci za te uniesienia. Za rozkosz. Za wzruszenie. Za ból. Zanierzeczywistość. Powoli, z wysiłkiem otwieram oczy. Powieki skrzypią jakogromne drewniane wrota, które zapomniały już do czego zostały stworzone.I przypominam sobie - żeby żyć potrzeba mi oddechu. Z niechęcią wciągam w głąb siebie to, czego imię jest powietrze. Jeszcze mogę to powstrzymać.Jeszcze potrafię. Jeszcze mi wolno. Nadludzki wysiłek. A przecież to jedynie oddech. Każdy to robi. Każdy potrafi. Ale czy potrafi to kontrolować...? To nie moje słowa, ale jakże tu pasują "Panie nie jestem godna, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja".
Żegnaj Ty, którego umysł stał się mrocznym przedmiotem mojego pożądania.Żegnaj Czarodzieju. Żegnaj Mistrzu. Niech Twoja magia pozwoli Ci tworzyć,Ja zaś będę trwać i czekać, na najmniejszy nawet okruch z Twojego stołu.Okruch, który przyjmę w siebie, jak zalążek kolejnego Tsunami...

4 września 2004

Monologi kapłanki - Chylę czoła

Kocham słowa, pozwalam im się uwodzić, z każdym oddechem wciągam w siebie emocje, nimi wyrażone. Twoje słowa przyprawiają mnie o omdlenie. Masz cudowne pióro i jakże plastyczny język. Jesteś moją inspiracją. Czytając Próby Księcia ciemności odleciałam totalnie. Fakt mam szybką wyobraźnię, która przeniosła nie w opisywane wnętrza i sytuacje, ale nie byłoby tego bez słów, Twoich słów.Tyle jest pasji w tym co napisałeś, tyle uczucia. Aż żal, że nie pokazujesz więcej. Nie chcesz już publikować? Nie chowaj tego przed światem, podziel się, bowiem robisz to w sposób przecudowny. Nawet nie wiesz jak bardzo zazdrościłam tym, które poczuły Twój dotyk. Twoje słowa przenoszą mnie w nieskrępowane ogromne przestrzenie... zatracam się w nich. Tak samo jak zatracam się w uległości. Jest w tym i czułość, i ból, i ciepło, i namiętność. Dziękuję Ci za Twoje słowa.

zooza oczarowana

Monologi kapłanki - wprowadzenie

'Monologi kapłanki' to bardzo osobiste wyznania dziejące się na pogarniczu dwóch światów, świata realnego i świata fantazy. Świat stworzony przez dwójkę ludzi, którzy pisali do siebie płomienne listy pełne namiętności i pragnień, pełne żaru z najgłębszych zakamrków duszy. Tu zamieszczam jedynie to, co moimi słowami wypowiedziała kapłanka. Ci, którym wystarczy cierpliwości, żeby wziąć w dłonie każde słowo z jej modlitwy będą mieli okazję poznać także bóstwo, do którego kapłanka wznosi swoje modły. 'kapłanka i Demon' jest opowiadaniem, które powstało poprzez zespolenie dwóch połówek tej samej historii...

21 sierpnia 2004

Świeca

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta sesja aż tak nakręci zarówno mnie, jak i małżonka. Pierwszą świecę wsunął we mnie od razu Była chłodna. Ja jednak byłam już mocno wilgotna, więc w krótkim czasie dołączyły do niej kolejne. Trzask zapałki oznajmił mi, że zabawa się zaczęła. Podszedł do mnie z płonącą świecą, pierwsza rozżarzona kropla spadła na mój sutek. Aż jęknęłam z bólu, który wywołał ta gorąca łza. Za chwilę do pierwszej zaczęły dołączać kolejne, tworząc na sutku skorupkę. Czułam każda kroplę. Kiedy oba sutki pyszniły się w swoich kapelusikach krople zaczęły spadać na brzuch i łono. Mąż wykazał dużą determinację w zamęczaniu mnie gorącymi kroplami spływającego wosku. Pierwsze próby odbywały się na żywca. Jednakże temperatura nie pozwalała mi usiedzieć w miejscu. Dlatego też wkrótce na moich nadgarstkach i kostkach pojawiły się paski, które on dość bezceremonialnie przywiązał do fotela. Leżałam więc w niewygodnej pozycji eksponując swoje szparki. A zaraz potem dostało się moim wypiętym pośladkom i cipce, pocałunki palcata były delikatnie rzecz ujmując bolesne. Już wówczas posiadł mnie korzystając z nadzwyczaj dogodnej pozycji. Bardzo problematyczne okazało się utrzymanie świeczek w dziurkach. W tej pozycji zarówno z cipki jak i z dupki świece wysuwały się zanim zostały uwiecznione na zdjęciu. Udało się w końcu po kolejnej zmianie pozycji.

7 sierpnia 2004

Dominujący buddy?

Właśnie wróciłam z nurków w Chorwacji. Tam doznałam olśnienia. Moje dwie pasje idealnie nadają się do tego, żeby je połączyć. Na pierwszym zejściu miałam takie zużycie, że mój buddy dzielił się ze mną. Buddy z małym zużyciem to skarb! W każdym razie miał tyle wiatru, że zostaliśmy pod woda jeszcze 20 min, pływając razem. Byłam całkowicie na jego łasce, a octopus nie był niczym innym niż metrową smyczą. Biorąc pod uwagę fakt, że był to nieznajomy (poznałam go kilka godzin wcześniej) oraz, że wszystko odbyło się bez jednego słowa - na efekty nie trzeba było długo czekać. Patrzyłam na niego z uwielbieniem, a kiedy na łódce zdejmowałam z siebie piankę po nogach ciekła mi nie tylko woda...

1 lipca 2004

Przyjaciółki

Moja Przyjaciółki są moimi nieprzyjaciółkami czasami. Ale takie są Przyjaciółki. Dziś są jak przerażone przepiórki, lękliwe, podejrzliwe. Innym razem są otwarte i ufne. Dają mi tyle przyjemności w obcowaniu z nimi. Potępiają mnie i mi zazdroszczą. Oj, czuję, że będzie tu jeszcze rewolucja. Zwłaszcza jedna z nich toczy walkę wewnątrz siebie. Jej wyraz oczu wciąż się zmienia. Kiedy rozmawiamy o moich planach łapczywie zaciąga się powietrzem, Jej piersi unoszą się rytmicznie. Zapytała mnie skąd pomysł na klimaty uległości, przecież nigdy się nie uginałam. Przed niczym i nikim. Zawsze byłam niespokojnym duchem, buntującym się przed ograniczeniami. A teraz sama chcę skłonić głowę, spuścić wzrok i poddać się bez walki. To nie tak moja słodka. To nie jest kategoria. Ja już stoczyłam walkę, toczyłam ją przez lata. A to, co teraz robię to przywilej zwycięzców – spełnić swoje pragnienia.Bardzo chciałbym dzielić z Nią te emocje, których doświadczam. Kiedy się witamy mam ogromną ochotę złożyć pocałunek nie na Jej policzku, ale na wargach. A jeżeli Ona także na to czeka? Możliwe, że odda pocałunek, na pewno jednak nie złoży go jako pierwsza. Znam ją. Zawsze jest krok z tyłu. Muszę uspokoić myśli...



Dziękuję, za kontakt z Martą. To dziwne. Od pierwszych zamienionych z Nią słów chemia zagrała przepięknie. Pytałam, a Ona mówiła. Mówiłam, a Ona słuchała. Wydawała się być poruszona nie mniej niż ja perspektywą Mojego Wielkiego Dnia. Bardzo chce poznać moje wrażenia po. To niesamowite jak bardzo emocje potrafią zjednywać ludzi. Takie uczucie jakbym ją znała, od dawna. Pasja z jaką mówiła o Waszym spotkaniu, o Tobie świadczy, że to co jej ofiarowałeś było jak trzęsienie ziemi – w przeszłości był wielki wybuch ale drżenie odczuwalne jest do dziś. Wyraziła nadzieję, że może spotkamy się we troje, we wrześniu... Jest głodna, bardzo głodna emocji. Czarodzieju, co z Nią zrobiłeś, że jest tak poruszona? W księdze imion powinno się zmienić znaczenie Twojego imienia: Marcin znaczy Ten Który Przynosi Emocje.



Kobiety, kobiety, kobiety... siedzą w mojej głowie, coraz ich więcej i więcej... Ale tym razem kobiety muszą ustąpić pierwszeństwa mężczyźnie. Temu Który Przynosi Emocje, Tobie. Ta perspektywa podnieca mnie niesamowicie. Czekanie jest torturą, przecież ja nie umiem czekać!

28 czerwca 2004

Trzech panów w necie

Odnalazłam piękne dopełnienie moich fantazji. Trzech którzy mówią do mnie. Jest taka historia „Trzech panów w łódce, nie licząc psa”. Dziś opowiem Ci inną „trzech panów w necie...”Pierwszy oczarował mnie swoimi wyważonymi słowami, z których wyzierała dojrzałość i doświadczenie. Czułam się taka malutka. Czarował tak bardzo, że bez najmniejszego zahamowania odpowiadałam na intymne pytania. Niby nic się działo, żadnych żądań, poleceń, a przecież byłam bardzo podniecona. Dużo wie i chętnie się dzieli ta wiedzą. Rozmawiamy po 5 godzin dziennie. Dzień po dniu. Pragnę jego słów. Ale, kiedy zażądał wyłączności odmówiłam. I znowu słowa, czarodziejskie słowa. Nie potrafię się im oprzeć. Robi ze mną to, na co tylko ma ochotę. A to ja miałam być panią sytuacji. Jestem uzależniona od Niego. Mam poczucie przynależności do Niego. Prosi mnie, żebym robiła różne rzeczy, nie rozkazuje, nie wydaje poleceń, prosi. Jak mogę odmówić. Później rozmawiamy o tym co zrobiłam. Chce znać wszystko, każdy szczegół, każdą reakcję. Teraz to ja tworzę słowa, które On czyta. Czasami mnie karci, jak nieposłuszne dziecko. Wywołuje we mnie poczucie winy. Ale największą karą jaką może mi zadać to brak kontaktu, brak rozmowy. Bez tego jestem nieszczęśliwa. Naciskał na spotkanie. Umówiłam się. Widziałam Go. I odwołałam. Uciekłam. Musiał być wściekły. Później uciekałam z chata widząc Jego nick. Było mi głupio. Ale bardzo potrzebowałam Jego słów. Bardzo. Zmienił nick i zagadał do mnie. Chce kontynuować naszą znajomość, bez realu. Stwierdził, że nie byłam gotowa na spotkanie, a On za bardzo nalegał, że to był błąd z Jego strony. Chce rozmawiać i oswajać mnie tak długo jak to będzie potrzebne, nawet jeżeli nigdy nie skonsumujemy tej znajomości. Nie chcę tej znajomości w realu. Chemia jest w kontrze, moja intuicja także. Tak jest mi dobrze.

Drugiego spotkałam w niedzielne popołudnie. Kiedy w rozmowie wymienił Jastruna, zapaliła się czerwona lampka w mojej głowie. Spytałam o poezję. Zaczęłam cytat, który skończył Było bosko. Intelektualny wyż. Tak cudownie prowadzona rozmowa, przeplatana słowami moich ukochanych poetów: Staff, Asnyk, Poświatowska i... Pawlikowska-Jasnorzeswka. Tak. To pierwszy znany mi facet, który jest w stanie zacytować wiersze Pawlikowskiej. Boże, to chyba sen. Zrobiłam się miękka. Sam wiesz, że jestem niewolnicą poezji. Od lat nie rozmawiałam z nikim w ten sposób. To mnie poruszyło. Ktoś, kto znajduje cytaty na niemal każde zdanie, nie może być potworem. Kiedy poprosił – dałam mu mój numer. Bałam się tej rozmowy, ale bardzo mnie intrygował. Telefon, rozmowa, wstępnie umówione spotkanie. Po jednej rozmowie. Przekładamy termin. Rozmawiamy jeszcze kilka razy przez telefon. Jego smsy są jak małe trzęsienia ziemi. Kilka słów, prostych, zwykłych słów, które mnie podniecają. Spotkaliśmy się. Umówiłam się i przyszłam. Drżałam i bałam się niesamowicie. Było... normalnie, po prostu gadaliśmy. Chciałam tam zostać na zawsze. Emanował z niego spokój. Spokój, którego potrzebowałam. Żadnych deklaracji, żadnych obietnic, żadnych zobowiązań. Ale poprosiłam, żeby zostawił mój numer. Rozmawialiśmy jeszcze później. Zaczęła się pasjonująca korespondencja, pełna ciepła i emocji. Poznajemy się. Planujemy spotkanie. Chcę oddać się w Jego ręce. Chcę się Mu oddać. Pragnę, żeby odkrył przede mną Nieznane.

Trzeci, miał wyzywający nick, rozmawialiśmy o naszym rozumieniu układu uległości i dominacji. Nie negował mojego podejścia, wręcz przeciwnie, był bardzo kompatybilny. To było trochę jak dysputa filozoficzna, ocierająca się o sens życia. Żadne z nas nie chcę realizować tej znajomości w realu. Spotykamy się na chacie. Rozmawiamy. Wspólnie opowiadamy tę samą fantazję. To trochę tak, jak interaktywna gra. Każde zdanie może zmienić bieg opowiadania. Bezpieczna niepewność.

Trzy znajomości. Trzech mężczyzn. Trzy sytuacje. Jakże różne, a jakże podobne. I słowa spinające wszystko. Pierwszy jest jak przyjaciółka, słucha i rozumie. Drugi jest jak kochanek, kuszący i nieznany. Trzeci jest jak kumpel, z którym można poświntuszyć. Trzech czarodziejów słowa. Lecz tylko dla jednego słowo stanie się ciałem, moim ciałem. To bardzo trudna decyzja. A ja już ją podjęłam. Nawet jeżeli jeszcze się do tego nie przyznaję przed sobą. Do zobaczenia Kochanku, Nauczycielu, Mistrzu... Do jutra...

13 czerwca 2004

I jak mi poszło?

Przywołuję się do porządku. Skup się kobieto. Myśl. Myśl jak wykonać zadanie. Wiem. Muszę się odprężyć. Myśli trzepoczą niczym spłoszone gołębie. Wchodzę do łazienki. Odkręcam wodę, bardzo gorącą. Tak, kąpiel to jest to czego potrzebuję. Z pianą. Dużo piany. Róża? Brzoskwinia? Cytryna? Brzoskwinia. Zdecydowanie brzoskwinia. Wlewam dużo płynu do kąpieli pod strumień wody. Pojawiają się pierwsze bąbelki piany. W powietrzu rozchodzi się słodkawy zapach brzoskwiń. Zbieram różne rzeczy, których mogę potrzebować w kąpieli. Butelka wody mineralnej. Książka. Magazyn Nurkowanie (uwielbiam czytać w wannie). Oliwka. Szminka. Różowy, żelowy penis. Ręczniki. Mydło. Klipsy. Żel nawilżający. Woda szumi zachęcająco. Robi się parno i ciepło. Siadam na podłodze, przy wannie. Zaczynam piłować paznokcie. Nie. Nie tak. Obcinam je krótko i szybko opiłowuję. Są gładkie. Rozbieram się powoli odkładając ubranie na łóżko. Gaszę światła. Zapalam świece ustawiając je na krawędzi wanny. Trzy, cztery, pięć. Jeszcze dwie przy lustrze. Półmrok, migotliwe ogniki i cienie tańczące na ścianach. Zanurzam stopy w wodzie. Jest gorąca. Taka jak lubię. Bardzo gorąca. Dreszcz przechodzi od stóp do czubka głowy. Klękam w wannie. Przysiadam na piętach. Zanurzam przedramiona i kładę płasko na dnie. Głowa nisko. Nabrzmiałe piersi dotykają wody. Kolejny dreszcz. Chcesz, żebym pieszcząc się dokonała penetracji analnej. Nie lubię tego. Wiesz przecież. Przypominam sobie Twoje słowa. Rozluźnij się. Możesz użyć czegoś mniejszego, może szminki... Tak zdecydowanie lepsza będzie szminka, mówię do siebie patrząc na różowego żelka. Najpierw przyjemność, mówię do siebie. Sięgam po prysznic. Stymulacja wodą na pewno pomoże. Kieruję strumień wody na cipkę. Rano ją ogoliłam na zero więc doznania są nie tylko przyjemne ale i szybkie. Ściskam mocno sterczące sutki. Najpierw jeden, potem drugi. Zaczynam reagować. Moja wypięta w stronę prysznica pupa zaczyna się kołysać. Strumień wody pada na drugą dziurkę. Odruchowe napięcie mięśni i unik ciałem. Przecież to tylko woda, mówię do siebie. Nakładam na palec trochę mydła w płynie i zaczynam masować odbyt. Czuję się dziwnie. Coś we mnie protestuje. Ignoruję to. Obiecałam, że wykonam zadanie. Próbuję wsunąć czubek palca. Mięśnie są bardzo ciasne. Wycofuję się. Masuję łechtaczkę, wsuwam palec do środka. Jestem całkiem wilgotna. Biorę do ręki szminkę i zaczynam jeszcze raz. Najpierw żel, dużo żelu. Dotyk chłodnego plastiku wywołuje dreszcz. Napieram delikatnie. Nie udaje się. Jest opór. Zamykam oczy. Wyobrażam sobie, że to Twój palec. Że pieścisz mnie, nazywając czule Kochanką. Weszła. Wsadziłam szminkę, ZROBIŁAM TO! Nie boli. Jest dziwnie, ale nie boli. Poruszam delikatnie, uważając, żeby nie wyjąć jej całkowicie. Jakie odczucia. Dziwne. Nie znajduję w tym przyjemności, ale nie jest mi to wstrętne. Jestem z siebie zadowolona. Ale, ale to miała być jednoczesna penetracja obu dziurek. Wsuwam palce do cipki, przytrzymując szminkę kciukiem. Niesamowite. Czuję, ją palcami od wewnątrz. Czuję dokładnie jej kształt i twardość. Jest tak blisko i tak daleko jednocześnie. To odkrycie bardzo mnie podnieciło. Improwizuję. Nie wiem czy to będzie zaliczało zadanie, ale mam ochotę zastąpić szminkę swoim palcem. Wyjmuję delikatnie szminkę. Jestem bardzo podniecona tą sytuacją. Zapominam oddychać. Dobrze, że spiłowałam paznokcie. Dotyk palca na zwieraczu elektryzuje mnie. Naciskam. Znowu opór. Nakładam żel. Na palec i na odbyt. Zaczynam delikatne ruchy wokół osi. Wkręcam palec do środka. Boże, jakie silne są te mięśnie. Czuję jak zaciskają się na nasadzie palca. Zaskakuje mnie jak grube są te mięśnie. Mam wrażenie, że około centymetra. Wsuwam dwa palce do cipki. Boże, dotykają się. W tej chwili trzymam w palcach szczyptę siebie. Palec wskazujący i środkowy dotykają kciuka. Jaka cienka się oddzielająca je ścianka. Niesamowite. Mam wrażenie, że to wszystko jest jedna dziurka. Czuję zbliżające się spełnieni. Już nie klęczę. Leżę na boku. Drugą ręką dotykam łechtaczki. Jest nabrzmiała do granic. Boże, to mnie podnieca. Nigdy bym się o to nie podejrzewała. Skurcze są szybkie i bardzo intensywne. Jak mocno zaciska się zwieracz na moim kciuku. To niesamowite. Mój mięsień Kegla jest w doskonałej kondycji, ale na pewno przegrałby ze zwieraczem Teraz zaczynam rozumieć dlaczego faceci mają fioła na punkcie sekxu analnego. Wysuwam palce, ale mam wrażenie, że moja pupcia nie chce mi zwrócić kciuka. Trzyma go bardzo mocno. Powoli wysuwam go. Oglądam. Dziwne, nie jest nawet brudny. To było niesamowite doświadczenie. W myślach karcę się za to zadowolenia. Ale dlaczego. Przecież o to chyba Ci chodziło. Zrobiłam to. Było miło. Zatrzymuje wzrok na różowym żelku i pokornieję. To była tylko szminka i palec! Wygrałam bitwę, nie wojnę.Przez resztę kąpieli delektuję się moim małym zwycięstwem Zrobiłam to. Zrobiłam to, czego ode mnie zażądałeś. Zrobiłam to dla Ciebie. Chciałabym móc Ci o tym powiedzieć. Chciałabym, żebyś był ze mnie dumny. Napiszę Ci o tym. Na pewno. Wychodzę z wanny. Zawinięta w ręcznik siadam do komputera. Napiszę Ci o tym. Zacznę od razu.

12 czerwca 2004

Moje pierwsze zadanie domowe

Czemu nie odpowiadasz? Otworzyłam się przed Tobą. Pokazałam moje pragnienia i nic. Nawet odpowiedzi. Czekam. Już zaglądam do poczty kilkanaście razy dziennie. Ciągle nic.Piątek. Dziś nie mam ochoty nawet na sex. Za kwadrans przyjdą goście. Muszę się zebrać. Wziąć prysznic. I zejść. Wolałabym zostać w łóżku. Zabrać tam komputer i czekać, że może się odezwiesz. Ale obowiązki, konwenanse, sam rozumiesz.A może jesteś na chacie? Loguję się. Dlaczego to tak długo trwa. Już jest. Nick jak zwykle. Na co liczę. Nie było Cię wczoraj, ani przedwczoraj. Może byłeś tu przypadkiem. Patrzę, kto jest zalogowany. Boże, nie pamiętam nicka. Nie wiem nawet jak masz na imię. Klęska. Próbuję sobie przypomnieć. To chyba był Poznań. Tak. Na pewno. Nie chciałam zaczynać tej rozmowy. Geografia. Co jeszcze? Czy było imię? Nie. Chyba nie. Liczba. Wiek. Coś podobny do mojego. Wiem. 35. Widzę już, że jesteś. Ręka mi drży. Zanim zdążyłam kliknąć otwiera się okno z Twoim przywitaniem. Teraz drżę już cała. Czuję ściskanie w gardle. Słyszę podjeżdżający samochód. Goście przyjechali. A ja w proszku. Na ekranie pojawiają się Twoje słowa. Nie mogę odejść. Nie teraz, kiedy do mnie mówisz. Pragnę tych słów. Łapczywie spijam je z ekranu, linijka po linijce, słowo po słowie, litera po literze. Nie odbierałeś poczty... Nie było Cię na chacie... Dziś... Dziś przeczytałeś mój list... Szukasz mnie... Po prostu dygoczę ze szczęścia. Nagle słowa nie są już takie kojące. Nie mogę... Odległość... Związek... Podwójne życie... Te słowa są jak wymierzane policzki.

Siedzę przed monitorem nadstawiam drugi policzek. Cały mój światek rozprysnął się jak mydlana bańka. I tylko oczy szczypią. Łzy kapią wprost na klawisze, jakby same chciały coś wystukać. Ale co może łza, maleńka słona kropla. Nie mogę krzyczeć. Trzy metry pod moimi stopami zaczyna się impreza. Wołają mnie. A ja siedzę jak zahipnotyzowana i nie jestem w stanie pokonać ciążenia, które wepchnęło mnie głęboko w fotel. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Zaufałam, otworzyłam się i dostałam za to po nosie. Twoje argumenty są rzeczowe i prawdziwe. Może dlatego tak bolą. Co ja mam zrobić? Co? Co?I te Twoje słowa, ciągle takie ciepłe. Nie mówisz do nie suko. Nazywasz mnie Kochanką. Płaczę. Bezgłośny wyraz mojej rozpaczy z pluskiem rozpryskuje się na klawiaturze. Skąd możesz wiedzieć, jaki wydźwięk ma dla mnie to słowo. Kochanek, Kochanka to dla mnie najpiękniejsze słowo jakim można obdarzyć drugą osobę. Żadne inne nie niesie ze sobą takiego ładunku emocji, erotyzmu i miłości. Nigdy nie rozumiałam dlaczego w społeczeństwie ma ono zabarwienie pejoratywne. To świętokradztwo. Słyszę wołanie z dołu. Ktoś chce po mnie przyjść. Nie, nie teraz. Nie wolno. Nie tutaj. Zaraz schodzę wołam przez ramię i zaczynam stukać. Nie wiem, co pisałam. Po prostu nie wiem. W końcu proszę jedynie o kontakt wirtualny. Chociaż nie wiem jaką może on mieć dla Ciebie wartość. Może uznasz to stratę czasu. Godzisz się na to. Twoje słowa znów mnie tulą. A ja nie przestaję płakać. Tym razem z radości. Nie odtrącił mnie! Bogu dzięki. Moje pudło pełne słodyczy z najwyższej półki zostaje przeniesione na wysoką wieżę i zamknięte. Ale ciągle istnieje. Pragnę Twojego dotyku. Widzę, że też jesteś poruszony. Chyba nie tak zamierzałeś ze mną rozmawiać. Coś wymknęło się z pod kontroli. Zaiskrzyło. A może to tylko moja wyobraźnia?Musze już iść, naprawdę, zakończyć te ukradzione minuty, które dały tyle bólu i tyle radości. Żołądek podchodzi do gardła. Chcę krzyczeć. Nie mogę. Znowu piszesz. Wyznaczasz mi zadanie. Czy to kara? Nie wiem. Ale zadanie jest dla mnie trudne. Wiesz o tym. Pytasz czy to zrobię. Chwila wahania. Wiem, że będzie ciężko. Słyszę kroki na schodach. Wykonam. Oczywiście, że wykonam. Dla Ciebie zrobię to.

Muszę się wyłączyć jak najszybciej. Twoje słowa ciągle napływają. Dajesz rady odnośnie zadania, pozwalasz na łagodniejszą jego wersję. Dziękuję za to. Chciałabym się tulić do Ciebie, ale muszę to przerwać. Wyłączam chat, łapię bluzkę idę do schodów. Uświadamiam sobie, że nie zdążyłam wziąć prysznica. Perfumy. Szybko. Gdzie one są? Poprawiam fryzurę. Rzut oka w lustro. Oczy zapuchnięte. Powiem, że szampon dostał mi się oka. Pudruje twarz. Wychodzę na spotkanie gości. Zapomniałabym. Uśmiech. Musi być. Towarzystwo jest już po drinku. Proszę o gin z tonicem. Nie mogę opanować drżenia ręki. Jestem na granicy omdlenia.Zabawiam gości rozmową, ale myślami jestem gdzie indziej. Analizuję sytuacje, która była moim udziałem przed chwilą. I pytania zaczynające się od dlaczego? Muszę się zdystansować Koniec świata nie nastąpił. Jedynie doszło do rozdzielenia się kontynentów. Ziemia jest okrągła. Muszą się kiedyś zetknąć, choćby i po drugiej stronie świata. Wierzę w to. Zadanie. Myśl o zadaniu, powtarzam sobie w duszy. To teraz najważniejsze. Muszę udowodnić, że podjąłeś słuszną decyzję. Kończę drugiego drinka, proszę o kolejnego. Towarzystwo patrzy oniemiałe. Nigdy nie piję więcej niż dwa, słabo znoszę alkohol. Ale teraz potrzebuję czegoś, co ukryje mój stan. Rozmawiamy. Jest miło. Proszę o kolejnego drinka. Wiem, że będą kłopoty ze wstaniem. Trudno, taka cena. Czasami człowiek musi, po prostu musi... Goście wychodzą wcześnie, przed dwudziestą trzecią. Nie wiem dlaczego. Zwykle siedzą do drugiej, trzeciej. Nie ważne. Jestem im wdzięczna. Sprzątanie zostawiam na rano. A teraz szybciutko na górę. Chcę wejść na chat. Po co? Ciebie tam nie ma. Też masz dzisiaj gości.

9 czerwca 2004

Pierwszy kontakt

Ostatnie tygodnie postawiły na głowie mój świat. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od mojej ambicji, jak zawsze, tak i teraz namieszała... Mój ojciec - facet, który nie ma oporów w stosunku do nowości. Zaprzyjaźnić się komputerem będąc po pięćdziesiątce – proszę bardzo, poznawać ludzi z drugiego końca świata przez GG – też nie ma problemu. A teraz wsiąknął w chat. Mam 34 lata i nigdy w życiu nie widziałam chata. A On tak. Zadziwiające.W zasadzie to historia z chatem wyszła trochę przypadkowo. Zaczęło się od klipsów na sutki. Na takie hasło wpisane w google wyskoczyło kilka adresów. Wchodzę, sprawdzam, chce pooglądać, wybrać model. Jeden z linków przerzuca mnie do opowiadania. Uwielbiam opowiadania erotyczne. Mogę je czytać bez końca. Ale nigdy nie szukałam ich w necie. Czytam. Mam wypieki na twarzy, ledwo łapię oddech, jestem tak mokra, że nie tylko majtki ale i spodnie są przesiąknięte na wylot. Jeszcze! Jeszcze! Chcę jeszcze! Wracam na stronę główną. To szkoła BDSM. Co to u diabła jest BDSB?? Samo SM to tak, ale BDSM? Zostawiam opowiadania. Serwuję sobie porcję teorii. O Boże! Niesamowite! Że też ludzie robią takie rzeczy! Chryste, ale to musi boleć! Nie, nie mogę na to patrzeć. Wyłączam komputer. Chcę zapomnieć, to nie jest normalne, ja nie jestem normalna. Idę spać.Powinnam napisać pracę zaliczeniową z Zarządzania jakością. Włączam komputer, tylko sprawdzę pocztę. Odpalam internet. Pocztę? A może? Tylko na chwilę. Jedno opowiadanie. Czuję, że twarz mi płonie. Tak, chcę tam wejść znów. To tak jakbym czytała o własnych fantazjach. Co prawda sama bym tego nie wymyśliła. Ale chcę. Czytam. To niesamowite. Ludzie to robią w rzeczywistości? Też bym chciała tego doświadczyć. Tylko jak? Jest chat. A może? Nie i co ja tam będę robić? Mam tylko moje fantazje i brak doświadczeń. Kto będzie chciał ze mną gadać.Wchodzę. Czuję się jakbym stała goła w miejscu publicznym i wszyscy się na mnie gapią. Ta sytuacja mnie podnieca. Nic cisza. Łapię oddech. Nic się nie stało, jest ok. Czytam teksty pojawiające się na ekranie. O czym oni mówią? Nic nie rozumiem. Pojawia się nowe okno. Pierwsze powitanie. Cześć suko! Ty chamie myślę sobie. Ale zaraz przypominam sobie o konwencji bdsm. Oddaje przywitanie. Drugie, trzecie okno. Tyle pytań, a wszystkie o to samo, Wiek, imię, skąd jestem, jak wyglądam... Odpowiadam na wszystkie. Trochę się gubię. Ktoś mnie ponagla. Przestaje być miło. Żegnam się. Wychodzę. Uciekam. Znowu uciekam. Muszę to przemyśleć. Po co tam weszłam? Czego lub kogo szukam? No właśnie, bez tych odpowiedzi będę chaotyczna, jak teraz. Muszę pomyśleć spokojnie.Nie sypiam, każdą wolną chwilę spędzam na chacie. To się musi skończyć. Jest tyle chamstwa i napalonej smarkaterii, na którą szkoda czasu. Nie muszę przecież odpowiadać na wszystkie zaczepki. W końcu jestem osobą decydującą o swoim życiu. Po pierwsze wiek. Ludzie co najmniej w moim wieku, Połowa odpadnie. Ale jak ich oddzielić. Najpierw po nickach. Przestaję biernie odpowiadać na pytania. To ja będę zadawać pytania. Ja będę wybierać rozmówców. Może nie jest to zgodne z teorią bdsm, ale jeżeli mam komuś podarować swoją uległość, to muszę tego chcieć. Muszę czuć pozytywną chemię. Potrzeba ogromnej siły i godności, żeby wejść w rolę suni, żeby spełnić każde polecenie, żeby oddać się bezgranicznie i bezwarunkowo. To jak oddać kawałek siebie. Nie zamierzam rozmieniać się na drobne. Nie. Nie zamierzam ciągnąć żadnej rozmowy, jeżeli warstwa słowna nie będzie wystarczająco zachęcająca, wystarczająco dobra. W końcu jestem kapłanką słowa. Pozwalam się słowom uwodzić i czarować. Pozwalam się im podniecać. I spełniam się przy nich. Słowa. Cóż jest piękniejszego niż słowa, może tylko emocje, które niosą na swoim grzbiecie...Tak, to dobre kryterium. Kryterium słowa.

7 czerwca 2004

Kochać i tracić

Kochać i tracić, pragnąć i żałować,

Padać boleśnie i znowu się podnosić,

Krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać "prowadź!"

Oto jest życie: nic, a jakże dosyć...


Leopold Staff